27.12.2025, 22:17 ✶
– Napiszę do niego – odparła krótko, bo niczego nie traciła, posyłając jeden list, a Sebastian już wcześniej deklarował wsparcie przy okazji Zimnych. Wprawdzie ze względu na Patricka, ale to że Steward wyjechał, nie oznaczało, że przestał być Zimnym.
A potem uśmiechnęła się, niewesoło, raczej chłodno, niemal cynicznie, gdy wspomniał o Caspianie. Caspian? Istniały lepsze drogi, a w jej umyśle od razu powstały ich odgałęzienia, bo Brenna może i bywała narwana, ale gdy słyszała jakieś hasło, niemal odruchowo zaczynała opracowywać plany.
– Bones? Raczej zastanawiam się, czy Eugenia, skoro jej tron chwieje się w posadach, nie byłaby zainteresowana odrobiną współpracy z kowenem… a oni może byliby na to chętni, by odzyskać Isobell. Ten incydent można by też, hm, odpowiednio przedstawić w prasie, że arcykapłanka nie planowała mordu, a jedynie utoczyć trochę krwi i wszyscy źle to zrozumiali… – powiedziała, zniżając głos do szeptu, bo choć sprawdzili czy nikogo nie ma w oranżerii, a stąd wciąż widziała wyjście… to jednak nie rozmawia się o Ministrze zbyt głośno. – Być może mogłabym uderzyć do Harper. – Bo tak naprawdę ją znała lepiej niż samego Caspiana. Zwyczajnie się z tym nie obnosiła na prawo i lewo. Na pewno nie w pracy. – Myślę też, że szef Departamentu Tajemnic powinien być żywo zainteresowany zarówno sprawą Stonehange, jak i zimnych, a jego prośbie o wizytę trudno byłoby odmówić. Jeśli zdecydujesz, że faktycznie warto o to wszystko walczyć, choć pierwszym krokiem pewnie powinno być w takim wypadku omówienie tego z Percivalem.
I wdrażanie całej sprawy w życie było cholernie ryzykowne. Mogło odbić się czkawką, wiedziała o tym doskonale.
Ale chwilę później Atreus podjął temat wybrańca, terminu i znalezienia sobie żony, i gdyby komuś szczęka mogła faktycznie opaść na podłogę, to Brenna zapewne szukałaby swojej pośród ciemnych róż. Być może sobie tylko żartował, ale nawet jeżeli to był żart, to z gatunku tych, które mogły wywołać co najwyżej nerwowy, trochę niepewny śmiech, nie prawdziwe rozbawienie. Bo jak na coś takiego zareagować? Jak odpowiedzieć? Spytać, czy żartował? Brzmiało jak żart, bo ostatecznie kto mówił poważnie o ślubie… w ten sposób? Oświadczyć, że jasne? W ich świecie aranżowanie czy szybkie małżeństwa nie były niczym niezwykłym, a jakby, prawdopodobnie, chyba, być może – była w nim zakochana. Tyle że raczej zakładała, że większość mężczyzn nie reaguje dobrze, gdy kobieta zaczyna planować małżeństwo i dzieci po paru randkach, sądziła, że nie jest zbyt zainteresowany i zwyczajnie o ślubach szczególnie dużo nie myślała. A i trochę głupio, kiedy ktoś cię pyta o poziom zainteresowania małżeństwem, bo potrzebuje dziecka, i to tak w miarę szybko, i musi rozważyć wszystkie dostępne opcje. Jakimi były te inne? Nie przejmowała się nigdy jego byłymi w kontekście teraźniejszości, bo gdyby bolało ją, że były inne albo zastanawiałaby się, czy nie chciał do którejś wrócić, na pewno nie stałaby teraz tutaj. I nie zakładała też jednocześnie, że ona była dla niego tą jedyną, ale nie rozmyślała nad tym za wiele. Teraz jednak ciężko było nie zastanowić się, co miał na myśli.
Przez chwilę po prostu przypatrywała się mu, a potem pomyślała, że chyba byłoby łatwiej, gdyby zrobił z niej tę przynętę na utopca. Prawie żałowała, że nikt ani nic nie próbowało jej utopić.
Uniosła wreszcie rękę i szarpnęła za kosmyk włosów, zupełnie zapominając o tej misternej fryzurze, którą mogła rozwalić.
Czy powinna spytać, gdzie tych dwóch pozostałych śmierciożerców?
