Ruda była święcie przekonana o tym, że stojący w drzwiach mężczyzna był niebezpieczeństwem, naprawdę zakładała, że chce zrobić jej krzywdę. Miała prawo się tego spodziewać, bo przecież jej sumienie nie było do końca czyste, dosyć czynnie działała, by uprzykrzyć działania śmierciożerców, prędzej, czy później ktoś na pewno pojawi się przed jej drzwiami. Tyle, że chyba nie pukałby do nich i nie stał patrząc się na nią trochę jak na wariatkę. W swojej głowie jednak uważała własne zachowanie za zasadne, no typ nie wyglądała na szczególnie miłego, nie był pierwszym, lepszym przyjemniaczkiem. Miał coś takiego w sobie co sugerowało, że mogą pojawić się przez niego kłopoty, a ona niby lubiła kłopoty, ale nie chciała jeszcze umierać, więc postanowiła się nastroszyć - jakby to mogło coś zmienić, no, zmieniłoby, nie miałaby sobie nic do zarzucenia, bo wybrała walkę, a to było najważniejsze, w walce mogła umrzeć, proste.
- To nie tylko chęci, to lata praktyki. - Wszystko razem, w końcu nie od dzisiaj była przeklęta, od dawna próbowała coś z tym robić, na tyle ile miała możliwość to chyba jej się udawało. Oczywiście, że nie miała sobie nic do zarzucenia, bo wkładała w to sporo pracy, chociaż było to okropnie nudne, a Ruda nie znosiła nudy, ale czego się nie robiło po to, żeby mieć nad tym gównem odrobinę kontroli... Ogólnie nie potrzebowała kontroli, kochała chaos, odnajdywała się w nim doskonale, tylko w przypadku tej klątwy tak to wyglądało, bo nie mogła pozwalać na to, aby ktoś na kim jej zależało oberwał rykoszetem, tylko to powodowało, że się tak bardzo tym przejmowała. Gdyby chodziło tylko o nią, to pewnie miałaby w to wyjebane.
- Mam nawet z dziesięć minut dziennie, zresztą zaraz Ci to pokaże, bo przecież na Ciebie czekałam. - Prawdą było to, że u niej ciągle coś się działo, miała problem z tym, aby usiedzieć na dupie, nie znosiła bezczynności, chciała więcej i więcej, by faktycznie wiedzieć, że żyje, uwielbiała żyć, i skupiała się na tym, aby swoje życie przeżyć, jak najbardziej intensywnie, właściwie to się nie skupiała, po prostu płynęła, popełniała błędy, pakowała się w kłopoty, ale niczego nie żałowała, bo naprawdę czuła, że żyje.
- Co Ty tak z tą Ameryką? północnoamerykański bober, legalne picie w Ameryce, masz jakiś fetysz, czy coś? - nie skomentowała porównania do bobra, chociaż nie wydawało jej się, aby jakiegoś przypominała. - Może ja przypominam wzrostem bobra, za to Ty trolla, nie wiem, co jest gorsze. - Odgryzła się, bo czemu by nie. Typ był wielki, wyglądał jakby za dzieciaka wpadł do jakiegoś kociołka z eliksirem przyspieszającym wzrost, był większy nawet od Erika, a on już wydawał jej się być bardzo duży, zdecydowanie był od niego szerszy, wyglądał jak niedźwiedź, nie mogła się pozbyć z głowy porównania do tego zwierzęcia.
Oczywiście, że skoro nadarzyła się okazja, to zamierzała kwestionować jego pamięć, nie mogła nie wykorzystać momentu, bo sam chyba się nieco zawinął. No, jak można nie wiedzieć ile ma się lat? To były chyba podstawowe informacje, które każdy posiadał, jasne, że w pewnym wieku można było zacząć się gubić, bo lata mijały coraz szybciej, jedno za drugim, ale czy był, aż taki stary, aby stracić w tym rachubę? Trzydzieści siedem, czy trzy, to chyba jeszcze nie był, aż taki dziaderski wiek. Jej matka była od niego starsza pewnie z dwa, albo sześć lat, w zależności od tego, która liczba była prawdziwa.
- O ciekawe, dlaczego masz coś innego w dokumentach, czyżbyś zrobił coś złego? a może przed czymś uciekał? - Nie mogła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania, wiedziała, że nie powinna się interesować takimi rzeczami, szczególnie kiedy miała do czynienia z kimś obcym, bo mogła dostać kociej mordy, ale trudno, byłaby na pewno bardzo ładnym, rudym kiciusiem, który potrafiłby drapać pazurkami kiedy trzeba.
- Wypatruj, wypatruj, w tym wieku może pojawić się z dnia na dzień, przynajmniej będziesz na to gotowy. - Albo zapomni o tym, że jej wypatrywał, kto właściwie wiedział, jak ona działała, Heath nie była szczególnie biegła w tych wszystkich starczych dolegliwościach.
- Tak się tylko zgrywasz, nie znasz mnie jeszcze, spędzisz ze mną trochę czasu i zobaczysz, skończy się na tym, że będziesz o tym marzył, gwarantuję Ci to. - Ruda naprawdę wydawała się być przekonana o swojej zajebistości, trudno ją było przekonać o tym, że się myliła, cóż, jako jedynaczka naprawdę często słyszała, że jest wspaniała i niesamowita, i że osiągnie wiele - skończyła, jak skończyła, to było zupełnie inną sprawą, nadal uważała się za wyjątkową.
Specjalnie używała tego słowa, chciała sprawdzić, jak długo wytrzyma, chyba zaczynał się irytować, bo przymknął oczy, Merlinie to było tylko głupie nazewnictwo, naprawdę, aż tak przywiązywał do tego wagę? Chyba wolałaby nie wiedzieć, co siedzi mu w głowie skoro od razu wyobrażał sobie jedno. Typy tak chyba miały?
- Nie mam wpływu na to, jakie ktoś ma skojarzenia, nie jestem winna Twoich zbereźnych myśli. - Prosta sprawa, jego skojarzenia, jego wina - na pewno nie jej. - Muszę Cię zmartwić, przez jakieś pięć lat nie udało mi się wymyślić niczego, co lepiej opisywałoby mój stan, jeśli sądzisz, że nagle mnie oświeci, to ten... powodzenia w niedoczekaniu. - Próbowała, naprawdę starała się szukać, ale nic nie opisywało lepiej tego, co się z nią działo, no zalewała wszystko wokół, i tak - miała świadomość, jak to brzmiało, ale co niby mogła z tym zrobić, dużo prościej byłoby jakby jednak napierdalała piorunami, albo podpalała okolicę.
Docenił jej pomysł związany z użyciem kafla, uśmiechnęła się wiec sama do siebie, bardzo z tego zadowolona, oczywiście musiał zauważyć dziurę w jej planie, no jasne, powątpiewał w to, że uda jej się podnieść kafla. - Znajdę kogoś kto rzuci nim za mnie, będę mieć pewność, że oderwie się od ziemi. - Problem - rozwiązanie, w ten sposób działała, miała odpowiedź na każdą wątpliwość.
Później znaleźli się w salonie jej rodziców, co zabawne nie czuła się w jego towarzystwie zupełnie nieswojo, jakby się znali nie od dzisiaj, jakby naprawdę mogła mu zaufać. Nie miała pojęcia, skąd się jej to wzięło, bo próbowała go wcześniej palnąć miotłą, czy swoimi piąstkami, jednak jak zaczął z nią gadać, to wydawał się być całkiem spoko. Ruda lubiła ludzi, którzy byli konkretni i nie cedzili słów, tylko podejmowali potyczki. Nie był nudny, wydawał się jej być naprawdę interesującą i doświadczoną osobą, jego wygląd świadczył o tym, że swoje przeżył, dostrzegła blizny, czy siniaki na twarzy, no i ten głos, który zwrócił jej uwagę.
- To jeszcze nie jest ten poziom emocji, żeby mnie zalało. - Odpowiedziała mu, uśmiechnęła się przy tym, bo chyba jednak, aż tak nie przeszkadzało mu to konkretne słowo, skoro sam go użył - jeszcze zacznie z niego korzystać częściej, niż by się spodziewał, była o tym przekonana, bo już zaczął to robić.
- No, to byłaby ogromna strata, nie miałbyś szansy poznać takiej zajebistej osoby. - Dodała całkiem poważnie, jakby naprawdę w to wierzyła. Ta opowieść była niesamowita, i była pewnie to tylko jedna z wielu, które miał do opowiedzenia, wydawało jej się, że przeżył naprawdę sporo.
- Serio? Co za zjeby, dobrze, że ja się znam i mogłam Ci to powiedzieć. - Och tak, jak nikt inny znała się na klątwołamaczach... i na ich profesji. To znaczy miała szansę poznać kilku przez swoją przypadłość, ale to byłoby na tyle.
- No dobra, ale gdybyś nie robił głupot, to nie mógłbyś chyba sprawdzać tych swoich klątw? tak trzeba? czy nie trzeba? Nie znam się do końca. Może robi jeb, ale skoro później pijesz, to znaczy, że to chyba działa, no i żyjesz, więc to chyba też o Tobie dobrze świadczy. - Gdyby te głupoty były naprawdę głupie to pewnie gryzłby już piach od spodu, a siedział teraz w salonie jej rodziców. - Byłeś w Peru? Widziałeś Machu Picchu? Spotkałeś tam jakichś szamanów, czy coś? Ich magia pewnie różni się od tej naszej, kurde, dużo widziałeś, chętnie posłucham o tym, jak zgubiłeś się w czasie, to może być fajne, ale wróciłeś? Musiałeś wrócić skoro jesteś tu i teraz. - Dużo pytań... bardzo dużo pytań, na niektóre z nich nawet sama próbowała sobie odpowiedzieć, bo czemu by nie.
- No, nie wątpię, że jak ktoś Cię zna, to może poczuć się przy Tobie bezpiecznie, wyglądasz jak ktoś, kto potrafiłby wpierdolić za to, że ktoś się krzywo spojrzał na kogoś na kim Ci zależy. - Bardzo łatwo jej się z nim rozmawiało i wiedziała, że jest może trochę zbyt bezpośrednia, ale jakoś nie zależało jej na tym, aby ukrywać swoje myśli, jeszcze bardziej niż normalnie, jakby nie obawiała się zupełnie tego, co sobie o niej pomyśli.
- Osiągnięciami? To ogólnie widziałeś, największe jest takie, że zaczęłam nad tym panować, kiedyś w ogóle tego nie umiałam, to było mega chujowe, bo wystarczyło, że coś mnie wkurzyło, czy ucieszyło, i bum - wszystko mokre. Woda się ze mnie wylewa, tak po prostu, ze środka, jakbym miała w sobie jej w chuj. - Od tego chyba warto było zacząć. - Kiedyś zrobiłam powódź w sali do eliksirów, bo wkurwiłam się na to, że jakaś zjebana mikstura mi nie wyszła, nie wyjebali mnie ze szkoły, ale było blisko. Slughorn był okropnie rozczarowany, zwłaszcza, że należałam do tego jego śmiesznego klubu, chciał mnie dołączyć do swojej kolekcji i chyba trochę jednak wolał się mną nie chwalić. Zdarzyło mi się to też podczas meczy, wiesz, grałam kiedyś dla Harpii, a wiadomo, że tam jest dosyć nerwowo, wylewała się ze mnie złość dosłownie. Zaczęłam pracować nad sobą i tą magią, niby jest lepiej, ale czasem dalej nie potrafię tak do końca nad tym panować. - Było zdecydowanie lepiej, niż kilka lat temu, no ale jednak wolałaby po prostu pozbyć się tej klątwy. - Wiosną prowadziliśmy śledztwo, w lesie, w Little Hangleton, znaleźliśmy pełno trupów, pierwszy raz widziałam wtedy trupy, wiesz? Do tego było ich tam tak wiele, spanikowałam, przestraszyłam się i też wybuchłam, a jestem jebanym bumowcem, nie mogę sobie pozwalać na takie akcje, bo mnie wyjebią z roboty. - Czy powinna mu wspominać o szczegółach? Pewnie nie, to była sprawa ministerstwa, ale jakoś się tym nie przejmowała, nie miała oporu przed tym, aby dzielić się z nim wszystkim. - Cieszysz się za bardzo, wybuchasz, smucisz się, wybuchasz, no to jest męczące. A, że mam ostatnio sporo na głowie poza pracą, trochę działam dodatkowo, to wolałabym mieć pewność, że nie zrobię nikomu krzywdy, bo śmierciożercy mogą ich skrzywdzić, lepiej, żeby mieli pewność, że ktoś od nas im tego nie zrobi. - Nie mówiła być może o szczegółach, ale można było się domyślić tego, że działa w wiadomym kierunku, też nie powinna o tym wspominać, bo przecież go nie znała, ale tak łatwo było jej mu o tym wszystkim mówić.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)