05.02.2023, 23:48 ✶
Koniec roku był zawsze okresem szczególnym, zarówno dla mugoli, jak i czarodziejów. Święta zbliżały ludzi, budziły w nich pokłady empatii i dobroci, które skrywali pod płaszczami, zapatrzeni gnaniem za dobrami materialnymi. Organizowano przed Nowym Rokiem aukcje z wielkim bankietem, pełnym przepychu. Jedna z Londyńskich posiadłości należąca do wybranej rodziny zmieniała się w Zimową Krainę cudów, gdzie gromadzono różnorodne dobre — od dzieł sztuki po biżuterię, cały zysk przeznaczając na pomoc ubogim. Ten jedyny raz w ciągu roku udając, że wszyscy są równi, że każdy ma prawo być szczęśliwym. Żałosne.
Ojciec wypłynął, Castiel był zajęty — los i pech złączyły więc siły, sprawiając, że to właśnie Cynthia jako przedstawicielka swojej rodziny na ów akcje przyszła, niezbyt zadowolona. Seria niefortunnych zdarzeń sprawiła, że tkwiła przed jednym z obrazów w złotej ramie, dzierżąc w dłoniach kielich czerwonego wina w kryształowym kielichu, o którego brzegi napój się rozbijał, jakby w rytm grającej w tle orkiestry. Westchnęła bezgłośnie za fasadą łagodnego uśmiechu, skrywając znudzenie, przywdziewając maskę, która tak bardzo pomagała odnaleźć się w społeczeństwie. Kobiety często uważano za głupsze niż były w rzeczywistości. Za takie, które sukces zawdzięczają urodzie, a nie inteligencji, co było poniekąd ułatwieniem i przekleństwem. Chcąc coś osiągnąć, konieczne było zaadoptowanie się do sytuacji. Stała więc w milczeniu, licząc czas pozostały do końca. Suknię miała czarną i długą z delikatnej tkaniny. Rękawy miała przeźroczyste z delikatnym faktem, pod biustem przeszyta była czarną wstążką, która podkreślała dekolt. Kaskady jasnych, mieniących się srebrem włosów związane były w ciasnego koka, z którego uciekło kilka luźnych kosmyków. Wyglądała dość drobne i blado. Przymknęła na chwilę powieki, pozwalając sobie na zapamiętanie obrazu, nim skierowała kroki do kolejnego dzieła wystawionego na aukcję — dopasowanego tym razem do pory roku. Stanęła przy jegomościu, który widocznie obraz również podziwiał, nie obdarzając go jednak dłuższym spojrzeniem i innym, niż tym, które padło, gdy podchodziła. W jakiś sposób skojarzył się jej z osobą zaznajomioną ze sztuką. - Podoba się Panu ten obraz?
Zapytała więc tonem dość chłodnym i pozornie łagodnym, głębokim. Cała Cynthia właściwie określiłaby się mianem kobiety zimowej.
Ojciec wypłynął, Castiel był zajęty — los i pech złączyły więc siły, sprawiając, że to właśnie Cynthia jako przedstawicielka swojej rodziny na ów akcje przyszła, niezbyt zadowolona. Seria niefortunnych zdarzeń sprawiła, że tkwiła przed jednym z obrazów w złotej ramie, dzierżąc w dłoniach kielich czerwonego wina w kryształowym kielichu, o którego brzegi napój się rozbijał, jakby w rytm grającej w tle orkiestry. Westchnęła bezgłośnie za fasadą łagodnego uśmiechu, skrywając znudzenie, przywdziewając maskę, która tak bardzo pomagała odnaleźć się w społeczeństwie. Kobiety często uważano za głupsze niż były w rzeczywistości. Za takie, które sukces zawdzięczają urodzie, a nie inteligencji, co było poniekąd ułatwieniem i przekleństwem. Chcąc coś osiągnąć, konieczne było zaadoptowanie się do sytuacji. Stała więc w milczeniu, licząc czas pozostały do końca. Suknię miała czarną i długą z delikatnej tkaniny. Rękawy miała przeźroczyste z delikatnym faktem, pod biustem przeszyta była czarną wstążką, która podkreślała dekolt. Kaskady jasnych, mieniących się srebrem włosów związane były w ciasnego koka, z którego uciekło kilka luźnych kosmyków. Wyglądała dość drobne i blado. Przymknęła na chwilę powieki, pozwalając sobie na zapamiętanie obrazu, nim skierowała kroki do kolejnego dzieła wystawionego na aukcję — dopasowanego tym razem do pory roku. Stanęła przy jegomościu, który widocznie obraz również podziwiał, nie obdarzając go jednak dłuższym spojrzeniem i innym, niż tym, które padło, gdy podchodziła. W jakiś sposób skojarzył się jej z osobą zaznajomioną ze sztuką. - Podoba się Panu ten obraz?
Zapytała więc tonem dość chłodnym i pozornie łagodnym, głębokim. Cała Cynthia właściwie określiłaby się mianem kobiety zimowej.