• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [7.10.72, Maida Vale] Gwiazdy i róże

[7.10.72, Maida Vale] Gwiazdy i róże
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#1
23.12.2025, 12:13  ✶  
Christopher uważał się za lwa salonowego – no dobrze, może węża salonowego – lubił bale i przyjęcia, nudził się na nich rzadko i zazwyczaj świetnie się odnajdywał. Cieszył się jednak, że wyszli na zewnątrz, bo po samej licytacji spodziewał się raczej, że będzie dość nudna. Nim opuścili salę mruknął coś jeszcze o tym, że był strasznym idiotą, w nietypowym dla siebie samokrytycyzmie, kiedy Victoria stwierdziła, że przecież nie mógł wiedzieć, że Cressida okaże się zielonym potworem… ale historia była na tyle zawstydzająca, że nie pchał się sam w opowiadanie jej szczegółów. Chętnie pozwolił więc wyciągnąć się z sali, tonącej we mgle i światłach, ku ogrodom, ciemnym i wypełnionym dziwnym zapachem ziemi tuż po deszczu, choć tego dnia przecież nie padało.

– O tych różach mówiłaś? – spytał, oferując jej ramię, kiedy wyszli do ogrodu Lestrangów. Nawet w ciemnościach ciężko było przegapić czarne róże. Smoliste pąki wyrastały wzdłuż ścieżki, którą wędrowali, pędy pięły się po murach, i gdy zbliżyli się do altany, choć początkowo zdawało się mu, że tę skrywają winorośle, po przyjrzeniu się uważniej stwierdził, że i ją oplatały czarne kwiaty.
Było to piękne, ale i przedziwne, a na swój sposób nawet niepokojące. Christopher nie mógł sobie przypomnieć, aby kiedykolwiek wcześniej widział czarne róże, a teraz zdawały się nie tyle rosnąć w ogrodzie, ile zawłaszczać go dla siebie. Jakby chciały zadusić wszystko, co się w nim znajdowało. Przez ułamek sekundy czuł się nawet nieswojo, na myśl, że kwiaty mogłyby zaatakować.

– Wygląda to wszystko jak ogród czarnoksiężnika z baśni – stwierdził, z pewnym roztargnieniem, bo może i zupełnie nie znał się na przyrodzie, ale nie oznaczało to, że nie umiał docenić jej piękna. Wręcz przeciwnie, ta była niesamowicie inspirująca, a on w tej chwili niemal żałował, że nie mógł wyciągnąć szkicownika. Nie zabierał go jednak oczywiście na bal, poza tym noc była zbyt ciemna, aby faktycznie mógł sporządzić malunki. Nie chodziło tylko o sam krajobraz, a i o to, że mroczne piękno zdawało się wręcz doskonałym motywem przewodnim dla jakiejś kreacji. I prawie widział tę oczyma wyobraźni: ogólny zarys, kolory, czekające na dopracowanie szczegółów w zależności od kobiety, która miałaby ją nosić…– Nie jest ci zbyt zimno, Victorio? Powiedz, jeśli będziesz chciała wrócić do środka – dodał, bo ciąg skojarzeniowy ogród – czarne róże – inspirowana nimi suknia naprowadził go na tę suknię, którą nosiła Victoria, niewątpliwie piękną, ale niekoniecznie stworzoną z myślą o długich przechadzkach w jesienne noce.

królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#2
23.12.2025, 22:31  ✶  

Brzmiało to dla niej trochę tak, jakby Chris się samobiczował za to, że jego związek z Cressidą nie wyszedł i gdzieś to w nim siedziało przez ten rok. Może jednak miał do niej jakieś uczucia, a może właśnie był zdegustowany tym, że nie przejrzał wariatki od razu. Te jednak często dobrze się kryły i swoje prawdziwe kolory pokazywały dopiero w odpowiednich sytuacjach – a tych, z tego co zrozumiała, było na tyle i to tak szybko, że po dwóch miesiącach było po wszystkim.

– Nie zadręczaj się tym, teraz to i tak nie ma już znaczenia – powiedziała mu jeszcze.

Sama z pewna ulgą przyjęła, że wyszli. Również dość lubiła te wszystkie bale i bankiety, spotkania towarzyskie i tak dalej, ale nie ze względu na to, że lubiła plotkować, bo wręcz przeciwnie. Nie bywała też centrum uwagi. Za to uwielbiała tańczyć. Była to też zwykle okazja na skosztowanie czegoś nowego i zwykle łatwo było ją znaleźć przy jakichś bufetach z przystawkami, lekkimi drinkami czy czymś takim – dokładnie jak dzisiaj. Cóż, jeśli chciało się tańczyć, to jednak trzeba było mieć na to siłę. Ale nawet jeśli nie, to przy licytacji nie było nawet szans się socjalizować, lepiej było więc wyjść. Złapać oddech.

– Tak – odpowiedziała, przesuwając ciemne spojrzenie po jeszcze  ciemniejszych różach. Pięknych różach, które wyglądały jakby hodowano je na konkurs, na którym miały zgarnąć pierwsze miejsce. Nikt ich jednak nie hodował, po prostu się pojawiły, żywiąc się… Czymś. Victorię nie przechodziły już ciarki na tę myśl, bo zdążyła się z nią oswoić, zresztą dostała zgodę od Harper Moody i została przypisana do sprawy zbadania ich fenomenu – łączyły się w końcu z szalejącą naturą po tym, jak Voldemort próbował zrobić coś w Limbo. – Tak, wygląda. Czasami dzieją się tutaj dziwne rzeczy, ale nie niebezpieczne, o to nie musisz się martwić. Boję się tylko o to, jak skończą inne kwiaty – czy te nie zabierały im energii? Miejsca? Cholera, nawet elfy wyczuwały, że coś jest nie tak.

– Jest mi zimno, ale nie dlatego, że wyszliśmy – odparła i odwróciła głowę, uśmiechając się lekko do Chrisa. – Jest mi zimno od kilku miesięcy i nie ma takiego ciepła, ani ognia, które byłoby mnie w stanie ogrzać. Przyzwyczaiłam się już – przez to czasami nie potrafiła dobrze dopasować ubioru do panującej pogody. Potrafiła w Włoszek chodzić w długim rękawie. Albo tak jak teraz – nie mieć na ramionach nic dodatkowego, przez co musiała wyglądać osobliwie. Rękawiczki założyła głównie dlatego, żeby Christopher nie musiał aż tak mocno tego zimna wyczuwać. – Będę musiała zdać się na ciebie i twoje wyczucie w tej sprawie – dodała, patrząc ponownie na piękne i trochę też złowieszcze krzewy.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#3
24.12.2025, 08:58  ✶  
– Wciąż nie wiecie, skąd się wzięły? – spytał Christopher, przystając przy posągu kobiety: być może była to Melphomene, bo unosiła ku twarzy maskę. Nie przypatrywał się jednak dziełu rzeźbiarza, a ciemnej róży, która zdawała się rozkwitać wprost z serca rzeźby, choć w istocie było to rzecz jasna tylko złudzenie. Kusiło go, aby sięgnąć ku ciemnym płatkom, może więc dobrze, że podał wcześniej Victorii ramię i nie mógł wejść głębiej między rośliny, by to zrobić. – Czy w tej baśni byłyby zaklęte, aby zaduszać rycerzy, którzy spróbują ocalić uwięzioną księżniczkę, czy cieszyłyby jej oczy, mroczny podarek od czarownika?
Może brzmiało to poetycko, ale w istocie pytanie było bardzo proste.
Spodziewali się po tych różach problemów, czy były stworzone po to, by odmienić Maida Vale? Alchemicy z Francji, o nieco mrocznej reputacji, których krewny stworzył kiedyś kamień filozoficzny, i o których krążyły różne opowieści. Teraz ten ogród, nietknięty przez popioły i pożogę, które spadły na Londyn, zdawał się w pewien sposób pasować do rodu Lestrange bardziej niż wcześniej.
Nie znał się na różach, nie wiedział, że potrzebują pielęgnacji i odżywiania, za to widział wyraźnie, że mogą wykradać światło i przestrzeń: sam myślał przed chwilą, że zdawały się zawłaszczać to miejsce.
– Próbowaliście je usuwać tam, gdzie rosną rzadsze rośliny? – zapytał z pewną ciekawością, a potem spojrzał na Victorię, trochę zakłopotany, gdy odparła, że jest jej cały czas zimno. To był jeden z tych momentów, gdy miał wrażenie, że nieważne, co powie, wyjdzie na idiotę. Powiedzieć, że mu przykro? Jakby to coś zmieniało. Przeprosić? Za co, w noc Beltane nie biegał w żadnych maskach, rzucając zaklęć w aurorów, nawet jeśli był winny grzechu zaniedbania, przymykania oczu czy wręcz odwracania spojrzenia w inną stronę, bo… bo nie chciał się w to mieszać. Bo póki sam omal nie udusił się dymem sądził, że go to nie dotyczy. Wciąż nie miał jednak w sobie dość samokrytyki, by był gotów przepraszać za to. Spytać, czy nie istniał sposób, by się tego pozbyć? Jeżeli tak, pewnie go eksplorowała. Spytać, co tam się stało? Czytał wywiad, a pewnie powtarzała to już pięć tysięcy razy. – Zakładam, że tym bardziej powinnaś uważać, skoro nie wyczuwasz tego momentu, w którym zmarzniesz za bardzo – powiedział w końcu, postanawiając się poświęcić, zachować jak dżentelmen i miał nadzieję wybrnąć z niezręcznej może sytuacji. Cofnął rękę, by zsunąć marynarkę i zaoferować ją Victorii. – To chyba jedyne miejsce w Londynie, z którego widać gwiazdy – dodał, gdy jego wzrok z róż przeniósł się na ściany porośniętej nimi oranżerii, a potem wyżej, wprost na Syriusza, najjaśniejszą z gwiazd jesiennego nieba.

królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#4
24.12.2025, 15:49  ✶  

– Nie tak do końca – przyznała. – Mamy pewnie podejrzenia, ale to nie tłumaczy dlaczego pojawiły się tutaj z dnia na dzień w pełni wyrośnięte – wiedziała o statku, o przeszłości i tak dalej. Wiedziała o tym, że już raz zostały stąd wycięte. I pojawiły się ponownie, rozrosły się po absolutnie całym ogrodzie, piękne i tajemnicze, przyciągając do siebie ludzi, jak drapieżnik przyciąga swoim pięknem niczego nieświadomą ofiarę, a potem… łaps. Tu nic takiego się nie działo, ale ogród odwiedzali różni ludzie, ciesząc oko kwiatami. Victoria mogła mieć tylko nadzieję, że uszanował przykaz, by nie zakłócać spokoju ogrodu i nie nakradli tych kwiatów – o czym zapewne przekonają się dopiero, gdy dokładnie przejrzą te wszystkie łodygi. – Byłyby podarunkiem. Najpiękniejsze róże na świecie, nie rosnące nigdzie indziej – odparła bez zastanowienia, bo odpowiedź była oczywista. – Czerń nie występuje naturalnie w kwiatach, one nie są w stanie wytworzyć takiego barwnika. Bywają kwiaty, które przypominają czarne, na przykład bardzo ciemny fiolet, ciemny burgund, który w odpowiednim świetle tylko wygląda jak czerń, ale gdy spojrzy się na płatki pod światło to widać ten kolor. Za to tutaj… To naprawdę jest czerń, są jedyne w swoim rodzaju – opowiadała, starając się to wyjaśnić tak, by osoba nie zajmująca się kwiatami, ani nawet nie interesująca się nimi na co dzień, zrozumiała cokolwiek z fenomenu jakim były. – Róże są wymagające – dodała po chwili. – Kapryśne. Delikatne. Podatne na choroby, szkodniki… Trzeba włożyć ogrom wysiłku choćby w jeden krzak. Spalona Noc zupełnie im nie zaszkodziła, ani to że ogrodnicy mają zakaz się nimi zajmować – mówiła dalej. A czego nie mówiła, Christopher mógł się domyślić sam ze słów jakie padły. Dlaczego te róże tak martwiły rodzinę Lestrange.

