• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[luty 1971, Egipt] Wieści z dalekich krain

[luty 1971, Egipt] Wieści z dalekich krain
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#11
02.03.2023, 13:15  ✶  
Miał szczęście, że się wykazał; jeszcze większe, że był im potrzebny. W innym wypadku po wejściu w pułapkę pełną skorpionów wyleciałby stąd w trymiga. Rzuciliby na niego zaklęcie całą trójką, wykopując na drugi koniec pustyni, by nie mógł ich ponownie odnaleźć. Nie zdziwiłby się, gdyby wędrował po niej kolejnych czterdzieści lat, nie mogąc się teleportować i licząc jedynie na towarzystwo węży i pajęczaków. Może nawet skorzystałby z pomocy któregoś z nich, żeby zakończyć swoje cierpienie wcześniej. Ewentualnie wziął Nell na litość, by pojawiła się i go wyleczyła, a potem – widząc, jak zmizerniał – zabrałaby go z powrotem do cywilizacji. Tak, to całkiem dobry plan. Na wypadek, gdyby jednak postanowili się go pozbyć. Chociaż znając metody Shafiqa, raczej postarałby się, żeby Jamil wylądował na tej pustyni, ale kilka metrów pod ziemią.
Już myślał, że udało im się opanować chaos, gdy Leta wrzasnęła, zwracając na siebie uwagę pozostałej trójki. Spanikowany Egipcjanin pewnie pozbawiłby kobietę włosów, próbując pozbyć się zaplątanego w loki skorpiona. Cathal zachował jednak resztki rozsądku, wykorzystując szkolną metodę do pozbycia się małego przeciwnika.
- Całe szczęście, że nie wyleciał na nas wściekły słoń, bo w pucharze jego wielkości moglibyśmy pływać – mruknął, wzdrygając się i otrzepując przy tym niczym mokry pies. Mimo że walka z pajęczakami nie zostawiła na nim żadnego śladu. Kiedy Shafiq na niego spojrzał, miał wrażenie, że kurczy się w sobie. Czuł się, jakby własny ojciec beształ go za złe zachowanie, ale w tym wypadku ich szef miał rację. Jamil spieprzył sprawę, włażąc w pułapkę, która mogła mieć o wiele gorszy efekt. Na przykład wystrzelić w ich kierunku kolce albo wyssać całe powietrze z pomieszczenia. Z magią nigdy nie wiadomo, a zdecydowanie wolał przeżyć tę eskapadę. – Wyobraź sobie, ile narobisz problemu przyszłym archeologom, zastanawiającym się, czemu w sarkofagu leży człowiek z XX wieku – fuknął, próbując jakoś bronić się przed tym pomysłem. Nie chciał skończyć jak te zmumifikowane resztki kapłana, na których ponownie usiadła Nell.
Odwrócił się od Cathala, skupiając swój wzrok na Bagshot, która powróciła do przeglądania gazety, jak gdyby nic się nie stało. Ktoś, kto jej nie znał, pewnie stwierdziłby, że jest odklejona na tyle, by nie zdawać sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Anwar obserwował ją jednak na tyle często, że zdołał dostrzec napięcie na jej twarzy i pozycję gotową do szybszej obrony. Przez niego straciła tę beztroskę, którą jeszcze chwilę ich irytowała, rozpraszając od wymyślenia rozwiązania zagadki.
- Przyznaj, że to nie patriotyzm domowy, tylko po prostu lubisz zielony – powiedział do blondynki, dopiero po chwili ogarniając, że Shafiq najwyraźniej znalazł odpowiedź na to, jak się stąd wydostać.  – Ale jakim zaklęciem? – dopytał jeszcze szybko, by znów czegoś nie zepsuć. Obrócił się w kierunku psa, który wyglądał chyba najprzyjaźniej ze wszystkich posągów i wyciągnął z kieszeni różdżkę. Zapominał, że ją miał, ale w tym wypadku zdawała mu się niezbędna. Wystarczyło już, że szakal stracił swój nos. Nie potrzebowali więcej wypadków wywołanych brakiem celności Jamila. Im szybciej się stąd wydostaną, tym lepiej dla niego, bo będzie mógł zniknąć im na jakiś czas z oczu.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#12
05.03.2023, 23:52  ✶  
Czas naprawdę był pojęciem względnym. Każda sekunda, podczas której miała tego cholernego skorpiona na swojej głowie, zdawała się teraz ciągnąć i ciągnąć, w nieskończoność. Nie mogła się ruszyć – bo nie wiedziała, czy nie sprowokuje to skorpiona. Nie mogła wycelować w niego różdżką – bo nie widziała go, już pomijając fakt, iż rzeczoną różdżkę zdążyła przed chwilą upuścić. Ręką? Tym bardziej nie, byłoby to zdecydowanie podpisanie wyroku na siebie, bo była całkiem pewna, że napatoczyłaby się dokładnie pod skorpioni ogon.
  A on by to wykorzystał, bez chwili zawahania.
  Nie pierwszy raz zaglądała śmierci w oczy, ten raz jednak był dość szczególny – bo nie widziała jej wysłannika, zdawała sobie tylko sprawę z jego istnienia, czuła go, ale… zrobić nie mogła nic. I to było najgorsze – brak jakiegokolwiek pola do działania i jedyne, co pozostawało, to oczekiwanie na użądlenie.
  To jednak nie nadchodziło i nadejść koniec końców nie miało – poczuła, zupełnie inny ciężar na swojej łepetynie, a następnie rozległ się brzęk. Nogi niemalże dosłownie ugięły się pod Letą – i czyż można się było temu dziwić? Tkwiła jeszcze przez parę sekund w bezruchu, jakby nie do końca dowierzając, że jest bezpieczna.
  Puchar został zmiażdżony, a los skorpiona tym samym bezlitośnie przypieczętowany.
  - Dz… dzięki, Cal – wydusiła z siebie nieco drżącym głosem, po czym schyliła się po różdżkę. Szczerze wątpiła, żeby taki był zamysł profesorów uczących transmutacji, niemniej tak po prawdzie – to nie było istotne. Najważniejsze, że lekcje te wywarły odpowiedni skutek w odpowiedniej chwili, dzięki czemu grobowiec nie miał zyskać kolejnego lokatora.
  Choć niewykluczone, że poprzednik Lety sam by się wyprowadził, gdyby się zorientował, jaką ma sąsiadkę…
  Jakoś nie dziwiło, że zaraz po pozbyciu się skorpionów wszystko wróciło do normy – przerzucanie się dogryzkami i… oczywiście że tak, Nell ponownie wsadziła nos w gazetę. Przez jakąś sekundę miała ochotę wycelować w nią różdżką i przerobić na popiół, ale jednak się powstrzymała – mimo wszystko, nie podpadało się jedynemu w grupie uzdrowicielowi. Po prostu nie, obojętnie, jak bardzo by zalazł za skórę; jeśli nie chciało się ryzykować, że w podanym eliksirze znajdzie się jakieś świństwo, to… no właśnie.
  Zwłaszcza że taki uzdrowiciel mógłby wysłać na drugą stronę szybciej niż skorpion i to bez specjalnego wysiłku.
  - Jesteś pewien, że kot? – zerknęła na Shafiqa. Sama też na dobrą sprawę miała wszystkiego dość, tak samo jak nie miała jednocześnie przy tym pewności, jaki powinien być ostatni symbol. I dlatego nie wchodziła w spór z Calem, żeby – przekonana o słuszności własnego konceptu – uparcie trwać przy swoim. A taki impas w przypadku tej dwójki potrafił trwać naprawdę długo; być może na tyle, że Nell z Jamilem wzięliby sprawy w swoje ręce.
  To też coś, czego wolałaby uniknąć.
  Jakim zaklęciem? Zacisnęła mocniej palce na różdżce, zerkając na Jamila. Z jednej strony na usta cisnęła się dość cierpka odpowiedź, z drugiej – czy naprawdę chciała ryzykować, że ten przypadkiem uruchomi jakąś kolejną pułapkę? Nie, zdecydowanie dość wrażeń na dziś, i tak mieli sporo szczęścia, że udało się uniknąć skorpioniego jadu. Dlatego też ostatecznie podpowiedziała, po jaki czar najlepiej sięgnąć, samej kierując się w stronę kota.
  Gdyby tylko był mniejszych rozmiarów – z wielką chęcią by go zwinęła i zawiozła do domu… i już mniejsza z tym, że z wielu powodów nie powinno się było robić czegoś takiego.
  - Gotowa – potwierdziła, unosząc różdżkę i wbijając spojrzenie w płytę nad posągiem. Cal zaczął odliczanie; zaklęcia raz po raz uderzały w sufit. Ostatni czar należał do Lety – tyle że gdy trafiła w swój cel, początkowo nie zadziało się nic. Początkowo.
  Minęło parę nieznośnie długich sekund, zanim ostatecznie wszystkie płyty zgodnie zajaśniały, a następnie rozległ się zgrzyt starożytnego mechanizmu, otwierającego drzwi.
  Byli wolni.

593/1964

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2335), Jamil Anwar (2297), Leta Crouch (2041)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa