25.12.2025, 16:07 ✶
Nie zapytałaby go o to, i nie tylko dlatego, że krążyli w tłumie ludzi, gdzie nierozsądnie było rozrzucać strzępy podejrzanych rozmów — widziała to nawet ona. Nie zapytałaby również dlatego, że wiedziała, jaka będzie odpowiedź. Nie potrzebowała, żeby ponownie wywyższał się nad jej naiwnymi pytaniami.
Nie próbowała nigdy tłumić tego pierwotnego, prostego instynktu, który kazał oglądać się na cierpiącą istotę. Cierpienie pochłaniało uwagę Helloise. Nawet jeśli często nie reagowała na nie w żaden sposób, to naturalnie podążał za nim jej wzrok i myśli, i różne pozostawało po tym wrażenie — czy to zwykłe rozdrażnienie, czy złość, obrzydzenie, litość. Nie łudziła się, że możliwe jest usunąć cierpienie ze świata. Nie kwestionowała, że czasem było potrzebne. Nie była jednak na nie głucha.
— Złożyłeś chociaż dary na ołtarzu? — zapytała, bo choć nie zamierzała znów bezowocnie kłócić się z Leviathanem na tematy wiary, pozostawała uciążliwa w próbach podtrzymania go w bliskości bóstw, dla jego dobra. Nie traciła nadziei na to, że Levi pewnego dnia zrozumie, że bogowie nie pozostają głusi na sprawy ludzkie i że nic w świecie nie dzieje się bez ich udziału.
Wzmianka o jabłkach w popiele natomiast od razu przykuła jej uwagę. Czarodziej otworzył oczy czarownicy na lukę, która umykała jej przez ostatnie dwa tygodnie — nie sprawdziła właściwości czarnoksięskiego prochu.
— Te popioły… wiesz, jak działają? Coś w nich jest? — zapytała, nagle szalenie zainteresowana tym, czy Leviathan miał coś ciekawego do powiedzenia na ich temat. Na drugim torze w myślach już przeszukiwała Dolinę za złogami niezanieczyszczonych popiołów.
Wciąż była tym pochłonięta, gdy pojawił się wątek śniegu.
— Masz powracające sny? — mruknęła nieobecnie; duchem wyraźnie uleciała ku innym tematom. — Może powinieneś wybrać się do wróżbity, żeby ci to odczytał. Poznałam niedawno jednego od was… Mam też przyjaciółkę w Little Hangleton, słodka dusza, na pewno wiedziałaby, co z tym począć. Zawsze jest też Dolohov. Mój kolega z Kowenu przyjaźni się z jego asystentem, może mógłbyś dostać termin… — rzucała kolejne propozycje wróżbitów bez większego zastanowienia.
Nie próbowała nigdy tłumić tego pierwotnego, prostego instynktu, który kazał oglądać się na cierpiącą istotę. Cierpienie pochłaniało uwagę Helloise. Nawet jeśli często nie reagowała na nie w żaden sposób, to naturalnie podążał za nim jej wzrok i myśli, i różne pozostawało po tym wrażenie — czy to zwykłe rozdrażnienie, czy złość, obrzydzenie, litość. Nie łudziła się, że możliwe jest usunąć cierpienie ze świata. Nie kwestionowała, że czasem było potrzebne. Nie była jednak na nie głucha.
— Złożyłeś chociaż dary na ołtarzu? — zapytała, bo choć nie zamierzała znów bezowocnie kłócić się z Leviathanem na tematy wiary, pozostawała uciążliwa w próbach podtrzymania go w bliskości bóstw, dla jego dobra. Nie traciła nadziei na to, że Levi pewnego dnia zrozumie, że bogowie nie pozostają głusi na sprawy ludzkie i że nic w świecie nie dzieje się bez ich udziału.
Wzmianka o jabłkach w popiele natomiast od razu przykuła jej uwagę. Czarodziej otworzył oczy czarownicy na lukę, która umykała jej przez ostatnie dwa tygodnie — nie sprawdziła właściwości czarnoksięskiego prochu.
— Te popioły… wiesz, jak działają? Coś w nich jest? — zapytała, nagle szalenie zainteresowana tym, czy Leviathan miał coś ciekawego do powiedzenia na ich temat. Na drugim torze w myślach już przeszukiwała Dolinę za złogami niezanieczyszczonych popiołów.
Wciąż była tym pochłonięta, gdy pojawił się wątek śniegu.
— Masz powracające sny? — mruknęła nieobecnie; duchem wyraźnie uleciała ku innym tematom. — Może powinieneś wybrać się do wróżbity, żeby ci to odczytał. Poznałam niedawno jednego od was… Mam też przyjaciółkę w Little Hangleton, słodka dusza, na pewno wiedziałaby, co z tym począć. Zawsze jest też Dolohov. Mój kolega z Kowenu przyjaźni się z jego asystentem, może mógłbyś dostać termin… — rzucała kolejne propozycje wróżbitów bez większego zastanowienia.
dotknij trawy