Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Jakimś cudem udało im się wyjść z jej mieszkania, okazało się to nie być wcale takie proste, jak mogłoby być, tyle, że nie powinno się oczekiwać cudów po dwójce osób, która przez miesiące tak bardzo pragnęła swojej bliskości i wreszcie ją dostała. Mieli wiele do nadrobienia, przez długi czas walczyli z uczuciem, które ich do siebie przyciągało. Na szczęście w końcu przekroczyli granicę.
Yaxleyówna czuła z tego powodu ogromną ulgę, ostatnio bardzo trudno było jej nad sobą panować w towarzystwie Ambroisa, wiedziała, że prędzej, czy później zdecyduje się na to, aby podzielić się z nim tym, co zaczęła czuć w stosunku do jego osoby. Bała się to zrobić, bała się odrzucenia, na szczęście to były zupełnie niepotrzebne obawy. Okazało się bowiem, że to uczucie opętało nie tylko ją. Odwzajemniał je. To napawało ją nadzieją na lepsze jutro.
Nie spodziewała się, że kiedykolwiek wpadnie aż po uszy, że znajdzie się ktoś kogo będzie w stanie wyobrażać sobie przy swoim boku za kilka lat. To nie było w jej stylu, najwyraźniej wystarczył jednak odpowiedni mężczyzna i bardzo szybko była w stanie zmienić swoje podejście. Cóż, znali się na wylot, spędzali ze sobą cały wolny czas, to od zawsze było coś więcej niż typowa przyjaźń, wreszcie sobie to wyjaśnili.
Nie miała pojęcia dokąd konkretnie się wybierali, szczerze mówiąc - średnio ją to obchodziło. Najważniejsze, że będą mieli szansę spędzić razem kilka dni, z dala od zatłoczonego Londynu, nikt nie będzie im przeszkadzał w odkrywaniu siebie na nowo. Bardzo dobrze, nie zamierzała bowiem wypuszczać Roisa ze swoich ramion na dłużej niż kilka minut, nie kiedy w końcu mogła sobie na to pozwolić.
Teleportowali się dość pospiesznie, bo czas ich naglił. Zbliżał się wieczór, a ponoć byli umówieni na w miare konkretną godzinę. Nie mogli się spóźnić, bo szlag mógłby trafić ich plany. Niby mogliby wrócić do Londynu, tyle, że chyba dużo bardziej podobała jej się wizja zaszycia gdzieś daleko.
Podczas teleportacji trzymała Roisa za rekę, właściwie to splotła ich palce ze sobą gdy opuścili jej mieszkanie. Podobało jej się to, że wreszcie mogła to robić, to było coś zupełnie nowego, do czego bardzo chciała przywyknąć. Była pewna, że szybko nie napawa się tą bliskością.
Znaleźli się w miejscu, którego nie znała. Nie miała pojęcia, czy kiedyś tu była. Dyskutowali zawzięcie o zbiornikach wodnych i nowych gatunkach, które mogli tu znaleźć i teraz nabrało to sensu. Poczuła morską bryzę na swoich policzkach i piach pod ciężkimi butami. Zabrał ją nad morze, w sumie to przecież wspominał na tej nieszczęsnej plaży, gdzie wyznała mu co czuje, że zna lepsze miejsce, zapewne chodziło o to.
Słońce powoli zaczynało zachodzić za horyzontem, niebo robiło się różowo-pomarańczowe, było całkiem malowniczo. Nie do końca jednak wiedziała, gdzie się zatrzymają, Ambroise jeszcze nie zdradził jej swoich planów. Spoglądała na niego przez dłuższa chwilę, wgapiała się w jego oczy, próbowała z nich coś wyczytać. - Tak właściwie, to gdzie jesteśmy? - Wolała się o to zapytać, bo nie potrafiła tego odgadnąć. Było wiele opcji, ale żadnej nie była pewna, nie, żeby było to szczególnie istotne, bo przecież najważniejsze było to, że obok niej znajdował się Greengrass, nic więcej się nie liczyło.