- Tak jest, ojcze. - Powtórzył po raz kolejny, gdy ojciec szorstko rzucił kolejne polecenie. Czy tak to będzie teraz wyglądać? Nie mógł Richarda winić. Skoro uprzejmości nie działały, musiał przyzwyczajać się do krótkich szczeknięć rozkazów.
Temat dziewczyny nie był na miejscu i nie był potrzebny, poza tym, w ogóle powinien nie istnieć. Kobieta, która z żalu rzuciła mu czekoladową żabę po tym, jak za tyłek wyciągnęła go z wody, była tylko przypadkową nieszczęśniczką, której droga skrzyżowała się z charlesową.
- Przedstawiła się jako Bre, nie wiem więcej. Rozmawialiśmy tylko raz, i drugi raz, chwilę, na Lammas. - Wyjaśnił ojcu tyle, ile sam wiedział. Panienka Longbottom wciąż pozostawała niewiadomą. - Nie nosi się jak mugolaczka. - Dodał nieco ciszej, sądząc, że będzie to istotna informacja.