W Mabon spodziewałby się normalnie tłumów, ale być może ludzie spędzali ten dzień w domach z rodzinami, a może spodziewali się jakiegoś końca świata przy okazji sabatu, bo bez większego trudu znaleźli wolny stolik. Wnętrze, ku pewnemu zaskoczeniu Shafiqa, wypełniał zapach korzennych przypraw oraz grzanego wina – kojarzył Dziurawy Kocioł raczej z nieco innymi woniami. Przede wszystkim rozlanego tu i ówdzie piwa.
Być może chwytali się wszystkich sposobów, aby przyciągnąć z powrotem klientów, ostatnio mało chętnych do wychodzenia z domu i to między innymi stąd testy grzańca, tak dobrze sprawdzającego się w chłodne jesienne wieczory i mroźne, zimowe noce? Ale Shafiq nie zamierzał narzekać: lubił wszystko, co nowe. A w Egipcie co jak co, ale grzaniec nie należał do najpopularniejszych napitków, nie pił więc go… zamarł na moment, gdy powróciło do niego wspomnienie grzańca, które zafundowano mu, gdy rok temu przyjechał do Anglii dosłownie na trzy grudniowe dni, by załatwić trochę formalności w pobliżu Yule. A potem umysł podsunął usłużnie wspomnienie kolorowej choinki na Pokątnej.
Ciekawe czy w tym roku też znajdą dość odwagi, aby ją wystawić – i czy śmierciożercy postanowią się jej pozbyć.
– Jakieś specjalne życzenia? – spytał, zanim podszedł do kontuaru, aby poprosić o kufel grzanego wina dla siebie, a dla niej to, czego sobie zażyczyła. Wrócił do stolika po chwili, bardzo ostrożnie siadając na krześle, jakby się bał, że to się pod nim zawali, a potem upił niewielki łyk. Sparzył mu wargi i język, i dopiero po paru sekundach poczuł smak. – Przesadzili z cynamonem – ocenił.