08.01.2023, 17:59 ✶
Szczerze mówiąc to nie spodziewał się, że Elliott będzie miał ochotę na spotkanie. Nie zdziwiłby się gdyby ten odciął się od wszystkich na dłuższy czas. Nie potrafił sobie wyobrazić co musiał przechodzić, został wdowcem w tak młodym wieku i to jeszcze sam na sam ze swoim małym synem. Skoro jednak wyraził chęci na spotkanie to gotów był poświęcić i całą noc, jeśli jakoś mu to pomoże. Znał Simone, też ubolewał mocno nad jej śmiercią - czuł to w postaci obciążenia w żołądku, zimnego dreszczu i przerażenia skrytego na tyłach głowy. Dobrze znał te objawy, już przez to przechodził po utracie matki. Minęło tyle lat a wciąż pamiętał jej śmierć, jej krzyk, wrzask Cynthii... może sama świadomość, że byłby w stanie zrozumieć żałobę Elliotta cokolwiek tu pomoże? Nie wiedział, ale oferował niewymagające towarzystwo. Pojawił się z papierową torbą, w której znajdowała się butelka whiskey, świeżo kupiona w pobliskim sklepie. Dokupił do tego słodki gazowany napój jakby sprzedawca wiedział do czego będzie mu to potrzebne. Kilkukrotnie zapukał do drzwi nowego mieszkania Elliotta.
- Cześć. - wyciągnął rękę by uścisnąć mocno jego dłoń. Mimo całej sytuacji od Castiela aż tchnęło spokojem bowiem miał w zwyczaju trzymać mróz, ból i strach wewnątrz głowy. Nie pozwalał temu wyjść na światło dzienne tak długo jak był w stanie wytrzymać.
- Jak się trzymacie? - zapytał, podając mu butelkę i zdejmując wierzchnie okrycie. - Nie znam się w ogóle na dzieciach ale twojemu synowi też coś przyniosłem. - podał mu średnio dobrze zawinięty miękki pakunek w którym znajdowała się błyszcząca i chichocząca piłka, która to lubiła uciekać przed małymi rączkami. Nigdy nie czuł się do końca pewien w towarzystwie Elliotta. Ten, mimo swojego przygnębienia, wciąż w pewnym sensie emanował pewnością siebie i wewnętrzną siłą, która czuł, że mogłaby być toksyczna gdyby ktoś ustanowił sobie z niego wroga. Niewątpliwie rozmawiał z silną jednostką i tylko wzajemny szacunek oraz umiejętności sprawiały, że nie czuł się przy nim niczym zamazany cień.
- Zaoferowałbym się przygotowaniem alkoholu ale jeśli powierzysz mi to zadanie to po jednym łyku będziemy nieprzytomni. - uczciwie przyznał, że nie powinno się przydzielać mu zadań związanych z przygotowaniem i jadła i napitku. Przynosił z reguły gotowce.
Rozejrzał się po mieszkaniu, w którym jeszcze nigdy nie był. Poczuł się dziwnie bo nie wiedział co ma teraz ze sobą zrobić. Przypomniał sobie jak się czuł po utracie matki i przede wszystkim był drażliwy na punkcie współczucia i cudzego żalu. Mimo tej świadomości jakoś zamilkł gdy w gardle urosła gula, chwilowo uniemożliwiająca zdolność mówienia.
- Cześć. - wyciągnął rękę by uścisnąć mocno jego dłoń. Mimo całej sytuacji od Castiela aż tchnęło spokojem bowiem miał w zwyczaju trzymać mróz, ból i strach wewnątrz głowy. Nie pozwalał temu wyjść na światło dzienne tak długo jak był w stanie wytrzymać.
- Jak się trzymacie? - zapytał, podając mu butelkę i zdejmując wierzchnie okrycie. - Nie znam się w ogóle na dzieciach ale twojemu synowi też coś przyniosłem. - podał mu średnio dobrze zawinięty miękki pakunek w którym znajdowała się błyszcząca i chichocząca piłka, która to lubiła uciekać przed małymi rączkami. Nigdy nie czuł się do końca pewien w towarzystwie Elliotta. Ten, mimo swojego przygnębienia, wciąż w pewnym sensie emanował pewnością siebie i wewnętrzną siłą, która czuł, że mogłaby być toksyczna gdyby ktoś ustanowił sobie z niego wroga. Niewątpliwie rozmawiał z silną jednostką i tylko wzajemny szacunek oraz umiejętności sprawiały, że nie czuł się przy nim niczym zamazany cień.
- Zaoferowałbym się przygotowaniem alkoholu ale jeśli powierzysz mi to zadanie to po jednym łyku będziemy nieprzytomni. - uczciwie przyznał, że nie powinno się przydzielać mu zadań związanych z przygotowaniem i jadła i napitku. Przynosił z reguły gotowce.
Rozejrzał się po mieszkaniu, w którym jeszcze nigdy nie był. Poczuł się dziwnie bo nie wiedział co ma teraz ze sobą zrobić. Przypomniał sobie jak się czuł po utracie matki i przede wszystkim był drażliwy na punkcie współczucia i cudzego żalu. Mimo tej świadomości jakoś zamilkł gdy w gardle urosła gula, chwilowo uniemożliwiająca zdolność mówienia.