• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[15/07/1972] Nasze osobiste Grey's Anatomy || cameron & basilius

[15/07/1972] Nasze osobiste Grey's Anatomy || cameron & basilius
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#1
09.08.2024, 23:39  ✶  

—15/07/1972—
Pracownia wytwórców, Szpital św. Munga
Cameron Lupin & Basilius Prewett



Doszkalanie się do zawodu uzdrowiciela w Szpitalu św. Munga nie należało do procesów łatwych i przystępnych. A już przede wszystkim dla kogoś pokroju Camerona. Brakowało mu ogłady i chociaż ostatnie miesiące, jak i widmo kolejnych ataków terrorystycznych w wykonaniu Śmierciożerców, odcisnęło na nim swoje piętno, tak dalej można było w nim zobaczyć tę aurę młodzieńczej spontaniczności. Może to właśnie dlatego tak trudno byłoby mu dogadać się z Florence Bulstrode, która zarządzała jego grupą studentów?

Wiedział, że jego wycieczka w środku sezonu letniego nie przejdzie bez echa. I chociaż spędził z Heather kilka niezapomnianych chwil na kilkudniowym rejsie okrętem Crouchów, tak powrót do rzeczywistości wydawał mu się tym trudniejszy, że cały czas był myślami ze swoją dziewczyną, kiedy to oboje byli otoczeni nadzwyczajną ilością atrakcji dla czarodziejów. A teraz... Teraz latał po oddziałach kliniki jak psidwak z zapaleniem pęcherza. Jednym słowem: został zagoniony do roboty. Inwentaryzacje magazynowe, pomoc w przyjmowaniu pacjentów na oddział, transfer dokumentów medycznych do archiwum - to wszystko było na jego głowie.

Teraz nadszedł czas na tę najprzyjemniejszą część roboty: pracę z eliksirami. Jeśli tu nie wyjdzie, to równie dobrze mogę po prostu wrócić do apteki rodziców, pomyślał z przekąsem, siekając kolejne składniki. Wydarzenia z Beltane znacznie uszczupliły szpitalne zapasy i chociaż dostawy wróciły do normy, a szafki i magazyny na nowo się zapełniały, tak co poniektórzy wytwórcy coraz częściej wyrabiali nadgodziny, dbając o to, aby szafki z podręcznymi miksturami były zaopatrzone i medyków niczego nie brakowało. Eliksiry wiggenowe, eliksiry zasklepiające rany, podstawowe przeciwbólówki i mikstury wyciszające... Czasem mogło się wydawać, że były to obecnie towary pierwszej potrzeby.

— K-kto by nie chciał się zaopatrzyć we własną kolekcję eliksirów leczących, czyż nie? — zagaił, zsuwając posiekane zioła do moździerza.

Zerknął w stronę Basiliusa Prewetta, który pracował... nad czymś... przy stanowisku obok. Czasem żałował, że to nie pod jego opiekę trafił. Wprawdzie od Bulstrode sporo się uczył, tak często odnosił wrażenie, że Bazyli był dużo spokojniejszy w obejściu i co najmniej dwa razy bardziej ludzki od ''Królowej Chłodu'' z oddziału urazów pozaklęciowych i leczenia klątw. Eh, jak bardzo inny byłby to staż, gdyby Lupin trafił na faceta w roli swojego mentora? Może nawet nie jąkałby się tak bardzo w trakcie wykładów, kiedy Bulstrode nagle brała go do odpowiedzi?

— C-co właściwie z tego s-stworzysz? — dopytał, przekrzywiając głowę na widok porozdzielanych składników, próbując zgadnąć, co też medyk planował przygotować. Eliksir? Maść?
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#2
16.08.2024, 11:48  ✶  
Chociaż dla Basiliusa wyrabianie eliksirów i maści, było raczej czymś co robił, bo w jego zawodzie było to po prostu przydatne, niż z wielkiej pasji do tego konkretnego zajęcia, to musiał przyznać że było to też w jakiś sposób mocno odstresowujące. Oczywiście nie tak bardzo jak partia pokera w kasynie, no i miło by było gdyby nie musiał robić tego tak często po ustalonych godzinach pracy (dziwne, że jeszcze nie zapomniał co to znaczy), ale i tak czasem przyjemnie było skupić się na zgniataniu odpowiednich ziół.
– Hm? – spytał, nieco wyrywany z własnych myśli, ostrożnie krojąc kilka ciemnych listków na jak najrówniejsze części. – Ah tak, patrząc co się dzieje, to chyba nauczyliśmy się przydatnej umiejętności.
Prewett oczywiście kojarzył Camerona, chociaż nie dane było im rozmawiać znowu jakoś szalenie często. Wiedział jednak, że Lupin obecnie kształci się pod okien Florence i... No cóż. Mógł życzyć chłopakowi jedynie, jak najlepiej, bo chociaż kochał swoją kuzynkę, a ta dla swojej rodziny była zdecydowanie milsza, tak doskonale wiedział, że potrafiła wzbudzić w swoich uczniach pewien... strach. Ale przynajmniej naprawdę się czegoś nauczą i, gdy już zostaną pełnoprawnymi uzdrowicielami, będą porządnie wykonywać swój zawód. No i Bulstrode tak naprawdę była mniej straszna, niż się wydawało, ale tego Prewett nie zamierzał nikomu mówić z dwóch powodów. Po pierwsze, czerpał duże korzyści z tego, że inni, obawiajacy się postrachu oddziału magimedycy prosili go w ramach przysługi o załatwienie z nią jakiś spraw w ich imieniu, a po drugie uważał, że lekki i kontrolowany stres za bardzo im nie zaszkodzi. I chociaż sam pewnie przyjąłby inną taktykę nauczania, gdyby był wykładowcą, tak najwyraźniej cokolwiek robiła Florence działało. Chyba, że Cameron zaczął się jąkać dopiero przez nią. Wtedy mieli problem.
Basilius ostrożnie przełożył pokrojone listki do drewnianej miseczki, a następnie sięgnął po kolejne zioła, aby je drobno posiekać, a przekrojone rośliny wydały z siebie na tyle silny aromat, że skutecznie maskowały nieprzyjemne zapachy, niektórych tworzonych tutaj eliksirów. Cameron mógł też zauważyć, że wszystko przy stanowisku Prewetta, było równo ułożone i odpowiednio posegregowane.
– To? A to tylko eliksir zdzierający skórę. Ostatnio zużyłem cały zapas – powiedział z uśmiechem na ustach, chociaż przez zmęczenie chyba nie wyraził się dość precyzyjnie, bo to nie tak, że torturował nim biednych pacjentów, a po prostu musiał pożyczyć dwie butelki, które akurat miał innym uzdrowicielom. – A ty?
Nie mógł się powstrzymać, by przy tym pytaniu nie zerknąć dyskretnie na stanowisko Lupina, by zobaczyć jak mu szło.
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#3
17.08.2024, 01:08  ✶  
— N-niektórzy latają z różdżkami, inni z m-miksturami — odparł bez większego wahania, jakby powtarzał sobie tą frazę już nie pierwszy raz. Jakoś musiał sobie wmawiać, że nie był bezużyteczny dla Heather i swoich bliskich w obliczu nadchodzącego konfliktu.

W zwyczajnych okolicznościach odpowiednio wydestylowana dawka stresu faktycznie mogła pomóc - to był po prostu dobry motywator. Z czysto teoretycznego punktu widzenia Cameron nie umiał temu zaprzeczyć, ponieważ wtedy umysł od razu sam pospieszał człowieka do działania. Wyostrzał zmysły i zapewniał gwałtowny przypływ energii. Na pewno działało to dobrze w momencie, gdy człowiek nie miał innych zmartwień, jednak gdy taka osoba i tak już wiele nosiła na swoich barkach... Cóż, wtedy niekoniecznie to pomagało. Chociaż co poniektórzy zapewne stwierdziliby, że wówczas stres ułatwia priorytetyzację zadań i obowiązków.

