Błędu nigdzie nie było – po prostu ktoś, kto nie posiadał tego zmysłu nie miał takiej łatwości w zrozumieniu wszystkiego. Ale Victoria nie wstydziła się pytać, bo rzeczywiście próbowała zrozumieć. Jasne, w pierwszym odruchu rozmowa była środkiem do celu rozproszenia Atreusa, ale rzeczywiście się na niej skupiała, to nie była po prostu rozmowa dla rozmowy.
– Okej, chyba rozumiem – powiedziała po chwili zastanowienia. – Na początku pomyślałam, że może emocje danej chwili jakoś wpływają na tę podstawową aurę zmieniając jej barwę na tyle, że jest nie do rozpoznania, ale to są po prostu dwa różne bloki kolorów obok siebie, tak? W uproszczeniu, rzecz jasna, domyślam się, że to bardziej zniuansowane – natomiast było bardzo ciekawe, że ta podstawowa aura mogła ulec zmianie (chociaż po zastanowieniu miało to sens… ludzie się przecież zmieniali, ale nie był to proces ani łatwy ani szybki), i że nawet leki czy długotrwała choroba mogły na to wpłynąć. – Och, no tak, przy metamorfomagu ma to sens, masz rację. Albo przy eliksirze wielosokowym – kiwnęła głową bardziej do siebie, niż do niego.
Bardzo bolała ją głowa. Nie była pewna, czy to przez wysiłek wkładany w blokadę aktywnego skanowania jej osoby przez aurowidza, czy może przez to, że jednak mało sypiała ostatnimi dniami, albo czy raczej była to wypadkowa różnych czynników. Fakt był jednak taki, że tym trudniej było odgradzać się od umysłowego ataku – i siłowali się tak przez chwilę, znowu to czuła, chociaż gdyby ktoś patrzył na to z boku, to widziałby siedzące naprzeciwko siebie osoby… i tyle. I znowu poczuła, że jej obrona jest przełamywana, jakby Atreus trzymał w mentalnych rękach łom, chociaż to wtargnięcie nie było takie barbarzyńskie, powiedziałaby nawet, że było dość delikatne.
Uniosła rękę i przyłożyła sobie przedramię do czoła, po czym na moment przymknęła oczy, po tym jak już syknęła, ciągle czując widmo tego poprzedniego bólu.
Przegrała ten zakład, wiedziała o tym doskonale. Ale szczerze mówiąc, to uważała, że tak będzie lepiej. Że Atreus zasłużył na ten tydzień pławienia się w chwale z wygranej. Nie to, że się nad nim litowała, bo nie pozwoliła mu wygrać, a wyszarpnął to sobie uczciwie, ale w obecnej sytuacji taki wynik ją satysfakcjonował. I nawet przyjęła to z ulgą. Nie planowała jednak dać po sobie o tym tak łatwo poznać.
Prychnęła więc i otworzyła jedno oko, mierząc spojrzeniem, najpewniej bardzo z siebie zadowolonego, Atreusa.