• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange

[7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#51
06.12.2025, 23:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2025, 23:50 przez Vakel Dolohov. Powód edycji: Tak mnie ten krytyk wyjebał z kapci że zapomniałam o avku. )  
Bywały dni, w które do Dolohova docierało, że byli ze sobą z Annaleigh absurdalnie wręcz podobni. Może nie we wszystkich aspektach życia, ale na pewno w tak wielu, aby nawet po wielu latach krzywd mimowolnie zaczął budować z nią jakąś płaszczyznę porozumienia. Bywały dni, kiedy spoglądał na nią z pogardą tak wielką, z jaką ona spoglądała właśnie na jakiegoś młodzieńca w koronkowym nakryciu głowy, w którym wyglądał jakby miał zaraz tańczyć w jakimś kabarecie. Bywały też takie momenty, krótkie acz istotne, kiedy chciał wcisnąć jej twarz w miskę z kompotem i trzymać ją w tej pozycji tak długo, aż jej nogi przestaną się wierzgać.

Nie potrafił się bawić?

Nie... On potrafił się bawić, miał wybitne poczucie humoru i tryskał elokwencją, to po prostu to stado bałwanów i imbecyli nie potrafiło od jakiegoś czasu stworzyć przyjęcia, na którym nie będzie tych durnych drinków i eliksirów robiących z ludzi idiotów. Absolutna porażka jaką było wesele Perseusa i tej jego bździągwy powinno już nauczyć wszystkich, że na tego typu zabawy było miejsce na sabatach, gdzie wszyscy upijali się i bawili do upadłego skacząc wokół ogniska, a nie na sali balowej, gdzie każdy obserwował twój ruch i czekał aż się ośmieszysz.

Śpiewanie? Jakoś by to udźwignął. Jakoś by to przełknął i przetrwał. Wszystko tylko nie to, co poczuł spoglądając na jegomościa okrytego szatą, spod której wystawała jedynie... otchłań. Czy dało się pocałować kosmos? Jasnowidz zawziął się, zacisnął palce na różdżce i spróbował się temu postawić.

Rzut N 1d100 - 1
Krytyczna porazka


with all due respect, which is none
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#52
06.12.2025, 23:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2025, 23:50 przez Vakel Dolohov. Powód edycji: Tak mnie ten krytyk wyjebał z kapci że zapomniałam o avku ciąg dalszy. )  
Ale to go pożerało.

To był ten pierdolony w dupę drink, czy ktoś rzucił na niego klątwę? Dlaczego to się działo? Przez głowę przelatywało mu teraz tyle absurdalnych myśli, że nawet on nie potrafił tego udźwignąć. Jego żona, z którą łączyła go niewątpliwie zielona nić wykręciła już łabędzią szyję i ruszyła w kierunku swoich kuzynek i ciotek, posyłając mu jakieś sztuczne całusy świadczące o niezainteresowaniu jego stanem.

Dolohov stał tak w bezruchu, spoglądając w otchłań. Ta otchłań też wydawała się spoglądać na niego. Też to czuł? Też coś kazało mu porzucić wszystko inne, zmiażdżyć wszelkie konwenanse i krzyczeć, syczeć w jego głowie kusząc go do czegoś, czego realnie nie powinien chcieć zrobić? Był zbyt mądry żeby nie dostrzegać w tym sztuczności. Nie czuł napięcia, jakie czuł, kiedy nastoletni Morpheus oblizywał jego palce, ani kiedy Peregrinus przesuwał palcami po krawędzi materiału satynowego szlafroka. Chciał go po prostu pocałować. Jego. Albo ją. Jakieś mu się to wszystko wydało wyjątkowo obojętne. Mogła to być ona. Może ona mogłaby wyleczyć go z homoseksualizmu, który zdaniem jego ojca niszczył mu życie i plamił dziedzictwo ich rodziny? Może jak ją pocałuje, to jak w bajce któreś z nich przeobrazi się i stanie lepszą wersją samego siebie?

Gdyby nie to, jak doskonale panował nad swoim ciałem, zapewne by zaszlochał. Bo jego dusza właśnie szlochała.

Odziany w kostium nieba odbitego w jeziorze jegomość szedł w kierunku w pełni zamaskowanej persony. Zignorował wszystkich tych śpiewaków, chochliki, skrzaty, skrzydlate potwory. Swoją córkę i swoich znajomych krążących po sali. Byli tam tylko oni.

- Dobry wieczór - miał ochotę zacząć to wszystko od przepraszam, ale nie zaczynało się takiej rozmowy od przepraszam, bo wtedy od razu było wiadomo, że to napaść. - Nie chciałbym przerywać - (idioto, przecież ta osoba stoi tu SAMA!) - ale jest coś, do czego naprawdę potrzebuję teraz towarzystwa i...

...i miał wrażenie, że tak łatwo było rozpoznać go po głosie, że pierwszy raz od wielu lat nie dokończył rozpoczętego zdania, bo się zawahał. A później odetchnął, ubrał się znów w swoją doskonałość nieulegającą dyskomfortowi, jaki zalał całe jego ciało i bezceremonialnie wyciągnął przed siebie dłoń, jakby zapraszał kogoś do tańca.

- Jeżeli wzbudziłem chociaż iskrę zainteresowania, to chciałbym teraz podkreślić, że trzymam ich w rękawie dużo więcej. Ale naprawdę nie mogę powiedzieć o tym tutaj.


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#53
07.12.2025, 00:14  ✶  
Morpheus stoi niezręcznie z Vakelem

Przez moment nie działo się właściwie nic. To znaczy, działo się wiele, ktoś śpiewał, ktoś dostał skrzydła, ktoś zmienił się w małą pixie. Rozmowy płynęły kolorowym nurtem kolejnych, wchodzących gości. Ktoś go nawet szturchnął, przechodząc obok, trochę wina lub jakiegoś innego, czerwonego trunku rozlało się na posadzkę i równie szybko, jak ją zabarwiło, tak szybko obsługa użyła magii, aby plama całkowicie zniknęła. On szukał dalej, zauważył Anthony'ego, w jego charakterystycznej masce, którą widział przed przyjęciem, nawet chciał do niego podejść, ale poczuł czyjś wzrok na sobie.

Przeczesał spojrzeniem najbliższe otoczenie, aby wyłapać odpływającą łabędzicę oraz srebrną, księżycową maskę. Nawet, jeżeli nie rozpoznał Dolohova po jego sylwetce, zrobiłby to po charakterystycznym kroku władcy świata, tego, który jest ponad każdego, kto bawił się na tej sali. Tylko, że z jakiegoś powodu nie był pewien. W tej melodii był fałsz.

To jednak był niezaprzeczalnie Vakel. Vakel, który do niego podszedł, nie wiedząc, że on to on. Nie mógł tego wiedzieć, bo nie padła żadna forma familijnej wymiany zdań podszytej pogardą.

Morpheus kilkukrotnie otwierał usta, których nie było widać, dzięki bogom, bo wyglądałby jak śnięta ryba wyciągnięta z wody, aby przerwać Vakelowi, powiedzieć mu, że to on.

Chociaż nie było tego widać, Morpheus spojrzał na wyciągniętą rękę Vakela, na jego maskę, szukając bardzo niesprawiedliwe do swojej pustki, jego oczu, wrócił do dłoni i ugryzł wnętrze swojego policzka. Czy Dolohov rzeczywiście go nie poznał czy była to kolejna gierka. Zabawa w kogoś innego na ten wieczór.

— Nie wiem, czy to dobry pomysł, Vasilij. Patronuje mi dzisiaj Odwrócony As Mieczy — powiedział, wyraźnie swoim głosem, pełnym jakiejś wątpliwości, ale w zaprzeczeniu do tych słów, jednocześnie, wysunął z fałd szaty dłoń, zdecydowanie jego dłoń, aby uścisnąć ją z ręką drugiego jasnowidza. Nie chciał się kłócić, nie chciał zwady, nie chciał tego przeklętego odwróconego asa mieczy, przecinającego wszelkie umowy.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#54
07.12.2025, 00:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.12.2025, 01:21 przez Vakel Dolohov.)  
Usłyszawszy głos Longbottoma, Dolohov poczuł jak po jego karku przesuwa się ukradkiem zimny dreszcz.

Czy ten wieczór mógł mieć gorsze zakończenie? Czy gdyby ich pożarły teraz płomienie jak w tych wszystkich bogom ducha winnych biedaków w Spaloną Noc, to byłoby gorsze od pozbawienia go życia w taki sposób? Jeżeli coś miało być ostatecznym dowodem tego, że sięgnął swoimi czynami boskości to było tym powstrzymanie łez napływających mu do oczu. Kłamca i oszust. Nauczył się grać i udawać, żeby jakkolwiek radzić sobie z okrucieństwem własnego ojca, a później płynął na tej fali i płynął, płynął... Ta fala musiała rozbić się o ten przeklęty strój, bo czuł się teraz tak spocony, jakby go ktoś zalał wiadrem wody i uciekł. Chciał to z siebie zmyć. Ten pot, ten brud, to pragnienie, to wszystko co się teraz działo. Gdyby mógł to z siebie zmyć, szorowałby swoją skórę do czerwoności, wydrapałby sobie na niej dziury. Tylko, że w głębi duszy czuł to - nic tego nie zmyje. Ten eliksir musiał być jakąś czarną magią, czymś podłym i okrutnym, z czego Annaleigh nie zdawała sobie sprawy, bo gdyby tylko wiedziała o tej socjalnej katastrofie, powstrzymałaby go przed wypiciem całości, albo skierowała jego wzrok na siebie.

Całe swoje życie poświęcił śledzeniu przyszłości, a teraz widział tam tylko czerń.

Zrobić to tutaj i karmić swoich psychofanów, kiedy tylko ktoś się o tym dowie? Uderzyć czołem o ścianę kilka razy? Napaść seksualnie na człowieka, którego kochał? Żadne społeczne konsekwencje nie miały znaczenia, kiedy dokładnie wiedział, jak to się skończy.

Uparcie, silnie jak na kogoś o tak wątłej budowie ciała, chwycił go swoją zimną ręką i pociągnął w kierunku bocznego korytarza, którym chciał dostać się do łazienki. Posiadłość rodowa Lestrange nie była mu obcym miejscem - Annaleigh nie nosiła jego nazwiska od wczoraj, a on nie unikał jej rodziny. Wiedział więc gdzie dokładnie pójść, które drzwi zamykały się na jaki klucz i jaki korytarz oszczędzi im zagadkowych spojrzeń, nawet jeżeli maski nadawały im sztucznej anonimowości, a on już teraz był pewien, że po wszystkim wybiegnie stąd nie oglądając się za siebie, bo był zbyt wielkim tchórzem, żeby się z tego wyspowiadać komukolwiek innemu niż lustro w pustym gabinecie.

Usłyszał odmowę, która jeszcze mocniej ustawiała go w pozycji napastnika. Nienawiść do organizatorów tego przedsięwzięcia narastała w nim z każdą kolejną sekundą, ale to nie miało w nim jeszcze ujścia. Nie teraz, kiedy miał jeden, jedyny wyraźny cel.

Zamknął drzwi łazienki na klucz, ściągnął z siebie tę absurdalną maskę i widać było, że ledwo panuje nad ogarniającym go napięciem. Rzadko można było zobaczyć go w takiej rozsypce, ale w całym tym gniewie, w całym tym szale nienawiści nie kryła się słabość i uległość - wszystko w nim krzyczało o dominacji, w Dolohovie kryła się niesamowicie silna energia, która pożerała wszystko wokół, rozbrajała innych ze wszystkiego, co miało ich chronić i przytłaczała swoją intensywnością. Oto zerwał te gwiazdy z twarzy Morpheusa największy mistrz materializacji w całej Anglii, chodzący fundament rewolucji, idei, wolności i indywidualizmu, który nie potrzebował istniejących struktur, żeby czynić cuda, bo rzeczywistość zdawała się ulegać jego myślom i przekształcać się pod jego wymysły. Figura słynnego na cały kraj Vakela Dolohova mogła mieć wszystko i miała wszystko, czego chciała.

Wszystko, oprócz mężczyzny, którego chwyciła za te kremowe szmaty, przyciągnęła do ciebie i pocałowała z całą tą swoją pasją.

Dolohovowi w tym momencie wydawało się, że Morpheusa nie miał nigdy, a jednak pocałował go tak, jakby mu się ten pocałunek należał.

Nie należał mu się.

Wiedział o tym bardzo dobrze. Ten pocałunek nie należał się nikomu, kto całował go nie dlatego, że tego chciał i tam zaprowadziły ich wspólne decyzje, tylko dlatego, że igrał z losem i przegrał na loterii paskudnych ludzi lubiących bawić się cudzymi uczuciami, jakby każde przyjęcie musiało wyprodukować nowe artykuły do rubryki plotkarskiej.


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#55
07.12.2025, 02:38  ✶  

Achath Ruach Elohim Chiim. Jeden jest duch Bogów Żywych. A powietrze, żywioł przypisywany Merkuremu, jest również najwłaściwszym Oddechem Życia, Słowem, samym Logosem. Jest żywiołem Asa Mieczy. I ten As Mieczy, jak miecz Damoklesa, właśnie rozcinał koronę z promieni.

Dał się pociągnąć, bez kolejnego słowa protestu, zastanawiając się nad tym, czy za chwilę nie będzie musiał ukrywać czyjegoś morderstwa, bo wcześniej miał być wrobiony w jego dokonanie, jako losowa ofiara. Myśl była absurdalna, bo nie sądził, aby Vakel kiedykolwiek naraził swoją reputację w tak prymitywny sposób, jakim jest zabójstwo. Z drugiej strony nigdy Vasilij nie ciągnął go za rękę w nieznany korytarz, na przyjęciu. Wieczorami często sobie przypominał, że już nie zna Dolohova, oboje się zmienili, dorośli, przeżyli swoje życia, które zostawiły na nich ślady, ale to nie pasowało do jasnowidza. Napięcie, milczenie i akcja. Kiedy zapłonął Londyn to on ciągnął go na taras widokowy. To on zabrał go na Horyzontalną, a teraz role się odwróciły.

Nie było trupa do posprzątania. Było coś zupełnie innego. Dźwięk przekręcanego zamka zabrzmiał jak gong wyroku, tak samo jak samo zdjęcie masek. Tak, to był Vakel. Nikt nie podrobiłby go w taki sposób. Morpheus znów chciał zadać pytanie, ale nie zdążył bo wtedy Vasilij go pocałował.

W pierwszym odruchu po prostu objął dłońmi twarz Dolohova i poddał się temu, ale ostatecznie nie umiał wyłączyć swojej głowy. Dolohov miał możliwość zrobienia tego kiedykolwiek chciał. Bezpieczniej dla nich obojga. Dolohov chyba nie wiedział, że to on, gdy rozpoczął rozmowę. Dolohov by się tak nie zachował.

Chociaż jego hedonistyczne pragnienie udawania, że to może trwać, że porozmawiają później, teraz to nie ma znaczenia, krzyczało w nim, aby po prostu kontynuować wbrew zdrowemu rozsądkowi, przerwał to. Oddech miał przerywany, źrenice rozszerzone do granic możliwości. Miał nadzieję, że nie zostawił na skórze Vasilija otarcia od brody.

— Vasilij? — zapytał, szeptem, patrząc w górę na jego twarz. Jego własna wyrażała ogromne sprzeczności, ale na wierzchu wybijało się niedowierzanie i troskę. Łapał oddech, adrenalina krążyła w jego krwi, serce nie nadążało. Cały czas trzymał w dłoniach jego twarz, bojąc się, że gdy go wypuści, stanie się coś złego. — To do ciebie niepodobne. Co się dzieje? Wszystko z tobą w porządku?

Morpheus wyraźnie się o niego bał. Czy był poddany władzy jakiegoś zaklęcia manipulującego wolą? Szantażu? Wysłany przez wrogów Zakonu, którzy ich zdemaskowali po Spalonej Nocy, aby potwierdzić podejrzenia? Tak obawiał się spojrzeć w przyszłość. Tak bardzo wolałby wrócić do momentu, gdy żarliwie oddał niespodziewany pocałunek i przez kilka sekund świat był w końcu na swoim miejscu.

big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#56
07.12.2025, 12:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.12.2025, 12:26 przez Urd Nordgesim.)  
Chwilę obserwuje jeszcze księżyc, łabędzia i kosmiczną pustkę, a potem pije eliksir.

Zieleń.

Dobrze.

Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że to mogłoby dla niej jakkolwiek być ważne, ale wypuściła po tym mgnieniu nici powietrze. Zaraz potem nastała pewna roszada baśniowych postaci, alegorycznych istot. Łabędź odpłynął. Ruszał się nieco inaczej. Miał też inną posturę, ale minęło trochę lat i nie mogła być pewna. Towarzyszący jej Księżyc zniknął gdzieś w labiryncie korytarzy posiadłości i nie zamierzała za nim podążać. Biel pierza nęciła, postąpiła krok w tamtym kierunku, gdy służący upomniał ją o konieczności wypicia eliksiru lub zostawienia go.

Nie zastanawiała się długo, ulepek szybko wpadł do gardła. Nie nawykła do odmawiania napitków.

zawady: uzależniony (alkohol) + hazardzista
[+]sukienka poglądowo
[Obrazek: d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg]
!eliksiry
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#57
07.12.2025, 12:25  ✶  
Skrzydło Pegaza
Po wypiciu eliksiru z twoich pleców na 1 kolejkę wyrastają pierzaste, duże skrzydła. Jesteś w stanie unieść się nad ziemię na kilkadziesiąt centymetrów. Jednocześnie czujesz się wolny od wszelkich zmartwień, a wszelkie troski idą w zapomnienie na krótką chwilę. Czujesz się prawdziwie szczęśliwy.
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#58
07.12.2025, 16:55  ✶  
Nie jesteś potworem. Nie jesteś potworem. Nie jesteś potworem. Nie jesteś potworem. Nie jesteś potworem. Nie jesteś potworem. Nie jesteś...

Powtarzał to w kółko w swojej głowie jak mantrę, ale nie chciało mu się to wyryć w niej na stałe. Bo całowanie Morpheusa, niezależnie od okoliczności w których się znaleźli, wciąż smakowało jak ziszczenie snów.

Dolohov nie miał pojęcia dlaczego jego życie musiało tak wyglądać.

