Powietrzny Patrol
Kiedy Brenna zadała jej jeszcze pytanie, czy życzy sobie zmiany partnera kiwnęła twierdząco głową. Nie do końca odpowiadało jej patrolowanie z takim bucem, jakim okazał się Rookwood. Wiedziała jednak, że ta zmiana może wcale nie być taka łatwa do osiągnięcia. Brenna dzisiaj spowodowała, że Heather poczuła się jako część zespołu. Zauważyła, że się o nią martwi, mimo tego, że krótko razem pracują. Naprawdę zrobiło jej się ciepło na sercu, poczuła, że nie da jej zrobić krzywdy, wzbudziła w niej ogromne zaufanie.
Nie do końca podobało się jej to, co przed chwilą zauważyła. Postanowiła coś z tym zrobić i wieczorem napisać list do odpowiednich osób, na całe szczęście nie musieli dłużej przebywać w towarzystwie tego opętanego aurora. Wystarczyłaby jeszcze chwila, jeden niepotrzebny komentarz i by wybuchła, a to mogło skończyć się bardzo źle. Na całe szczęście uczyła się walczyć ze swoimi emocjami, spotkania z Castielem powodowały, że zaczynała nieco bezpieczniej czuć się z klątwą, która miała być jej towarzyszem na całe życie.
- Co za buc z tego typa. - Powiedziała do Thomasa, który to miał z nią wzbić się w powietrze, aby spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy. - Podziwiam Cię, że byłeś przy tym wszystkim taki spokojny, gdyby odzywał się do mnie w ten sposób, mogłoby się to skończyć dużo gorzej. - To, że go praktycznie nie znała, wcale nie przeszkadzało w tym, aby podzielić się swoimi spostrzeżeniami.
- Uważam, że w pewnym wieku powinni odchodzić na emeryturę, wiesz? Widać, że on ma jakieś przestarzałe poglądy i nie powinien mieć styczności z ludźmi. - Zdecydowanie Rookwood był skreślony już w jej oczach. - Gdzie jest Twoja miotła? - Miała świadomość, że nie wszyscy mieli takie udogodnienie jak jej rodzina, która nauczyła się tworzyć miotły, które były jak zwierzątka.