Może Lupin nie przyznałby się do tego od razu, ale doceniał wyzwania stawiane mu przez pracę w Szpitalu św. Munga. Owszem, zdarzało się, że czuł się niedoceniany lub wykorzystywany. Niektóre osoby z personelu potrafiły go zagonić do zadań w ogóle niezwiązanych z jego stażem, ale kiedy przychodziło co do czego, faktycznie czuł, że wynosi z nauki w Akademii Munga nowe i cenne doświadczenia. Gdyby tylko jego życie osobiste nie było tak chaotyczne, to może nawet poradziłby sobie z tymi wszystkimi przeciwnościami losu, a tak? Zagrożenie ze strony terrorystów na horyzoncie, najlepszy przyjaciel ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem na wsi, a jego narzeczona w każdej chwili mogła zostać wezwana do kolejnego incydentu z udziałem czarnoksiężników. Jak tu zachować spokój?

— Eliksir wiggenowy, ale z częściowym w-wykorzystaniem alternatywnych s-składników. W s-s-sensie z-zamienników, c-co nie? — stwierdził, składając ręce na piersi. — Jeśli na końcu uda mi się go d-doprowadzić do od-odpowiedniej temperatury, to powinien z-zachować właściwości regenerujące i t-tylko minimalnie zmienić smak. Przygotowałem też inny preparat zagęszczający.

Wprawdzie w Horyzontach Zaklęć zazwyczaj sugerowano zastosowanie kilku kropel ślubu gumochłona, jednak w tym przypadku Lupin chciał spróbować czegoś innego, co kojarzył z rozpakowywania najnowszych dostaw w rodzinnej aptece. Gdyby dokładniej przeszukał magazynek, to zapewne znalazłby wszystkie zalecane składniki, ale może szukał wyzwania właśnie na polu eliksirowarstwa? Od czasu ataku na Beltane cały czas miał z tyłu głowy pracę w szpitalu polowym, kiedy cierpieli na braki w dostawach z Doliny i Londynu. W grę wchodziło dawkowanie pozostałych specyfików lub sięganie właśnie po zamienniki i sklecanie na szybko mikstur o krótszym czasie działania. Kto wie, kiedy ta potrzeba znowu zapuka do ich drzwi?

— … Eliksir zdzierający skórę? — odłożył tłuczek do moździerza na bok i przesunął się bliżej stanowiska pracy Basiliusa. — T-to na jakieś zaawansowane l-leczenie oparzeń? — Przeniósł wzrok z miseczki wypełnionej ziołami na twarz uzdrowiciela. — W sensie, żeby móc p-potem za-zaaplikować jakieś mazidło regenerujące? Czy na coś hmm innego?
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#4
21.08.2024, 16:05  ✶  
– Tak. A ci z eliksirami bardzo często latają z tymi, aby pozbierać tych z rożdzkami – odpowiedział, bo prawda była taka, że ci którzy pierwsi pchali się do heroicznych czynów, najczęściej jako pierwsi też kończyli poobijani. A potem też najczęściej się wykłócali, że nic im nie było.
Basilius przeleciał wzrokiem po stanowisku Camerona, zatrzymując się na niektórych składnikach. To też był ich kolejny problem. Ostatnie wydarzenia wyczerpały masę zasobów szpitala. Brakowało składników i trzeba było kombinować z zamiennikami, co było o tyle uciążliwe, że niektóre próby wychodziły lepiej od innych. Sam Basilius raczej nie zamierzał się tym zajmować, pozostawiając opracowywanie tego typu receptur osobom, które skupiały się zawodowo jedynie na wytwarzaniu eliksirów, lub tak jak Cameron, po prostu tego chciały, a on po prostu z nich już korzystał.
– Sprytnie. Daj znać jak wyjdzie. Czemu inny preparat zagęszczający? – spytał bardziej dlatego, że był ciekawy, co też Lupin wykombinował, niż by jakkolwiek podważać tę decyzję. W końcu im więcej alternatywnych przepisów ktoś opracuje, tym lepiej dla każdego z nich.
Prewett cofnął się nieco w bok przy swoim stanowisku, aby zrobić więcej miejsca dla młodszego z uzdrowicieli, by ten mógł dokładniej się przyjrzeć wszystkim składnikom.
– Bardziej na wyjątkowo problematyczne zmiany skórne wywołane przez magię, które nie chcą inaczej zniknąć, a wiesz, że ich jednorazowe usunięcie nie grozi ich nawrotem, a załatwi sprawę – powiedział zastanawiając się na ile graficznych opisów może sobie pozwolić, mając w pamięci, że ostatnim razem, gdy wraz z jakimś stażystą mierzył się z problematycznymi zmianami skórnymi tamten zemdlał i do tej pory trochę Prewetta unikał. I tak, niby stażyści powinni być gotowi na mniej przyjemne opisy i widoki, ale skoro nie był wykładowcą, to nie on musiał być odpowiedzialny za wywoływanie traum. Z drugiej stronu wtedy to była raczej wina Brenny Longbottom i jej gnijącej skóry, niż jego samego. – Najpierw rzucasz oczywiście zaklęcia rozpraszajace na zmiany, potem aplikujesz silne środki przeciwbólowe i czasem uspokajające, potem nanosisz eliksir delikatnie na skórę w niewielkiej ilości, a gdy zadziała dajesz coś na regenerację. Czasem w sumie najlepiej jest jeśli pacjent nie jest przytomny, lub chociaż nie patrzy w w tamtą stronę, ale to zależy od osoby.
Niektórzy niekoniecznie lubił patrzeć jak skóra schodzi im z ręki. Niektórym wystarczyło po prostu coś na uspokojenie. Innym nic nie pomagało poza całkowitym wyłączeniem się.
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#5
25.08.2024, 17:43  ✶  
Cameron nigdy nie należał do osób spragnionych wrażeń; tutaj pierwsze skrzypce grali jego najbliżsi, czyli Charles i Heather. Nie znosił bezsensownego wymachiwania różdżkami w Klubie Pojedynków, nie przepadał za sportami ekstremalnymi, jednak... Magimedycyna miała swoje wyzwania i to w nich znalazł swoją niszę. Nawet kiedy był tylko młodym uczniem Hogwartu, jeśli chciał uwarzyć coś prywatnie, siłą rzeczy musiał polegać na własnych zapasach, paczkach z rodzinnej apteki lub weekendowych wypadach za mury zamku, kiedy większość studentów udawała się do Hogsmeade.

To był chyba najdłuższy etap jego eksperymentowania z różnymi składnikami i zamiennikami. Po prostu nie miał większego wyboru. Teraz miał wrażenie, że robił to z konieczności. Z obawy, że w przypadku kolejnego incydentu z udziałem Śmierciożerców, znowu obudzą się z ręką w nocniku i będą skazani na prymitywne metody. Chciał być przygotowany. A jeśli modyfikacje powszechnych receptur miały mu w tym pomóc, to był gotów siedzieć tutaj nawet i do nocy, żeby testować swoje tezy.

— Cóż, w-w-większość eliksirów korzysta ze śluzu g-gumochłona. Robak samoczynnie p-p-produkuje śluz, żeby się eee p-p-płynniej p-poruszać, a przez niski poziom zagrożenia łatwo się do niego d-dobrać. — Wzruszył ramionami, krzywiąc się na wizje pobierania składników od tego rodzaju stworzenia. — Nawet p-podstawowy produkt może nagle zniknąć z rynku, zwłaszcza czarodziejskiego, więc p-pomyślałem o niemagicznych s-stabilizatorach. Skoro jedyne, co daje śluz, to wzmacnia stabilność kinetyczną mikstury, to można by wykluczyć śluz z receptur, które stosują go tylko z uwagi na jego powszechność.

Mugolskie zioła i składniki pochodzenia zwierzęcego rzadko kiedy źle reagowały z magicznymi recepturami. Po prostu były... obojętne. Być może przez to, że pochodziły od Matki Natury? Technologia niemagów niezbyt dobrze działała, kiedy w okolicy ktoś czarował, jednak dary od flory i fauny zdawały się nie mieć żadnych preferencji w kwestii tego, kto po nie sięga i w jakim celu.

— Brzmi... ciekawie — przyznał z nutą niepewności w głosie, nie potrafiąc znaleźć lepszego słowa. Owszem, zastosowanie mieszadła brzmiało nieco strasznie, jednak było przy tym także logiczne. Zaklęcia potrafiły wiele zdziałać w medycynie, jednak koniec końców wszystko kręciło się wokół mikstur i maści, bo te zapewniały najdłuższe działanie i nie polegały na emocjach uzdrowiciela. — Chociaż... Trzeba będzie też sprawdzić, czy maść regeneracyjna przyjmie się po takiej ingerencji, prawda? Pozostałości składników z pierwszego eliksiru mogą wniknąć głębiej w skórę, a dopiero potem zareagować z porcjami maści leczniczej.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#6
02.09.2024, 18:31  ✶  
Basilius słuchał tego co mówił Cameron uważnie, nawet jeśli czarodziej, zanim przeszedł do wyjaśnienia swojego rozumowania, opowiadał o rzeczach, które siłą rzeczy były znane i jemu, ale na sam wywód skinął głową.
– Niemagiczny? – spytał, unosząc jedną brew wyraźnie zaciekawiony. Rozumiał logikę Lupina. Zawsze istniała szansa, że coś powszechnego, przestanie być powszechne. No bo kto to wiedział? Może Śmierciożercy uznają, że nienawidzą gumochłonów, bo jeden kiedyś wlazł pod koszulkę ich Czarnego Pana i postanowią zgładzić wszystkie z nich? Albo przyroda znowu oszaleje i coś wyginie. – I mówiąc niemagiczny, masz na myśli po prostu jakąś substancję z ziół, lub odzwierzęcą, czy jakiś mugolski preparat, który opracowali?
Każda z opcji była ciekawa, chociaż w jednym przypadku zasugerowałby, by Cameron zabezpieczył się zarówno przed potencjalnymi wybuchami, jak i kontrowersjami, które mogłaby ona wywołać. Zakładał jednak, że chodziło o tę pierwsza możliwość.
– Jeśli będzie się pilnowało i podawało odpowiednią dawkę, nie powinno być z tym problemu i zostanie zdarta jedynie ta warstwa, która powinna. – powiedział, zerkając teraz bardziej z zaciekawieniem na stanowisko pracy Lupina, niż swoje własne. W końcu on nie kombinował z recepturą i po prostu wytwarzał stary, dobry eliksir na zdzieranie skóry. Lupin natomiast robił coś ciekawego. – No i najlepiej użyć konkretnego rodzaju maści regeneracyjnej ze sprawdzonych składników. Wtedy nic nie powinno się wydarzyć, ale tak dobrze kombinujesz. Dlatego warto używać pewnych kombinacji. Poczekaj chwilę. – Z tymi słowami, zaczął grzebać w swojej torbie, by wreszcie wyciągnąć już dość stary, obłożony granatowy materiałem dziennik i przerzucić kilka kartek, aż wreszcie znalazl odpowiednią stronę, na której kiedyś zapisał wskazówki do całej procedury i pokazał Cameronowi zapisane starannym charakterem pisma proporcje i rodzaje maści, aby młodszy uzdrowicieł mógł się lepiej temu przyjrzeć. Podobno Basilius był czasem zbyt miły dla stażystów, ale po pierwsze sam odrzucał takie pomówienia, bo jeśli sytuacja tego wymagała potrafił ustawić ich do pionu, a po drugie Lupin wydawał się być całkiem rozumnym stażystą. Będzie musiał spytać się kiedyś Florence co tak ogólnie o nim sądziła, ale raczej nie kojarzył, aby kuzynka, czy jakikolwiek inny wykładowcą, opowiadal jakieś makabryczne historie z Cameronem w roli głównej. No i nie wyglądał jakby miał zemdleć. Głupio byłoby mieć dwóch mdlejących studentów na swoim koncie, nie będąc nawet wykładowcą.
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#7
05.09.2024, 20:37  ✶  
— Nie, nie miałem na myśli mugolskich wynalazków — zaprzeczył Cameron kategorycznie, kręcąc mocno głową. — Łączenie ich wynalazków z naszymi eliksirami to chyba nie jest najlepszy pomysł. Postawiłem raczej na naturalne składniki, które są bardziej hmm tradycyjne dla ich sztuki zielarskiej.