Czekał na niego latami. Czekał na niego przygotowując się do wesela z panną Mulciber. Czekał na niego kiedy rodziło mu się dziecko. Czekał na niego stojąc na ołtarzu i przysięgając kobiecie, której nie kochał miłość i wierność do końca swojego życia. Czekał na niego rozwodząc się. Czekał na niego na konferencjach naukowych, na balach. Czekał na niego żeniąc się drugi raz, nawet jeżeli sam nie był tego świadomy - na niego, bo kto inny miał zauważyć, że coś z nim było nie tak, jeżeli nie jedyna osoba na świecie, która go wtedy znała. Morpheus nigdy po niego nie przyszedł. Dopiero kiedy jakiś dziwny, szczęśliwy traf uwolnił go spod działania amortencji, a on znalazł kogoś, kto mu wreszcie pomógł zaleczyć duszę, Morpheus raczył się zjawić. Nie pojawił się w Prawach Czasu aby uwolnić go od samotności, cierpienia ani trucizny. Pojawił się dopiero wtedy, kiedy wszystko w czym potrzebował pomocy zostało już zdobyte. Kiedy mógł rozlewać się już tylko wszerz, bo na górze zdążył sięgnąć gwiazd. Po co? Żeby czerpać przyjemność z tego, jak serce głupiego Dolohova wyrywało się w dwie strony naraz? Może chciał zobaczyć minę Peregrinusa po powiedzeniu mu, że spędzili razem noc? Nie wiedział. Jedynym czego nauczył się być pewnym przy Morpheusie, to że z dnia na dzień potrafił uczynić kogoś bliskiego zupełnie obcym, nawet jeśli przed chwilą obiecywał mu wieczność. Z miłości jego życia do obcego człowieka z branży w jeden dzień. A jednak nie potrafił nie zachłysnąć się tym pocałunkiem. Przecież myślał o tym już wcześniej. Chciał przesuwać palcami po tej szorstkiej brodzie, wplątać je w czarne loki i chwycić go mocno, nie wypuścić. Chciał słuchać o tym, co ten dureń odkrył w piwnicach Ministerstwa Magii. Kwitować kolejnymi pocałunkami opowieści o badaniach, które Longbottom zwykł przeplatać wstawkami z obcych języków, nawet jeżeli rozmówca ich kompletnie nie rozumiał.

Jeżeli to miało nastąpić, to nie miało wyglądać w ten sposób.

Goście dopiero schodzili się na miejsce i mieli przeżywać swoje dramaty, a on przeżył ich w tej łazience już pięćdziesiąt. Morpheus mógł poczuć, jak drugi mężczyzna drży pod jego dotykiem. Dolohov zaciskał palce na kremowym materiale szaty coraz mocniej, aż do bólu, jakby miało mu to jakkolwiek pomóc z utratą kontroli.

Niestety nic nie mogło mu teraz pomóc.

- A ty jak zawsze kurwa wszystkowiedzący.

Fuknął to w charakterystycznym dla siebie stylu, solidnie udowadniając, że niewiele zmieniło się w jego porywczych wybuchach emocji od kiedy był dzieciakiem biegającym po szkolnych korytarzach.

Oczywiście, że Longbottom miał rację. Dolohov mógł sięgnąć po niego wcześniej. Mógł skonstruować o wiele bezpieczniejszą i o wiele bardziej romantyczną sytuację, gdyby tylko tego chciał. Sęk w tym, że on takich rzeczy nie robił. Dolohov kupował swoim kochankom ładne i drogie prezenty, układał im życie, służył radą i pomocą. I miał wielką, palącą wręcz potrzebę fizycznej bliskości, ale nie realizował jej w taki sposób. Za każdym razem kiedy musiał zagarnąć kogoś siłą, zmusić go do czegoś, zdominować go - pękał. Nie potrafił czuć się chciany, kiedy musiał się o cokolwiek „dopraszać”. Bo przecież to powinno być oddychanie. Przychodzić samo z siebie. Uwielbienie miało być dla jego męża jak powietrze.

Nie odtrącił jego rąk ze swojej twarzy, chociaż szyję miał już czerwoną, a oczy przeszklone jakby zaraz miał się tutaj popłakać. Sapnął, spróbował się jakoś opanować, ale jedynym co udało mu się osiągnąć, było zaciśnięcie ręki tak mocno, żeby wreszcie fiolka z wypitym eliksirem pękła wbijając mu się w skórę. Widać było, że ledwie sekundę temu chciał otworzyć usta żeby go zwyzywać (zupełnie jakby to była jego wina - tego cholernego Longbottoma i jego szeroko otwartych psich oczu), ale zamiast tego musiał go puścić, dać odłamkom szkła opaść na kafelki razem z pierwszymi kroplami krwi i wrzasnąć z narastającej frustracji. Oto stał przed Morpheusem ten Dolohov, najprawdziwszy z arsenału prezentowanych osobowości, jakie przybierał. Ten potrafiący ciąć słowami bardziej niż szkło i rozwalać własny gabinet w szale agresji, a później skomleć po tym, bo znowu przypominał własnego ojca i miał ochotę za karę wydrapać sobie oczy.

