Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Księżycowy Staw - Poddasze
– Ale to było pojebane, co nie? – rzuciła do swoich przyjaciół zgromadzonych na poddaszu Księżycowego Stawu, bardzo taniego miejsca, które w absolutnym gratisie miało zestaw pojebanych morderstw, dzikich lokatorów (żywych i takich nie do końca żywych), gadające obrazy, schody pułapki i pakiet innych dziwnych rzeczy, o których w umowie kupna nic nie było.
Heather, Thomas i Tomas (Tomciu?) siedzieli gdzie chcieli na poddaszu zasranym serpentynami, resztkami prezerwatywowych balonów i gratami dawnych właścicieli. Nie było tu już Poltergeista, zajęli się na nim odpowiedzialniejsi członkowie szlachetnego Zakonu Feniksa, który przejął to miejsce na swoją tajną bazę (przynajmniej tak to widziała Millie).
A teraz przyszedł czas na świętowanie. Na zakurzoną podłogę zleciała taca z ciastkami zostawionymi przez Norę, nieco delikatniej Moody odstawiła czajnik z herbatą i filiżankami, a każda filiżanka z innej była parafii.
– Ja tą kurwę chciałam częstować ciasteczkami, ja pierdole nie można już nikomu zaufać! Dobrze, że wy jesteście, bo tak to kurwa... Za moment się okaże że sypiałam z jakimś pierdolonym śmierciuchem i co? Celibat! No bo przecież nie będziemy się ruchać w rodzinie co nie? – ugryzła ciasteczko rozlewając każdemu naparu. Herbata czarna myśli powinna im rozjaśnić, z resztą biorąca eliksiry na głowę Moody w resztkach odpowiedzialności nie ściągała na górę alkoholu. Szkoda, że nie zwróciła uwagi na lekko grzybny aromat tej herbaty podkradzionej z Morpheusowego bagażu. Tu wszystko było zapyziała w Księżycowym Stawie, wszystko trochę dziwnie pachniało z resztą zaraz po tym sięgnęła po swoją srebrną papierośnicę z grawerunkiem sztormu na morzu i błyskawicą rozświetlającą od czasu do czasu lśniący nieboskłon. Tytoń zagłuszy wszelkie sygnały.
– Ruda żałuj że Cię nie było jak świrowaliśmy na miotłach, teraz pewnie długie tyłki wszędzie poumieszczają zakazy fruwania wewnątrz naszej fancy hacjendy. – Cmoknęła zaciągając się mocno i siadając skrzyżnie na gołych deskach. Jej piersi nie zdobiła już koszulka o tym, że ma tak długiego penisa, że grozi śmiercią. Przebrała się w biały t-shirt podpierdolony bratu z szafy. Może i nie było Alastora fizycznie z nimi, ale przynajmniej jego koszulka mogła świętować razem z nimi triumf dobra nad złem, czy coś w tym guście.
1