- Jesteś kochany - przytuliła się lekko do niego, chociaż wiedziała, że tego nie lubił. - Dziękuję.
Nie miała najmniejszego problemu z tym, żeby okazywać swoją wdzięczność. A matka ciągle jej powtarzała, że jest niewdzięczna. Gdyby teraz ją zobaczyła, przeżegnałaby się zapewne. Najlepiej trzy razy na zapas. Wciąż nie pojmowała, dlaczego chciała stworzyć jedną, szczęśliwą rodzinę w rozmiarze 2+1, skoro mieli tyle osób wokół siebie?
Odebrała paczkę z sukienką i uśmiechnęła się na pożegnanie do kobiety. Wyszli ze sklepu, a Charlotte rozejrzała się po zamykających się powoli witrynach.
- Chyba musimy się pospieszyć, niedługo wszystko będzie zamknięte. Wiesz, lubię szpilki, ale łatwo się w nich wywalić, a ja nie chcę wyrżnąć się tak, żeby wybić sobie zęby o kant stołu. Co do Sydney, to fakt, mogła śnić, ale czy na pewno? - to, jak ona skakała po tematach, zasługiwało na książkę. Bezpardonowo chwyciła Richarda za dłoń i pociągnęła go lekko w stronę sklepu, nad witryną którego wisiał szyld z butem na obcasie. - Mam wrażenie, że mogła być charłakiem, wiesz? Mam taką teorię, że jest ich więcej niż myślimy. I oni widzą wszystko to, co my. Ale nie wiedzą, jak to działa, więc mugolscy lekarze mówią im, że zwariowali. Jest jakiś rejestr charłaków, tak w ogóle? A zresztą, jakby był to przecież niektórzy nie mieliby problemu, żeby pozbyć się takiego dziecka tak o, nie? I cyk, mugolskie sierocińce zapełnione.
Nadawała dalej, idąc w stronę sklepu.
- Ja wiem, że to brzmi jak jakaś pojebana teoria, ale zastanów się nad tym, Richard. Przecież nie możesz powiedzieć na pewno, że tak nie jest, co nie? - w końcu puściła jego rękę, ale tylko po to, by pchnąć drzwi sklepu.
- Zaraz zamykamy - sprzedawca, młody i najwyraźniej szykujący się do wyjścia, obrzucił ich nieprzyjemnym spojrzeniem.
- My tylko na chwilkę, ale jak pan się spieszy, to może pan mi pomóc. Czarne czółenka, ale koniecznie z paskiem, na małym obcasie, rozmiar 4,5 - zaszczebiotała uprzejmie, robiąc wielkie, sarnie oczy.
Charyzma czy pan jej pomoże, czy machnie ręką żeby sama se poszukała
Krytyczny sukces!
Gdy jego spojrzenie zetknęło się ze spojrzeniem Charlotte, młodzieniec chrząknął. Przestąpił z nogi na nogę, a potem zerknął na Richarda. W jego spojrzeniu czaiło się coś dziwnego - jakby patrzył na wroga.
- Naturalnie, już pomagam. Robi pani zakupy na Mabon? - zagaił z uśmiechem na ustach, odkładając paczkę, którą miał w dłoniach. Gestem zaprosił do siebie kobietę, kompletnie ignorując obecność Richarda.
- Tak, trochę na ostatnią chwilę, wiem, przepraszam, ale to sprawa życia i śmierci - powiedziała miło. Jej ton głosu nieco się zmienił, był jakby głębszy, a spojrzenie bardziej... Lepkie? Richard był właśnie świadkiem, w jaki sposób Charlotte przetrwała na Nokturnie. Sprzedawca zdawał się być w nią zapatrzony, jakby rzuciła nań urok.
- Proszę się nie przejmować, zostanę tu tyle, ile będzie trzeba. 4,5? Dobrze, dobrze... Tu mam jedną parę - machnął różdżką, a dwa pudełka butów wysunęły się z regału. - Może pani pokazać sukienkę? Łatwiej będzie dobrać do niej buty.
Wydawał się być zdecydowanie zbyt blisko kobiety. Wyglądało na to, że jeżeli tak dalej pójdzie, to zacznie sam jej wkładać buty na stopy, bo właśnie ujął jej dłoń, by ta usiadła na fotelu. Jakby byli na jakimś balu, a nie w sklepie.