04.01.2026, 13:20 ✶
Ten wieczór zdawał się być dość nieoczekiwanie barwnym kalejdoskopem. Kołowrotkiem kryształów, emocjonalnych stanów, które z zaskakującym brakiem jakiegokolwiek pulsu przemieniały się w oczach obserwujących, kusząc i hipnotyzując.
Duszna atmosfera, napięta atmosfera, szorstka a teraz taka... rozbełtana...
– poetyckość myśli egzorcystki, która obecnie raczej zajmowała się żywymi duszami, a nie martwymi, skończyła się w tym konkretnym miejscu, gdy z za barku obserwowała mówiącą Ceolsige, widząc ją w nowym, czy może właśnie starym świetle.
Parsknęła na wzmiankę o sentymencie:
– Błagam Cię... ile Ty masz lat 120, żeby używać takich słów? – w jej tonie odnalazło się jednak nieco więcej ciepła niż przed chwilą, widać było, że nieco udobruchały ją te wspominki. Ostatecznie, angielskie rodziny nie były świadkami i prowodyrami jej bardzo niemiłego dzieciństwa, nie powinna się więc na nich nazbyt odgrywać. Zwłaszcza mała kuzyneczka, która wyrosła na całkiem przyjemną dla oka, wyrywną... złodziejkę.
– Te domy aukcyjne... kto je w ogóle wymyślił... – komentowała dalej, wplatając swoje kilka słów kontrapunktu, w melodię głosu nie-do-końca-kuzynki. Zamoczyła usta w nowym napitku, wiedząc, że ta chaotyczna noc, kalejdoskopowa noc i tak nie pójdzie torem, którym sobie umyśliła wcześniej. Tak bywało w jej życiu zbyt często, żeby przyjmowała się bezładnością losu. Ostatecznie też były... na morzu. To normalne, że bujało.
– Powiedziałabym nawet, że owe granice są o wiele trwalsze niż dwie minuty temu. – w końcu na twarzy Urd pojawił się uśmiech, o wiele szerszy, o wiele uczciwszy niż cokolwiek reprezentowała sobą wcześniej. – Ale dla dobra naszych obu interesów, najlepiej będzie, jeśli ja stąd ostentacyjnie wyjdę, śmiejąc się z pomyłki, a Ty ustawisz jakiś...hałas z opóźnieniem kiedy obie będziemy widziane na pokładzie głównym. To brzmi jak... jak dobry plan? – Nie była pewna. Zdaje się, że przeczytała to ostatnio w jakiejś książce. Fakt, że nagle stała się bohaterką podobnej historii nie dziwił jej zbytnio. W głowie nawet rozbrzmiała charakterystyczna muzyczka rag-time'owa, adekwatna do tego babskiego knucia.
– A potem, później.. może spotkamy się dziobie w tej siatce i popatrzymy w niebo? Tutaj, z dala od miasta, widać wszystkie gwiazdy o wiele lepiej niż w tym Twoim... Londynie. Szkoda przegapić taką okazję. – Szklanka, która była przed momentem pełna, nagle okazała się już całkiem pusta, i Urd nie mogła sobie przypomnieć kiedy właściwie ją opróżniła. Przez moment nawet zmartwiła się, że Ceo jest jednak majakiem, a nie realnym spotkaniem. – Będę musiała potem do Ciebie napisać kilka słów... – mruknęła pod nosem, nie zauważając, że własne myśli wypływają przez wargi. Potrząsnęła głową czując, oceniając stan własnych nóg na "zbyt miękkie".
– Przedstawienie czas zacząć. Baw się dobrze rybeńko – rzuciła docierając do drzwi, a potem nieoczekiwanie wybuchając perlistym śmiechem, gdy zamaszyście pokój wypluł ją na drugą stronę. – Dlaczego te wszystkie drzwi wyglądają tak samo? – śmiała się serdecznie, najprawdopodobniej uwieszając się na kimś innym. – Pamiętasz które prowadzą do mojej kajuty, mam tam lekarstwo, które miałam zażyć przed północą, myślisz, że jeszcze zdążę? – wybrzmiewały niknące w tłumie słowa.
Duszna atmosfera, napięta atmosfera, szorstka a teraz taka... rozbełtana...
– poetyckość myśli egzorcystki, która obecnie raczej zajmowała się żywymi duszami, a nie martwymi, skończyła się w tym konkretnym miejscu, gdy z za barku obserwowała mówiącą Ceolsige, widząc ją w nowym, czy może właśnie starym świetle.
Parsknęła na wzmiankę o sentymencie:
– Błagam Cię... ile Ty masz lat 120, żeby używać takich słów? – w jej tonie odnalazło się jednak nieco więcej ciepła niż przed chwilą, widać było, że nieco udobruchały ją te wspominki. Ostatecznie, angielskie rodziny nie były świadkami i prowodyrami jej bardzo niemiłego dzieciństwa, nie powinna się więc na nich nazbyt odgrywać. Zwłaszcza mała kuzyneczka, która wyrosła na całkiem przyjemną dla oka, wyrywną... złodziejkę.
– Te domy aukcyjne... kto je w ogóle wymyślił... – komentowała dalej, wplatając swoje kilka słów kontrapunktu, w melodię głosu nie-do-końca-kuzynki. Zamoczyła usta w nowym napitku, wiedząc, że ta chaotyczna noc, kalejdoskopowa noc i tak nie pójdzie torem, którym sobie umyśliła wcześniej. Tak bywało w jej życiu zbyt często, żeby przyjmowała się bezładnością losu. Ostatecznie też były... na morzu. To normalne, że bujało.
– Powiedziałabym nawet, że owe granice są o wiele trwalsze niż dwie minuty temu. – w końcu na twarzy Urd pojawił się uśmiech, o wiele szerszy, o wiele uczciwszy niż cokolwiek reprezentowała sobą wcześniej. – Ale dla dobra naszych obu interesów, najlepiej będzie, jeśli ja stąd ostentacyjnie wyjdę, śmiejąc się z pomyłki, a Ty ustawisz jakiś...hałas z opóźnieniem kiedy obie będziemy widziane na pokładzie głównym. To brzmi jak... jak dobry plan? – Nie była pewna. Zdaje się, że przeczytała to ostatnio w jakiejś książce. Fakt, że nagle stała się bohaterką podobnej historii nie dziwił jej zbytnio. W głowie nawet rozbrzmiała charakterystyczna muzyczka rag-time'owa, adekwatna do tego babskiego knucia.
– A potem, później.. może spotkamy się dziobie w tej siatce i popatrzymy w niebo? Tutaj, z dala od miasta, widać wszystkie gwiazdy o wiele lepiej niż w tym Twoim... Londynie. Szkoda przegapić taką okazję. – Szklanka, która była przed momentem pełna, nagle okazała się już całkiem pusta, i Urd nie mogła sobie przypomnieć kiedy właściwie ją opróżniła. Przez moment nawet zmartwiła się, że Ceo jest jednak majakiem, a nie realnym spotkaniem. – Będę musiała potem do Ciebie napisać kilka słów... – mruknęła pod nosem, nie zauważając, że własne myśli wypływają przez wargi. Potrząsnęła głową czując, oceniając stan własnych nóg na "zbyt miękkie".
– Przedstawienie czas zacząć. Baw się dobrze rybeńko – rzuciła docierając do drzwi, a potem nieoczekiwanie wybuchając perlistym śmiechem, gdy zamaszyście pokój wypluł ją na drugą stronę. – Dlaczego te wszystkie drzwi wyglądają tak samo? – śmiała się serdecznie, najprawdopodobniej uwieszając się na kimś innym. – Pamiętasz które prowadzą do mojej kajuty, mam tam lekarstwo, które miałam zażyć przed północą, myślisz, że jeszcze zdążę? – wybrzmiewały niknące w tłumie słowa.