Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VII
„Bębny, bębny w głębi. Nie możemy się wydostać. Cień porusza się w ciemności. Nie możemy się wydostać. Idą.”
Stuk, stuk, bam. Mniej-więcej tak zaczęło się to popołudnie, gdy rozłożyły się z Brenną w salonie na kanapach i stoliku, w tym gąszczu roślin, które Victoria tutaj u siebie trzymała. Błękitny Kwiatuszek wlazł do donicy rozłożystej areki i zwinął się na ziemi dopasowując do kształtu, mruczał tam zadowolony ze swojego życia, za to mała czarna Luna, której chyba zaczęły wypadać mleczne zęby, ciamkała z zawziętością rąbek koszuli Victorii, która nie zwracała na to większej uwagi (zresztą lepiej tak, niż jakby obgryzała papiery, z którymi się tutaj z Brenną okopały). Victoria starała się to stukanie ignorować, miała wrażenie że już to zresztą kilka razy słyszała, i może i miała przebłyski tego, co wyczyniał tutaj w lipcu i sierpniu pewien bardzo upierdliwy Poltergeist, ale przecież Berth go przepędził… no i okolica była przecież zamieszkana, widziała jak do kamienicy obok wprowadza się nowy lokator. W ciągu tego miesiąca była zresztą w mieszkaniu dość mało – pracy było w cholerę, zwłaszcza tuż po Spalonej Nocy, no i… nie mieszkała tu przecież sama. Primrose nic jej nie zgłosiła, skrzatka domowa też o niczym nie wspominała (ale może myślała, że to ktoś stąd i wolała się nie narażać?), Sauriel, który po stracie swojego domu wolał czasami siedzieć w jej piwnicy, niż wrócić do Rookwoodów, też się nie skarżył… Stuk, stuk, bam. Odgłosy nie ustawały jednak i po którymś razie Lestrange złożyła papiery i wprost zapytała Brennę, czy znowu tylko ona słyszy dźwięki, czy może panna Longbottom też dostąpiła tego niewątpliwego zaszczytu…
I tak właśnie wylądowały na krótkiej wycieczce po sąsiadach, żeby dowiedzieć się, że nie, u nich nic nie stuka. Potem przeszły się spacerkiem po okolicy – równie bezowocnie (czy raczej… źródło tego stukania zdawało się znajdować gdzieś blisko mieszkania Victorii), aż w końcu ponownie znalazły się w kamienicy, tym razem na parterze.
Stuk, stuk, bam.
– Przysięgam, że jeśli to znowu jakiś skurwiały Poltergeist wrzucony tu przez pieprzonego Thorana Yaxleya, to go znajdę i… – nie dokończyła, ale można było sobie bardzo łatwo wyobrazić, co Victoria mu zrobi jak go złapie.