Wprawdzie z tyłu głowy zaświtała mu myśl, że niepotrzebnie przejmuje się różnicami, skoro w społeczeństwie czarodziejów funkcjonowali mugolacy czy czarodzieje półkrwi, którzy siłą rzeczy na pewnym etapie życia korzystali z mugolskiej opieki medycznej, jednak... Osobiście nie miał zbyt dużego doświadczenia z farmakologią niemagów. Nigdy nie był w ich laboratorium czy zapleczu apteki, gdzie przygotowywany leki. A jednak scenariusz, w którym miałby dosypywać do kotła jakieś dziwne proszki o skomplikowanych nazwach, niezbyt do niego trafiała. Kiedy sięgał po zioła czy składniki odzwierzęce, to przynajmniej wiedział konkretnie, z czego korzystał.

— Hmm. — Zmrużył oczy, przyglądając się notatkom Basiliusa.

Ujął dziennik w dłonie, pochylając się nad zapiskami , próbując rozszyfrować wszystkie literki. Chociaż pismo wydawało mu się schludne - na pewno bardziej od jego własnego - tak z paroma słowami miał problem, kiedy jedna litera przechodziła w drugą. Cameron oblizał dolną wargę czubkiem języka, powtarzając w myślach zapisane wskazówki, jakby w ten sposób tworzył w głowie tylko sobie zrozumiałą mapę myśli.

— To dobry projekt — stwierdził po dłuższej chwili z podziwem w głosie, jakby sama wieść o tym, że jakiś magimedyk opracował tego rodzaju recepturę, była ogromnym przełomem. — T-to znaczy... Tak mi się wydaję. Nie, żebym miał jakąś moc sprawczą nad nim, co nie? — Zaśmiał się nerwowo. — Ale z opisu i tego, co mówisz, wynika, że ta maść powinna całkiem nieźle działać. Ciekawe, jak przejdą pierwsze próby na ludziach.

Wzdrygnął się na to określenie. Z drugiej strony, przecież oboje wiedzieli, że to nie było nic nielegalnego. Nikt tutaj nie korzystał z Nekromancji w podziemiach Szpitala św. Munga. To były po prostu standardowe próby mające na celu wykazać, jak dany medykament będzie reagował w standardowych warunkach. A to już było jego zdaniem ciekawe. Działanie poszczególnych składników to jak się ze sobą mieszały... Cameron zawsze czuł co do tego wszystkiego głęboką fascynację. Bądź co bądź, nie każdy potrafił odratować skórę ofiary pożaru, używając ziółek z ogródka czy pobliskiego zagajnika. To dopiero była sztuka.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#8
20.09.2024, 17:01  ✶  
Basilius skinął głową na znak, że całkowicie się z nim zgadza. To znaczy... Jego Krukońska strona podpowiadała mu, że badania nad łączeniem mugolskich i niemagicznych leków mogłyby być ciekawym eksperymentem, ale jednak nie warto było w tym momencie ryzykować. Zastanawiał się jednak czasami nad medycyną mugolską, nawet nie po to by ją stosować (w końcu nie byłoby to łatwe przy klątwach), ale tak ogólnie, jakie zyski, lub nie, mogłaby dla nich przynieść gdy chodziło o bardziej typowe choroby, na które mogli cierpieć zarówno mugole, jak i czarodzieje. Miał jednak na razie za za dużo magicznych przypadków na głowie, aby się bardziej wgryźć w ten temat.
– Rozumiem – dodał jeszcze, zerkając na stanowisko pracy Camerona, tak aby zobaczyć jakich ziół postanowił użyć czarodziej. – Daj znać jakie będą efekty.
Pozwolił przyjrzeć się Lupinowi własnym zapiskom, tak długo, jak tylko miał ochotę, a gdy tylko młodszy czarodziej wydał werdykt, Prewett zmarszczył brwi, zerknął na swoje notatki, na Camerona, znowu na swoje notatki, a potem na przyniesione przez młodszego z nich rośliny na wypadek, gdyby wcześniej nie zauważył, że jedna z nich była toksyczna.
– To znaczy... – zaczął delikatnie, nie chcąc by chłopak poczuł się jakkolwiek głupio z tym co miał mu zaraz powiedzieć. A może to on dzisiaj mówił jakoś strasznie nieskładnie i niewyraźnie? Czyżby był bardziej zmęczony, niż to odczuwał? – Doceniam twój entuzjazm Cameronie, ale to nie jest mój projekt. To sprawdzona metoda w radzeniu sobie z niektórymi przypadkami. Zarówno eliksir, jak i maść są już od dawna używane, weic nie potrzebujemy dodatkowych prób na ludziach. Tutaj po prostu, kiedyś, rozpisałem różne możliwe kombinacje i jak co działa. – Już nawet nie pamiętał czemu zrobił te notatki. Chyba chciał się po prostu sprawdzić, czy aby na pewno wszystko dobrze pamiętał i wolał mieć gdzieś pod ręką swoje zapisku na wypadek, gdyby z jakiegoś powodu przestał być pewny co dokładnie zrobić, lub musiał w trakcie szpitalnego chaosu na szybko sprawdzić, czym zastąpić maść, której najczęściej używał, jeśli by jej zabrakło. Miło było jednak myśleć, że w oczach Lupina Prewett byłby w stanie opracowywać w wolnym czasie nowe leki i maście.
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#9
30.09.2024, 20:45  ✶  
Faktycznie, to obecnie nie był najlepszy czas, aby próbować wpleść elementy mugolskiej sztuki leczenia w podstawy powszechnie stosowanej magimedycyny. Nawet jeśli pewne elementy procesów leczenia obu społeczeństw były pokrewne jak na przykład ziołolecznictwo, tak to po prostu... Nie był odpowiedni moment. Nie, kiedy Śmierciożercy poczynali sobie na tyle śmiało, że potrafi wywlec przypadkowych ludzi z ich domów i torturować ich na środku ulicy, aby ułatwić sobie sprawę z porwaniem czy wysunięciem odpowiednich żądań.

Wprawdzie Cameron wolał nie myśleć o tym, że w Szpitalu św. Munga mogły się kryć osoby, które mogłyby zlecić atak na kogoś, tylko dlatego, że chce nieco usprawnić proces leczenia z wykorzystaniem wiedzy z niemagicznego świata, jednak... Wszędzie mógł się trafić jakiś ekstremista, prawda? Skoro w służbach bezpieczeństwa siedzieli tradycjonaliści, to równie dobrze można by było ich znaleźć w służbie zdrowia lub instytucjach edukacyjnych. Kto wie, może nawet w przedszkolu rodziny Pettigrew była jakaś opiekunka, która krzywiła się za każdym razem, gdy przyjmowano do placówki dziecko półkrwi?

Lupin wzdrygnął się na tę myśl, kiwając powoli głową na stwierdzenie Basiliusa. Aby zdać pełny raport z efektów swoich pracy i tak musiałby przeprowadzić kilka dodatkowych prób kontrolnych, co by potwierdzić, że pierwsze wyniki nie były jedynie dziełem przypadku. Ale kiedy już będzie o wszystkim... Oczywiście, że poinformuje o wszystkim Prewetta. Na pewno będzie mniej krytyczny wobec tych małym badań niż Florence Bulstrode. Z drugiej strony, było naprawdę mało osób, które były pod tym względem gorsze od niej.

— Oh — wymsknęło mu się, gdy w końcu dotarło do niego, nad czym właściwie pracuje jego współpracownik. W jego oczach zaświtały iskierki zrozumienia, a policzki pokryły się czerwienią. No tak. Powinien był się domyślić. — Cóż... Ć-ćwiczenie znanych formuł to też całkiem niezły trening, t-tak? — Pokiwał gwałtownie głową, próbując ratować twarz. — Więc, to też się bardzo chwali... Florence będzie zachwycona, że no... Nikt nie spoczywa na tych eee laurkach. Laurach.

Chrząknął głośno i przesunął się bliżej swojego stołu, gotów wrócić do pracy. Ech, zdecydowanie się zbłaźnił. Żeby to był, chociaż pierwszy raz... Dobrze, że teraz akurat padło na Prewetta, a nie kogoś ostrzejszego. I że nie były to ćwiczenia w laboratorium, gdzie faktycznie byli oceniani - nie tylko z tego, co robili, ale też jak tłumaczyli swoje decyzje podjęte podczas pracy. Ech, co za wtopa.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#10
27.10.2024, 12:15  ✶  
Basilius sam nie chciał myśleć o tym, kto ze szpitala mógłby popierać tę drugą stronę, lub co gorsza, samemu do niej należeć. Było to dla niego po prostu... Absolutnie nie realne, że ktoś mógłby poświęć tyle lat na to, aby studiować ratowanie życia, tylko po to by życzyć śmierci innym, lub też aktywnie kogoś mordować. Nie, że nie wierzył, że takie sytuacje miały miejsce, Bo oczywiście, że tak było, nie był przecież głupi. Po prostu... Po prostu ciężko mu było o tym wszystkim myśleć.
Co się zaś tyczyło efektów pracy Camerona, to Prewett był ich autentycznie ciekawy, nie jedynie z jakiejś uprzejmości. Może nie miał aż tak dużo styczności z Lupinem, ale wydawał mu się całkiem ogarniętym stażystą, zwłaszcza że skoro Florence jeszcze nie kazała mu zrezygnować z tej pracy, to znaczyło, że chyba nie był aż tak beznadziejnym przypadkiem.
Poza tym, że strasznie się teraz czerwienił i gadał o laurkach.
– Ćwiczenia ćwiczeniami. Ja po prostu potrzebuję tego eliksiru szybko do pracy, więc skoro mogę go zrobić sam, to już wolę tak. – Zwłaszcza, że ostatnio miał wrażenie, że dłużej czekało się na różne eliksiry, lub też nie wszystkie były dostępne od ręki w takich ilościach, jak potrzebował. Poza tym... W sumie to rzeczywiście czasem warto było powtórzyć sobie znane formułki, nawet nie tylko dlatego, że bał się, że ich zapomni, a po prostu tworzenie eliksirów zawsze go uspokajało. A jakoś tak się ciągle składało, że zawsze miał na głowie coś, co mogło go potencjalnie stresować. Zanim powrócili do swojej dalszej pracy, Basilius posłał Cameronowi uśmiech, aby się nie martwił, że przypadkiem się przed nim wygłupił i nie dodał już, że w jego przypadku, Florence była pewnie bardziej zachwycona gdyby wziął urlop, niż że siedział w godzinach przygotowując eliksiry. A potem wrócili do swojej pracy.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (1804), Cameron Lupin (1970)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa