- Nie zamierzam usilnie zmierzać do ich poznania. - Wolała mu to wyjaśnić. Nie miała w zwyczaju włazić tam, gdzie nie powinna. Skoro mówił, że miała się od nich trzymać z daleka to z pewnością zamierzała zostawić to gdzieś z tyłu głowy i o tym nie zapomnieć. Może nawet odrzucić okazję, jeśli kiedyś by się nadarzyła. Mogła decydować o tym z kim współpracowała, nie była szczególnie zdesperowana. To nie tak, że nie miała zamiaru brać pod uwagę jego zastrzeżeń, musiała jednak zaznaczyć, że nie mogło to wyglądać tak, że nagle będzie musiała odmawiać każdej współpracy, bo nie będą mu się podobały osóby, które będą potrzebowały jej usług. To nie mogło się zdarzać nagminnie.
- Jasne, będę się od nich trzymać z daleka, szczególnie, jeśli dzięki temu masz być spokojniejszy. - Tak, zamierzała podkreślić, że robi to dla niego, nie widziała w tym nic złego, mogła przystać na takie pojedyncze prośby, które się pojawiały. Nie miała za tym większego problemu, chociaż początkowo zareagowała dość nerwowo, bo nie spodziewała się tego, że dzisiaj wejdą na ten nie do końca wygodny temat.
Wiedziała, że Ambroise miał swoje tajemnice, ona póki co wolała w nie nie ingerować, wystarczało jej to, że wiedziała, że też lawiruje na granicy prawa. Łączyło ich to, powinni więc rozumieć siebie wzajemnie jeśli chodzi o tę część ich życia. Zauważyła, że ostatnio mniej wychodził, ale też nie wspominał jej o tym, że zamierza z tego rezygnować i nie wymagał tego od niej, więc musiała jakoś wywarzyć na ile faktycznie powinna sobie pozwalać.
Nie podobało jej się, że tak lekceważąco ją potraktował. Nie była pannicą, wiele razy musiała udowadniać swoją wartość, zachował się teraz jak jedna z wielu osób, która nie do końca doceniała jej umiejętności. Nie spodobało jej się to lekkie podejście. Miał przecież świadomość, że od lat pracowała na to, aby mieć to wszystko. Nie tak łatwo było dorobić się szacunku w tej części Londynu o której rozmawiali. - Mam nadzieję, że naprawdę tak myślisz. - Wolała powiedzieć to na głos, żeby upewnić się, że odebrała to opacznie, nie chciała wątpić w to, że traktuje ją poważnie, bardzo. Raczej zazwyczaj czuła od niego wsparcie, teraz jednak pojawiły się wątpliwości, pewnie zupełnie niepotrzebne, ale zbyt wiele razy kwestionowano jej zdanie. Właściwie nadal nie była specjalnie pewnym siebie człowiekiem, stąd się to brało.
- Rozumiem, próbuję ci tylko powiedzieć, że nie zawsze to jest możliwe, czasem przecież nawet nie wiem dla kogo realizuję zlecenia. - Nie chciała mydlić mu oczu, nie zamierzała teraz obiecywać, że nie będzie tego robić, bo nie była w stanie mu tego zapewnić. Nie miała zamiaru go okłamywać, jasne, zastanowi się nad tym, spróbuje znaleźć jakieś rozwiązanie, może jeszcze bardziej się odsunie na bok, ale no nie miała do końca pojęcia, jak to będzie wyglądało.
- Tak, tak będzie lepiej. - Miała nawet cichą nadzieję, że nie wrócą do tego tematu, że może jakimś cudem uda im się zapomnieć o tej nieprzyjemnej wymianie zdań. Wiedziała, że warto by było uporządkować te sprawy, ale aktualnie nawet nie miała pojęcia, jak mogliby to zrobić. To nie było dla niej proste. Powinna bardziej wszystko przemyśleć i może określić swoje priorytety. Ambroise znajdował się na samej górze hierarchii, jednak nie oznaczało to, że wszystko inne nie miało dla niej znaczenia. Trudno jej było się póki co odnaleźć w tym wszystkim. Chciała spełnić jego oczekiwania, bo zależało jej na nim i na tym, co razem budowali, na pewno jakoś się w tym wszystkim odnajdzie.
- Próbuję. - Może za słabo się starała? Mogło tak być. Powinna sobie zrobić rachunek sumienia i zastanowić nad tym, co mogłaby robić inaczej, to nie był głupi pomysł. Nie chciała spieprzyć tego, co ich łączyło, a że była chodzącym chaosem to miała świadomość, że to była jedna z możliwości, chociaż bardzo nie chciała do niej dopuścić. Poczęstowała go szlugiem, chyba nie do końca mu podpasował, bo bardzo szybko się go pozbył. Nie miała zamiaru się teraz jeszcze tłumaczyć z tego, że najwyraźniej co do tego też nie miała gustu. Wszystko dzisiaj nie szło po jej myśli.
Westchnęła ciężko. Gubiła się w tej rozmowie. Ona również nie miało jasno określonej jednej strony, nie umiała trzymać się przy nim swojego zdania. Próbowała negować swoje decyzje, próbowała się dostosować, a później wracała do punktu wyjścia, bo on też to robił. Starali się najwyraźniej do siebie docierać, patrzeć na sprawy inaczej niż zazwyczaj, ale to też nie było takie łatwe.
- Nie chciałam, żebyś to tak odebrał, po prostu jestem uprzedzona do wróżbitów, tutaj nie chodzi o ciebie, zupełnie. - Nadal próbowała mu to wyjaśnić, nie chciała, aby potraktował to personalnie, zresztą gdyby tylko wiedziała, że tak mu na tym zależało, to pewnie by z nim poszła do tego wieszcza, aby nie prowokować kolejnej niesnaski. To nie było nic wielkiego, to nie powinien być powód do tego, aby znowu zaczęli się ze sobą kłócić. Nie miała problemu z tym, aby naginać swoje zwyczajowe zachowania po to, żeby zrobić mu drobną przyjemność, szczególnie, że przecież akurat to jej nic nie kosztowało.
- Mhm. - Powiedziała jeszcze oglądając swoje buty. Miał rację, jego słowa do niej docierały, nie była ścianą o którą się odbijały. Wystarczyło jej tylko odpowiednio przedstawić swój punkt widzenia, a potrafiła zejść z tonu, dotyczyło to oczywiście tylko jego. Nikogo innego pewnie nie miałaby ochoty słuchać.
Ulżyło jej, raptownie pozbyła się wszystkich negatywnych emocji, które się w niej wzbierały. Wystarczyło po prostu, żeby jej dotknął, posiadał dziwną umiejętność panowania nad jej emocjami. Nikt tak na nią nie działał. Z początku była spięta, kiedy jego usta dotknęły jej dłoni, wystarczyło jednak, że ją objął, a wszystko z niej zeszło. Cała złość wyparowała. Wtuliła się w niego mocno, kiedy przysunął ją do siebie, tego potrzebowała w tej chwili. Może jednak ten wieczór nie był jeszcze stracony? Pocałunek przyniósł rozejm, właściwie to skutecznie dzięki niemu zapomniała o tym co ich poróżniło. Miała gdzieś to, że mieli trzymać ręce przy sobie. Docierało do niej, że z każdym, kolejnym pocałunkiem uzależaniała się od niego coraz bardziej, z każdym dotykiem jeszcze bardziej łaknęła jego ciała. Nie mogła nic z tym zrobić, tak po prostu miało być.
Nie miała zamiaru się od niego teraz dystansować, nadal stała bardzo blisko, patrzyła mu w oczy. - Nie chcę się z tobą więcej kłócić. - Powiedziała zupełnie szczerze, bo nie podobało jej się to, co się przed chwilą wydarzyło.
- To dobry pomysł, możemy też kupić sobie jakieś amulety, tutaj zawsze jest spory wybór, a może akurat coś się nam przyda. - Wsunęła swoją rękę ponownie pod jego ramię, bo nie miała zamiaru iść znowu krok przed nim, chciała mieć go blisko siebie.