• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia 31.08 okolice Yr Yagwrn - Nie wmawiaj mi, że Cię nie mogę zjeść [Doppelganger]

31.08 okolice Yr Yagwrn - Nie wmawiaj mi, że Cię nie mogę zjeść [Doppelganger]
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#41
01.11.2024, 00:58  ✶  
||na życzenie mg

To nie tak, że był ślepy na istnienie konsekwencji swoich akcji. Wręcz przeciwnie - był całkowicie świadomy tego, że istnieją i mogą w każdej chwili ugryźć go w dupę. Po prostu miał na to teraz wywalone. Działo się stanowczo zbyt wiele, żeby był w stanie kulturalnie ważyć wypowiadane słowa, dbając o to, żeby nikt nie poczuł się urażony. Szczególnie ktoś taki jak szczurkowaty kumpel Geraldine, specjalista od drążenia podziemnych tuneli i piszczenia w nich jak mała pizda zaaferowany gryzoń.
W oczach Greengrassa ten typ od samego początku stanowił najsłabsze ogniwo grupy, która sama w sobie i tak nie była najbardziej zgrana. Zdarzało mu się pracować z naprawdę różnymi ludźmi, ale to, co reprezentował sobą Crow było istnym kabaretem. Choć gdyby znał tego człowieka wcześniej, zdecydowanie dobrałby tu inne słowo: cyrk. I to nawet nie taki na kółkach, bo ten człowiek nie potrafił niczym kierować. Ani grupą, którą prowadził (inaczej nie zgubiliby Thomasa i nie musieliby zawracać) ani nawet własnym życiem.
Z jednej strony angażował się w bardzo konkretną misję, w której mieli jeden, także bardzo konkretny cel. Z drugiej strony nagle był w stanie to wszystko rzucić pod wpływem emocji, które wylewał z siebie jak ze szlaufa. Uzewnętrzniał się wtedy, kiedy jeszcze szli w jednej zwartej grupie, opowiadał wysrywy o tunelach, jakby był przewodnikiem Nawiedzonej Wycieczki po Londynie, mimo że byli w lesie w Snowdonii.
To jeszcze było do przełknięcia, ale uderzenie w bardziej personalne i z automatu trudniejsze do przełknięcia wybory, które Ambroise podejmował dla dobra sprawy, sprawiły, że Roise zaczął całkiem poważnie rozważać pomniejszenie ich grupy o jeszcze jedną osobę.
Chciał odzyskać Thomasa. Wbrew temu, co powiedział, pozostawienie przyjaciela na pastwę losu nie było czymś, co nie odbiło się bez echa. Wewnątrz czuł się paskudnie. Naprawdę obrzydliwie. I tak się pięknie składało, że choć nie mógł zaradzić temu uczuciu to mógł ulżyć sobie chociaż po części. No. Mógłby, gdyby nie Geraldine stojąca między nimi.
Został przyblokowany. Przynajmniej na teraz, ale dzięki temu miał jeszcze kilka chwil, żeby zdecydowanie nie próbować weryfikować swojej opinii o Crowie a wręcz napędzić swą frustrację, pomacerować się w niej jeszcze trochę. Jak do tej pory, ten człowiek nie wniósł nic wartościowego. Tak właściwie to był tchórzliwym śmieciem, którego całkiem przypadkiem zawiało do tej jaskini. To, że próbował im na siłę udowodnić, że jest lepszy, bo chce przerwać pościg za Thoranem i ratować Thomasa...
...to było wyłącznie dodatkowym powodem, dla którego Ambroise tak bardzo nie trawił tego kolesia. Intencje może miał dobre, słuszne, ale sam w dalszym ciągu był jąkliwym posrańcem, który nawet nie umiał tego przedstawić w taki sposób, żeby porwać za sobą tłum. Za to jak pięknie przebierał nogami! Znacznie lepiej niż ozorem.
- Cóż za przejaw kretynwności. Skąd żeś go wytrzasnęła? To twój projekt pomocy społecznej? - Parsknął pogardliwie, unosząc górną wargę w grymasie na kształt uśmiechu, ale jednocześnie ukazując przy tym rząd zębów. - Grzyby, debilu. Jebane świecące czarcie grzybki, wyjmij oczy z dupy zanim cię do końca posra - zarekomendował, bo odgówniane zapalenie spojówek było już blisko - ich kolega zdecydowanie wyglądał, jakby miał robić pod siebie na rzadko.
A jednak czymś go zaskoczył. W pierwszej chwili Ambroise był nawet w stanie się roześmiać, choć tego nie zrobił, instynktownie usiłując odbić atak i zapoznać towarzysza z grzybną ścianą. Celował tak, żeby nie tylko mu się wywinąć, ale uderzyć go przy tym w splot słoneczny, którego umiejscowienie jako uzdrowiciel (i nie tylko) znał bardzo dobrze. Powiedzmy, że dziś leczył pięścią. Nie chciał być tym, który wyląduje na ziemi. Szczególnie, że ich przyjaciel miał tak wymownie ciasne spodnie, że mógłby się wtedy zacząć bać nie tyle o kolejne ciosy co o własną dupę.

Aktywność fizyczna (•••) + Walka wręcz (I) - reakcja na atak ze strony Crowa: próbuję go złapać i oddać cios zanim mnie pchnie na ścianę; w taki sposób, żeby to on się spotkał z grzybami, skoro musi je zobaczyć z bliska, żeby posłuchać porady
Rzut Z 1d100 - 99
Sukces!


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#42
01.11.2024, 23:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.11.2024, 23:51 przez Dearg Dur.)  
Chaos drżał w błękitnej grzybowej poświacie, których zdawało się być coraz więcej w tej podziemnej jamie, przywodzącej na myśl ofiarną komnatę.

Okrzyki Thomasa znad ciała kobiety odbijające się od ścian krętych korytarzy, pognały grupę na powrót do jej przeklętej przestrzeni. Ambroise zdołał wytrącić Figgowi różdżkę z dłoni na moment nim Edge spróbował się na niego rzucić. Thomasowi nie trzeba było wiele siły, aby dźwignąć się z kobietą na rękach i ruszyć w kierunku Greengrassa. W tym czasie Geraldine nie udało się rozświetlić całej jamy, choć gnana przeczuciem czuła, że może być tu coś istotnego. Skołatane doświadczeniem pazurów na czaszce ciało zdołało wyprodukować ledwie zwykłą lumosową kulę na końcu różdżki, ale nie potrzebowała wiele więcej gdy idąc w głąb, pod stopą poczuła pęknięcie ceramicznej skorupy.

[+]Geraldine
To było jak we śnie. Rozglądałaś się i rozpoznawałaś to miejsce, uczucie deja vu uderzało w Ciebie kolejnymi, nieprzyjemnymi falami, wywołując dreszcze. Byłaś tutaj, chociaż nie mogłabyś podać konkretnej daty. Pieczęć na czole piekła jednak, wymuszając wspomnienie, by powróciło do życia. Grzyby... chyba też tu były, choć nie lśniły błękitem. Układ skał, dziur, zgadzał się... Wołanie, bezgłośne, puls, który był ten sam co puls Twojego serca. Wezwanie, któremu uległaś wtedy. Noga, która rozbiła gliniane naczynie... jak teraz. Stałaś nad kawałkiem skorupy, który tamtego dnia, w tym dziwnym śnie, wizji, w prawdziwym wspomnieniu zatartym demonicznym oddechem rozbiłaś splatając swoje przeznaczenie z nim. Gdzieś... gdzieś powinny być pozostałe odłamki, które po złożeniu i naprawieniu mogłyby znów stać się jego więzieniem.
[+]Thomas
To nie było jej ciało, to nie była wątła kibić eterycznej tańczącej nad Księżycowym Stawem nimfy goszczącej w Twoich snach. Pieczęć paliła domagając się posłuchu, instynkt pompował w ciało adrenalinę przerażeniem zwierzęcia, które znajdowało się zbyt blisko drapieżnika. Brak różdżki nie tylko był dyskomfortem - czynił Cię absolutnie bezbronnym, wobec czegoś co wymykało się Twojemu poznaniu, nawet teraz gdy uciekałeś z samotworzącego się okultystycznego kręgu.

Edge gnany wściekłością za słowa, które między nimi się kotłowały, dopadł do Ambroise i spróbował go z impetem pchnąć, ale ten uchylił się i już, już miał wyprowadzić cios wiedząc dokładnie gdzie powinna znaleźć się jego pięść, gdy zatrzymał się w pół ruchu ponieważ...

...uszy wszystkich wypełnił rozdzierający cierpieniem charkoczący krzyk. Kobieta na rękach Thomasa wyprężyła się w konwulsji. Trzymana przez niego Geraldine, w wilgotnej od krwi i potu białej koszuli wiła się torturą, jakby ktoś rzucił na nią niewybaczalne crucio.

– On tu jest... on jest... jest już za późno, przyszliście za późno!!! – oskarżenie zadrżało wśród stalaktytów, gdy Yaxley znów zacisnęła zęby z bólu, odginając w tył głowę, a jej poraniona ręka uniosła się w wyprężeniu, wskazując na... stojącą kawałek dalej Yaxley, która oświetlała sobie teraz znalezisko lumosem na końcu różdżki.

[+]Ambroise
Znałeś to uczucie, ten koszmar który mówił Ci o śmierci lasu, o śmierci dębu, który miał żyć wieczność, a zostało wyssane z niego życie. Przybyliście tu, gnani tym samym koszmarem, który dotyczy innej istoty. Przybyliście by ją uratować, by wyrwać ją z rąk straszliwego bytu pragnącego wysycić się jej istnieniem. Zamarłeś w bezruchu, gdy oskarżenie trafiło wprost do Twojego zaciśniętego przerażeniem serca. Geraldine umierała właśnie na rękach Thomasa, a Ty? Co z tym robiłeś? Dlaczego znajdowałeś się tak daleko? Wszak Twoim obowiązkiem było ją chronić...

Tura trwa do 4.11, godz. 23:59

Ze względu na dynamikę wydarzeń:
  • Wprowadzam ograniczenie 400 słów na post;
  • Proszę opisywać akcje postaci w możliwie niedokonanym trybie biorąc pod uwagę, że zajmują kilka/kilkanaście sekund;
  • Ponieważ sytuacja w jakiej się znalazły postaci wskazuje na zagrożenie życia, brak odpisu w terminie będzie skutkować podjęciem próby ucieczki bez względu na posiadane zawady. Ewentualny powrót zajmować będzie jedną turę.
  • Akcja dzieje się liniowo. Kwestie sporne dotyczące refleksu, pomagania, przeszkadzania sobie na wzajem w Akcjach, będę rozstrzygać każdorazowo, biorąc pod uwagę KP, okoliczności, opisy w postach i rzuty. Wynik będzie pojawiać się w podsumowaniu zbierające całościowo Wasze deklaracje i ich efekty. Dodatkowo, jeśli będzie to potrzebne któremuś z Was do odpowiedzi, podawać będę rozstrzygnięcie na naszym technicznym, przed podsumowaniem.
  • Aby nie wprowadzać zamieszania: nie będzie przewidzianych więcej dodatkowych postów na uniki - jeśli postać będzie chciała uniknąć lub rozproszyć wycelowane w nią zaklęcie, musi to zrobić w ramach swojego posta wykorzystując do tego swoją Akcję.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#43
02.11.2024, 01:11  ✶  

Obserwowała Edga, obserwowała Ambroisa, bo ich znała. Wiedziała w jaki sposób mogą się zachować. Miała świadomość, co może wyniknąć z ich wymiany zdań, i zdawała sobie sprawę, że to nie będzie nic dobrego. Brakowało im aktualnie tylko tego, żeby sami zaczęli się tłuc między sobą. Nie ma co Yaxley zajebistą ekipę zmontowałaś, a mogła być tu sama i już dawno znaleźć demona, heh.

Zajęła się próbą oświetlenia groty, bo wiedziała, że mogą coś omijać, niepotrzebnie jednak to zrobiła, bo wydarzyło się to, czego się spodziewała. Crow wyskoczył do Greengrassa, cóż nie pozostawało jej nic innego jak stanąć jeszcze pewniej na nogach i zostać między nimi, żeby nie dopuścić do tej wymiany ciosów. Miała być tarczą, niezachwianą. Nie zamierzała odpuścić, bo nie chciała, żeby któryś z nich oberwał. Byli tu przez nią kurwa mać, mieli się skupić na czymś zupełnie innym. Łudziła się nawet, że jeśli zobaczą ją na swojej drodze, to jednak odpuszczą i nie dojdzie do wymiany ciosów. Najwyżej przyjmie je na siebie, to też była w stanie zrobić. Nie byłby to pierwszy raz. - Spokój kurwa. - Rzuciła jeszcze, żeby nie było, że nie widzi, co się odpierdala.

Pod nogą poczuła pęknięcie ceramicznej skorupy, póki co jednak nie nachylała się, żeby to obrzejrzeć, bo miała większy problem, który aktualnie bardziej ją absorbował. Chociaż może powinna się zająć tym naczyniem, szkoda by było, żeby je do reszty rozdeptali, czy coś. Ech, Figg jednak skutecznie zasugerował jej, aby zajęła się jednak chłopakami, którzy mieli ochotę skakać sobie do gardeł.

Podrapała się przy okazji po czole, bo zapiekła ją pieczęć, którą nasmarował jej tam Thomas. Była tu wcześniej, tylko kiedy? Wspomnienia znowu do niej wracały, jak chwilę wcześniej. To miejsce nie było dla niej obce. To jednak nie był sen, tylko prawda. Prawda, która została jej odebrana.

Dotarło do niej, że rozbiła ten garnek, to musiało być to naczynie, o którym dowiedziała się podczas swoich przygotowań do tego, aby dowiedzieć się czym jest jej brat. Tak, to nie tak, jak mówili, że przylazła tutaj bez żadnych informacji, wręcz przeciwnie, prowadziła przecież poszukiwania przez prawie trzy miesiące, aby dowiedzieć się jak najwięcej o bestii z którą miała walczyć. Pamiętała opowieść Isaaca o garnku z Niemiec. Szkoda tylko, że najwyraźniej został przez nią rozwalony, może uda jej się go skleić jakimś zaklęciem, ale tym zajmie się później, teraz liczyło się tylko i wyłącznie to, żeby jej towarzysze się przypadkiem nie pozabijali, bo nie chciała mieć nikogo na sumieniu.


Rzut PO 1d100 - 42
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 2
Akcja nieudana
rzucam na aktywność fizyczną, na rozdzielenie chłopaków, Geraldine jest wprawiona w walce wręcz, bardzo szybka i wytrzymała, do tego trenuje szermierkę, więc tańczy jak jej zagrają
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#44
02.11.2024, 22:23  ✶  
Warknął pod nosem, nie miał co oczekiwać pomocy od pozostałej trójki w tej chwili, po prostu cudownie, miał na rękach umierającą kobietę, jeszcze przed chwilą mającą oblicze nawiedzającej go w snach i na jawie Ziemi, jasnego punktu pośród otaczającego go mroku. Rozerwane na strzępy serce nadal nie było w stanie tego pojąć, że to nie ona. Teraz jednak przypominała te, która była powodem jego obecności tutaj. Co było prawdą? Co było kłamstwem?
Czuł jak targaj nim emocje, które wzbierają za szczelnie postawionymi murami jakimi się otaczał. Nie mógł opanować serca, które szarpało mu krtań z mieszaniny strachu, wściekłości i rozpaczy. W oczach odbijając mu obłęd, lęk i łaknienie krwi. Cyz tak skończą? Skacząc sobie do gardeł? Skoro już zaczęli...
A może uciec, to przecież nie byłą jego walka, mógł stąd uciec, miał powód by żyć, by nie umierać tutaj... Ale nie mógł, poczucie obowiązku i chęci pomocy innym buntowało się, strach schodził na dalszy plan. Gdyby teraz ich porzucił to nigdy nie mógłby spojrzeć na siebie i ze sobą wytrzymać.
Przerwał bo nagle ciało kobiety wygięło się tak, jakby ktoś ją trafił jakimś zaklęciem, w uszach wibrował mu jej krzyk, budzący grozę i przerażenie. A on sam nie wiedział co zrobić, jak jej pomóc czy ulżyć. Bez różdżki nie potrafił zrobić nic, z różdżką w sumie byłoby podobnie, dlatego po prostu ją trzymał.
- To nie on, ona... Przyszła go pokonać - zapewnił, ale w tym momencie zdał sobie sprawę, że nie jest taki pewny. Odłączył się od nich, nie widział ich długi czas, bo pędził za nieprawdziwą Millie. Ale czy naprawdę to była Ger? Przecież Ger leżała tutaj i potrzebowała pomocy... nie widział ich cały czas, czy to naprawdę byli ci z którymi tutaj przyszedł? Nie mogło być dwóch Geraldine jak nie mogło tu być Millie. Czuł niepokój, niczym zwierzę osaczone w swojej jamie, bez możliwości ucieczki. Nie mogło być dwóch Yaxley - Ambroise, kurwa! Chodź tu i jej pomóż, ONA UMIERA! - zawył czując się osaczony, w pułapce bez wyjścia z drapieżnikiem zbliżającym się coraz bardziej. - Wytrzymaj, ja muszę znaleźć różdżkę - powiedział chcąc przekazać Greengrasowi ranną. Nie znał się na leczeniu, nie mógł uratować jej życia, to magomedyk był jej jedyną nadzieją. Thomas za to potrzebował różdżki, jakkolwiek nie chciał jej zostawiać, wciąż niepewny kim jest kobieta. Potrzebował jej by walczyć, by się móc bronić. Bez niej czuł się jakby brakowało mu kończyny, niczym wilk trójłapy...


Percepcja ◉◉○○○ -  Odszukanie różdżki
Rzut N 1d100 - 35
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 45
Slaby sukces...
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#45
04.11.2024, 00:58  ✶  
Istniało wiele rzeczy, które mógłby zrobić, aby uczynić się w tej sytuacji jakkolwiek przydatnym. Mógłby oświetlić tę ciemną jak dupa komnatę, powiedzieć Thomasowi, że łapie się na jakieś tanie sztuczki, mógłby... mógłby nawet opowiedzieć jakiś durny dowcip, żeby rozładować atmosferę i zrobiłby więcej niż to, na co ostatecznie ociekając szaleństwem się zdecydował. Crow ignorował paniczne krzyki, choćby i sam Jezus Chrystus sapał mu teraz za plecami, prawdopodobnie nie zdołałby odwrócić jego uwagi od Grengrassa, któremu chciałby teraz wsadzić twarz w te cholerne grzyby i przejechać nią wzdłuż ściany dla pewności, że zahaczył zębami o przynajmniej kilka z nich.

Nie mógł tego zrobić, bo nigdy nie popchnąłby ani nie skrzywdził próbującej ich rozdzielić Geraldine. Nie miało to większego znaczenia czy trzymała go za fraki, czy nie, czy udało jej się napiąć mięśnie, czy poległaby w starciu z jego furią. On zwyczajnie nie wymierzyłby ciosu, który zahaczyłby o niewinną blondynkę, nawet jeżeli czuł teraz do niej olbrzymią niechęć przez zachowanie milczenia... Rzadko miał się w takich sytuacjach za ofiarę, ale Yaxley miała talent w pakowaniu go w sytuacje, których nie powinno się nikomu życzyć.

On zaś miał talent do bycia absolutnym zjebem. Zamienił w piekło życie każdego swojego partnera, bo nigdy nie potrafił powiedzieć dość i teraz też tego nie zrobił - zacisnął palce na ubraniu Yaxleyówny, ruszając się tam, gdzie ona, ale nie spuszczając spojrzenia z jej popierdolonego kochanka i zrobił coś, od czego jego też miało zapiec, ale nie czoło, tylko policzek.

Spróbował translokować mu prosto w mordę cios z otwartej dłoni. Precyzyjny, mocny, nieco babski, wymierzony tak, żeby szczypiący ból rozszedł się po prawej części twarzy. Przepiękne, brązowe oczy mężczyzny nawet nie błysnęły, a on sam ledwo drgnął. Nie dało się rzucać zaklęć bez żadnego ruchu, Crow twierdził jednak, że w sytuacji kryzysu byłby w stanie rzucić zaklęcie stopą. Na szczęście nie musiał testować się dzisiaj - bo wszyscy zebrani wiedzieli już, że miał mentalnie pięć lat.

◉◉◉○○ translokacja - cios z liścia, przewaga walka wręcz

Rzut Z 1d100 - 77
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 56
Sukces!


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#46
04.11.2024, 02:21  ✶  
Prawdopodobnie gdyby nie stojąca między nimi Geraldine, zareagowałby gorzej niż wyłącznie uchylając się od wymierzonego w niego ciosu. Nie zwykł zachowywać się jak pizda. Nie odskakiwał w bok przy fizycznej konfrontacji. Nie wił się jak węgorz - nie był w stanie przez swoją wrodzoną przypadłość, więc przywykł do załatwiania sprawy dziką siłą.
Z tym, że nieważne, co by się stało, on również nie posunąłby się do tego, żeby skrzywdzić przy tym Yaxleyównę. Stawiał granicę na długo przed tym, gdy mogłoby dojść do czegoś, po czym nie mógłby spojrzeć ani jej, ani sobie w oczy. Być może był niezaprzeczalnie fatalny w okazywaniu jakichkolwiek uczuć, które nim targały, ale był tu po to, żeby ją chronić. W dalszym ciągu trzymał się obietnicy sprzed lat, nawet jeśli wszystko inne dawno rozsypało się w popiół.
Mógł wziąć ten odwet, gdy stąd wyjdą. Zatrzymał się na tej myśli, gdy dotarło do niego, że powinni skupić się na innym celu. Sobą mogli zająć się później, bo zdecydowanie nie zamierzał odpuścić. Jedynie odkładał konfrontację, choć wzrokiem nadal zabijał szczurka. Próbował to przełknąć, nawet jeśli zwlekanie paliło mu przełyk.
Co prawda zaczął otwierać usta, żeby wysyczeć coś w zgodzie ze sobą, ale wtedy znowu coś do niego dotarło. Kolejny obuch w głowę. Tym razem niespodziewany, bo dochodzący od strony Thomasa, któremu próbował pomóc zanim wytrącono go z równowagi. Teraz ponownie skierował wzrok w tamtą stronę...
...zamarł. Zastygł w miejscu na ten widok, na dźwięk, niewyobrażalny koszmar rozlewający się w nim jak trucizna. Tylko jeden raz wcześniej był w tym stanie świadomości, której nie chciał być świadomy, ale nawet wtedy nie czuł się tak.
Jak dzikie zwierzę złapane w potrzask. Z rozszerzonymi oczami, którymi wodził w jedną i drugą stronę, bo zastygłe ciało nie chciało współpracować a serce niemal wyrywało mu się przez gardło.
Zawalał. Wiedział, że tak jest. To się stało. Działo się jednocześnie teraz i wcześniej, jakby w swojej głowie przeżywał dwie linie czasowe na raz. Może trzy. Nie był już niczego pewien. Wyłącznie własnej kurewskiej bezradności. Wszystko działo się zarazem tak szybko i tak powolno, by mógł dostrzec każdy pierdolony element, nie widząc jednocześnie niczego.
Prawdopodobnie nawet nie spodziewając się policzka, który nadszedł, a który jeśli trafił go w twarz to był pierwszym fizycznym bodźcem mogącym dać Greengrassowi poczucie osadzenia w rzeczywistości. Bo tak się ironicznie składało, że fizyczny ból był mu kojąco znany. Był najbardziej przyjaznym gestem nieprzyjaciela, jaki Crow mógł mu zafundować.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#47
04.11.2024, 10:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.11.2024, 19:26 przez Dearg Dur.)  
Geraldine stanęła pewniej na nogach pomiędzy parą mężczyzn blokując im przejście do siebie. Kolejne chrupnięcie pod stopą ostrzegło ją, że za moment może już nie być czego zbierać z byłego więzienia istoty, którą ścigała.

Kobieta na rękach Thomasa drżała, zaciskając palce na jego ubraniu.
– Co robisz, on mnie zabije, on mnie zniszczy... – szeptała wbijając się w niego, jakby próbowała bezskutecznie go odepchnąć nim doszedł do stłoczonej ciasno grupy, aby przekazać ranną. Figg kątem oka dostrzegł różdżkę, ale leżała ona kilka metrów od grupy, na skałach zatopiona w mrowiu błękitnych, wilgotnych od dziwnej mazi grzybów.

Figg był gotów po nią iść, ale uniemożliwił mu to Ambroise który nie przejął rannej. Greengrass stał w bezruchu, wpatrzony w ranną z wyrazem boleści na twarzy, a potem nagle zatoczył się jakby coś go uderzyło w twarz, próżno jednak było szukać atakującego. Mimo to na policzku czystokrwistego pojawiło się zaczerwienienie.

Wszyscy zauważyli, że światło emitowane przez rośliny znów zamigotało, wibracja była niemalże wyczuwalna przez skórę, w nozdrza wgryzał się intensywny kwaskowaty zapach, podrażniający śluzówkę, na granicy komfortu przed zbliżającym się duszącym kaszlem.

Nikt natomiast nie spodziewał się tego co przyszło potem. Leżąca na ramionach Thomasa, na pół umierająca Geraldine napięła wszystkie mięśnie i jednym sprawnym skokiem doskoczyła do stojącej, kompletnie ubranej Geraldine, która właśnie zmazała sobie ochronną runę z czoła. Yaxley stała bardzo stabilnie, nie upadła więc "z sobą" na ziemię. Niedoszła "ofiara" oplotła ją ciasno nogami i wbiła z całą mocą swoje pazury w głowę kobiety, jakby zaraz miała je wsunąć pod skórę skalpu, zupełnie jak w wizji.

– W końcu... – Geraldine usłyszała pojedynczy, ekstatyczny syk trafiający prosto do głowy z o minięciem uszu. Ociekająca ze znalezionej kobiety czarno-czerwona maź formowała się w mistyczny krąg pod nimi.

Tura trwa do 6.11, godz. 23:59

Thomas, jeśli zdecydujesz się sam odzyskać różdżkę, zajmie Ci to całą Twoją turę.

Ambroise, jesteś skołowany. Każda Akcja w następnej turze jest podejmowana z Utrudnieniem (dodatkowa kość do rzutu, brany pod uwagę najniższy wynik). Przekonanie o nieco odmiennym przebiegu wydarzeń pozostaje w mocy.

Geraldine, Twój przeciwnik Cię pochwycił. Jeśli chcesz się wyswobodzić walką wręcz, musisz w teście Aktywności Fizycznej przerzucić wynik 74.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#48
04.11.2024, 11:06  ✶  

Cóż, stała między osobami, które miały pomóc jej pozbyć się złego brata bliźniaka, a aktualnie chyba dążyły do tego, aby sobie wpierdolić. Nie tak miało być, ale powinna się spodziewać tego, że jej towarzysze będą mieli problemy z komunikacją. Najwyraźniej one były na tyle ciężkie, że postanowili zapomnieć o tym, po co się tutaj znaleźli.

Nie rzucili się na siebie, dzięki temu, że stała między nimi, to był całkiem spory sukces, przynajmniej jak na razie. Poczuła dłonie Edga, które zacisnęły się na jej ubraniu. To by oznaczało, że nie będzie miał możliwości wpierdolić nimi Ambroisowi, och, jakże była głupia. Nie wiedziała, że ten posiada inne ukryte talenty, które mogły pomóc mu to zrobić na odległość. Cóż, zawsze to było lepsze od walki na pięści do której mogło dojść chwilę temu.

Grzybie światło zamigotało, zauważyła to kątem oka. To wystarczyło, żeby druga ona, na którą wcześniej nie zwracała szczególnej uwagi rzuciła się na nią. Na szczęście stała dosyć pewnie na nogach i nie dała się przewrócić, wiedziała, że walkę jest zdecydowanie trudniej wygrać kiedy znajdujesz się pod swoim przeciwnikiem.

Znowu usłyszała głos w swojej głowie, po chuj właściwie to robił, skoro znajdował się tuż obok niej? Poczuła pazury, które jej dotykały, to było obrzydliwe, musiała zrobić wszystko, aby nie dopuścić do wizji z jej snu. Zdecydowanie nie chciała dzisiaj umierać, na szczęście była bardzo uparta i gdy jej na czym zależało, to była w stanie zrobić wszystko, aby to osiągnąć.

- Spierdalaj, chuju. - Jakże elokwentne słowa wymknęły się z jej ust. Miała dość tej pojebanej sytuacji, zamierzała po prostu to zakończyć i napić się z tej okazji zimnego piwa. Tak, to o tym myślała, kiedy próbowała odepchnąć od siebie potwora. Chciała to zrobić w taki sposób, żeby przypadkiem nie przewrócić przy okazji Edga, bo wolałaby nie kłaść swojego sojusznika na ziemi.

Przy okazji, gdy próbowała odepchnąć bestię, która aktualnie wyglądała jak ona starała się nie podeptać resztek naczynia, które znajdowało się pod jej nogami.

Nie miała za bardzo szansy na to, żeby kontrolować, co działo się z resztą jej towarzyszy, a szkoda, liczyła jednak na to, że ogarną, co się właściwie dzieje.


Rzut PO 1d100 - 90
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 68
Sukces!
rzucam na AF, próbuję się wyrwać drugiej sobie z rąk, odepchnąć stwora jak najdalej od kręgu, który zaczął pojawiać się nam pod nogami
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#49
04.11.2024, 15:05  ✶  
Wszystko dziejące się w tym momencie docierało do niego jak zza falującej ściany wody. Obraz przed jego oczami był wyraźny, ale wszystkie dźwięki wydawały się wypaczone, jakby znalazł się pod powierzchnią. Krzyki jednocześnie do niego docierały i odbijały się od jego uszu wypełnionych buzującą krwią, odgłosem przyspieszonego bicia serca i czymś jeszcze, czego nie był w stanie nazwać, bo tak właściwie mało co rozumiał. Dostrzegał wiele, ale jednocześnie nic.
Nawet tej siły, która przyłożyła mu w twarz, gdy stał tak wmurowany w ziemię. Niby wpatrzony we wszystko, ale niezaprzeczalnie pogrążony w całkowicie innym świecie. Prócz tamtego jednego momentu w Kniei, nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się tak zastygnąć. To nie było zgodne z tym jak postępował w obliczu zagrożenia. Niejednokrotnie wcześniej również śmiertelnego, grożącego nie jemu a w dalszym ciągu najbliższej mu osobie.
Nawet pomimo upływu miesięcy, skrzętnie utrzymywanych pozorów, dystansu i chłodu to nie było coś, co miało się zmienić. Wręcz przeciwnie: wszystkie te działania miały na celu dotrzymanie tej nadrzędnej obietnicy. Jego zaangażowanie w misję było całkowicie jasne. To, co powiedział wtedy w korytarzu tyczyło się także jego samego. Podejmował świadome ryzyko, bo uważał, że cel uświęcał środki.
Sobą od dawna się nie przejmował - był świadomy obranej ścieżki, podjętych decyzji i tego, że prawdopodobnie skończy źle. To było coś, co był w stanie zaakceptować. W przeciwieństwie do tego, że zamiast faktycznie zrobić wszystko niezależnie od kosztów, zawalał bardziej niż kiedykolwiek. Nie rozumiał tego, co się stało, że zamarł w miejscu wbrew sobie.
Nie uniósł ręki do twarzy. Piekący ból nie był niczym szczególnym, niezwykłym. Nie spowodował u niego żadnej wyraźnej reakcji poza zatoczeniem się. Zrobił pół kroku zanim odzyskał fizyczną równowagę. Psychicznie w dalszym ciągu czuł się tak, jakby był dalekim obserwatorem całej sytuacji, nie jej uczestnikiem. Zupełnie tak, jakby to wszystko było dawno napisaną sceną, która rozgrywała się raz za razem w pętli.
Nie miał żadnej kontroli nad przebiegiem zdarzeń. Wydarty plaskaczem usiłował wyprzeć to poczucie, odzyskać oddech. Uderzenie trochę go ocuciło. Na tyle, żeby dostrzegł Thomasa będącego praktycznie tuż obok, bo do tej pory skupiał wzrok na niezrozumiałym widoku. Ledwo spróbował cokolwiek pojąć a wszystko znowu przyspieszyło. Kolejne wydarzenia rozegrały się jedno po drugim.
Nadal nie czuł się sobą. Nie zachowywał się tak. Nie rzucił się w wir walki. Ciemny krąg był jedynym, co przyciągnęło jego wzrok. Odruchowo machnął różdżką, żeby przerwać wijące się linie tam, gdzie nie mógł trafić w żadną Geraldine. Chciał powstrzymać proces.

Rozproszenie (••) - chcę rozmazać tyle krwi ile się da przy pomocy zaklęcia, fiksując się na tym

Rzut N 1d100 - 62
Sukces!

Rzut N 1d100 - 56
Sukces!

Rzut N 1d100 - 65
Sukces!


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#50
04.11.2024, 16:25  ✶  
Widział gdzie jest jego różdżka, ale nie mógł do niej się tak szybko dostać, to było chyba w tej sytuacji najgorsze. Czuł, że potrzebuje jej jak powietrza do przeżycia, ale jednocześnie nie mógł się do niej ruszyć. Naprawdę wybrali sobie idealny moment, on tutaj ma umierającą Ger, a ci co? Jakie z nich słodziaczki, jeszcze niech się potrzymają za siusiaczki - sarknął w myślach i wrócił spojrzeniem do tej umierającej Ger, którą trzymał w ramionach. Czemu w sumie ją trzymał, czemu czoło tak go piekło, czemu czuł się jak zagonione w róg zwierzę. Czy ona też była tak przerażona?
- Spokojnie, on ci pomoże... Przecież... - nie zdążył dokończyć, bo nie dość, że Ambroise nie szedł mu w sukurs to jeszcze trzymana przez niego Ger stawiała opór, jakby prowadził ją w ogień.
I nagle wszystko stało się jasne, przed chwilę jeszcze obściskiwał tego wstrętnego demona. Czuł obrzydzenie, wściekłość zalewającą go falami, już chciał unieść dłoń i rzucić zaklęcie, ale... No właśnie różdżka, gówno mógł zrobić bez swojej różdżki. Był bez niej równie użyteczny jak kwiaty podczas pojedynku na miecze. Dlatego też zostawił wszystko w rękach pozostałych, jeżeli miał im pomóc, a nie zawadzać to musiał mieć czym.
Ruszył ku swojej różdżce. Lata łamania klątw i rozbrajania pułapek jednak nauczyły go, ze pchając łapska w nieznane rzeczy, dość łatwo je stracić i zakończyć swój żywot. Ale co miał zrobić, czas go naglił, oni tam potrzebowali pomocy. Z wściekłym warknięciem zdarł z siebie koszulę i przez jej materiał starał się wyciągnąć różdżkę z grzybów, aby nie dotykać ich i tej dziwnej mazi. Chciał ją odzyskać i oczywiście, a potem po prostu rzucić koszulę na ziemię i wrócić do reszty, by im pomóc. Wolał poświęcić odzienie niż dotykać coś nieznajomego pochodzenia i dającego efekt, którego nie znał. Bieganie z gołym torsem wydawało się wiele rozsądniejsze niż wsadzanie łapy do nieznanych rzeczy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (11759), Dearg Dur (6513), Geraldine Greengrass-Yaxley (6859), The Edge (5598), Thomas Figg (5397)


Strony (8): « Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa