• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[31.08.1972] „I love France. It’s just a shame it’s full of French people.”

[31.08.1972] „I love France. It’s just a shame it’s full of French people.”
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#1
08.03.2025, 23:04  ✶  
Jackie była czarownicą, której Isaac nie zapomniał przez lata. Ich ścieżki przecięły się we Francji, w Paryżu, w czasach, gdy życie Bagshota składało się głównie z podróży, badań i niekończących się fascynacji historią magii. Oboje znaleźli się w grupie badaczy, którzy pracowali nad odkryciem starożytnych magicznych ruin, ukrytych głęboko pod miastem, tuż obok fundamentów Wieży Eiffla. Było to miejsce, które od wieków pozostawało tajemnicą, zarówno dla czarodziejów, jak i mugoli. Spekulowano, że istniał tam kiedyś potężny ośrodek magiczny, może nawet prastare miejsce kultu. Większość magihistoryków, którzy przybyli z różnych stron Europy, była zachwycona perspektywą pracy nad tym projektem. Ale dla Isaaca, który od dawna czuł się na emigracji nieco osamotniony, najciekawsze było to, że w grupie znalazła się jeszcze jedna osoba z Wielkiej Brytanii.
Jacqueline nie była jednak tylko kolejną rodaczką, do której można było zwrócić się z westchnieniem o angielskiej herbacie i brytyjskiej pogodzie. Miała w sobie coś, co sprawiało, że od razu zwrócił na nią uwagę. Była bystra, przenikliwa i miała ten specyficzny błysk w oku, który sugerował, że świat nie jest dla niej jedynie zbiorem faktów do odnotowania, lecz nieustannie pulsującą tajemnicą. Miała talent, który go fascynował - była widmowidzem, podobnie jak on. Dla kogoś, kto od lat próbował zrozumieć i rozwijać swoje zdolności, spotkanie drugiej osoby z podobnym darem było jak odnalezienie zagubionej części układanki.
Od pierwszych dni w Paryżu stanowili nierozłączny duet badawczy. Jackie miała więcej doświadczenia w analizowaniu widmowych śladów przeszłości, Isaac zaś lepiej radził sobie z łączeniem faktów historycznych. Uczyli się od siebie nawzajem. Kiedy nocami, w tunelach pod miastem, przemykali między ruinami, czasem nagle zatrzymywali się, czując subtelne drgania magii sprzed wieków. W takich momentach wymieniali spojrzenia, jakby tylko oni dwoje widzieli to, co działo się tu kiedyś.
Szybko poczuł do niej coś więcej niż tylko sympatię. Była piękna w nienachalny sposób, z ciemnymi włosami i przenikliwymi oczami, które zdawały się czytać ludzi lepiej niż oni sami siebie rozumieli. Miała także elegancję i pewność siebie, jakiej nie spotykał często - nie wyniosłość, lecz coś, co sugerowało, że dobrze zna swoją wartość. Gdyby nie fakt, że miała męża, pewnie spróbowałby ją uwieść. Nie był święty, ale nie zwykł wchodzić w cudze małżeństwa.
Ich drogi rozeszły się, gdy zakończyły się wykopaliska. Jackie wróciła do swojego życia, Isaac do swojego. Listy, które zaczęli do siebie pisać, były namiastką rozmów, które tak lubili prowadzić. Nie były częste, ale miały w sobie coś, co sprawiało, że zawsze czekał na kolejną wiadomość od niej. Niektóre były pełne naukowych refleksji, inne luźne, pełne żartów i opowieści o codziennym życiu. Były w nich momenty, w których niemal słyszał jej głos i widział ten lekki uśmiech, który towarzyszył jej ironicznej obserwacji świata.
Czas mijał, a ich korespondencja trwała, choć życie nie oszczędziło Jackie. Isaac wiedział, że jej świat się zawalił, ale nie mógł zrobić wiele więcej poza słaniem listów, w których próbował dodać jej otuchy. Jego własne życie również uległo zmianie - wrócił do Wielkiej Brytanii, wplątał się w polityczne zawiłości czarodziejskiego społeczeństwa i odkrywał rzeczy, które coraz bardziej go niepokoiły.
Dlatego wiadomość o tym, że Jacqueline znalazła się w Londynie, ucieszyła go bardziej, niż się spodziewał. Po raz pierwszy od lat mieli szansę spotkać się twarzą w twarz, a Isaac odczuwał to jako coś więcej niż tylko sentymentalne spotkanie po latach. Był w trakcie badań, które mogły Jackie zainteresować, a jej spojrzenie na pewne kwestie mogło mu pomóc. Poza tym... po prostu chciał znów z nią porozmawiać. Wysłał więc list, proponując spotkanie w miejscu, które dla większości magicznej społeczności mogło wydawać się nudne...


Biblioteka Parkinsonów


Isaac uniósł wzrok, gdy tylko Jackie pojawiła się w bibliotece. Przez chwilę po prostu na nią patrzył - wyglądała niemal tak samo, a jednak coś w jej spojrzeniu było inne. Cięższe. Życie musiało dać jej w kość.
Ale on nie zamierzał zaczynać od ciężkich tematów. Wyszczerzył się na jej widok, w typowym dla siebie rozbrajającym geście.
-No proszę.- Rzucił z nutą rozbawienia.-Nadal wyglądasz, jakbyś wiedziała więcej niż wszyscy dookoła.- Wyprostował się i przeciągnął lekko, jakby chciał rozluźnić mięśnie po długim siedzeniu nad księgami. Był ubrany elegancko - granatowa kamizelka dopasowana do spodni w kant, a pod nią biała koszula z lekko podwiniętymi rękawami. Wyglądał jak ktoś, kto mógłby wykładać historię magii, ale równie dobrze iść na popołudniowego drinka.
-Cieszę się, że przyszłaś.- Dodał szczerze, podchodząc bliżej.
Czarodziej
Bezużyteczną rzeczą jest uczyć się, lecz nie myśleć, a niebezpieczną myśleć, a nie uczyć się niczego.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
Pisarka
165cm | 50kg | szare oczy | długie włosy na granicy ciemnego blondu i jasnego brązu.

Jacqueline Greengrass
#2
15.03.2025, 02:30  ✶  
Ostatnie lata jej nie oszczędzały. Przeprowadzka do Londynu miała być po trochę nowym początkiem szczęśliwego życia, a okazała się początkiem dwóch lat, podczas których życie postanowiło z nią nie współgrać i wywalić jej wszystkie plany do góry nogami. Śmierć męża jak i najstarszego brata odbiły się na niej i uśmiechała się zdecydowanie rzadziej niż wcześniej. Niewielkie grono bliższych znajomych przebywających w Londynie nie było wystarczające, by nie odczuwać również co jakiś czas samotności, a powrotu na stałe do Kairu próbowała unikać jak ognia, wiedząc, że musiałaby wtedy dokonać kilku dosyć niewygodnych dla niej wyborów. Nic więc dziwnego, że kiedy dotarł do niej list od Isaaca, że jest w Londynie w tym samym czasie, w którym i ona była na miejscu, dosyć szybko zgodziła się na spotkanie ze starym przyjacielem. Paryż, w którym się poznali i zwiedzanie katakumb były dla niej wtedy całkiem przyjemną przygodą w dobrym towarzystwie osoby, która miała ten sam talent widmowidzenia, co ona. Dogadywali się świetnie, tym bardziej nie musząc zbytnio kryć, że czasami widzą po prostu troszkę więcej niż inni, a i sama skorzystała, uzupełniając trochę swoją wiedzę historyczną. Paryż w towarzystwie Isaaca stał się idealną odskocznią od Kairu, a jego osobowość łatwo skłoniła ją do późniejszego utrzymania kontaktu z mężczyzną poprzez wysyłanie sobie listów.

Do biblioteki Parkinsonów weszła swobodnie. W końcu bywała tu dosyć często. Wcześniej, zaglądała tu kiedy tylko była w Londynie, a odkąd opuściła Kair, zaglądała tu całkiem regularnie, chociażby przez wzgląd na ogromne zasoby biblioteczne. Ubrana była w błękitną sukienkę z rękawem 3/4, do góry dopasowaną do jej ciała, a od pasa rozkloszowaną. Na szyi miała srebrny łańcuszek z zawieszką w stylu art déco. Pomimo śmierci męża, dalej nosiła również obrączkę. Po części z przyzwyczajenia, a po części przez samo to, że bez niej czuła się po prostu dziwnie nieswojo. Przeszkadzał jej brak obrączki na palcu, więc nie przejmując się otoczeniem, najzwyczajniej w świecie, dalej ją nosiła.

— A ty wciąż wydajesz się być w stanie przeciągnąć na swoją stronę nawet rogogona. — Rzuciła żartobliwie, posyłając mu szczery uśmiech i wiedząc, że raczej nie pchałby się smokowi pod łapy próbując na nim swojego uroku osobistego. A z pewnością nie rogogonowi węgierskiemu słynnemu ze swojej agresji. Nie zmieniało to jednak faktu, że całkiem sprawnie potrafił przekonywać do siebie innych.

— Też się cieszę, że Cię widzę. Trochę nam zeszło, żeby znowu zabawić w tym samym mieście, w tym samym czasie. — Mieli w końcu wybitny talent do mijania się, albo braku czasu, by akurat się spotkać, więc skoro nadarzyła się okazja, ciężko było jej nie wykorzystać. Tym bardziej, kiedy na horyzoncie miała wyjazd do Kairu na kilka dni.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Isaac Bagshot (711), Jacqueline Greengrass (435)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa