Wyrządzili sobie wiele złego, nie mogli teraz z tym nic zrobić. Celowo się ranili, tylko właściwie po co? Wcale tego nie chciała. Nadal jej na nim zależało, nadal chciałaby mieć swoje miejsce w jego życiu. Tyle, że to chyba nie było możliwe, już nie. Usilnie próbował jej to uświadomić, ale od niej nadal się to odbijało niczym od ściany. Wiedziała swoje, a właściwie to niczego nie wiedziała, co jeszcze bardziej mieszało. Nic tu nie było proste, nie potrafiła się określić, sama nie wiedziała, czego chce, mimo wszystko desperacko trzymała się tej szansy, którą sobie dali. Nadal widziała w tym szansę, była naprawdę okropnie zaślepiona. Chaotycznie miotali się w tym wszystkim, mówili jedno, robili drugie, a przy okazji unikali rozmów, które faktycznie mogłyby im dać cokolwiek.
Kiedy usiadła wbiła wzrok w szklankę, którą postawiła przed sobą. Tak było prościej, trochę bała się mu teraz spojrzeć w oczy, bo czuła się winna temu, co przed chwilą zrobiła. Miała jednak nadzieję, że to było słuszne, że faktycznie przyniesie jej jakiekolwiek odpowiedzi. Łudziła się, że wtedy znajdzie jakieś rozwiązanie, chociaż póki co żadne jeszcze się nie pojawiło, wręcz przeciwnie. Utknęli tutaj tak naprawdę zupełnie bez sensu, za niedługo mieli się rozejść każde w swoją stronę i co dalej? Znowu będą się unikać? Nie chciała tego, na pewno nie zamierzała do tego dopuścić, tylko, że nie zależało to wyłącznie od niej. Nie miała wpływu na jego zachowanie, jeśli będzie miał ochotę na pewno znajdzie sposób, aby trzymać się od niej z daleka.
Jego co spowodowało, że raptownie się spięła. Wyprostowała się na tym krześle przerażona, że on wie, że rozgryzł jej sprytny plan. Roise był w końcu specjalistą od mikstur, miał świadomość jak one działają, co nie ułatwiało jej podstępu. Powinna spodziewać się, że się domyślił, że zaraz wyrzyga jej to, że nadużyła jego zaufania, że przegięła. Była niemalże pewna, że zaraz wybuchnie kolejna kłótnia, która tylko pogorszy sytuację między nimi. Najwyraźniej ciągle miała tendencje do tego, żeby niszczyć wszystko wokół siebie.
Sięgnęła po fajkę, którą wepchnęła sobie do ust, czekała na jego wysryw na temat tego, że nie powinna ich palić, że śmierdzą, że mogłaby palić co innego, chociaż ostatnio sobie darował te komentarze, więc może i tym razem jej odpuści. W końcu już nie była jego problemem, nie musiał się ją przejmować, ani jej nałogami.
Nic się jednak nie stało. Nie wybuchnął, zamyślił się, więc może jednak nie wiedział o tym co zrobiła. Ulżyło jej, bo naprawdę nie chciała, żeby dowiedział się o tym co zrobiła. Tak naprawdę to nie do końca miała pojęcie na jakiej zasadzie działała mikstura, którą przywieźli z tej wycieczki. Miała rozplątywać język, tyle wiedziała, ale czy Ambroise w jakikolwiek był tego świadomy? Nie miała pojęcia, liczyła na to, że nie. Pewnie trudno by jej było później spojrzeć mu w oczy.
- Musimy w końcu sobie wszystko wyjaśnić, nie powinniśmy ciągle tego unikać. - Zdecydowanie miała inne zdanie. Próbowali kilka razy odkąd się tutaj znaleźli jakoś się dogadać, ale nie wychodziło im to najlepiej. Mimo wszystko sądziła, że kolejne próby są konieczne. Może w końcu uda im się dojść do jakichś konkretów.
- Co niby było racją? Praktycznie nic z tego, co powiedziałam nie powinno mieć miejsca, po prostu chciałam uderzyć w Ciebie jak najmocniej, do nie do końca było to, co miałam na myśli. - Sama sięgała po szczerość, właściwie od samego początku nie chciała niczego przed nim ukrywać. Wydawało jej się, że znowu brał na siebie odpowiedzialność za całe zło, które im się przytrafiło, tyle, jej zdaniem to nie było prawdą. Starał się przecież, aby było im dobrze, naprawdę próbowali jakoś ułożyć sobie wspólne życie i nawet im to wychodziło. To, co już udało jej się z niego wyciągnąć, od kiedy się tutaj znaleźli świadczyło o tym, że on również mocno przeżywał to, że od niej odszedł, nie uważała więc, aby to Roise był czarnym charakterem w tej opowieści.
- Dlaczego nie możesz odpocząć, czy nie po to tutaj zostaliśmy? - Mieli się jakoś ogarnąć, doprowadzić do porządku, a później wrócić do rzeczywistości, która aktualnie wydawała się być ich największym wrogiem. W Piaskownicy nie było tych problemów, które nie dawały im spokoju, ale też mieli doświadczenie z tym, że na dłuższą metę nie mogą się tutaj izolować, bo to, co działo się na zewnątrz tak, czy siak kładło łapska na tym, co stworzyli. Izolowanie się tutaj nie miało więc żadnego sensu.