Dotarli do miasteczka, które znajdowało się niedaleko zamku, których ich interesował. Był późny wieczór, jakimś cudem udało im się znaleźć kwaterę, w której mogli się zatrzymać. Curtea de Arges było niewielkim, prowincjonalnym miasteczkiem, niewielu było tu obcych, chociaż okolica była chyba najbardziej znana w Rumunii. W końcu tutaj znajdowały się ruiny zamku, w którym kiedyś miał mieszkać najbardziej znany wampir wśród wampirów.
Geraldine dostała kontakt od ojca, miała znaleźć człowieka, który mógłby zaopiekować się jej bratem, pomóc mu jakoś odnaleźć się na tej nowej drodze życia. Oczywiście nie wyruszyła w podróż sama, wolała nie ryzykować, w Rumunii znaleźli się we trójkę, co doceniała, wiedziała, że w przypadku Ambroise'a dość ciężko było o kilka dni urlopu, a Benjy, cóż Benjy na pewno mógł mieć coś ciekawszego do roboty niż sprawdzanie lokacji dla jej brata.
Mieszkanie, w którym się znajdowali nie należało do największych, nie było też zbytnio wyszukane, jednak mieli dach nad głową, czystą pościel, a nawet posiłek przygotowany przez uroczą panią Niculae, co najważniejsze kobieta nie należała do tych wścibskich, opiekowała się mieszkaniami w niewielkiej kamienicy, na obrzeżach miasta. Nie wypytywała o cel ich wizyty, mimo, że pewnie swoim łamanym angielskim byłaby w stanie to zrobić. Nie do końca wyglądali bowiem na turystów, ale tutaj ludzie raczej nie mieli w zwyczaju wtrącać się w nieswoje sprawy.
W Rumunii było chłodniej niż w Wielkiej Brytanii, przywitały ich ulewy, które nie ułatwiały podróży, jednak na to nie mieli najmniejszego wpływu, pogoda bywała kapryśna, na szczęście zaopatrzyli się w odpowiednie ubrania, podróż nie miała być długa, tak naprawdę póki co mieli się tu tylko rozejrzeć, zasięgnąć języka, wypytać o wszystko. Decyzja bowiem nie była jeszcze podjęta, co nie zmieniało faktu, że sprawa była dość nagląca. Mieli bowiem w Walii wampira, który mógł zrobić krzywdę sobie i innym. Ktoś musiał doprowadzić go do porządku, oni polegli, więc wypadało sięgnąć po usługi profesjonalistów.
Siedzieli w prowizorycznej kuchni, dość zabawnie wyglądali próbując zmieścić się we trójkę przy niewielkim, okrągłym stole. Zdecydowanie nie był przystosowany do osób o ich rozmiarach, nie było jednak sensu narzekać. Geraldine zdarzało się sypiać w mniej atrakcyjnych miejscach, zresztą jej kompanom na pewno również. Ciężkie krople deszczu uderzały o parapet, nie zapowiadało się na to, aby szybko miało przestać padać, chociaż może jutro będą mieli więcej szczęścia i w końcu wyjdzie słońce, gdy znajdą się u celu swojej wędrówki. Naprawdę nie obraziłaby się, gdyby chociaż jeden dzień w tym miejscu był dla nich łaskawszy. Poniekąd była to przecież ich podróż poślubna... uśmiechnęła się sama do siebie na tę myśl, nie wyglądała bowiem na wymarzoną, a do tego mieli w pakiecie przyzwoitkę.
Geraldine dopijała gorzką herbatę, jak na jej gust była nieco zbyt mocna, ale na herbacie znała się tyle, co wcale. Zazwyczaj w ogóle jej nie pijała, musiała jednak zmienić swoje przyzwyczajenia związane z trunkami, po które sięgała wieczorami. Na pewno wolałaby mieć w tej chwili w dłoni szklankę z whisky, ale w tym przypadku nie było nawet o czym dyskutować.
- Mamy jakieś dwadzieścia kilometrów do zamku, nie musimy zrywać się z samego rana. - Warto było ustalić jakiś plan na kolejny dzień, nie mieli zbyt wiele czasu na ten cały wypad, przez co cała podróż była dość szybka, nie mieli szansy wyspać się porządnie od kiedy opuścili Londyn. To był ten dzień, kiedy mogli to nadrobić.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)