Chciała stać się wsparciem, ale dobrze wiedziała, że nie może wiele. Nie teraz. Teraz gdy chciał pozostać sam.
Silne charaktery nie cierpią, gdy ktoś patrzy jak te upadają. Nie chciała być widzem, acz cieniem, który pojawi się w momencie gdy ten zdecyduje, że jest gotowy odsłonić swoje lica.
Traktowała go tak jakoby traktowała samą siebie, tkwiąc w przeświadczeniu, że są podobni i to co robi jest słuszne.
Ona by nie chciała by ktoś właził jej na głowę, gdy ta starała się ogarnąć ten cały syf w swojej głowie. Nie chciała by kto ją oglądał, męczył, przeszkadzał w tak trudnym momencie będąc bardziej irytującą drzazgą, aniżeli wsparciem.
Rano wygrywała na skrzypcach coś co do złudzenia przypominało Sadness and Sorrow, aby chociaż przez chwilę zagłuszyć martwą ciszę jaka zawisła w kamienicy. Aby nie zwariować. Aby dać ujście tej całej beznadziei i bezsilności która ją ogarniała, bo wiedziała, że nie może zrobić absolutnie nic.
Gdy skończyła odstawiła instrument na statyw, zastygając w bezruchu. Ile minęło dni? Ciężko było liczyć doby w tym miejscu, w miejscu w którym miała wrażenie, że zegary stanęły.
Wyszła z pokoju podchodząc do drzwi w które zapukała.
-Tato? - zapytała - A wiesz, może byśmy przeszli się na spacer? Tak jak kiedyś. Tylko ty i ja. Co prawda norweskie klify to nie są, ale jest całkiem znośnie - oparła głowę o drzwi - A pamiętasz jak podczas jednego z takich spacerów zobaczyłam psa i chcąc go pogłaskać poślizgnęłam się i wpadłam do oczka wodnego? - zaśmiała się cicho, przymykając ślepia - Albo gdy... chciałam ci zrobić niespodziankę i przyniosłam Ci bukiet tulipanów? - uśmiechnęła się pod nosem - a za mną przyszła sąsiadka z pretensjami za zdewastowanie ogrodu...miałam może pięć lat -zaśmiała się cicho - Albo gdy uczyłeś mnie jednego chwytu samoobrony, a ja przypadkiem potem złamałam koledze rękę - szurała paznokciem po drewnie, pogrążając się w nostalgii - lub gdy miałam cztery lata i namalowałam ci laurkę, co prawda... na twoich dokumentach... ale chciałam dobrze, nie - zamknęła ślepia -Chodzi mi o to, że... jestem utrapieniem, ale... twoim... i cię kocham... Chodźmy gdzieś proszę... albo posiedźmy razem, nie musimy nigdzie znowuż iść...