Tessa razem z Morpheusem szukają w antykwariacie figurki Bastet i zajmują się kupnem ryb.
Tessa jak przez mgłę pamiętała kursy teleportacji na szóstym roku, gdzie mało co się nauczyła, a auror, który ich wtedy szkolił, zdołał jedynie zabronić im samodzielnego znikania poprzez obrazowe postraszenie rozszczepieniem. Strach nie trzymał się jej włosów zbyt długo — zdążyła o tym zwyczajnie zapomnieć po skończeniu szkoły.
Potem opanowała technikę na tyle dobrze, że możliwość stracenia kończyny nie jawiła się jako coś potencjalnego. Dalsze odległości? Cóż, zawsze można było skorzystać ze świstoklika. Umysł lekko zaćmiony procentami? Zawsze można było zostać u kogoś na noc albo poczekać aż promile powoli zejdą w dół. Drzemka jak najbardziej wskazana.
Nie spodziewała się zatem, że niepokój, szeptający dokładnie o tym, czego bała się w młodości, pojawi się dokładnie teraz. W trakcie teleportacji. Złapała się mocniej ramienia drugiego Longbottoma, a palcami drugiej, lewej, dłoni pochwyciła materiał swetra na jego piersi. Potem przytuliła policzek do ramienia Morpheusa, zacisnęła oczy, zęby i wstrzymała oddech.
Chwilę później wylądowali w jej antykwariacie; na zapleczu, wpadając razem na mały regał z książkami i stolik do kawy. Wzburzyli tym tylko trochę kurzu, bo Tessa kilka dni wcześniej dokładnie zamiotła cały sklep. Powitał ich jedynie zapach kadzideł wymieszany z perfumami kobiety i ciche tykanie zegara, do pary ze stukaniem pięciu różnych, kryształowych łapaczów snów, poruszonych przez impet ich lądowania.
— Merlinie, przepraszam — wymamrotała nerwowo. — Coś mi… Coś mi się ubzdurało.
Machnęła zaraz ręką, jakby chciała odegnać chmury wątpliwości, zbierające się przy jej skroni. Pomogła wstać szwagrowi, a gdy tylko podniósł się do pionu, wygładziła mu machinalnie sweter.
— Chyba lekko ci go naciągnęłam. — Poprawiła też kilka niesfornych kosmyków, by prezentował się odpowiednio, kiedy wyjdą już do ludzi, a zaraz potem odwróciła się na pięcie w stronę głównego pokoju antykwariatu. Szyld nadal wisiał leniwie na przeszklonych drzwiach; Zamknięte, ogłaszał od strony ulicy, starannie odstraszając potencjalnych klientów, zainteresowanych postaciami krzątającymi się w środku. — Miałam ją gdzieś, przysięgam. Powinna być… Jest! O Merlinie, jest tutaj.
Figurka faktycznie była w gablocie, przeszklonej, starannie czyszczonej co cztery dni, i wyglądała jakby czekała na przyjście dwójki czarodziejów. Bastet prezentowała się naprawdę imponująco — oczy z czarnego turmalinu błysnęły, gdy Tessa wzięła do rąk koci posążek bogini. Kupiła ją kilka lat temu, na jednej z aukcji we... Wiedniu, właśnie. Było dosyć głośno o całej ekspedycji, która wróciła miesiąc temu z małej wycieczki. Byli w Chinach, potem w Iranie, a na końcu zatrzymali się w Egipcie. Zapłaciła za to małe cholerstwo osiemset dwadzieścia trzy galeony.
— Przetrę ją tylko i może zapakuję…? Hmm… Miałam gdzieś tutaj papier…
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you