Yaxleyówna nie wybierała sobie chłopców do bicia. Brała wszystko, co się nawinęło pod rękę. Jak leci. Jeśli nie podobało jej się to, w jaki sposób ktoś się zachowywał w stosunku do jej osoby, to po prostu chciała to ukrócić. Tak było i tym razem. Szczególnie, że typ zarzucał jej nieodpowiedzialność, a sam zachowywał się w chujowy sposób. Zbyt wiele razy musiała udowadniać swoją własną wartość, żeby teraz odpuścić. W jej życiu ostatnio wydarzyło się naprawdę wiele gówna, nie była więc też do końca stabilna, a sytuacja jak ta bardzo łatwo spowodowała, że zupełnie straciła nad sobą kontrolę, nie, żeby zazwyczaj o to było jakoś specjalnie trudno, ale teraz naprawdę znajdowała się na skraju. Zupełnie nad sobą nie panowała.
- Jeden chuj. - Mruknęła pod nosem, jak zwał, tak zwał, czyż nie? Mógł korzystać ze swoich nowych personaliów, cóż, gdyby była Rookwoodem, czy też wcale nie musiała szukać zbyt daleko bo Borginem, jak jej matka, pewnie sama zechciałby zmienić nazwisko i posługiwać się innym, na całe szczęście urodziła się w rodzinie, której nie musiała się wstydzić. O zgrozo, czystokrwistej, co też chyba aktualnie było problemem, bo zdaniem przyjaciela jej bliskich to też było problemem, nie, żeby nie było w tym nutki hipokryzji, bo czyż sam nie pochodził właśnie z takiej rodziny? Jasne, mógł się od nich odciąc, mógł udawać, że zaczął nowe życie, ale swojego pochodzenia nie mógł zmienić, czy tego chciał, czy nie był jednym z nich.
Łatwo było kogoś oceniać nie znając pełnego obrazu, ależ oczywiście, tyle, że w tym przypadku działało to w obie strony. On gówno wiedział o niej, a ona o nim, trafił swój na swego. Najwyraźniej żadne nie zamierzało zejść z tonu. Bardzo łatwo było stwierdzić, że miała wszystko podane na tacy, niestety jej życie również nie było usłane różami. Mimo, że nie musiała stąd spierdalać, chociaż i tak to robiła, żeby jakoś poradzić sobie z tym wszystkim co ją spotkało. Tyle, że nie mogła sobie pozwolić na to, aby porzucić wszystko w pizdu, miała uczucia i bliskich, na których jej zależało. Musiała jakoś odnaleźć się w świecie, w którym nie do końca chciała żyć, zresztą nigdy nie zakładała, że to ją spotka. Nie miała nieść na swoich barkach całego ciężaru, ale jakoś tak wyszło, że aktualnie to ona była w dużej mierze odpowiedzialna za to, co działo się z jej rodziną. Chcąc nie chcąc, wiele im zawdzięczała i nie mogła ich porzucić. Tak, w przeciwieństwie do większości ludzi jej pokroju miała kochającego i wspierającego ojca, czego inni mogli jej zazdrościć, to, że ostatnio mu odjebało nie zmieniało faktu, że nadal kurewsko jej na nim zależało. Jak widać, każda rodzina miała swoje problemy, z którymi musiała się jakoś uporać.
- Nie mam o Tobie żadnego pojęcia, bo nikt mi o Tobie nie wspominał przez te lata. - Jak widać zapomnieli przekazać jej to, że gdzieś tam był jeszcze jeden brat, którego brakowało w tym całym obrazku. Czy faktycznie do niej pownien mieć żal o tym, że nie wiedziała o jego istnieniu, jasne pewnie próbowali go chronić, ale chyba też zasługiwała na to, aby wiedzieć, że gdzieś tam był ktoś na kim im zależało. Szczególnie, że dzisiaj Corio skorzystał z jego pomocy, aby sprawdzić, czy demon nie pozostawił po sobie jakichś śladów. W tym wszystkim było sporo niedopowiedzeń, ale aktualnie średnio ją to obchodziło, bo była podminowana, a to zazwyczaj kończyło się tylko i wyłącznie w jeden sposób. Ten najbardziej słuszny, może nie do końca przystający kobiecie, bo dawanie sobie po mordzie i próbowa wyjaśniania w ten sposób była raczej męską renomą, ale nigdy nie przejmowała się tym, co wypada, a co nie. To wszystko, co się wydarzyło dosyć mocno ją zraniło, ten cały brak zaufania, dlatego więc zareagowała tak, a nie inaczej.
Wyciągnięcie karty żony szlamy w ciąży było naprawdę dosyć mocne, ale nie zmieniło to jej podejścia. Nie, kiedy już podjęła decyzję, gdy zupełnie straciła nad sobą panowanie. Szczególnie, że jej tak właściwie koło chuja latało to, czy jego żona była mugolaczką, czy nie. Ona nie miała z tym najmniejszego problemu, wiedziała, jakimi prawami rządził się ich świat, miała świadomość, co mogło to oznaczać dla osób podobnych im, które zdecydowały się na to, aby spędzić z kimś takim resztę życia. Yaxleyówna była zdania, że nie można było zmuszać się do uczuć, wiedziała, że czasem znienacka potrafiło pierdolnąć, w niekoniecznie taką osobę, jaką powinno. Na to nie mieli już wpływu. Sama miała sporo szczęścia, że jej pierdolnięciem okazał się być Roise, chociaż, czy aby na pewno? Niby mieli wszystko, aby być razem, a i tak nic nie szło po ich myśli, i tak trzymali się od siebie z daleka, bo były inne siły wyższe, które im to uniemożliwiały. Nie wszystko więc było takie proste, nawet dla takich uprzywilejowanych zdaniem Fenwicka osób jak ona, ale co też Geraldine mogła o tym wiedzieć, jej życie przecież było usłane różami, prawda? Tyle, że chyba tymi czarnymi, które dzisiaj oglądała z Roisem.
Najwyraźniej mieli podobny pomysł na wyładowanie emocji, bo w tym samym momencie do siebie wyskoczyli, bardzo słusznie, dobrze, że nie tylko ona chciała wyjaśnić te niesnaski właśnie w ten sposób.
Włożyła sporo siły w to, aby go przepchnąć, i uderzyć mężczyzną w ścianę. Oczywiście, nie chciała zrobić mu zbyt wielkiej krzywdy, a tylko i wyłącznie pokazać swoją dominację, jak przystało na prawdziwą samicę alfa.
[a]Później musiała pozostać czujna i nie pozwolić się złapać, to było dość istotne w takich starciach. Nie zamierzała jednak się ociągąć, bo nie miała tego w zwyczaju, postanowiła wybrać całkiem proste rozwiązanie, uniosła dosyć sprawnym ruchem swoją nogę, aby uderzyć go kolanem między nogi - liczyła na to, że dzięki temu się poskłada.AF ◉◉◉◉◉ odchylenie się, żeby włosy zostały nietknięte
Sukces!
AF ◉◉◉◉◉ kopnięcie kolanem między nogi
Sukces!
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)