29.07.2024, 21:33 ✶
No kurwa mać.
Ze złych wiadomości – upadł.
Z dobrych wiadomości – ziemia była dziwnie miękka, więc chociaż upadł dość boleśnie, a potem przeturlał się jeszcze kawałek od miejsca upadku to o dziwo przeżył i chyba nie umierał.
Z ust Prewetta wydobył się cichy jęk bólu, gdy dotarło do niego, że przeżył upadek, ale teraz trzeba było się zmierzyć z jego konsekwencjami. Serce biło jak szalone, przed oczami na chwilę szyderczo mu pociemniało, a jednocześnie słońce raziło go w oczy jakby wrednie krzyczało No wstawaj! Taki piękny dzień! Słońce było strasznym dupkiem.
Odczekał chwilę i bardzo powoli spróbował usiąść. No dobrze. Bolało od potłuczenia, ale dał radę. Dwie nogi? Dalej były. Mógł nimi ruszać? Mógł. Stopy? We właściwym kierunku. Mógł nimi ruszać. Mógł... Kurwa jednak nie mógł. To znaczy mogł, ale ból w prawej kostce dość jasno dawał mu do zrozumienia, że chyba nie powinien tego robić. Wziął głęboki oddech i spróbował sprawdzić co z rękami, zwłaszcza, że strasznie bolał go lewy bark. Zerknął na niego. Hm... Barki chyba nie powinny wyglądać tak podejrzanie wypadnieto. Zaklął pod nosem i z powrotem opadł na ziemię, licząc na to, że albo coś go dobije, bo on już i tak miał dosyć, albo że przez ten ruch bark ponownie wskoczy na miejsce. Nie wskoczył. Za to coś strzyknęło mu w lewym kolanie. Poruszył nim delikatnie. Nie, to chyba nie było od upadku, a jedynie oznaka zbliżającej się trzydziestki.
Przymknął na chwilę oczy. Musiał chyba zahaczyć o jakiś kamień, bo miał też wrażenie, że na czole właśnie rośnie mu siniak.
Słońce natomiast dalej nie chciało się wyłączyć i dać mu umierać, za co Basilius miał pewną ochotę je zamordować. A może to tylko ból sprawiał, że był właśnie szalenie wściekły na wszystko. Szalenie wściekły na tę miotłę. Szalenie wściekły na siebie samego. Szalenie wściekły na Windermere, bo gdyby nic go nie wciągnęło pod ziemię to by tutaj dzisiaj nie przychodził i szalenie wściekły na samą Florence, że wyniosła tę cholerna miotłę. To zresztą postanowił powiedzieć na głos, gdy tylko usłyszał znajome kroki zmierzające w jego stronę.
– Umarłabyś gdybyś nie dala tej miotle leżeć w spokoju? – burknął, ponownie otwierając oczy, dając Słońcu kolejną szansę, aby przestało mu w nie świecić. Nie przestało.
Ze złych wiadomości – upadł.
Z dobrych wiadomości – ziemia była dziwnie miękka, więc chociaż upadł dość boleśnie, a potem przeturlał się jeszcze kawałek od miejsca upadku to o dziwo przeżył i chyba nie umierał.
Z ust Prewetta wydobył się cichy jęk bólu, gdy dotarło do niego, że przeżył upadek, ale teraz trzeba było się zmierzyć z jego konsekwencjami. Serce biło jak szalone, przed oczami na chwilę szyderczo mu pociemniało, a jednocześnie słońce raziło go w oczy jakby wrednie krzyczało No wstawaj! Taki piękny dzień! Słońce było strasznym dupkiem.
Odczekał chwilę i bardzo powoli spróbował usiąść. No dobrze. Bolało od potłuczenia, ale dał radę. Dwie nogi? Dalej były. Mógł nimi ruszać? Mógł. Stopy? We właściwym kierunku. Mógł nimi ruszać. Mógł... Kurwa jednak nie mógł. To znaczy mogł, ale ból w prawej kostce dość jasno dawał mu do zrozumienia, że chyba nie powinien tego robić. Wziął głęboki oddech i spróbował sprawdzić co z rękami, zwłaszcza, że strasznie bolał go lewy bark. Zerknął na niego. Hm... Barki chyba nie powinny wyglądać tak podejrzanie wypadnieto. Zaklął pod nosem i z powrotem opadł na ziemię, licząc na to, że albo coś go dobije, bo on już i tak miał dosyć, albo że przez ten ruch bark ponownie wskoczy na miejsce. Nie wskoczył. Za to coś strzyknęło mu w lewym kolanie. Poruszył nim delikatnie. Nie, to chyba nie było od upadku, a jedynie oznaka zbliżającej się trzydziestki.
Przymknął na chwilę oczy. Musiał chyba zahaczyć o jakiś kamień, bo miał też wrażenie, że na czole właśnie rośnie mu siniak.
Słońce natomiast dalej nie chciało się wyłączyć i dać mu umierać, za co Basilius miał pewną ochotę je zamordować. A może to tylko ból sprawiał, że był właśnie szalenie wściekły na wszystko. Szalenie wściekły na tę miotłę. Szalenie wściekły na siebie samego. Szalenie wściekły na Windermere, bo gdyby nic go nie wciągnęło pod ziemię to by tutaj dzisiaj nie przychodził i szalenie wściekły na samą Florence, że wyniosła tę cholerna miotłę. To zresztą postanowił powiedzieć na głos, gdy tylko usłyszał znajome kroki zmierzające w jego stronę.
– Umarłabyś gdybyś nie dala tej miotle leżeć w spokoju? – burknął, ponownie otwierając oczy, dając Słońcu kolejną szansę, aby przestało mu w nie świecić. Nie przestało.