– Nie jestem teraz pewna, czy sobie ze mnie żartujesz, oświadczasz się czy pytasz, czy chcę dzieci w marcu, bo rozważasz między tym… a nie wiem, zaproponowaniem Isobell jakiejś cichej relacji? – powiedziała w końcu.
A potem uśmiechnęła się, niewesoło, raczej chłodno, niemal cynicznie, gdy wspomniał o Caspianie. Caspian? Istniały lepsze drogi, a w jej umyśle od razu powstały ich odgałęzienia, bo Brenna może i bywała narwana, ale gdy słyszała jakieś hasło, niemal odruchowo zaczynała opracowywać plany.
– Bones? Raczej zastanawiam się, czy Eugenia, skoro jej tron chwieje się w posadach, nie byłaby zainteresowana odrobiną współpracy z kowenem… a oni może byliby na to chętni, by odzyskać Isobell. Ten incydent można by też, hm, odpowiednio przedstawić w prasie, że arcykapłanka nie planowała mordu, a jedynie utoczyć trochę krwi i wszyscy źle to zrozumiali… – powiedziała, zniżając głos do szeptu, bo choć sprawdzili czy nikogo nie ma w oranżerii, a stąd wciąż widziała wyjście… to jednak nie rozmawia się o Ministrze zbyt głośno. – Być może mogłabym uderzyć do Harper. – Bo tak naprawdę ją znała lepiej niż samego Caspiana. Zwyczajnie się z tym nie obnosiła na prawo i lewo. Na pewno nie w pracy. – Myślę też, że szef Departamentu Tajemnic powinien być żywo zainteresowany zarówno sprawą Stonehange, jak i zimnych, a jego prośbie o wizytę trudno byłoby odmówić. Jeśli zdecydujesz, że faktycznie warto o to wszystko walczyć, choć pierwszym krokiem pewnie powinno być w takim wypadku omówienie tego z Percivalem.
I wdrażanie całej sprawy w życie było cholernie ryzykowne. Mogło odbić się czkawką, wiedziała o tym doskonale.
Ale chwilę później Atreus podjął temat wybrańca, terminu i znalezienia sobie żony, i gdyby komuś szczęka mogła faktycznie opaść na podłogę, to Brenna zapewne szukałaby swojej pośród ciemnych róż. Być może sobie tylko żartował, ale nawet jeżeli to był żart, to z gatunku tych, które mogły wywołać co najwyżej nerwowy, trochę niepewny śmiech, nie prawdziwe rozbawienie. Bo jak na coś takiego zareagować? Jak odpowiedzieć? Spytać, czy żartował? Brzmiało jak żart, bo ostatecznie kto mówił poważnie o ślubie… w ten sposób? Oświadczyć, że jasne? W ich świecie aranżowanie czy szybkie małżeństwa nie były niczym niezwykłym, a jakby, prawdopodobnie, chyba, być może – była w nim zakochana. Tyle że raczej zakładała, że większość mężczyzn nie reaguje dobrze, gdy kobieta zaczyna planować małżeństwo i dzieci po paru randkach, sądziła, że nie jest zbyt zainteresowany i zwyczajnie o ślubach szczególnie dużo nie myślała. A i trochę głupio, kiedy ktoś cię pyta o poziom zainteresowania małżeństwem, bo potrzebuje dziecka, i to tak w miarę szybko, i musi rozważyć wszystkie dostępne opcje. Jakimi były te inne? Nie przejmowała się nigdy jego byłymi w kontekście teraźniejszości, bo gdyby bolało ją, że były inne albo zastanawiałaby się, czy nie chciał do którejś wrócić, na pewno nie stałaby teraz tutaj. I nie zakładała też jednocześnie, że ona była dla niego tą jedyną, ale nie rozmyślała nad tym za wiele. Teraz jednak ciężko było nie zastanowić się, co miał na myśli.
Przez chwilę po prostu przypatrywała się mu, a potem pomyślała, że chyba byłoby łatwiej, gdyby zrobił z niej tę przynętę na utopca. Prawie żałowała, że nikt ani nic nie próbowało jej utopić.
Uniosła wreszcie rękę i szarpnęła za kosmyk włosów, zupełnie zapominając o tej misternej fryzurze, którą mogła rozwalić.
Czy powinna spytać, gdzie tych dwóch pozostałych śmierciożerców?
– Nie jestem teraz pewna, czy sobie ze mnie żartujesz, oświadczasz się czy pytasz, czy chcę dzieci w marcu, bo rozważasz między tym… a nie wiem, zaproponowaniem Isobell jakiejś cichej relacji? – powiedziała w końcu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.