Uczynił najbardziej charakterystyczną rzecz, jaką mógł zrobić - zamiast spróbować to jakoś zatamować, przeprosić, rzucić zaklęcie usuwające odłamki szkła z otwartej rany - podszedł do umywalki przy lustrze w kształcie muszelki i zalał to wszystko strumieniem wody, jakby najgorszym elementem tego co się stało miało być zabrudzenie w bliżej nieokreślonej przyszłości, więc nie mógł pozwolić temu zaschnąć. Milczał przy tym. Przecież wszystko co miało się zdarzyć przewidział trzy minuty temu.


with all due respect, which is none
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#59
07.12.2025, 19:06  ✶  
Dalej śpiewam BARDZO PIĘKNIE, już w sali balowej, a Victoria lata przy mnie z anielskimi skrzydłami

– Masz nastrój do zabawy? – spytał Christopher jeszcze, na sekundę nim wypił ten cały eliksir, gdy wspomniała o tym pokrzepieniu serc oraz niemożliwości przejmowania się dniami i nocami. Ton miał absolutnie neutralny: po prostu po prawdzie ciekawe był odpowiedzi i zwrócił na Victorię uważne spojrzenie, choć niewiele widział przez maskę. Jeśli szło o niego, blichtr, muzyka, alkohol, gdy niedawno Anglię spowiły popioły, nie raziły go jakoś szczególnie – nie miał nic przeciwko śmiechom i tańcowi do białego rana. Ale jakiś mały fragment Christophera, nawet jeśli chłopak miał trochę samolubną naturę, podpowiadał, że Victoria stała w trochę innym miejscu niż on. I dlatego nie wiedział, jak mogła brzmieć prawdziwa odpowiedzieć.
Ale kontynuowanie rozmowy było chwilę później bardzo trudne. Bo jego partnerka unosiła się w powietrzu, bijąc je białymi skrzydłami, a on… On śpiewał.

So take my hand, and we can fly
Above the masks, above the sky.
In this ballroom made of silver dreams.


Wyśpiewał to na słowa Victorii, która zdumiała się, że potrafi śpiewać: a w duszę ukłuła go zimna panika, i chwilę za nią nadeszło twarde postanowienie. Potrzebował nauczyciela śpiewu i potrzebował go teraz! No dobrze. Może nie teraz, tu, w tej chwili, ale najdalej na pojutrze. Oczywiście, na Sali działy się inne rzeczy: pierzaste skrzydła wyrosły paru innym osobom, niektórzy goście poczuli gwałtowną potrzebę całowania się, inni zamieniali się w elfy, i przez to jego występ muzyczny, nawet jeżeli ściągnął trochę spojrzeń, pewnie nie miał stać się punktem kulminacyjnym wieczoru… Ale Christopher rzecz jasna nie widział zamieszania i święcie wierzył, że obserwują go wszyscy.
I nie zamierzał pozwolić, aby po tym wszystkim później ktoś mu nagle zarzucił, że nie potrafi śpiewać!!!
Odchrząknął: jego głos powoli najwyraźniej powracał do normy.
– Bardzo dawno tego nie robiłem – ni to powiedział, ni zaśpiewał: już ciszej, raczej wypowiadając słowa, po prostu trochę… śpiewnie. – Ten eliksir wywołał nagłą ochotę na śpiew – wyjaśnił, trochę ze zdziwieniem, trochę z jakąś odrobiną irytacji.
Wciąż trzymał dłoń Lestrange, nawet jeżeli wyglądało to odrobinę głupio. Pochlebiał sobie, że ze wszystkich mężczyzn na tej Sali – a przynajmniej z tych, którzy w wolnych chwilach nie wpadają na pomysły przebierania się w kobiece ciuszki – wie o kobiecych butach najwięcej. I miał pewne obawy, że jeśli te skrzydła nagle znikną, przy lądowaniu może mieć problem z zachowaniem równowagi.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#60
07.12.2025, 19:52  ✶  

Z Atre, w sali balowej

Och, chciałabym to zobaczyć, nadała Brenna, bo akurat w to elfowanie jej matki jakoś powątpiewała, obojętnie, co Atreus miał na myśli. A jeszcze dla niego bezpieczniej było trzymać się od Elise bardzo daleko, bo inwigilacja, jakiej ta poddała córkę, wypadała tak na dziewięć na dziesięciopunktowej skali, i Brennę do tej pory bolała na myśl o tym głowa.
Odetchnęła z pewną ulgą, gdy na miejscu elfa w jednej chwili pojawił się na powrót Atreus. Mimo wszystko nie chciała szukać dla niego akwarium. Ani ogrodu. Ani domku dla lalek.
– Straszysz czy obiecujesz? – spytała, najwyraźniej niezbyt przejęta groźbami, a potem rozejrzała się wreszcie, jakby chcąc się upewnić, czy nie zobaczy jakiegoś innego elfa w pobliżu. – Mogło być gorzej – oceniła w końcu.
Trudno było powiedzieć, czy miała na myśli gości, którzy poczuli nagłe pragnienie całowania się, tych, których zostawali aniołami, czy może po prostu pomyślała o tych wszystkich efektach, jakie mogłyby mieć eliksiry, a których Lestrange’owie postanowili im oszczędzić.
– Chociaż nie powiem… eliksiry są odważniejsze niż bym się spodziewała – dodała z odrobiną zamyślenia, wchodząc już do sali balowej nieco głębiej. Mogła sobie wyobrazić, że paru ważnych urzędników Ministerstwa o czystej krwi mogło przyjąć zamianę w elfa swoją czy partnerów znacznie gorzej niż gwałtownym, ale zapewne krótkotrwałym wybuchem wściekłości. Rozejrzała się, ale w balowych strojach, w maskach, ciężko było rozpoznać poszczególnych gości, zwłaszcza że niejedna maska była podobna do innych: choćby ta jej mało się wyróżniała.
Odruchowo spięła nieco ramiona, dostrzegając płonące drinki, ale zaraz rozluźniła mięśnie. Tym razem nie przyszły żadne halucynacje, szepty, a ona… nie, nie bała się. To było raczej echo strachu, jego wspomnienie, które zdołała szybko zepchnąć gdzieś na bok.
– Czy teraz masz ochotę na płonącego drinka? – spytała zaraz, z szelmowskim uśmiechem, odwracając spojrzenie z powrotem do Atreusa, chyba autentycznie ciekawa, czy pociągnie ją w tamtą stronę.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Albert Rookwood (820), Anthony Shafiq (1550), Astoria Avery (2600), Atreus Bulstrode (3714), Baba Jaga (1429), Basilius Prewett (215), Brenna Longbottom (4076), Cedric Avery (211), Ceolsige Burke (1532), Charlotte Mulciber (1529), Christopher Rosier (4157), Dearg Dur (927), Deirdre Malfoy (997), Elliott Malfoy (1589), Gabriel Montbel (1661), Hannibal Selwyn (1963), Jonathan Selwyn (453), Lana Dolohov (670), Laurence Lestrange (3774), Laurent Prewett (1629), Leviathan Rowle (2123), Lucy Rosewood (1380), Lyssa Dolohov (1545), Mirabella Plunkett (3432), Morpheus Longbottom (2810), Oleander Crouch (1688), Pan Losu (1777), Robert Albert Crouch (794), Rodolphus Lestrange (2205), Urd Nordgesim (1079), Vakel Dolohov (4968), Victoria Lestrange (5081), Zachary Burke (1417)


Strony (22): « Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 22 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa