- Nie, to figurka. Nie sądzę, by dało się pomniejszyć prawdziwego dementora. Nie sądzę też, żeby ktokolwiek był w stanie podejść do nich na tyle blisko, by tego dokonać - wzruszył ramionami. Owszem, istniały sposoby, ale chyba nie na tyle skuteczne, by można było sobie uciąć z nimi pogawędkę i tak o je trwale zmniejszyć. - Nie ryzykowałbym, mając prawdziwe stworzenie tego typu w domu.
Dodał, bo nawet małe dementory zapewne siałyby chaos. Zaśmiał się cicho, szczególnie na wspomnienie o dziecku. Dosyć kwaśno, bo wizja ożenku została oddalona na tyle, ile możliwe. A tym samym, wizja dzieci. Czy on zresztą nadawałby się na ojca? Na pewno nie na tym etapie, nie w tej chwili. Może za kilka lat pomyśli o spłodzeniu potomka, który przejmie jego nazwisko i schedę.
- Kota. Rudego, bo te rude są ponoć najgorsze - powiedział spokojnie, zerkając na eliksir. - Z tego co się orientuję, dzieci nie są aż tak... Złośliwe.
W sumie tego nie był pewny, bo nie miał do czynienia z dzieciakami za bardzo, ale te które obserwował wśród rodziny, potrafiły się zachować. Były wychowane twardą ręką, więc nie broiły tak, jak ten tu gnojek za szkłem.
- Poza tym jestem pewny, że istnieją instytucje, które zainteresowałyby się zamykaniem zwierząt czy dzieci w szklanej kopule - uśmiechnął się, lecz bezbarwnie. Nie obchodził go los dzieciaków, które nie były czystej krwi, a zwierząt jeszcze mniej. - Eliksir trochę pomógł?
Zapytał łagodnie, ale miał w tym swój interes.
Nudził się. Spalenie Londynu to był miły początek, ale właśnie: początek. Charles zniknął, więc nie miał partnera do zabaw, a miał w planach kilka rzeczy. Stanleya nie chciał angażować, bo Spalona Noc pokazała mu, że mają nieco inne podejście do sprawy. Potrzebował Nicholasa - i to w najlepszej fizycznej kondycji.
@Nicholas Travers