To, że tego nie zrobiła świadczyło o tym, że w teorii była dosyć spokojna o wszelkie informacje, którymi dysponował. Czy uznał to za komplement? Niekoniecznie. Jasne, teoretycznie mogło to świadczyć o tym, że mu ufała, przynajmniej w pewnym stopniu wierząc w jego intencje. Jednakże z drugiej strony, doskonale wiedział, że nie miała żadnych podstaw, by tego nie robić. Odpowiadał za swoje zachowania, nie łamał danego jej słowa, nie szukał na nią haków. Więc to była zupełnie normalna sprawa, tak?
Dzień jak co dzień. Sytuacja, której może oboje nie do końca chcieli, ale która miała miejsce, wydarzyła się, więc mogli na nią wyłącznie właściwie zareagować. Jasne, mógł nie dzielić się informacją o tym, że przez chwilę wszedł w buty dziewczyny. Jednakże nie potrzebował robić z tego wielkiego sekretu. Wiedząc, jak wyglądają okoliczności, doszedł wręcz do wniosku, że gdyby ta informacja nie wyszła od niego, Bletchley najpewniej i tak dowiedziałaby się tego. Prędzej czy później, na pewno kiedyś. A on nie potrzebował rozmowy na temat ukrywania przed nią takich spraw.
Mieli zachowywać się w porządku wobec siebie nawzajem. Łączyło ich coś na kształt sojuszu. Współpracowali ze sobą przy wielu różnych okazjach, jak do tej pory, zamierzając to kontynuować. Był więc jak najbardziej w porządku wobec niej. Powiedział jak było. Zadeklarował to, co powinien zadeklarować.
- Doskonale - w istocie, dokładnie tak rysowała się ta sytuacja, doskonale - Zatem mamy jasność - zdecydowanie nie potrzebował nic więcej.
Tym bardziej, że sam powiedział już swoje w tym temacie. Dał Bletchleyównie wybór i planował uszanować decyzję, jaką podjęła. Nie zwykł przecież uszczęśliwiać ludzi na siłę. Można było wiele powiedzieć, ale nie to, że zwykł ingerować w cudze interesy bez jakiejkolwiek potrzeby.
- Nie musisz mi tego wyjaśniać - odpowiedział równie gładko i zgodnie z prawdą, bo nie, zupełnie tego nie potrzebował.
Wiedział, czego może spodziewać się po rozmówczyni. Raczej znał ją pod tym względem. Naprawdę nie musiała wysilać się na tyle, aby wyjaśniać mu, że nie jest plotkarą. Tym bardziej, że jego oferta dotyczyła głównie tego, co widział, gdy na moment stanął w butach Prue. Wiedzy na temat jej własnych sekretów, nie cudzych.
Cała reszta? Jasne, mógłby coś dodać, ale dokładnie w tym zakresie, w jakim czuł się uprawniony, by to robić. Nie nadużywał cudzego zaufania. Nie osób, na których faktycznie mu zależało. W innych przypadkach? Cóż, potrafił być śliski, ale przecież nikt nie kazał obcym bezgranicznie mu ufać, czyż nie?
- To dobrze - kiwnął głową, słysząc taką a nie inną deklarację, nawet jeśli w jego oczach były to dosyć osobliwe słowa jak na kogoś, kto zwykł naprawdę wiele ukrywać.
Każdy nosił jakieś maski. Każdy miał swoje sekrety. Zarówno on, jak i Prudence ukrywali ich na tyle dużo, że bez wątpienia mogłoby to wpłynąć na reputację, jaką wyrobili sobie w społeczeństwie. Ba, lwia część tych tajemnic z pewnością mogłaby zupełnie ich zrujnować. Nie dało się tego ukryć, nie dało się tego całkowicie schować. Szczególnie nie, gdy w grę wchodziły wyjątkowe okoliczności.
Te z pewnością takie były, a jednak świadomie wybierała niewiedzę na temat tego, co widział. To było niemalże zastanawiające, szczególnie że nosiła pierścionek na palcu w wielu różnych sytuacjach.
- To nie whisky, wiesz? - Skwitował na sposób, w jaki dziewczyna sięgnęła po filiżankę kawy i opróżniła ją na hejnał. - Jeśli potrzebujesz czegoś mocniejszego, wiesz, gdzie to znaleźć - nieznacznie uniósł brew, kątem oka przypatrując się butelce stojącej na półce na wysokości czubka głowy dziewczyny.
Wystarczyło zaledwie jedno wyciągnięcie ręki, aby chwycić alkohol i nalać go sobie, choćby do tej nieszczęsnej filiżanki. Z dolewką kawy czy bez niej. To już była bardzo indywidualna kwestia. On nie zamierzał w to wnikać. Dokładnie tak samo jak nie wdawał się w głębszą rozmowę na temat tego, czym było powodowane takie zachowanie ze strony Bletchleyówny. Chciała jak najszybciej opuścić bibliotekę? To byłaby niewątpliwa strata. Lubił z nią rozmawiać.
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down