– Nie ruszaliśmy ich póki co – u siebie w domu miała jedną różę w donicy, ale przy tym żadnej nie przycinała, po prostu taką znalazła i zabrała, by móc ją na spokojnie obserwować u siebie. Wszystko za zgodną zarządczyni ogrodów.

Nie oczekiwała żadnej rekcji ze strony Rosiera na to, co mu powiedziała o sobie i zimnie. Ot – po prostu powiedziała mu jak jest, bo nie chciała na tym polu nieporozumień. A choć cała Anglia wiedziała, że jest jedną z Zimnych, to jednak nie cała wiedziała o tym, co się z tym wiąże. O tym, że było im zimno i nic nie dało się z tym zrobić. Z początku trzęsła się, wyziębiona, okrywała się kilkoma warstwami swetrów, koców i kołder, ale teraz… Teraz wiedziała, że to wszystko było na nic.

– Tak… Uzdrowiciel kazał mi brać eliksiry rozgrzewające, żebym się nie wyziębiła. Nie wiem czy to w ogóle coś daje prawdę mówiąc, bo ja nie czuję żadnej różnicy – przyznała i ostatecznie wzruszyła ramionami, a gdy Chris zaoferował jej swoją marynarkę, to przyjęła ją z uśmiechem, bo choć nie uważała tego za konieczne w obecnej sytuacji, to pewnie blondyn poczuje się przez to lepiej. – Chyba tak – przyznała i mimowolnie uniosła głowę, by spojrzeć w niebo. Był wieczór, słońce już zaszło, a niebo było obsypane gwiazdami, które migotały do nich, jakby w odpowiedzi na słowa, które tu padały. Towarzyszki, które zawsze słuchały. Szczególnie jedna z gwiazd przykuła uwagę Victorii – swoim blaskiem, który wyróżniał się również wielkością. Spróbowała wysilić swoją pamięć do zajęć z astronomii, które zdała rzecz jasna, ale nieużywana wiedza z czasem zanikała. – Pamiętasz jak się nazywa o ta? Tam? Taka jasna – uniosła przy tym rękę, by wskazać palcem, choć dla osoby z boku mogła wskazywać na cokolwiek.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#5
25.12.2025, 17:58  ✶  
Christopher pewnie mógłby zerwać jedną z tych róż, ot tak, bezmyślnie, jak sięga się po zwykły kwiat, by potem wstawić go do wazonu, podarować dziewczynie lub wypuścić z rąk parę kroków dalej, gubiąc go pośród traw. Nie zamierzał jednak ich badać ani zrywać teraz – po Spalonej Nocy nie miał nawet mieszkania, w którym mógłby przebywać i wstawiać doń kwiaty, a do rodziny Victorii należał ten ogród, i nie byłby dobry podarek. Podejrzewał jednak, że wiele róż zerwano w ten sposób, a gdy patrzył, jak bardzo się rozpleniały… to nie wydawało się mu, by dało się dostrzec braki.
– Czy ich kwiaty spadają? Gubią płatki? – spytał z pewnym zastanowieniem, bo nie zwracał wielkiej uwagi na to, kiedy zaczęto mówić o różach z Maida Valen, ale Victoria wspominała o tym już ładne trzy tygodnie temu. Czy niektóre z nich nie powinny spaść samoistnie? I jeżeli nawet były to późne, jesienne róże, to rozwinąć się zamiast nich nowe? A może jakaś magia utrzymywała je w takim samym stanie… tylko pozwalając rozprzestrzeniać się coraz bardziej? Spojrzał na moment w dół, jakby szukając czarnych płatków, zanim znów uniósł głowę. – W takim razie podarowałby jej cały ogród, bo pewnie jako czarnoksiężnikowi łatwiej przyszłoby mu stworzyć najniezwyklejsze kwiaty na świecie niż użyć słów. Pytanie, czy księżniczka zrozumiałaby przesłanie – dokończył tę niby baśń, uśmiech zaigrał na moment na wargach, nieskrytych przez maskę. Przedziwne róże, którym nie zaszkodziły popioły, którymi nie opiekowali się ogrodnicy.
Może naprawdę były dziełem czarnoksiężnika, ale Christopher chyba wolał się nad tym nie zastanawiać. Oczyma wyobraźni widział księżniczkę w tym ogrodzie, suknię, jaką mogłaby nosić, i wiedział, że nawet jeżeli wróci stąd bladym świtem, nie pójdzie spać, póki nie naszkicuje tego obrazka.
Jego wzrok pomknął za dłonią Victorii, znów w górę, ku gwiazdom.
– Nie mam zdolności Blacków do astronomii, ale wydaje mi się, że to Syriusz, Psia Gwiazda – stwierdził. Ze szkolnych lekcji zapamiętał głównie te najbardziej podstawowe informacje: nazwy gwiazdozbiorów, które wchodziły w skład zodiaku (nie żeby umiał je znaleźć na niebie), planet Układu Słonecznego i dwie gwiazdy, Polarną i Syriusza… przez moment zresztą zaczął się zastanawiać, czy to jednak nie Gwiazda Północna, ale uznał, że nie będzie dzielił się tymi wątpliwościami na głos. – To chyba moment na pomyślenie życzenia – dodał, gdy dostrzegł na niebie i poruszający punkt: gdyby bardziej uważał na astronomii, może wiedziałby, że to kometa, że gwiazdy nie spadają, a wypalają się i umierają bądź zamieniają w czarne dziury, ale teraz myślał raczej o tych mniej naukowych, za to o wiele ładniejszych opowieściach. O gwiazdach, spełniających życzenia.

królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#6
26.12.2025, 11:08  ✶  

– Nie wygląda na to – odparła z pewnym zastanowieniem, ostrożnie dobierając słowa. Nie mogła powiedzieć, że nie, bo może ktoś jednak wymiatał te płatki, może zabierały je sobie elfy, albo jakieś niewidzialne ręce, takie jakie pojawiały się w oranżerii. Znalezione tam róże były ewidentnie mokre, podlane, a ta, którą wzięła do domu, zachowywała się już całkowicie normalnie. – Zależałoby to od księżniczki – pociągnęła trochę temat zaczęty przez Chrisa. – Gdyby znała się na kwiatach, gdyby je lubiła, możliwe, że zrozumiałaby taką wiadomość. Ale jeśli nie wiedziała ile warte są róże i tak dalej, to pewnie nie – Victoria sama się nad tym zastanawiała – czy były tworem czarnoksiężnika? Przypłynęły tu na statku najpewniej z kimś związanym z rodziną Lestrange i już kiedyś rozpleniły się po ogrodzie, tyle tylko, że w kronikach rodziny informacje były zdawkowe i musieli teraz wszystko wyciągać na nowo: tak wiadomości jak i wnioski, co z tymi kwiatami w ogóle zrobić.

Wyciągnęła nawet jedną rękę i przejechała nią lekko po główkach róż, które właśnie mijali, idąc alejką, której pilnowały rzeźby muz. Były aksamitne, dobrze odżywione, cieszyły oko – tego nie mogła im odebrać. I miała cholerna nadzieję, że nie będą musieli ich wszystkich wyciąć.

Patrzyła w niebo jeszcze przez moment, próbując odszukać tam te punkty, które kiedyś, jeszcze w szkole, umiała nazwać. Miała jednak w głowie pustkę, wymieniłaby je na sucho prawdopodobnie, ale nie kompletnie, ale gdy już trzeba było gołym okiem spojrzeć w niebo, a nie przez teleskop, i jeszcze dopasować to, co się widzi, to nazw, to jakoś… Nie umiała. Nie dzisiejszego wieczoru przynajmniej.

– Syriusz – powtórzyła cicho za Christopherem, kiwnęła głową i zaczęła się rozglądać szukając przy tym tej drugiej charakterystycznej gwiazdy, którą najprościej było znaleźć, gdy już odszukało się Wielki Wóz, a następnie ten Mały – to wymagało od Victorii jednak chwilę więcej przyglądania się niebu. Przerwała to jednak, gdy Chris wspomniało o pomyśleniu życzenia, bo poruszający się obiekt było dużo prościej dostrzec. Ognisty ogon komety podążał za nią, a Victoria mimowolnie powróciła pamięcią do maja i rozmowy z kapłanką kowenu, która opowiadała jej o gwiazdach, ogniu i życiu. I pomyślała sobie tylko jedno: żeby w końcu było dobrze. Zacisnęła przy tym powieki, jakby tylko w ten sposób życzenie mogło się spełnić. – Pomyślałeś? – zapytała, gdy już otworzyła oko, by upewnić się, że gwiazda już zniknęła.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#7
26.12.2025, 20:47  ✶  
– I oto moment, gdzie historia rozgałęzia się, w zależności od tego, ile księżniczka wie o kwiatach. Prawie żałuję, że nie jestem pisarzem, bo najchętniej zobaczyłbym oba możliwe zakończenia.
Te słowa były jednak bardziej rzucone ot tak, na wiatr, pod wpływem chwili, czaru ogrodów, ciemnych kwiatów, migocących na niebie gwiazd, atmosfery wynikłej choćby z ubrań, które nosili podczas tej przechadzki, które dodawały opowieści uroku, niż wynikały z faktycznego żalu. Christopher żałował bardzo niewielu rzeczy i nigdy ścieżki kariery. I odkąd był nastolatkiem ani przez moment nie był niepewny, odnośnie tego, co chce robić, gdy jego koledzy borykali się z trudnymi wyborami.
– Ale może powinienem podpowiedzieć to któremuś z kuzynów ze strony matki – dodał niemalże wesoło, przystając przy altanie, również porośniętej pędami, spośród których wyrastały czarne róże. – Miałabyś ochotę obejrzeć takie przedstawienie na scenie teatru Selwynów? Uważam, że byłoby bardziej popularne niż Hamlet, wracający raz za razem, aż do znudzenia czy Ekstaza Merlina. Kompletnie nie pojmuję, jak kogoś mogą ekscytować sceny biczowania.
Nie wspominając o tym, że przedstawienie w obecnych klimatach politycznych należało do kontrowersyjnych. Christopher nie potępiał tego jednak, ba, biorąc pod uwagę, że pół Londynu poszło z dymem, nie zdziwiłoby go, gdyby niektórzy owszem, utonęli w strachu, ale inni zaczęli się radykalizować w drugą stronę: raczej był chyba do pewnego stopnia zaintrygowany, jakie będą reakcje.
Pomyślałeś?
Obserwował niebo jeszcze przez moment, w zamyśleniu, gdy kometa przemknęła i znikła. Czy miał życzenia, o których spełnienie mógł prosić gwiazdy? Takie jak odzyskanie mieszkania zdawały się komuś takiemu jak on nazbyt trywialne. Takie jak osiągnięcie większej sławy, własny pokaz w Paryżu, zostanie właścicielem Domu Mody Rosierów były czymś, na co powinien zapracować sam.
Chyba tym, czego mógł sobie życzyć, było coś warte starań. Coś, co ułatwi nieutonięcie w nudzie, którą niejeden raz w ostatnim roku rozpraszały dlań głównie dziesiątki kartek, zamalowywanych w zaciszu własnego gabinetu: ale nawet własne prace przecież mogły stracić powab, gdyby były jedynym punktem w jego życiu.
Potrzebował emocji. Fascynacji. Życia.
– Pomyślałem – stwierdził, przenosząc wzrok na Victorię, a uśmiech mimowolnie wypełzł mu z powrotem na usta. – Ale nie powiem, co takiego, bo się nie spełni.

królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#8
28.12.2025, 14:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.12.2025, 14:38 przez Victoria Lestrange.)  

– Na szczęście historie można opowiedzieć nie tylko słowem pisanym – odrzekła i uśmiechnęła się pod nosem. Część spisywano, by można je było poczytać, opisane pięknie i kwieciście. Część opowiadano na głos, modulując głos, dodając efekty dźwiękowe, by zainteresować słuchaczy. Można było napisać piosenkę, której melodia i tekst dopasowane były odpowiednio. Można było skomponować podkład muzyczny pod taniec, choćby balet i w ten sposób opowiedzieć te historię. Można było to namalować – jednym obrazem, a może nawet całą serią. A można było też… Cóż. Christopher był artystą, mógł tę historię opowiedzieć po swojemu i na swój sposób. Suknie były tak samo dobrym płótnem, jak podkład pod farby, a może nawet i lepszym, biorąc pod uwagę, kto to później nosił. – Miałabym – i to akurat mówiła na poważnie. Historia, w której kwiaty poniekąd grały pewną rolę… To poruszało wspomnienia. Dwa miesiące temu Sauriel zabrał ją na „przechadzkę w miejsce schadzek”, żadne z nich na głos nie nazywało tego randką, ale znaleźli się w zamku zamieszkałym przez jakiegoś dziwnego czarodzieja (a kto wie, może i czarnoksiężnika) i miał tam piękne kwiaty, w tym róże, na które Victoria zwróciła uwagę. Poczuła pewnego rodzaju ukłucie smutku, które teraz starała się zepchnąć gdzieś daleko. To nie był moment na rozpamiętywanie chwil z facetem, którego już tu nie było, nawet jeśli było to wesołe, miłe wspomnienie – to i tak jego brak bolał. Ale prawdę mówiło powiedzenie, że czasami, jeśli się kogoś kocha, to trzeba pozwolić mu odejść. Victoria pozwoliła. Spróbowała się jednak uśmiechnąć, żeby Christopher nie zauważył zmiany w jej nastroju. – Nie widziałam Ekstazy Merlina – przyznała po chwili. – Nie miałam czasu na żadne wyjścia i imprezy – cóż, byli tacy, którzy byli i na ślubie u Yaxleyów i w teatrze na premierze, ale w tym czasie ktoś inny musiał pracować i była to właśnie ona. Nie miała nic przeciwko temu. I tak… potrzebowała się zatopić w pracy, żeby nie mieć czasu na za dużo rozmyślania i użalania się nad sobą. – A ty byłeś? Na premierze? – zagaiła. Nie miała sama zdania na temat treści tego dzieła, z kolei za hamletem nie przepadała. Zdecydowanie wolała Makbeta.

– Nie pytam o co, ja też ci nie powiem o czym pomyślałam – chyba nawet nie chciałaby wiedzieć. Pewne rzeczy powinny pozostać niewypowiedziane.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#9
28.12.2025, 22:11  ✶  
– W takim razie będę musiał podręczyć któregoś z moich krewnych, aby wreszcie pozwolili nieszczęsnemu księciu duńskiemu przestać cierpieć i spróbowali stworzyć coś nowego. Jeśli zdołam ich namówić, na pewno cię na to przedstawienie zaproszę – powiedział Christopher.
Obserwował Victorię, ale albo przez maskę i uśmiech nie wyłapał jej nagłej zadumy, albo postanowił udać, że tej nie dostrzega. Nie miał za sobą podobnych do niej doświadczeń. Był w szkole zadurzony w swojej ówczesnej dziewczynie, szczeniackim, słodkim i szybko mijającym wraz z dorastaniem uczuciem. Był i dwiema czy trzema kobietami szczerze zafascynowany, fascynacją wykraczającą poza tę związaną z pracą. Nigdy jednak nie był zakochany, a już na pewno nie miłością, która niosła ze sobą tyle bólu.
– Nie byłem na premierze, miałem wtedy inne spotkanie. Obejrzałem przedstawienie później i dla mnie za wiele tam symboliki, zbyt mało za to… faktycznych treści, ale tancerki naprawdę dawały z siebie wszystko. Lauretta Selwyn to niezwykle ambitna, młoda kobieta – stwierdził z odrobiną zamyślenia, gdy jego myśli uciekły na moment ku występowi kuzynki, ale też tego, jak zachowywała się poza sceną. W głosie Rosiera nie było jednak potępienia. Był wychowankiem domu Slytherina, jak Victoria zresztą: jak miałby potępiać ambicję? A to jaką drogę obierze dziewczyna, aby te ambicje zrealizować, miało po prawdzie jeszcze się okazać. – Z bólem to mówię, biorąc pod uwagę, że rodzina matki jest związana z The Globe, ale trochę zbyt kurczowo trzymają się starego repertuaru i dzieł Szekspira.
To było po prostu mało ekscytujące dla kogoś takiego jak Christopher, kto nie odrzucał do końca tradycji, ale nawykł odwracać głowę ku przyszłości i do szukania nowych dróg. Sztuka powinna się rozwijać, przynajmniej jego skromnym zdaniem.
– W takim razie potem powinniśmy wypić za spełnienie życzeń. O ile podczas licytacji nie dojdzie do jakiejś wielkiej bójki, bo ktoś nie zdoła znieść przegranej – powiedział, uśmiechając się odrobinę kpiąco, chociaż prawda była taka, że gdyby sam dołączył do zmagań, pewnie też chciałby za wszelką cenę wygrać. Ale nocna przechadzka z Victorią pośród czarnych róż zdawała się mu bardziej interesująca niż walka o klejnoty ze skarbca Lestrangów.

!Maida Vale

Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#10
28.12.2025, 22:11  ✶  

Maida Vale


Dlaczego to miejsce nagle wydaje się być takie... Porzucone? Zatrzymujesz się przy oranżerii, której szklane panele są pokryte pajęczyną delikatnych pęknięć. W przytłumionym świetle dostrzegasz, że na szybach pojawiają się ślady drobnych dłoni – delikatne odciski, które znikają, gdy tylko zbliżysz się do szkła. Wewnątrz zauważasz starą donicę, z której wyrasta pojedyncza czarna róża. Jej płatki są wilgotne. Rosa? A jednak masz wrażenie... jakby kwiat przed chwilą zapłakał. Dotykając płatków, słyszysz za sobą ciche kroki, ale kiedy się odwracasz, nikogo tam nie ma.

Do kości można odnieść się w dowolnym fragmencie sesji - w przypadku nieznajdowania się w miejscu docelowym, należy się w nie przemieścić i odegrać scenę z kostki. Jeżeli postać biorąca udział w sesji jest istotą wodną (selkie lub wiłą) lub posiada przewagę Żeglarstwo, może odczytać zawarte tutaj wspomnienie. W tym celu musi skontaktować się z Mistrzem Gry. Postacie biorące udział w tej sesji nie mogą już użyć kości Maida Vale w ten sam dzień fabularny. Daty sesji nie można przesunąć.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (4115), Pan Losu (165), Victoria Lestrange (4153)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa