3 sierpnia 1972, przed południem
Robert & Leonard
Rodzinna biblioteka. Miejsce, które przede wszystkim nie budziło tylu obaw, co należący do Roberta gabinet. Znacznie bardziej nadające się do przeprowadzania spokojnych rozmów. I właśnie taką rozmowę, mężczyzna przeprowadzić chciał ze starszym bratankiem. O spotkanie poprosił go najpewniej jakoś w ciągu dnia. Przy pierwszej, nadarzającej się ku temu okazji. Nie tłumaczył przy tym, o co konkretnie chodziło. Z jakiego powodu prosił o te kilka minut. Na to brakło mu bowiem czasu - jak zwykle.
Na miejscu pojawił się przed czasem. Z książką w ręku, a także ze szklanką whisky na pobliskim stoliku, nie wyglądało wcale na to, żeby czekał. Bardziej jakby po prostu się tutaj zaszył. Postanowił spędzić czas w ciszy oraz w otoczeniu książek. Co w zasadzie nie byłoby czymś zaskakującym. Nie w przypadku Roberta. Tym co dodatkowo zwracało uwagę, był wyczuwalny w powietrzu zapach kadzidła. Zapach nietrudny do zidentyfikowania. Oparty na lawendzie. Wystarczyło się rozejrzeć dokoła, aby znaleźć je na jednym z regałów.
Tym, który znajdywał się najbliżej Roberta.
Tego Roberta, który zauważając Twoje pojawienie się na miejscu, bez przeciągania zamknął a następnie odłożył książkę na stolik. Nie zawsze zdawało mu się postępować w ten sposób. Niejednokrotnie zmuszał innych do czekania. Pierw kończył swoje sprawy, a dopiero później poświęcał uwagę innym. Teraz jednak zdawało się być inaczej.
Brązowe oczy z nielicznymi, zielonymi plamkami, skierowały się w Twoją stronę. Spojrzenie było równie odległe co zwykle. Wyczuwalny ten sam dystans. Skinął głową, wskazując na fotel. Bezgłośne siadaj. Bezgłośne zaproszenie do rozmowy. Dopiero kiedy zdecydowałeś się na ten krok, przeszedł do tego, co go popchnęło do tego spotkania.
- Rozmawiałem wczoraj z Sophie. Słyszałem o zajściu ze szlamą podczas kiermaszu. - nie owijał w bawełnę. Z miejsca przeszedł do sedna; do tego co było dla niego istotne. - Dziękuje, że odpowiednio się tym zająłeś. - nie miało dla niego najwyraźniej znaczenia to, iż te odpowiednie zajęcie się sprawą, opierało się o wykorzystanie jednej ze świeczek, które podczas samego Lammas zdawały się stanowić dla niego olbrzymi problem. Teraz nim nie były? Zabawne jak szybko potrafi się zmienić czyjeś spojrzenie na dany problem. Jak to się mówiło? Wiele zależy od okoliczności.
Teraz wyglądało na to, iż te były sprzyjające.
Kiedy Robert mówił, przez moment zdawało się, że przez jego twarz prześlizgnęło się coś na kształt uśmiechu. Zaraz jednak, już po chwili, Robert znów wyglądał jak zawsze. Może więc to faktycznie tylko się wydawało?