Tego dnia Lewis planował nowy przepis na świąteczne pieczone. Chociaż czasu było jeszcze bardzo dużo, to nie dla niego. Do świątecznych potraw i tego, co może zaoferować Rejwach na Samhain czy Yule, podchodził zawsze z wcześniejszymi szerokimi planami, bo należało jeszcze przepisy przemnożyć razy wiele zamówień, ogłosić zbieranie ich dla tych, którzy chcieliby odebrać je jedynie i zjeść z rodziną w domu. W przypadku rodzin pracujących, jak większość Nokturnu, było to dość praktyczne rozwiązanie, zwłaszcza że Rejwach serwował klasyczne dania ze szczyptą fantazji, a nie jakieś zagraniczne wymysły.
Kaczka w pomarańczach siedziała w piecu już od jakiegoś czasu. To był akurat przepis na posiłek dla Rejwachowców, nie dla wszystkich pozostałych, pomarańcze były niezwykle drogimi owocami, jak zresztą wszystkie zimową porą.
Zajął się sosem, którego później narobi cały wielki kociołek, zawekuje i będzie sprzedawał do mięsiwa. Posiekane szalotki i czosnek smażył na patelni, aż pięknie skwierczało, po czym dodał tymianek oraz czerwone wino, które otwarte znalazł w spiżarni i żal mu było, aby zwietrzało. Wyglądało na droższe niż to, co zwykle serwowano, ale to już nie był jego problem, nigdzie nie było napisane, żeby nie ruszać. Dodajemy tymianek i wino. Mieszał zawzięcie, aż sos zmienił konsystencję na bardziej kleistą i dodał rozgniecioną wcześniej żurawinę. Spróbował na łyżeczce.
Rzemiosło ◉◉◉○○: Gotowanie (II)
Sukces!
Odetchnął. Nie przesadził z ziołami, nie było gorzkie. Idealnie.
— Pomoże mi ktoś przetrzeć to przez sitko? Muszę sprawdzić, co z kaczką.