Pokiwała jeszcze twierdząco głową, tak. Nie widziała żadnych przeciwwskazań. Mogli spóbować się tam przenieść na dłużej, uciec na trochę od tej szarej rzeczywistości, zaszyć się w nadmorskiej chatce i zapomnieć o całym świecie. To brzmiało naprawdę dobrze, w sumie strasznie cieszyło ją to, że to zrobią. Podobało jej się też to, że byli w tym jednomyślni, jedno i drugie chciało spróbować wspólnego życia.
Nie zastanawiała się nad tym, kiedy to zrobią, wiedziała, że zdarzy się to niebawem, teraz wypadało się jednak skupić na tym, co działo się w tej chwili. Byli na sabacie, mieli do odbębnienia pewne założenia, wypdałoby je doprowadzić do końca.
Jutro też mogło nie być im po drodze, w końcu takie spędy jak ten trwały długo, w nocy mieli szukać kwiatu paproci, a po powrocie do domu również planowali świętować sabat. Nie zakładała więc też że zrobią to jutro, była pewna tego, że chatka im nie ucieknie, zresztą należeli do tych osób, które działały raczej szybko, więc miała świadomość, że nie będą tego odwlekać w czasie zbyt długo, tylko wybiorą najdogodniejszy i najbliższy moment.
- Nie wydaje mi się, że powinniśmy się martwić o twoje ego. - Zdawała sobie sprawę, że na pewno miało się dobrze. Ambroise był cholernie pewny siebie i wiedziała, że jej całkiem na pewno nie spowoduje żadnych wątpliwości. Nie było szans, żeby zachwiać to jego mniemanie o sobie. Była tego świadoma.
Ona nie była pamiętliwa, przynajmniej nie starała się być dopóki ktoś faktycznie nie uderzył w coś na czym naprawdę jej zależało. Wtedy bywało różnie, chociaż starała się nie żywić urazy, sama wiedziała, że różnie to bywa. Nie należała do osób, które potrafiły panować nad swoimi nerwami, czasami jedno, nieodpowiednio wypowiedziane słowo wystarczyło, aby doprowadzić ją do ogromnej irytacji. Momentalnie wybuchała i traciła nad sobą panowanie, zaczynała wypowiadać słowa, które pojawiały się w jej myślach, nie dbała o to, że może kogoś nimi skrzywdzić. Po takim dość krótkim, aczkolwiek bardzo efektowanym wybuchu szybko się uspokajała i często żałowała, że nie umiała trzymać języka za zębami, bo obeszłoby się bez większości tych nieprzyjemnych komentarzy, bo warto też wspomnieć o tym, że kiedy odzywał się jej temperament, to potrafiła być bardzo zgryźliwa, specjalnie też dolewać oliwy do ognia, jakby czerpała przyjemność z tego, że druga osoba jest doprowadzana na skraj swoich emocji. Nigdy nie nauczyła się nad tym panować.
Wyjaśnili sobie wszystko, przynajmniej z pozoru. Ustalili, że mają trochę rzeczy do przegadania, w przyszłości, prawdopodobnie niedalekiej, nie mieli się tym zamartwiać dzisiaj, bo to tylko psuło klimat tego wieczoru, doszli do porozumienia. To było najważniejsze, mimo chwilowego kryzysu. Jakoś się w nim odnaleźli i udało im się ruszyć dalej. Miała wrażenie, że wspólna egzystencja szła im coraz lepiej, nie udawali, że problem nie istnieje, nie zamierzali ukrywać faktów, tylko mówić o wszystkim wprost. To był naprawdę spory krok, szczególnie, że jeszcze kilka miesięcy temu naprawdę przed sobą wiele ukrywali.
Udzielił jej się nastrój tego wieczoru. Bardzo szybko poszuła beztroskę panującą na parkiecie, szczególnie gdy grała ta skoczna muzyka, przy której wszyscy bawili się wyśmienicie. Miała świadomość, że nie jest to typowa, rytualna oprawa i, że to było dopiero przed nimi, jednak sama nie wiedziała, czy ta część nawet nie podoba jej się bardziej. W tym tańcu było sporo ruchu, musiała nadążać za Ambroisem, nie było czasu na zastanowienie nad następnym krokiem, a to jej służyło. Uwielbiała wszelakie aktywności fizyczne, lubiła czuć zmęcznie spowodowane ruchem.
Zauważyła te czasem nieco przeciagnięte gesty, jakby chciał się nią nacieszyć chociaż sekundę dłużej, sama zresztą nie była mu dłużna, zachowywała się tak samo. Jej ręce zbyt często dotykały tych jego. Zapewne nikt tego nie zauważył, bo na parkiecie działo się zbyt wiele, a do tego bardzo szybko tańczyli - wszyscy.
Bardzo szybko się zaróżowiła, nie potrzebowała wiele, aby widać było po niej aktywności fizyczne, jej normalnie niemalże biała skóra przyjmowała kolor różowego prosiaczka.
Yaxleyównie zdarzało się świętować różne sabaty. Pojawiała się czasem na tych spędach, korzystała z okazji, kiedy wypiła odpowiednią ilość alkoholu potrafiła być naprawdę rozrywkowa, zawsze znajdowała sobie do tego jakichś towarzyszy. Nigdy jednak nie czuła się tak wyjątkowo jak dzisiaj, w jej oczach dopiero teraz to celebrowanie nabierało większego sensu. Kiedy miało się kogoś bliskiego, na kim naprawdę jej zależało wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Mogła z nim dzielić te magiczne chwile i to było wspaniałe. Może zacznie trochę bardziej wierzyć w to, co się tutaj działo? Nie wykluczała tego, bo naprawdę dzisiaj czuła się wyjątkowo i wspaniale.
Zostali na parkiecie, póki co z niego nie zeszli. Poczuła bardzo szybki pocałunek na swoich wargach, nie zdążyła jednak na niego zareagować, więc westchnęła pod nosem nieco rozczarowana. - Słucham? - Pokiwała jedynie zaprzeczająco głową uśmiechając się przy tym od ucha do ucha, że niby ona nie była gotowa? Dobre sobie. - Nigdy nie byłam na to bardziej gotowa niż teraz. - Nie pozbędzie się jej tak łatwo, powinien o tym wiedzieć.
Zauważyła kątem oka, że spora część par zaczęła się wycofywać z parkietu, rozumiała, że mogą się czuć nie do końca swojo podczas tych bardziej oficjalnych i zdecydowanie bardziej intymnych tańcach, które były jedną z tradycji tego święta. Nie zamierzała teraz się stąd ulatniać, to była idealna okazja do tego, aby pokazać wszystkim, że są tutaj razem, że należą do siebie.
Sięgnęła po jego dłoń i wplotła w nią swoje palce. Stała jednak w miejscu, nie zamierzała stąd uciekać. Lubiła stawiać czoła wyzwaniom, nawet jeśli miał to być tylko taniec. Czekała, aż w końcu rozbrzmi się tak bardziej eteryczna muzyka.