• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
[lato 1972] Kocie sekrety. Nie kupuj kota w worku

[lato 1972] Kocie sekrety. Nie kupuj kota w worku
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#1
31.10.2024, 20:35  ✶  
Odkryj wiadomość pozafabularną
Sesja uzupełniająca do kocich sekretów!
Tessa razem z Morpheusem szukają w antykwariacie figurki Bastet i zajmują się kupnem ryb.
Standardowy ścisk i pociągnięcie w okolicach pępka. Wrażenie, jakby ktoś jednocześnie wyrywał ci płuca i zaraz potem wciskał je na chama z powrotem przez nos.
Tessa jak przez mgłę pamiętała kursy teleportacji na szóstym roku, gdzie mało co się nauczyła, a auror, który ich wtedy szkolił, zdołał jedynie zabronić im samodzielnego znikania poprzez obrazowe postraszenie rozszczepieniem. Strach nie trzymał się jej włosów zbyt długo — zdążyła o tym zwyczajnie zapomnieć po skończeniu szkoły.
Potem opanowała technikę na tyle dobrze, że możliwość stracenia kończyny nie jawiła się jako coś potencjalnego. Dalsze odległości? Cóż, zawsze można było skorzystać ze świstoklika. Umysł lekko zaćmiony procentami? Zawsze można było zostać u kogoś na noc albo poczekać aż promile powoli zejdą w dół. Drzemka jak najbardziej wskazana.
Nie spodziewała się zatem, że niepokój, szeptający dokładnie o tym, czego bała się w młodości, pojawi się dokładnie teraz. W trakcie teleportacji. Złapała się mocniej ramienia drugiego Longbottoma, a palcami drugiej, lewej, dłoni pochwyciła materiał swetra na jego piersi. Potem przytuliła policzek do ramienia Morpheusa, zacisnęła oczy, zęby i wstrzymała oddech.
Chwilę później wylądowali w jej antykwariacie; na zapleczu, wpadając razem na mały regał z książkami i stolik do kawy. Wzburzyli tym tylko trochę kurzu, bo Tessa kilka dni wcześniej dokładnie zamiotła cały sklep. Powitał ich jedynie zapach kadzideł wymieszany z perfumami kobiety i ciche tykanie zegara, do pary ze stukaniem pięciu różnych, kryształowych łapaczów snów, poruszonych przez impet ich lądowania.
— Merlinie, przepraszam — wymamrotała nerwowo. — Coś mi… Coś mi się ubzdurało.
Machnęła zaraz ręką, jakby chciała odegnać chmury wątpliwości, zbierające się przy jej skroni. Pomogła wstać szwagrowi, a gdy tylko podniósł się do pionu, wygładziła mu machinalnie sweter.
— Chyba lekko ci go naciągnęłam. — Poprawiła też kilka niesfornych kosmyków, by prezentował się odpowiednio, kiedy wyjdą już do ludzi, a zaraz potem odwróciła się na pięcie w stronę głównego pokoju antykwariatu. Szyld nadal wisiał leniwie na przeszklonych drzwiach; Zamknięte, ogłaszał od strony ulicy, starannie odstraszając potencjalnych klientów, zainteresowanych postaciami krzątającymi się w środku. — Miałam ją gdzieś, przysięgam. Powinna być… Jest! O Merlinie, jest tutaj.
Figurka faktycznie była w gablocie, przeszklonej, starannie czyszczonej co cztery dni, i wyglądała jakby czekała na przyjście dwójki czarodziejów. Bastet prezentowała się naprawdę imponująco — oczy z czarnego turmalinu błysnęły, gdy Tessa wzięła do rąk koci posążek bogini. Kupiła ją kilka lat temu, na jednej z aukcji we... Wiedniu, właśnie. Było dosyć głośno o całej ekspedycji, która wróciła miesiąc temu z małej wycieczki. Byli w Chinach, potem w Iranie, a na końcu zatrzymali się w Egipcie. Zapłaciła za to małe cholerstwo osiemset dwadzieścia trzy galeony.
— Przetrę ją tylko i może zapakuję…? Hmm… Miałam gdzieś tutaj papier…


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#2
03.11.2024, 22:58  ✶  

Morpheus kochał translokację i wszelką magię, co może przenieść go w inne miejsca, ale także poruszać przedmiotami. Z natury był nieco leniwy i jeśli nie musiał po coś sięgać, to wolał machnąć różdżką, aby spodek z filiżanką podpłynął przez przestrzeń w jego stronę lub księga unosiła się po jego prawicy. Często też wykorzystywał samo piszące pióra. W jego własnej energii było tyle niespokojności, że Morpheus zdawał się ostatnim kandydatem do tego aby rzeczywiście siedzieć na kanapie i pozwolić magii aby robiła wszystko za niego. W rzeczywistości jednak, o czym Tessa doskonale wiedziała, Morpheus robił tylko to, na czym mu zależało. Co chciał robić. Przyziemności, podróżowanie klasycznie, nic z tego nie wchodziło w rachubę. Brzydką goryczą z wątroby odbijał mu się Neil i jego samochód, to jak po prostu go złapał za ubranie i teleportował niedaleko stąd, na środku Pokątnej. Cóż, powinien wiedzieć lepiej.

Popatrzył na tył głowy Tessy, która już wzięła się do pracy. Dręczył go lęk, czy spojrzeć w jej przyszłość, czy zobaczyć koniec? Ostatecznie zrezygnował z tego, nie chcąc nakręcić w czasoprzestrzeni. Ostrożne stąpanie po ostrzu noża. Taniec w pointach na żyletce, w rytm bezładu Czarnego Łabędzia.

Knieja w bólu. Ogień i znaki Śmierciożerców na horyzoncie. Pragnął zapaść w zimowy sen i obudzić się, gdy wszystko będzie zakończone. Usiadł na fotelu Quintessy i wyciągnął jej papeterię i pióro, jedno z wyraźnie nieużywanych, nie był w końcu barbarzyńcą. Zawahał się jednak, zanim zaczął pisać, dłoń mu zawisła nad kałamarzem, niczym kat czekający na przebaczenie od skazańca, zanim topór zanurzy się w miękkiej tkance, pomiędzy kręgami i pozbawi głowy.

Nie było go w antykwariacie Tessy długo. Był tutaj ostatni raz przed wyjazdem do Grecji, dziewięć miesięcy temu najprędzej. Wszystko dlatego, że tak blisko było od niego do Praw Czasu. Minusy małych społeczeństw.

— Czy miałaś wrażenie, że budzi się w tobie animagia lub próbowałaś zostać kotem? — zapytał starszą kobietę. Zabawne, na jej ślubie z Clemensem nie mógł napić się alkoholu i był na nim tylko kilka godzin, do krojenia tortu, a później zabrała go guwernantka, razem z najmłodszą dziatwą rodziny, chociaż był już nastolatkiem, a teraz, gdy wiek prędko przyodział go srebrem we włosach, ta różnica zdawała się niemal nie istnieć.

Skrobał list do nie tego Moodiego, do którego spodziewałby się pisać, krótki i zwięzły. Odłożył go na bok, zwinął w rulonik, gotowy do wysłania, obwiązał wstążką na kokardkę sprawnie, jak ma w zwyczaju ktoś, kto pisze bardzo dużo listów. Zetknął ku wystawie i poprzez nią. Czy go zobaczy? Zmarszczył czoło, postukał się piórem po nosie. Musiał się skupić, ale jego rozedrgana jaźń próbowała znaleźć problem zastępczy, aby ciężar zdarzenia nie zgniótł go całkowicie. Pochował już Derwina i Aurorę, pochował matkę, nie zamierzał pozwolić Tessie umrzeć.

Zetknął na posążek.

— Ładny, powinien im się spodobać, chociaż ja wybrałbym większy. Mówiłem ci już o czterometrowej Atenie? — Na pewno nie mówił jej o gaiku persymonowym i rzeźbie Apolla z Hiacyntem bo by go wyśmiała. A może nie. Może jej powie. Trochę się wstydził, jakby znów miał dwanaście lat.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#3
05.11.2024, 01:28  ✶  
Szukanie pod ladą szarego papieru prezentowego, w który zazwyczaj pakowała sprzedawane artefakty, było dla niej zadziwiająco… uspokajające. To samo mogła śmiało powiedzieć o obecności Morpheusa, który zdążył się już rozgościć, ukraść kawałek papeterii i jednocześnie zarzucić kilkoma pytaniami. Przez chwilę nie odpowiadała, milczała, krzątając się przy kontuarze, na kolanach przetrząsając wszystkie pieprzone półki i zakamarki tej cholernej— O, był zaraz przy jej lewej dłoni.
Chwyciła rolkę, zabrała też srebrne nożyczki i zaniosła wszystko na zaplecze, aby postawić wszystko na stoliku, tuż obok fotela, na którym rozłożył się szwagier. Nie usiadła jednak, a gdy czuła, że musi jeszcze spożytkować cząstkową energię, która jej pozostała — zajęła się szukaniem swojej torebki. Zostawiła ją tutaj w ostatni poniedziałek i jakoś nie było jej po drodze, aby ją zabrać z powrotem. W końcu to nie tak, że brakowało jej w domu innych. Miała przecież jeszcze żakardową, potem inną, zrobioną z chabrowej plecionki; była też jedna z jej ulubionych, z prawdziwej skóry tebo, a także, gdzieś z tyłu szafy zachowała się jeszcze…
Potrząsnęła nagle głową i zadecydowała, że przyszedł czas na oświecenie Morpheusa.
— Nie — odparła krótko, prosto. Najzwyczajniej w świecie. Tematy animagii nigdy nie były jej po drodze, bo jakoś zwyczajnie nie miała czasu, żeby nosić liść mandragory pod językiem przez cały miesiąc. Za jej czasów w Hogwarcie wiele osób mówiło, że się tego podejmie, ale na postanowieniach się kończyło. Dobrze, że ta moda prędko przeminęła.
Spojrzała zaraz potem na niego spod rzęs, pakując posążek z wprawą godną kogoś, kto zawijał w papier magiczne przedmioty na co dzień, i mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem.
— Najwyżej go powiększymy — rzuciła, wzruszając ramionami. Zaraz po tym jej wzrok zmienił nieco wyraz, przemienił się z lekkiego zobojętnienia na wyraźne zaskoczenie. Żywość na nowo zawitała w jej spojrzeniu, gdy rozmowa skręciła na odleglejsze tory. — Czterometrowa? Merlinie, nie wspomniałeś nawet słowem!
Brakowało jej tego. Jego. Morpheusa.
Czasami zastanawiała się nad tym, jakby to było, gdyby utrzymała kontakt z ojcem. Gdyby to on utrzymał kontakt z nią. Czy teraz zamiast wróża siedziałby w tym fotelu Morven? A może Wyndham. A może oboje.
Może odwiedzialiby ją w antykwariacie, piliby razem kawę i plotkowali żywo i wesoło o tym, co u nich. Rozpamiętywała to naprawdę rzadko, ale teraz ścisk w gardle powrócił i nie chciał puścić. Szarpał ją bezlitośnie za kosmyki włosów i zmuszał do opuszczenia wzroku. Ale chyba nie żałowała tego nigdy. Nie wymieniłaby swojego życia na nic innego. Chyba nie mogła wymarzyć sobie lepszego młodszego brata od Morpheusa.
— Zanim pójdziemy powiedz mi — zaczęła, wsadzając starannie zabezpieczony posążek do torby na ramię. Wstała, choć powoli, wyraźnie się ociągała. — co się dzieje? Co to wszystko znaczy? Dlaczego pytasz mnie o animagię? Dlaczego zabraliście mnie do Azylu? Dlaczego oboje z Brenną patrzycie na mnie w ten sposób?


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#4
05.11.2024, 23:36  ✶  

Zatrzymał się w połowie listu. Wziął go, zmiął i podpalił zaklęciem, bezpiecznie, aby nie rozpalić ognia w antykwariacie, ale żeby pozbyć się jakichkolwiek dowodów na to, że kiedykolwiek cokolwiek zapisał. Pisał tak lekko, że na drugim arkuszu nie odbiło się nic, ani wgniecenie z tkliwych słów. Nie potrzebował ich. Czasem jednak łatwiej jest napisać swoje myśli i puścić je z dymem, jak swoją miłość. Może dlatego bracia Longbottom byli tak bardzo do siebie podobni. Ulepieni ze skał wulkanicznych, kochający żarliwie, wypalający kwiaty miłości zanim zdążą zakwitnąć i zawiązać owoce.

— Tak, będzie witać w holu. Jest wielkie, na dwie kondygnacje, z antresolą. Gdy będziesz wchodzić, będzie stała pomiędzy dwoma przejściami. Po stronie ręki, a której będzie trzymała włócznię, pięć metrów, pozłacana, będzie sala zbrojna z miejscem do ćwiczeń, a po stronie, w której będzie trzymać zwój, będzie mój gabinet. Muszę mieć w końcu swoje miejsce. Będzie odziana w prawdziwe tkaniny, żeby zmieniać je zgodnie z sezonami.

Przed wyjazdem do Grecji, Morpheus wynajmował małą kawalerkę na cele biurowe w bardziej mieszkalnej części Alei Horyzontalnej, gdzie czynsz był znacznie mniejszy, ale i ruch. Wcale nie z powodów finansowych, ale dlatego, aby było jak najdalej od Praw Czasu. Teraz żałował, że nie kupił lokalu naprzeciw w imię słynnego cytatu: You said I killed you-haunt me, then! [...] Be with me always-take any form-drive me mad! only do not leave me in this abyss, where I cannot find you!*

Z nadzieją obserwował, jak jej piękna twarz rozjaśniła się na chwilę, powróciło do jego siostry światło życia, iskra chęci. Widział melancholię już na ognisku na plaży, ale teraz Tessa wyglądała jak cień samej siebie. Gorzej wyglądała tylko raz, w tej historii, która nie była jego do opowiedzenia, a która zaznaczyła się permanentnymi bliznami na jej życiu. Nie opuścił wzroku, gdy zapytała, nie był speszony. Mógł skłamać, ale uważał, że Quintessa zasługiwała na szczerość w tym momencie. Odłożył pióro na bok, podszedł do szwagierki i ujął jej twarz w swoje miękkie, kojąco chłodne dłonie, otulił ją znanym zapachem kadzidła i śliwki swoich perfum.

— Ponieważ istnieje ryzyko, że w ciągu następnych trzech dni umrzesz i ma to coś wspólnego z tym rytuałem. Musimy dowiedzieć się co, żebyś przeżyła.

Morpheus poruszał się pośród zagadek, tajemnic i cieni, ale teraz mówił prawdę w szczerości wybielonych słońcem kości na pustyni. Białość lśniła, transparentnie. To nie była metafora. Śmiertelność dotykała ich i teraz próbowała wyciągnąć swoje szpony w stronę Tessy.


*Emily Bronte, Wichrowe Wzgórza


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#5
07.11.2024, 01:03  ✶  
Samo wyobrażenie, sama wizja tego, co opisywał jej Morpheus napełniała ją… dumą. Szczęściem. Chciała powiedzieć, że dorastał, ale to ten okres miał już dawno za sobą. Co nie zmieniało nastawienia Tessy i tego, że czasami nadal widziała go jako czternastolatka przed mutacją, który spoconymi rękami prowadził ją w stronę kuchni, aby mogli tam spokojnie porozmawiać.
Spojrzała w jego ciemne oczy, umęczone niewypowiedzianymi słowami i niewidocznymi bliznami, które tak skrzętnie chował pod kopułą. I naprawdę miała ochotę to wszystko z siebie wyrzucić. Złapać go za sweter, ukryć swoją twarz w zagłębieniu szyi brata i wyszeptać mu wszystko to, co leżało jej na sercu. Ale nie powinna. Nie mogła.
Pozostało jej zatem tylko powolne odwzajemnienie gestu, chwycenie dłoni Morpheusa swoją własną i wtulenie policzka we wnętrze jego dłoni.
— Umrę? — powtórzyła w końcu, po kilkunastu sekundach milczenia. Głos Tessy załamał się lekko pod wpływem emocji, które nie chciały przejść przez zaciśnięte gardło, więc tylko… — Nie chcę umierać, Morpheusie.
Zamrugała parę razy, chcąc pozbyć się wilgoci w kącikach oczu i nagłego uczucia ciepła, które rozlewało się na jej policzkach i karku. Nie zrobiła przecież jeszcze tylu rzeczy! Co będzie z Piernikiem? Kto zajmie się antykwariatem? Wiedziała, że najważniejszym pytaniem z całej gromady tych innych, niezdolnych do uformowania się w tamtej chwili, było to, co będzie z jej byłym mężem. Przejmowałby się jej śmiercią? Myślała, że tak. Chciała tak myśleć.
Naprawdę za nim tęskniła.
— Proszę, chodźmy już — szepnęła, odejmując dłoń brata od policzka, ale nie myślała nawet jej puścić. Ścisnęła ją tylko delikatnie swoimi własnymi palcami, a drugą ręką otarła prędko oczy. — Im szybciej to załatwimy, tym prędzej będziemy mogli się śmiać z całej tej sytuacji. Załatwmy te cholerne ryby.
Kiedy już zebrali wszystkie swoje rzeczy, a Tessa przeszła się jeszcze pomiędzy wszystkimi artefaktami, rozłożonymi w swoim zorganizowanym chaosie; przejechała dłonią po lekko zakurzonych półkach, przestawiła kilka ceramicznych pierdółek i poprawiła te, stojące w witrynie. Potem tylko zamknęła drzwi na klucz, wcześniej zmieniając plakietkę w drzwiach na dziwnie grobowe Zamknięte. Miała tylko nadzieję, że nie na zawsze.


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#6
08.11.2024, 18:42  ✶  

Oczywiście, że tak było. Istnieje prawdopodobieństwo zostało odebrane jako twarde umrzesz, ale nie dziwił się jej. on sam przecież, obciążony klątwą śmierci, myślał, że to dosłowna przepowiednia, a nie metaforyczna. Dopóki nie dokonało się, nie wiedział, co właściwie znaczyły słowa jego matki, ani że katem tej przepowiedni będzie ona sama, jego własna rodzicielka.  Czasami zapominał nawet, że Tessa nie jest jego rodzoną siostrą, że to nie ich matka, a jego matka. Ten ból był tak dziwny, bo nie skierowany nigdzie, w końcu jej wybaczył.

— Oczywiście, że nie umrzesz. Nie pozwolę na to, nawet jeżeli miałbym przestawić dla ciebie czas i załamać czasoprzestrzeń. —  Nie dość, że zjadłoby go sumienie, to wiedział, że chociaż Clemens jeszcze nikogo nie zabił, w tym przypadku głowa Morpheusa mogłaby stracić swoje połączenie z resztą ciała. Chyba zaczynał mieć fiksację na punkcie wizji własnej dekapitacji, bo ta metafora przychodziła mu nader łatwo. Zupełnie jak jego fiksacja z palcami i persymonami, które jadał jedynie w samotności, pozwalając, aby sok spływał mu po przedramionach i oblepiał ciemne włoski. Jeszcze kilka lat temu  potrafił zjeść całą miskę tych owoców, ale wchodził w wiek, gdy ciężko było rozróżnić czy to hipoglikemia czy zawał. Gdyby Clemens go zamordował, nakazałby mu wziąć jego czaszkę, niczym Roderick i umieścić ją na ladzie jako jedną z dekoracji Rejwachu na Nokturnie, aby mógł go nawiedzać w najgorszych momentach.

Takie deklaracje z jego strony nie były dziwne. W końcu był Niewymownym, a komnaty Departamentu Tajemnic długie, kręte, pełne zakamarków i niewyjaśnionych fenomenów, a jemu już się zdarzało załatwiać sprawy dla szwagierki dużo szybciej, niż powinien, niemal na wczoraj. Czas, który się go nie imał, objawiał się za to w kurzych łapkach przy oczach, szpakowatych włosach i ogólnym wrażeniu, że żyje na pożyczonym czasie.

— Chodźmy kupić najlepsze ryby, jakie oferują — przytaknął, ponownie wyciągając w jej stronę swoje ramię. Dziwnie chodziło mu się po Londynie w samym swetrze, a nie w jego eleganckich szatach, z drugiej strony, były one tak charakterystyczne,  że nikt go nie pozna, co jest akurat dodatkowym atutem w tym przypadku. Nie chodziło o Tessę tylko o ryby. Teleportowali się z antykwariatu w zaułek, na tyle spokojny, aby nie aportować się komuś na głowie i wyszli na targ rybny, który buchnął w nich nieco obrzydliwym zapachem wodorostów, krwi, wody i cóż... ryb. Przestrzeń magicznych kramów o tej godzinie była już nieco opustoszała, a znaczna część kramów już zamknięta, nie była to pora na kupowanie świeżego połowu, ta minęła już dwie godziny temu, gdy brzask ogarniał jeszcze letnią szarością kamienice Londynu. Teraz w większości mieli dostępne omułki, kraby i łosie rzeczne, trocie, płotki i flądry nacierane solą, te ostatnie odpadały.

— Od wyboru do koloru — zmarszczył nos Morpheus, patrząc na lśniące łuski ryb.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#7
10.11.2024, 00:46  ✶  
Nie pozwolę na to, nawet jeżeli miałbym przestawić dla ciebie czas i załamać czasoprzestrzeń było czymś, co pozwoliło Tessie choć na chwilę odetchnąć, może nawet się uśmiechnąć. Wiedziała, że Morpheus byłby do tego zdolny, nawet nie potrzebowała słyszeć tego zapewnienia prosto z jego ust, ale ostatecznie uformowane słowa miały zdecydowanie większą moc. Pozwoliły zrobić kilka samodzielnych kroków.
— Nie ma co, naprawdę pełen serwis — rzuciła pod nosem, kiedy razem z szwagrem dotarli na targ rybny. O zawroty głowy nie przyprawiał ją tyle co zapach, a bardziej natłok rodzajów ryb i owoców morza, z których mogli wybierać. Na robienie przesiewu nie mieli czasu, dlatego kobieta poprowadziła Morpheusa w stronę jednego z lepiej prezentujących się straganów i krytycznym okiem oceniła zawartość lodowej, morskiej wystawki.
— Dzień dobry, weźmiemy… — zaczęła powoli, skanując wzrokiem lśniące łuski, niewidzące oczy i płetwy o przeróżnych odcieniach szarości. Gdyby była tutaj na najzwyklejszych, piątkowych zakupach, to najpewniej wyrecytowałaby facetowi za prowizoryczną, urojoną ladą pełną listę. Teraz niestety listy brakowało. Pomysłu również. Dlatego zadecydowała o zrobieniu czegoś, na co ostatnio nie miała zbyt wielkiej okazji.
Poprawiła włosy, wygładziła spódnicę sukienki i otarła oczy wierzchem palca wskazującego. Potem ledwie słyszalnie pociągnęła nosem.
— Weźmiemy wszystko. Tak, wszystko, co pan tutaj ma. No, może oprócz skorupiaków i czegokolwiek w zalewie albo w soli. Rachunek proszę wystawić na nazwisko Longbottom i wysłać do antykwariatu na ulicy Horyzontalnej, właścicielką jestem ja, Quintessa, tak, również Longbottom. — Przejechała palcami po policzku i po krótkiej chwili ciszy podjęła ponownie. — Proszę również o przewiezienie wszystkiego do Kociego Azylu Figgów. Tak, koszt, że tak powiem, dostawy również zostanie opłacony. Bardzo bym prosiła, żeby zostało to zrobione jak najszybciej, dobrze? Najlepiej już teraz.
Ostatecznie, na dokładkę i sam deser, uśmiechnęła się bardzo ładnie, z lekko przymrużonymi oczami. Nie potrzebowała płacić teraz, wszyscy ją tutaj znali, więc kupiec mógł być przekonany o jej autentyczności i tym, że zawsze wywiązywała się z dobitego targu. Poza tym, pieniędzy jej przecież nie brakowało.


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#8
10.11.2024, 18:40  ✶  

Oboje zmagali się z rzeczami, które wykraczały poza nich, chociaż w tym wypadku Morpheus wiódł prym w byciu promadonną użalania się nad sobą. W końcu on już umarł, dwadzieścia lat temu, ona nadal żyła i to z wyrokiem na kilka dni. Pośpiech w sercu, pośpiech w ruchach. Gdy patrzyło się na to, co się działo, zadawało się pytanie czy to duchowe, fizyczne, emocjonalne, psychologiczne czy społeczne, a odpowiedź brzmiała: holistyczne. Nie jesteśmy tylko ciałem ani tylko duchem, lecz jednością obu; nasze emocje i umysły tworzą pomost między nimi; a jednak żaden człowiek nie może być zrozumiany w oderwaniu od kontekstu swojego życia i ludzi, z którymi miał kontakt. W związku z tym każdy problem dotyczący któregokolwiek z tych czynników wpływa na wszystkie pozostałe. Tragedia Tessy wpływała na nich wszystkich.

— Cele charytatywne — uśmiechnął się nieszczerze Morpheus do kramarza, który niósł dwie krzaczaste brwi tak wysoko, że wróżbita miał wrażenie, że zaraz odlecą mu z czoła. 

Handlarz przedstawił koszta produktów, ale nawet gdyby ich skrytki w Gringottcie nie opiewały na ogromne sumy, wieszcz zwyczajnie zadłużyłby się na odpowiednią sumę, wszystko, aby uratować swoją siostrę. Dorzucił jeszcze dodatkową setkę galeonów w zamian za pośpieszną przesyłkę, aby całość dotarła w terminie, gdy mieli spotkać się z Brenną. Morpheus był nieco zdenerwowany faktem, że zostawił bratanicę samą sobie, ale wytłumaczył jej wszystko i w ciągu kilku godzin nie zniszczy świata. Miała talent, ale nie aż taki.

Mieli figurkę, mieli ryby, oby Brenna zdobyła zabawki dla kotów. Mogli wracać, ale nie przed zjedzeniem czegoś, więc zaciągnął Quintessę pod kram z tradycyjnymi brytyjskimi frytkami i rybami z głębokiego tłuszczu w panierce, aby chociaż na chwilę zapomniała o kleszczu w głowie i poczuła się sobą.


Koniec sesji


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Morpheus Longbottom (1631), Quintessa Longbottom (1578)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa