Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Słowo domem się stało.
Geraldine stała przed chatką, którą pierwszy raz odwiedziła miesiąc temu. Teraz to była ich chatka. Wtuliła się mocniej w ramię Ambroise'a który znajdował się tuż obok niej. Była szczęśliwa. Udało im się tego dokonać. Wspólnymi siłami osiągnęli cel. To był całkiem budujące. Stali się właścicielami wspólnej nieruchomości. Wymagało to od nich nieco zachodu, negocjowanie z mugolami nie należało może do najłatwiejszych, ale w końcu udało im się go kupić.
Chatka może nie należała do szczególnie wyszukanych, ale nie przejmowała się tym jakoś specjalnie, nie o to chodziło przy tym zakupie. Mieli swoje miejsce na ziemi w którym mogli się chować przed całym światem. Wiedziała, że nieistotne jest to, jak ten dom wyglądał, najważniejsze było uczucie z nim związane. Nawet najpiękniejszy dwór nie miał duszy bez odpowiednich mieszkańców.
Okazało się, że do tego domku przynależał kawałek plaży, mieli własną plażę! Mało kto mógł się czymś takim pochwalić. To nie tak, żeby zamierzała kogokolwiek informować o tym miejscu. Nie chciała tutaj nikogo zapraszać, wolała mieć pewność, że nigdy ich nikt tutaj nie będzie niepokoił. - Roise... - Odwróciła w jego stronę twarz, żeby przyjrzeć mu się uważnie. Nie wiedziała, czy powinna tego od niego wymagać, ale skoro już ją nawiedziła ta myśl, to postanowiła się nią podzielić. - Nie będziemy nikomu mówić o tym, że go kupiliśmy? - Wolała zapytać go o zdanie, bo zaczęła uczyć się tego, co to znaczy żyć z kimś. Powinna przegadywać z nim każdą decyzję, która dotyczyła ich dwójki, całkiem nieźle odnajdywała się w tym koegzystowaniu. Nie chodziło jej o to, że chciała trzymać ich relację w tajemnicy, gdzie tam, pokazywali się już przecież razem, więc niedługo pewnie wszyscy się domyślą, że łączyło ich coś więcej niż przelotna znajomość, nie kryli się ze swoimi uczuciami, co ją cieszyło, bo może wreszcie zdesperowane panny przestaną mu rzucać przelotne spojrzenia. Tyle, że zależało jej na tym, aby to miejsce było faktycznie ich. Znajdowało się daleko od Londynu, mogli znikać tu na ile tylko mieli ochotę. Nie chciała, żeby ktoś wiedział, gdzie można ich znaleźć.
- Wiesz, nie chciałabym, żeby ktokolwiek się tutaj pojawiał. - Postanowiła dokończyć swoją myśl, to też było istotne, żeby przypadkiem nie pozostawić miejsca na jakieś niedopowiedzenia. To miejsce miało należeć tylko do ich dwójki, nie mogła się doczekać, aż uwiją tutaj swoje gniazdko, do którego będą przylatywać co jakiś czas.
Przeniosła spojrzenie na dom, oczy błyszczały jej z radości. Pojawili się tu pierwszy raz po kupnie tej nieruchomości. Czekało ich trochę pracy, żeby wreszcie urządzić to miejsce po swojemu, w sumie Yaxleyówna nawet jeszcze nie wiedziała, co to właściwie oznacza, ale była gotowa to sprawdzić. Czekał ich pracowity weekend, ale napawało ją to pozytywną energią, wiedziała, że praca która ich czeka będzie warta poświęconego czasu. Ostatnim razem udało im się pozbyć tych obrzydliwch figurek, które spoglądały na nich złowieszczo, to było najważniejsze. Mugole oczywiście nie powiązali ich z tym wydarzeniem, nikt przecież nie wiedział, że potajemnie się tutaj wkradli. Teraz mogli tu być oficjalnie, miejsce należało do nich, nie będą się musieli bać, że ktoś uzna ich za intruzów.