01.01.2025, 00:09 ✶
Rozglądała się, lecz najwyraźniej nie tak dokładnie, jak powinna. Wciąż była zła na Leviathana, bo chociaż w jego mniemaniu punktował ją doskonale, to przecież wypadało zacząć od tego, że kobieta przybyła wcześniej z jakiegoś konkretnego powodu. Być może kierowała nią ciekawość, a może coś na kształt poszukiwania pomocy, skoro nie pamiętała poranka i przyszła... W takim stanie? Jej cierpliwość w stosunku do tego mężczyzny jednak była bardzo, bardzo malutka, dlatego też postanowiła po prostu zwiać, póki nie doszło do rękoczynów. Ogólnie rzecz biorąc Faye potrafiła się bić, ale zwykle były to głupie sparingi w Artemisie. Nie była ulicznikiem, który napierdalał się po mordach lub szukał zaczepki, ale potrafiła się bronić. Gdy dochodziło do bójek, zwykle nie celowała tak, by zabolało. Nawet jak napierdalała się z Maddoxem, to nie chciała mu zrobić większej krzywdy, chociaż przecież gdy ścierali się pod dwiema postaciami, to krew potrafiła lać się strumieniami. I być może na wspomnienie po raz kolejny Greybacka Faye przetarła oczy, rezygnując na moment z szukania czegokolwiek. A gdy usłyszała pyknięcie, zacisnęła palce na nasadzie nosa. Myślała, że go zgubiła, ale nie - musiała najwyraźniej trafić w dobre miejsce. Po raz pierwszy od bardzo dawna żałowała, że się nie rozszczepiła.
- Mhm - mruknęła, zerkając jeszcze na smoczognika z zainteresowaniem. A potem ruszyła za Leviathanem, odpalając papierosa, bo czuła, że potrzebuje zająć czymś ręce. Czymkolwiek, co nie jest jego szyją. Stanęła obok i przyjrzała się drzewom bliżej. Trzeba było schować dumę w kieszeń i przyjrzeć się temu, co pokazał. Milczała, ćmiąc papierosa przez chwilę. Widziała charakterystyczne złamania gałązek i liści ponad ich oczami, które można było przeoczyć, póki ktoś ich nie wskazał lub się ich nie szukało. Te gnoje nie zostawiały więcej, bo były niemal jak motyle, chociaż niektórzy przyrównywali je do gadów. Faye zgasiła papierosa o ziemię, a niedopałek wrzuciła do kieszeni. Śmieciarą nie była. Kusiło ją, by wspiąć się na drzewo, by zobaczyć czy dostrzeże tam charakterystyczne ślady kolców czy kokony, ale wolała tego nie robić. Zamiast tego wyciągnęła z kieszeni pudełeczko, które obróciła w palcach. - Powinny się złapać, skoro tu go zaatakowały. Jak nie przylecą, to najwyżej wejdę na drzewo i zobaczę, czy tu odpoczywają częściej, czy były tylko przypadkiem.
Najpierw jednak machnęła różdżką, chcąc wytworzyć dość pokaźną, drewnianą klatkę z prostym do zamknięcia mechanizmem, który łatwo było uruchomić poruszając jednym elementem - przy pomocy magii lub ręcznie.
Kształtowanie x2
Rzut Z 1d100 - 86
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 99
Sukces!
Sukces!