• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
lato 1972, 24 sierpnia // camden lock

lato 1972, 24 sierpnia // camden lock
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#11
15.01.2025, 08:45  ✶  
Zatrzymał się przy tej wypowiedzi na moment, chociaż okupował miejsce, w którym stał już całkiem długo jak na standardy tego... Jak to w ogóle nazwać? Stoisko? Nazwa wypadła mu z głowy i prędko nałożył na nią tę kojarzącą mu się z sabatami.

- Dwa razy...? - Okej, jednej takiej sytuacji był świadkiem - na weselu cholernego Blacka, kiedy podszedł do nich pijany i zupełnym przypadkiem zniszczył moment mogący być jakimś pojednaniem mimo długiego już skłócenia. Okropne. Kiepsko było myśleć o tym w taki sposób, ale to chyba fakt, że gdyby nie ta scena, absolutnie wszystko w ich życiach mogło ułożyć się inaczej. Gdyby nie postanowił wtedy wrócić do domu, nie spotkałby na schodach kolejnego widma dawnego życia i nie wymienił z nim tych kilku znaczących słów. Nie pozbyłby się spódnicy zalegającej z tyłu bagażnika od miesiąca. Mającej rozwiązać najgorsze z jego ówczesnych problemów. Dzisiaj wydawała się być mglistym reliktem przeszłości, bo nawet jeżeli jego delikatna natura czasami przekrzykiwała się z wyuczoną szorstkością, bycie kobietą nagle przestało być oczekiwane. Nie miało większego sensu - bo nie miał już do tej energii żadnego dobrego dopasowania. - Yeah... Mogę się jej zapytać, ale... Może dajmy temu trochę czasu...

Niezręczność tego zdania była oczywista, więc zmiana tematu, nawet jeżeli dotyczyła duszności, dobrze zrobiła jego nastrojowi.

- Good. - Pocałował go w policzek i poklepał po ramieniu, nie zaprzestając rzucania tegoż zaklęcia. Nawet wtedy, kiedy mimowolnie parsknął w reakcji na kolejną, jakże dziwaczną obawę. - Wiem, że to miasto siedzi we mnie mocno, ale nie aż tak żebym dusił się czystym powietrzem. - I nie dodał tego, ale przez pierwszy rok po opuszczeniu Ścieżek, kiedy tylko mógł wylegiwał się na dachu wozu Alexandra i wpatrywał w niebo. On też lubił takie widoki. Na pewno nie tak samo jak Laurent, ale potrafił je docenić tak jak nikt inny. Uważał za miłą odmianę bieganie po plaży zamiast po Charing Cross, nawet jeżeli wciąż czuł się w New Forest jak na długim wyjeździe wakacyjnym. Miał problem z uznaniem za swój dom przestrzeni, które okupował latami, a teraz... Cóż.

Przyjdzie do nas. A jednak w oczach Crowa to zawsze będzie dom Laurenta.

Ale to nie był największy problem, prawda? Zmierzył go spojrzeniem, zmarszczył brwi. Przed chwilą ściągnął sobie na rękę kolejną koszulkę i ewidentnie chciał przeglądać je dalej. Przestał. I nie wyglądał już wcale na kogoś, kto chciał cokolwiek tutaj kontynuować. Nie drążył nawet tego po co właściwie umówiono go z medykiem, bo odpowiedź zawsze była taka sama. Nie miał zamiaru rozmawiać z obcym człowiekiem o swoich uzależnieniach.

- Oh kurwa. Pytasz mnie o każdą pierdołę, ale o to mnie nie zapytałeś?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
15.01.2025, 11:17  ✶  

Tamta sytuacja rozmyła się w głowie Laurenta przez o wiele poważniejsze problemy, które się ciągle pojawiały i drylowały go z sił. A jednak teraz wspomnienie o tym narzuciło to samo... stwierdzenie. Nawet już nie pytanie - stwierdzenie. Musi mieć o to do mnie żal. Z drugiej strony powiedział dzisiaj, że już od Lammas nie bardzo byli razem, a jednak... stał tam, chyba normalnie rozmawiali. Nie, nie chciał tego wspominać. To wesele było takim koszmarem, że aż się wzdrygnął.

- Zdążył mnie poszarpać na samym Lammas. Zanim się spotkaliśmy. - Tam jedyną zasłoną między nim a Alexandrem byli ludzie. Och, ale sam Laurent potraktował go wtedy paskudnie, po tym rękoczynie, jak ewidentnie chciał go uderzyć. W zasadzie to dobrze, że tak się nie stało - i już nawet nie chodziło o to, że blondyn by się spłakał, że by bolało. Gorzej, gdyby ten cios padł, a w swoim głębokim rozgoryczeniu poszedłby się spłakać nieodpowiedniej osobie. Trzeźwość jego myślenia tamtego dnia nie była odpowiednia. Podczas wesela zresztą też nie. - Oczywiście. - Przystał na to, bo nie zamierzał popędzać jakichś... wielkich spotkań z rodziną. I tak uważał, że łatwiej było poznać tą jego, niż Prewettów Flynnowi. Czuł w kościach, że to będzie zupełna porażka i seria kłótni. Już czuł to palące spojrzenie Aydayi i jej jad na swojej skórze. Kolejny powód do wzdrygnięcia się - na szczęście Aydaya była daleko stąd. Planująca ten bal, na który... no właśnie. Powinien tam zabrać Flynna? Skoro on nie lubił takich imprez? Narazić go na zetknięcie się z jego rodziną, z tymi wszystkimi ludźmi, którzy w większości pewnie nie tolerują mugoli? Kiepski pomysł. Za to ten temat Alexandra... był przekonany, że muszą go poruszyć. Tylko może nie teraz.

Teraz... teraz szybciutko złapał go za dłoń i spojrzał na niego tak bardzo proszącym wzrokiem, kiedy trzymał ją przy sobie, przy swoich ustach na nowo - tylko że teraz tak, jakby miał się do niej modlić.

- To człowiek, do którego przychodzą różni ludzie. - Miał tutaj na myśli, że z półświatka też. - Mogę mu powiedzieć, żeby nie przychodził, ale proooszęęę... - Jeżeli nadzieja i prośba w jednym mogły mieć wyraz twarzy, to miałyby tą Laurenta, który gapił się na Flynna. - Żeby chociaż spojrzał na twój kaszel... zrób to dla mnieee... - Kiedyś się musiał nauczyć, czy lepiej na Flynna działają nakazy, czy jednak podejście z włosem. Rzecz jasna było to zagranie, ale wcale nie nieszczere przy tym. Bo bardzo mu na tym zależało, a miał 200% pewności, że Flynn powiedziałby NIE, gdyby zapytał go tak po prostu.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#13
15.01.2025, 22:48  ✶  
Wiedział o tym? Próbował odszukać jakąkolwiek informację o tej szarpaninie, ale nie potrafił. Może dlatego, że ciągle był pod wpływem, a może przez emocje, które przy Laurencie wybuchały co rusz całą swoją mocą i nie dawały spokojnie oddychać również jemu. Miał ochotę odpalić kolejnego papierosa, ale nie mógł tego zrobić tutaj. Wyraźnie zbity tym z tropu, przeglądał te ubrania coraz mniej chętnie.

- Przepraszam - wydusił wreszcie, wyraźnie bijąc się z jakimiś myślami, chociaż wzrok miał wlepiony we wzory wymalowane na czarnym materiale. Przepraszał go właśnie za uderzenie kogoś innego, bo naprawdę czuł się za to winny - Laurent nie mógł zbliżać się do cyrku przez niego. Wmówił Alexandrowi to jaki ten typ był niebezpieczny, żeby na wierzch nie wypłynęły okropne rzeczy z jego przeszłości. Wtedy... nie spodziewał się zupełnie jak daleko zawędrują. Dwa dni przed Lammas znów był obiektem ich rozmowy i przyznał się do kolejnej ze swoich manipulacji, ale było już za późno i... pod wieloma względami jeszcze gorzej. Może...

Może już wtedy wiedział, jak sromotnie przegrał z tym, jak jego ukochanego zmieniły Ścieżki.

Odwrócił na niego spojrzenie tych błyszczących, brązowych oczu i wysłuchał tej prośby, ale przez kontakt wzrokowy widać było, jak gasną w nim chęci do czegokolwiek. Wyszedł dzisiaj ze swojej strefy komfortu dwa razy. Sprawienie mu przyjemności głupią wizytą w restauracji była wymagająca, a on stał teraz w tym przeklętym butiku i robił coś, do czego inni namawiali go tygodniami. Zrobił to wszystko, żeby Laurent był szczęśliwy, bo rozmawiał z nim, poznawał go, zadawał mu te pytania. Po całym tym stresie to wydawało się... dobrą rzeczą do zrobienia. Naciągnął się dla niego tylko po to, żeby usłyszeć właśnie, jak komuś wydaje się, że Crow miał wolę z gumy.

- Marnujesz jego czas. - Mogła go oglądać i sama Dorinda Lestrange, ale nikt mu teraz nie wywróci świata do góry nogami. Zapytany o źródło kaszlu powiedział mu przecież, co było tego źródłem. - Dobrze wiem, co ci powie. Że mam przestać palić. - A papierosy i smack, nawet jeżeli podrażniały mu wszystko w środku, jednocześnie działały kojąco na rozszalałą duszę. - A ja nie przestanę. - Odwrócił spojrzenie, chcąc przynajmniej minimalnie zamaskować wypływającą na nią irytację, ale na nic się to zdało. Znów ściągnął usta w wąską linię i zadrżał nerwowo, wprawiając w ruch nogę wystukującą nieprzyjemny rytm. Nie chciał już tu stać. Z trudem przez ciasnotę przepuścił za plecami jakąś kobietę idącą zapłacić za wybrane rzeczy i milczał i milczał i...

Nie, nie przestanie palić nigdy. Nie istniało spojrzenie, które można by mu posłać w celu zmienienia jego zdania. Będzie palił i chuj. Jeżeli miało go to wpędzić do grobu - niech będzie. Na coś i tak musiał zdechnąć.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#14
15.01.2025, 23:13  ✶  

Przepraszam? Przepraszam... za co? Za zachowanie Alexandra? Za... za co w ogóle przepraszał? Patrząc na Flynna miał wrażenie, ze dopytywanie o to teraz nie jest najlepszym pomysłem. Zresztą dzisiejszy dzień już był i tak za bardzo naszprycowany wyznaniami i rzeczami mocno poruszającymi skorupy ich obu. Tylko że on przeprosił. A Laurent naprawdę nie wiedział, za co przepraszał. Czy przemilczenie tego było tak samo nie w jego stylu jak ta śliczna kurtka, która nijak nie wpasowałaby się w jego garderobę? Nie, musi zapytać, przecież jak inaczej powiedzieć, że "nic się nie stało"? Czego chyba jemu nie mógłby powiedzieć. Dla tego człowieka przeprosiny wiele znaczyły. Jak mógł więc je zaakceptować?

Iii zapytałby o to, gdyby właśnie nie zataczali drogi do punktu wyjścia. Aby sytuację uratować wydawało się, że tylko kapitulacja zda egzamin. Byłaby idealnym wyborem na to, że Laurent nie miał chęci na szarpanie się i przyjmowanie do siebie tych emocji, które znów zakwitły we Flynnie. Na pewno idealnie wygodnym na tu i teraz, perfekcyjne zdanie "dobrze, zapomnijmy o temacie!". Skupmy się na tym teraz, bo zaraz nawet nie będzie żadnego "tu".

- Istnieją zioła, które mogłyby ci pomóc, sprawdzałem. - Nie chciał walczyć z jego nałogiem... na razie. Ani nie miał na to siły, ani nie byli na takim etapie. Może nawet ta walka była z góry przegrana - bo żeby w ogóle była szansa to ktoś musiałby chcieć. Dlatego to zostawiał. Wiedział, jak bardzo papierosy pomagały umysłowi. Tak samo jak doskonale pomagało opium - Laurent ciągle miał go trochę w szufladzie. Tego kupionego na koniec poprzedniego miesiąca i wypalanego, dla ukojenia, na jego początku. Choć nikomu się do tego nie przyznał. - Ale nie jestem magimedykiem, żeby mieć pewność. - Które się faktycznie sprawdzą, z których można przygotować... chociażby herbatę! Przesłodzoną miodem herbatę, żeby chciał to wypić. Chociażby miał spędzić nad tym następne dni to coś by dla Flynna wymyślił. Ale załamał trochę ręce. Tu i teraz załamał ręce. Zacisnął na moment wargi, po czym się uśmiechnął. - Nie będę cię zmuszać. Nie zamierzam walczyć z tobą o papierosy. - Dodał jeszcze, bo skoro Flynn to tak odebrał... to może sądził, że to o to chodzi. Mogłem się nie odzywać. W ogóle. Więcej wyczucie czasu i miejsca, dawkowania informacji, więcej przemyśleń na temat tego, jak traktowac Flynna i... nie chciał w zasadzie tak funkcjonować do końca. To było za bardzo stresujące.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#15
16.01.2025, 00:10  ✶  
Oh, istniało wiele rzeczy, które mogłyby mu pomóc. Na przykład kula przebijająca się przez jego czaszkę i raz na zawsze kończąca pracę tego spierdolonego mózgu. Rzecz w tym, że on tej pomocy wcale nie chciał. Perspektywa mierzenia się znowu z kimś odwodzącym go od palenia sprawiła, że aż pulsowało mu w skroniach. Wiedział jak mało zmieniał ten gest ucieczki wzrokiem - nic. Nic nie mogło ukryć dyskomfortu wylewającego się z niego już na pierwszy rzut nawet mało spostrzegawczego oka.

- To dobrze. - Sam sobie tymi słowami zawiązał wnętrzności. Bo to znaczyło to dobrze, bo i tak przegrasz. Płuca musiał mieć tak zajebane smołą jakby chciał je przyozdobić na wzór tego jak się ubierał, a i tak zatęsknił za zaciąganiem się dymem, jakby nie palił od tygodnia. Cmoknął ustami, bo i o to się rozchodziło - o posiadanie czegoś w wargach, o robienie z tym coś więcej niż przygryzanie paznokci i palca.

Nie przestanie. W jego oczach rozgrywało się znów tak wiele - bunt, gorycz, rezygnacja. Prewett nie miał pojęcia, z czym w ogóle podjął próbę walki - jakiekolwiek spojrzenia, groźby, prośby, rozkazy, grożenie mu - wszystko to odbijało się od muru zbudowanego wieki temu. Przyszedł z nim tutaj, robił z nim rzeczy, spędzał z nim czas, starał się tak mocno zapełnić mu wszystko czymś ciekawym, nawet jeżeli ta paplanina przy obiedzie brzmiała jak coś leciutkiego jak piórko do podzielenia się, a w rzeczywistości czuł, jak obdziera go to jakiejś esencji bycia sobą (bo się o niektórych rzeczach nie mówiło głośno!). Mogli się dziwić, jak wiele by dla niego zrobił, jakim pantoflem potrafił się stać na czyjeś życzenie, ale to pantoflarstwo miało swoje limity.

Przesunął językiem po zębach i spojrzał na te przewieszone przez rękę ubrania z brakiem choćby iskry entuzjazmu. Próba zamienienia tej chwili w jakąś zabawę spełzła na niczym - tutaj nie było zabawy. Były duchota, wspominki o jego byłym, nagłe informowanie go o czymś, co zaplanowano dla niego bez jego zgody i wcale nie dlatego, że próbowało zrobić mu miłą niespodziankę. Crow dobrze wiedział, a przynajmniej wyobrażał to sobie jako trzymanie tego w tajemnicy ze strachu przed wywinięciem się w ostatniej chwili. I faktycznie już chodziło mu po głowie, żeby akurat dzisiaj nie poszedł spać w tym łóżku w New Forest. Mógł spać gdziekolwiek.

Nie chciał już przeglądać nic dalej, tak naprawdę to nie chciał już nawet tego przymierzać. Ale stał tu i nie wiedział, co zrobić. Odwiesić to? Obrazić się? Przecież nawet gdyby potrzebował „chwili dla siebie”, to musiałby być okrutny, żeby zostawić tutaj blondyna samemu sobie. Stał więc jak ten kołek, wciąż stukając nogą i próbując znaleźć cokolwiek, jakąkolwiek myśl, do której mógłby uciec i zagnieździć w niej emocje.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#16
16.01.2025, 00:58  ✶  

Chcieć z kimś być i chcieć zupełnie go zmienić... a może - chcieć z kimś być i chcieć mu pomóc. Żeby niektóre rzeczy stały się prostsze, aby możliwe było wymazanie cierpienia, żeby bajkowe "żyli długo i szczęśliwe" nie było aż takie nierealne. Słowo "długo" przy Flynnie nabierało trochę innego znaczenia. Jego kaszel był straszny - a Laurent nie był przekonany, że to jedyne, co mu dolega. Po tych wszystkich latach spędzonych na Ścieżkach. Myślał nawet o tym, że problemy zdrowotne mogące sięgać głębiej któregoś dnia nie pozwolą mu... tańczyć. Przecież to byłby pewnie dla Flynna koniec świata. Myślał o tym wszystkim... i jak zwykle patrzył za daleko w przód. Może naprawdę to tu i teraz... hah. Ale przecież nie byłby sobą, gdyby nie pisał scenariuszy na przyszłość. Wtedy... byłby tym sobą, który widząc już tylko czerń chciał, by został jej poddany wraz z krwią, która zasilała życie kogoś innego.

Z jednej strony chciał pociągnąć manipulację zgodnie z tym, co ułożył sobie w głowie, z drugiej... patrzył tutaj na niego, na nowo zdenerwowanego, stukającego tą nogą, gotowego... znowu wyjść. Nie oponowałby - skoro tego potrzebował to poczekałby tutaj na niego tak długo, jak byłoby to potrzebne. Nie o to jednak chodziło - chodziło o to, że te ubrania były mu potrzebne. Po prostu... za dużo kroków na raz, Laurent. Z tym typem trzeba powoli - on wpadał w życie z butami, ale już w tym życiu potrzebował prowadzenia po mikro kroczkach.

Przekroczył dzielącą ich przestrzeń i stanął za jego plecami. Pierwszy krok był niepewny i zadrżały mu fałszywie ręce z niepewności - powstrzymywał się, żeby nie spojrzeć, czy zwracają czyjąkolwiek uwagę. Nie kusił się na taką wylewną bliskość z kobietami, co dopiero z mężczyzną, ale chciał, żeby to z niego zeszło. To na nowo zebrane napięcie. Położył dłonie na jego biodrach, oparł podbródek na jego barku. Na jednej z tych przewieszonych koszul, które przesiąkły tutejszym smrodem skóry.

- Kocham cię. - Wyznanie przesłane prosto do jego uszka. - Myślałem o tym, że brakuje bardzo ważnej rzeczy w tym domu, który robisz. Sali do ćwiczeń. Dla ciebie. Albo dla mnie, żebym mógł podziwiać, jak robisz to, co lubisz i zakochiwać się w tobie na nowo z każdym twoim magicznym ruchem, jakby obserwował wiłę oglądającą się o poranku w sadzawce... - Tak. Stop. Może jednak tamto pytanie o to, za co przepraszał, też sobie darujemy. - I ten pokój z biurkiem, żebyś mógł wytężać swój wspaniały umysł nad wszystkim, co do niego wkroczy, albo zabierać radia od znajomych, żeby naprawić je lepiej od nich. - Laurent się zupełnie na tym nie znał. Tamta rozmowa między nim a tym mężczyzną z kantoru - równie dobrze mogliby mówić po chińsku. Ale może to był kolejny zły temat. Też nie wiedział. Jak i tego, że to wszystko kosztowało Flynna więcej, niż mógł sobie wyobrazić. A wyobrażał sobie i tak sporo. Ale Laurent nie przyszedł tutaj dlatego, żeby sprawić przyjemność sobie. Owszem - przyjemność była, bo zobaczenie tego wszystkiego było fascynujące (i smutne, ale refleksja nad życiem innym to nie refleksja teraz go zajmująca). Żadna przyjemność nie miała szansy rozkwitnąć u niego, kiedy była robiona cudzym kosztem. - Twój dom. Nasz dom. Taki z twoją koszulą przewieszoną przez krzesło w jadalni i twoją książką zostawioną gdzieś w salonie. - Te rzeczy, których mówił, że nie miał, ale które leżałyby tu i tam... może niekoniecznie jak ta butelka perfum, o której mówił. Laurent ciągle był ciekaw, co zrobił z pierścionkiem, którego kazał mu nie oddawać. - Ślady twojej obecności.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#17
16.01.2025, 15:07  ✶  
Miał nowe słowo, które mógłby wpisać do tego dziennika, co go dostał bez okazji. Altschmerz. Znużenie tymi samymi problemami, które dręczyły cię od zawsze. Te same nudne, oklepane wady i lęki, przeanalizowane tyle razy, że brało cię od tego na wymioty. Znów znalazł się w tym potwornym miejscu, w którym nienawidził samego siebie - minimalnie gorszym od tego sprzed godziny, kiedy nad ich głowami rozpościerała się feeria zielonkawych świateł, a on się ulotnił do łazienki i tkwił tam tak długo, żeby nawet ktoś tak cierpliwy jak Laurent w końcu się poddał.

Było miło słyszeć te słowa. Kto do cholery nie chciałby ich słyszeć? Wszyscy ludzie na świecie pragnęli czuć się kochani, wszyscy chcieli być zamknięci w takim dotyku przez kogoś, kto im się podobał. On też tego chciał. Nawet sto razy bardziej niż inni. Więc dlaczego czuł się tak dziwnie? To uczucie, to samo uczucie prowadzące go do stanu, w którym przestawał myśleć. Histeria. Ją również mógłby dopisać do tego słownika i listy diagnoz, jakie mogliby wypisać Laurentowi lekarze mający z nim do czynienia. I naprawdę się starał. Przylgnął do niego, chcąc chłonąć jego ciepło. Położył wolną dłoń na jego dłoni. Czuł, jak napięcie rozlewa się po jego ciele, tym razem to związane z bliskością, ale...

Były w tym jeszcze ukłucia.

Bo odpływanie w kierunku paniki nie pomagało w pamiętaniu rzeczy. Kiedy mu powiedział o tym biurku? Dzisiaj? Wcześniej? Kiedykolwiek? Czy świat sobie z niego żartował? Skąd on to wszystko... I jeszcze więcej?

Rytm stukania zmienił się znowu i dało się w tej melodii znaleźć zagubienie. Było w niej nagłe przejście - jakby ktoś skusił, nie trafił w odpowiednie klawisze i próbował wrócić do gry, nie odrywając palców od fortepianu. Daremnie, chaotycznie, podkreslając pomyłkę przed wszystkimi widzami i pogłębiając ogarniające pianistę uczucie beznadziei. Nie było żadnego ich domu, tak samo jak nigdy nie będzie koszuli przewieszonej przez krzesło w domu pedanta.

Ależ okrutna była rzeczywistość, w której ktoś dawał ci wszystko, o czym marzyłeś, a ty nie potrafiłeś się tym cieszyć. Gotowałeś się w środku i marzłeś jednocześnie. Wracałeś do kokietowania go przypartego plecami do blaszanej budy naprzeciwko i nie wiedziałeś jak tutaj doszliście? Jak to się wszystko stało? Kiedy to przestało być słodkie, a zaczęło go przerażać i przytłaczać? Zaczynał żałować zgodzenia się na zjedzenie obiadu w Londynie. Gdyby został w tym łóżku i poczekał, żadna z tych rzeczy by się nie wydarzyła - tak przynajmniej pomyślał w pierwszej chwili, bo w drugiej przypomniał sobie, że jutro miał odwiedzić Laurenta gość. Jakże wspaniale.

Zrobił więc dokładnie to, czego nie chciał robić - zostawił go tutaj. Wcisnął mu te ubrania, które zebrał z wieszaków i rozedrgany wyślizgnął się z tego objęcia, żeby ruszyć przed siebie i nie zatrzymywać się, aż nie znalazł się przy tym blaszanym budynku naprzeciwko i nie wsadził rąk w kieszenie spodni. Stał tam i garbił się. Wyglądał, jakby było mu cholernie chłodno i od tego właśnie zwijało go w taki dziwny sposób, ale słońce wciąż górowało nad chmurami i stwarzało atmosferę parności przyćmiewaną tylko i wyłącznie przez bliskie sąsiedztwo rzeki.

Pięć lat temu też obraziłby się w tym sklepie osiem razy. Wymienił ją na niego. Altschmerz. Przeżył to wszystko dziesiątki razy.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#18
16.01.2025, 16:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.01.2025, 17:08 przez Laurent Prewett.)  

Wydawało mu się, że był po prostu żałosny.

Bo wydawało mu się, przez chwilę, że Flynn się uspokaja, że jest lepiej. Zmieniła się rytmika, byli bliżej, złapali jakieś połączenie. Najwyraźniej mu się tylko wydawało, skoro zaraz kolejne ubrania zawisnęły na jego rękach, a Flynn wyszedł.

Również - tak po prostu.

Zmęczenie sprawiło, że opuścił powieki i opuścił swoją głowę, spoglądając na te ubrania wybrane przez czarnowłosego i przesunął po nich dłonią. Cenne? Jeszcze chyba nie, jeszcze nijakie. Nieprzymierzone, więc nawet bezsensem było zabieranie ich, żeby za nie zapłacić. Miał je więc odwiesić? Namówienie Flynna na kupienie sobie kolejnych wyrastało teraz ponad jego siłę. Wyrastało ponad chęci. To co miał zrobić? Co miał zrobić?! Tkwić tutaj w tym bezruchu? Nie chciał nawet oglądać się na resztę sklepu, oglądać na te sprzedawczynie, kolejny pokaz dziwnego sposobu na upiększanie odzieży - teraz rozszarpywanego materiału widelcem, jakby był to najlepszy sposób na ozdobę bawełnianej koszuli, najlepsze narzędzie.

Te ubrania były ciężkie. Ciążyły strasznie w rękach - i nadal nie wiedział, co z nimi zrobić. Smród tego miejsca był straszny, zaczynało mu się już kręcić w głowie. Nic nie było na swoim miejscu. W tamtej restauracji przynajmniej był w miejscu, które znał, w którym nie było zaduchu, gdzie ktoś zaraz nie przeciskał się obok ciebie z "przepraszam" na ustach, albo spojrzeniem pełnym wyrzutu, że tutaj tkwisz i... tkwisz.

- Kupujesz to? - Uniósł głowę, namierzając chudą sprzedawczynię spojrzeniem.

- Zaraz... mój przyjaciel zaraz wróci. - A może nie wróci. Na razie kobieta obróciła się po prostu do innego klienta obwieszonego żelastwem, które pewnie o wiele bardziej zainteresowałoby Laurenta, gdyby nie to, że wszystko, o czym teraz myślał, to znaleźć się daleko stąd. Z powrotem w tym sowim oderwanym od świata schronieniu, gdzie ręce rzeczywistości chwytały jego ułamek raju i próbowały udowodnić, że żadnego raju z tego nie będzie. Nigdy nie miało być. Świat zbudowany na kłamstwach mógł dotrzeć tylko do tego punktu.

Było mu słabo, było mu niedobrze i trochę się zgarbił. Wykrzywił się z niezadowoleniem, bo przecież... wydawały mu się różne rzeczy, tylko czemu w ogóle brał to wszystko do siebie. Nie powinien. Przejmowanie się humorkami Flynna do niczego nie prowadziło. Czy brak przejmowania się nimi nie prowadziło jednak do braku zainteresowania? Równie dobrze mógłby powiedzieć, że go nie chce? Jak to działało. W którą stronę miał się obrócić, żeby było dobrze? Chciał ponucić. Chciał oszukać swoje własne zmysły, że świat był inny, że wcale tu nie brzmiał taki gwar i hałas, ale gdzie by go to zaniosło? Jego i przypadkowo słyszących to, przechodzących obok mugoli? Budujący się smutek tym razem o wiele szybciej przerodził się w irytację. To bolało. Fizycznie bolały go wnętrzności, jakby ktoś wykręcał je rękoma i uderzał sporadycznie w żołądek.

- Klasa wyższa schodzi do rynsztoka? - Poczuł pociągnięcie marynarki, więc automatycznie ją złapał wolną ręką i pociągnął do siebie, unosząc rozeźlone spojrzenie. Ten sam mężczyzna, który przed momentem zagadywał sprzedawczynię, spoglądał na niego z rozbawieniem w oczach i kpiną na ustach.

- Nie muszę. Rynsztok przyszedł do mnie. - Ten mężczyzna nagle wydawał się wybawieniem. Nagle był kotwicą, dzięki której mógł utrzymać się na powierzchni. Ręką, w którą mógł wbić swoje zęby i przelać nadmiar kotłującego się w nim jadu. Mężczyzna puścił jego marynarkę - ale za to wziął go pod ramię, jakby byli najlepszymi kumplami i przysunął się do niego. Śmierdział. Śmierdział tak, że Laurent miał odruch wymiotny. Potem, kurzem ulic, jakimś niezidentyfikowanym alkoholem.

- Kupujesz? Sponsorujesz? Sponsor! Przydałby się... - Odpowiedział, nieprzejęty. Albo w ogóle nie słuchał i nie słyszał - nie zdziwiłoby go to. A Laurent nie pojmował, jakim cudem ludzie, których spotykał w dziwnych miejscach z Flynnem byli za głupi, żeby chociaż zrozumieć obelgę. Chciał kontynuować, ale obrócił głowę na mijające ich dwie dziewczyny, które chciały się przepchnąć dalej. Dzięki za to Merlinowi - bo jego oddech był w tych wszystkich zapachach najgorszy. Laurent kulił się, mocno przyciągnięty ramieniem do mężczyzny, drżąc z tego stresu i wszystkich emocji, które uderzały go w głowę.

- Sponsorować ciebie? - Uśmiechnął się z obrzydzeniem. - Wybacz, kochanie. Nie sponsoruje ciot. - Chyba jednak słuchał. Chyba to fenomalne przezwisko pozostawało niezawodne nawet w takich kręgach. Przestał go obejmować - zamiast tego położył dłoń na jego karku i zacisnął palce.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#19
17.01.2025, 00:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2025, 00:54 przez Eutierria.)  
Bał się tam wrócić. Znowu to zrobił. Znowu wszystko zniszczył, spierdolił. Miło słuchało się o tym, że nie był winny tym okropnościom, które działu się w jego życiu, ale to nie była prawda. Zawiódł Alexandra na każdym polu. Fontaine musiała kiedyś znudzić się wychowywaniem dorosłego dzieciaka. Cainowi całkowicie zjebał percepcję rzeczywistości i to dla własnej uciechy. Teraz powtarzał to samo z Laurentem. Te same sprzeczki, te same kłótnie. Odwlekał to tym „dawaniem sobie przestrzeni”, okrutną prawdę o tym, że absolutnie nie dało się z nim wytrzymać. Dostarczał wrażeń i emocji, pokazywał innym jak wspaniały mógł być seks, pieścił, chronił, mówił słodkie słówka, ale cena za to żeby mieć go przy sobie nie była przecież niska. Tak samo jak potrafił kogoś uszczęśliwić potrafił też... Uczynić go absolutnym wrakiem.

Prawie się pod tą blaszaną ścianą poryczał. Było mu łatwiej znosić te górki i dołki krótko po dojściu. Chyba nie istniała łagodniejsza istota na Ziemi jak facet po spuszczeniu się w kimś kogo tak lubił. Ale teraz tej łagodności nie było. Zamiast tego... Stres. Strach. Bezlitosny ucisk bólu za każdym razem kiedy wyobrażał sobie pójście spać w milczeniu nie będącym niczym dobrym. W tym milczeniu, które rozdziera człowieka na pół, kaleczy jego serce jak potłuczone szkło.

Zadarł głowę do góry chcąc zobaczyć czy Laurent w ogóle patrzy się w jego kierunku, czy wyszedł już i idzie gdzieś obrażony, nie wiedząc dokąd. A może poradził sobie ze wszystkim sam. Może nigdy go tam nie potrzebował i... Nie miał po co gdybać. Prawda była jeszcze gorsza. Nabuzowany tym wszystkim, pełen złości i żalu do samego siebie, ruszył do przodu. I czuł to. Jak jego ciało zmienia rytm, jak jego kark przestaje boleć, ale mięśnie wcale się nie rozluźniają - napina się jeszcze mocniej, prostując plecy i absolutnie każdy na tej uliczce schodzi mu z drogi lub wymija go z przerażeniem. Bo to jest ten chód. Charakterystyczny dla człowieka chcącego zrobić coś złego. Ktoś by go pewnie powstrzymał przed głupotą, gdyby idąc nie poprawił czarnego pokrowca w kieszeni spodni. Ludzie śmiali się z różdżek i reagowali różnie na broń palną - z jakiegoś powodu zawsze wydawało im się, że dadzą radę uniknąć kuli. Nikt jednak nie próbował unikać noży. Noże przerażały każdego. Crow przerobił to dziesiątki razy - nikt nie podskakiwał do nożownika, dlatego w Londynie było ich coraz więcej. Ale nie miał zamiaru używać teraz noża, oh nie - bo to znaczyło poplamienie marynarki Laurenta i całkowite, doszczętne już zrujnowanie tego dnia. Obrócenie każdej dobrej chwili w proch. Nie pójdzie stąd jednak jeżeli nie da temu człowiekowi żadnej nauczki. Czy jakoś szczególnie go obchodził? Nie. Zwyczajnie miał zły dzień. Zestawiając to z tragicznie złym momentem facet wygrał najgorszy moment jaki mógł na to, żeby przystawiać się do jego chłopaka, ale to złapanie Laurenta za kark przeważyło szalę goryczy.

Policzył do trzech, zbliżając się do tej dwójki, a później zrobił dokładnie to, co zaplanował w swojej głowie.

Raz - wykręcenie mu ręki tak, żeby zamroczyło go z bólu i sprowadzenie go niżej, tak żeby mógł złapać go za kudły.

Dwa - przeciągnięcie go za te włosy po stoliku z bluzami i wyprowadzenie w ten sposób z butiku.

Trzy - puszczenie go i kopnięcie w dupę tak, żeby upadł na lub obok okolicznego śmietnika.

Rzut PO 1d100 - 93
Sukces!

Wciąż nie odezwał się ani słowem. Zdawał sobie sprawę z tego, że każą im stąd wypierdalać i nie dziwił się temu jakoś wielce, więc w takiej sytuacji złapał blondyna za rękę, rzucił trzymane przez niego ubrania na bok (z wyjątkiem swojej własnej kurtki rzecz jasna) i zabrał go stąd, wciąż nie wiedząc co powiedzieć. Zwyczajnie z nim szedł. I szedł. I szedł...

Ale czy faktycznie kazali im od razu wyjść?

Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak

Niech więc tak będzie. Nigdy nie chciał tych rzeczy. Wcale go to... nie obchodziło, tak?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#20
17.01.2025, 15:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2025, 15:36 przez Laurent Prewett.)  

Uścisk nagle zelżał i ten okropny, uporczywy smród zupełnie ustał. Może to był ten powód odwrócenia się. Nie tamte dziewczyny. Nie sklepikarka, która miała zaraz zwrócić uwagę na dziwną sytuację - przyzwyczajona do klienta, który często szukał tu problemów. A kiedy to Laurent się obrócił to mężczyzna już nie stał koło niego. On klęczał. Z jękiem na ustach i zamarłym gdzieś w tym bólu co jest kurwa na ustach. Laurent zamarł sam. Jego świat nacisnął pauzę. Taśma przestała się przewijać. Świat wokół niego zwolnił. Albo nie? Przyśpieszył. Przewijanie 1.5 - ciemna sylwetka podciąga punka i wbija go w stół, przejeżdża jego twarzą po blacie jak koła karocy ślizgały się po mokrym jak brzuch ryby bruku Pokątnej. Nie zdążył nawet mrugnąć, kiedy wylądował na zewnątrz i rozległ się huk blachy, kiedy wpadł rękoma w metal śmietników, trzask pudeł, szmer worków. A Laurent nie zdążył nie tylko mrugnąć. Nie zdążył krzyknąć, zawołać Flynna, nie zdążył poczuć strachu, rozejrzeć się wokół. Obrzydliwa scena przemocy w końcu zwolniła. Przyśpieszenie 1.0. Taśma pracuje na nieustannym starcie. Ruszyła też ta, która utrzymywała go w tyle względem teraźniejszości.

- Kurwa mać! - Chuda dziewczyna zatrzymała się z tyłu, nieco skuliła, ale ta druga? Ta druga złapała za cegłówkę, która leżała na stole i wyglądała na gotową rzucenia nią prosto w nich. - Wypierdalać stąd. Już kurwa!

Nie?

Tak.

Został naciśnięty start, bo Flynn bez słowa wyciągnął te ubrania z jego rąk, rzucił na ten wolny stół, a potem pociągnął go za rękę. I szedł.

- Flynn..? - I szedł, kiedy zbliżali się do wyjścia z camden. - Flynn. - I szedł, kiedy wyszli z zatłoczonego targu. - FLYNN! - I...

Laurent zatrzymał się i szarpnął swoją ręką w kierunku przeciwnym - żeby wyrwać ją z uścisku palców czarnowłosego. A przynajmniej spróbował to zrobić. Adrenalina wcale nie uderzyła w niego z opóźnieniem, ale z opóźnieniem do niego docierało, co się właśnie wydarzyło.

- Kurwa! - Wyrwało się z jego ust, a kiedy się wyrwało, to aż schował twarz za dłonią. Jedną - bo drugą ręką ciągle przytulał do siebie tą kurtkę.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (6349), The Edge (6458)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa