• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[Yule 1971] Ciemna noc w jasności

[Yule 1971] Ciemna noc w jasności
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#11
01.01.2026, 01:55  ✶  
Rozbawiła ją sugestia, że wraz z pamięcią można byłoby stracić życie.
— Nie masz wiary w to, że wiem, co robię? — Przewróciła oczami, bo przecież od takiej dawki jemioły na surowo mógł co najwyżej zaboleć brzuch, a przetworzone w eliksir owoce nie były szkodliwe. — Dziwne. Nie miałeś oporów przed dodaniem do polewy niewiadomej mikstury, którą ci podsunęłam.
Kącik ust czarownicy drgnął w uśmiechu, gdy poczuła palec ścierający z jej twarzy słodkie resztki. Jak różne potrafiły być oblicza Leviathana — w jednej chwili krytykował każdy jej krok, w drugiej: zbliżał się tak bardzo, że nie pozostawało w jej przestrzeni miejsca na myślenie o czymkolwiek innym niż ten człowiek.
— Jeśli masz apetyt, poczęstuj się, zamiast zbierać okruchy — wymruczała, ręką niby to wskazując ciasto oblane czekoladą; właściwa uwaga pozostała jednak skupiona na stojącym przy niej czarodzieju.
Pytaniem o dzieci Rowle dotknął wrażliwego punktu. W pierwszym odruchu Helloise chciała najeżyć się i wycofać, lecz powściągnęła ten instynkt. Nie zamierzała odsłaniać się ze swoją rzewną słabością. Pragnęła dzieci, oczywiście, ale…
— Kim byłyby moje dzieci, Levi? — Starała się brzmieć na znudzoną, zblazowaną, może lekceważącą, lecz nic z tego nie ukryło zdradliwego echa żalu w głosie, gdy mierzyła się z tym pytaniem. — Bękartami jakiegoś panicza, który pewnego dnia stwierdzi, że mu w czymś wadzą? Rodzina każe mu rozwiązać problem? Zazdrosna żona weźmie sprawy w swoje ręce? A przecież dzieci są delikatne. — Pogłaskała policzek mężczyzny zapatrzona w gadzie oczy. Próbowała dopasować do tych bezlitosnych słów o mordowaniu własnych pociech kogoś, kto niemal pieszczotliwie wycierał jej czekoladę z twarzy. W znajdujących się tak blisko smoczych ślepiach mogła bez przeszkód przyglądać się surowej, zwierzęcej bezwzględności. Zawsze czujnie obserwowały i przypominały o tej mrocznej stronie, nawet gdy czarownica próbowała skupiać się wyłącznie na tym, co było w Leviathanie miękkie. To przypomnienie było cenne. Większość mężczyzn, wśród których Helloise mogła wybierać, było mu podobnych, lecz nie po wszystkich z nich widać było na pierwszy rzut oka ten niebezpieczny konserwatyzm pozbawiony sentymentu. Ostatnio w wielu przypadkach mógł okazać się to konserwatyzm doprawiony popularnym w ich kręgach ekstremizmem rosnącego w siłę Voldemorta. Łatwo było zapomnieć, z kim ma się do czynienia. Być może i Hela była im w tym podobna, skoro neutralnie przyjęła morderczą sugestię, a źle poczuła się dopiero w scenariuszu, w którym to ona miałaby być matką niewygodnego dla kogoś bękarta. — Wolałabym, żeby moje dzieci miały ojca, który będzie je kochał i chronił. Nie jestem głupia ani naiwna. Pamiętam, jak ten świat funkcjonuje, mimo że staram się trzymać z dala. Żeby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo, musiałabym zrezygnować ze wszystkiego, co dziś mam. Oddać siebie, urodzić je w układzie dającym gwarancje i zaakceptować, że będą przez to częścią rodowych gier. Razem z mężem zaś musiałabym wziąć jego rodzinę, jego decyzje, jego przyjaciół, jego wrogów. Jego błędy, przeszłe i przyszłe. — A błędów tyle odpokutowała własnych, że czuła wstręt do pokutowania za cudze. — Nawet gdybym poszła za mąż z miłości, nie oszczędziłoby mi to transakcji, bo zawierałabym tym małżeństwem przyjaźń również w waszym imieniu. Nie chcę przywiązywać się do kolejnego rodu. Wystarczy mi oczekiwań z tego, że jestem córką swojego ojca.


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#12
08.01.2026, 20:21  ✶  
Wywrócił na nią oczami, bo wiara w nią nie miała tutaj chyba zbyt wiele do rzeczy. A przynajmniej nie zamierzał wykładać ewentualnych wątpliwości co do tego co robiła. Jemioła nie była aż tak szkodliwa, ale coś w mlecznych, częściowo transparentnych kulkach było wręcz obrzydliwe. Przypominało mu jaja larw, które czekały tylko na wyklucie i pożarcie wszystkiego, co znalazły na drodze.

Co lato uzbiera, to zima pożera, słyszał czasem w ustach swojej matki. Nigdy jednak chyba nie odnosiło się to do faktycznych pór roku, jakby Evelyn kategoryzowała w ten sposób samych ludzi, a jej mąż i jego krewni zaliczali się w jej oczach do typu osób odzwierciedlających ostatnią kwadrę roku. Chłodni i gotowi pożreć to na co sami pracowali, o ile tylko przyniosłoby im to korzyści.

Gdyby tylko starania były tego warte, połknąłby Heloise w całości. Jej szczęście, życie i dorobek, na który tyle pracowała, cementując go ze swoim własnym i zespalając w jedno. Nie ważne jednak jak bardzo mogło wydawać się to momentami kuszące, było to zwyczajnie nieopłacalne. A apetyt pozostawał nienasycony.

Pochylił się nad nią jeszcze bardziej, przytulając policzek do jej własnego i wciąż ograniczając się do zlizywania okruchów. Wiecznie niezaspokojony. Wiecznie głodny.

- Mężowie też bywają delikatni - wymruczał do jej ucha, nie poruszając się oprócz tego o milimetr. - Rozwiązań tego problemu mogłoby być nad wyraz dużo. Mężowie giną, znikają, tracą rozum. Mężowie też nie zawsze posiadają rodziny, skore do upominania się o dzieci. Jedyne co wydaje się... problematyczne w twoich słowach to aspekt miłości. Na związek z uczucia nic nie dałoby się poradzić - westchnął ciężko. - Twoje dzieci mogłyby być tylko twoje, jeśli odpowiednio to rozegrać - kłamał, oczywiście. Czemu miałby nie? Jeśli rodzina tych dzieci nie próbowałaby nimi rozgrywać własnych planów, to pewnie Rowlowie w pewnym momencie by się o nie upomnieli.


We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#13
15.01.2026, 02:18  ✶  
Może i istniał alternatywny świat, w którym w Helloise było coś wartego pożerania. W tym życiu jednak wszelki potencjał, jaki mogła rozwinąć, zdecydowała się pożreć sama, zanim ktokolwiek zdążył położyć na nim łapy. Odrzuciła ambicję. Nauka, jaką uprawiała, miała służyć jej rozrywkom i zaspokojeniu własnej ciekawości, nie zbijaniu fortuny czy postępowi. Może i była wyjątkowo zdolną przyrodniczką, lecz wszystko, co tworzyła i odkrywała, czyniła dla siebie. Swoim apetytom służyła w pierwszej kolejności.
Leviathan zaś pobudzał jej apetyt. Czasem ocierał się o granicę tak bardzo, że czarownica przeklinała siebie za to, że jeszcze jej nie przekroczyła, tylko wciąż i wciąż pozwalała mu zbliżyć się, a potem odsunąć, zostawiając ją rozdrażnioną i głodną. Chciwie częstowała się tymi momentami, gdy znów przechodziły między nimi krótkie iskierki kuszącego podszeptu, który namawiał, żeby zagarnęła Leviathana więcej i więcej. Tylko trochę więcej — obróciła głowę tak, żeby i nos przytulić do jego skóry, odetchnąć nim, żeby na ten złudny moment tylko jego widzieć, słyszeć i czuć.
I choć mniej skupiona była na treści jego słów, więcej zaś na samym brzmieniu głosu, to część z nich mimowolnie przykuła jej uwagę.
— Na związek z uczucia nic nie da się poradzić? Co to znaczy nie da się? — zapytała, nie wiedząc, do jakiego scenariusza mógłby nawiązywać. — Lecz dobrze. — Ustami łaskotała policzek mężczyzny za każdym razem, gdy wydostawało się z nich kolejne znudzone słowo. — Przynieś mi nazwisko właściwego kawalera, którego rodzina nie będzie dbała o dzieci i nie spojrzy na nie jako na kolejny zasób na drzewie rodowym. Jeśli okaże się odpowiedni, zachowam go sobie, a później poszukam, gdzie jest… delikatny. — Zawiesiła głos; wargami odcisnęła na policzku ostatni ślad, głębszy i intencjonalny: pocałunek.
Lekko przyszło jej złożenie tej deklaracji, bo nie wierzyła, aby takie połączenie istniało. Jeśli jednak rzeczywiście Leviathan umiałby przedstawić jej kogoś obiecującego, nie zaszkodziłoby zerknąć. O ingerencje Rowle'ów nie obawiała się, przekonana — zapewne naiwnie — że jest zdolna osłonić się od ich niepożądanych wpływów.
— Twoja rodzina będzie miała z tobą ciężko, jeśli w każdym dookoła widzisz przede wszystkim słabości. Zupełnie jakbyś ty nie bywał delikatny. — Ułożyła dłoń na plecach czarodzieja i przez materiał szaty skrobnęła paznokciami tam, gdzie wiedziała, że znajdzie łuskę.


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#14
20.01.2026, 05:24  ✶  
- Nie da - powtórzył miękko, oddając słowa wprost do jej ucha i łaskocząc oddechem po skórze. Była tak blisko, że zdawało mu się że gdyby wystarczająco głośno pomyślał w głowie odpowiedź to i tak by to usłyszała. Ale niestety, musieli posługiwać się słowami, które rozcinały delikatnymi zgłoskami ciszę. Położył jej dłonie na talii, przez moment koncentrując się tylko na tym, że czuje pod palcami jej ciepło. - Uczucia pchają nas tam, gdzie iść nie powinniśmy. Wiążą i powalają, uniemożliwiając często zrobienie tego, co konieczne.
Ze związkiem z uczucia ciężko było walczyć, bo jakże można było skrzywdzić ukochaną osobę? Emocje pchały człowieka do przodu i sprawiał, że zwyczajnie głupiał, a Leviathan do bólu był świadomy tego, że sam był jedną z największych ofiar tych tendencji. Miłość była jego największym wrogiem, który wyłupywał mu oczy i zmuszał do głupoty. Do przesunięcia dłoni nieco wyżej i przyciśnięcia jej mocniej do siebie, jakby chciał się z nią zespolić w jedno. Miłość kazała mu z nadmierną troską łaknąć obecności Septimy. Miłość drażniła jego zazdrość, wzburzając krew na myśl że Faye go nie chciała. Miłość uświadamiała mu, że dla Astorii zrobiłby niemal wszystko. I ta sama Miłość zaciskała mu na gardle pętlę, kiedy wspominał Laurenta. Każda z tych miłostek była inna, posiadająca różny odcień, intensywność i kryjąca za sobą zupełnie inną relację, ale nie zmieniało to samej istoty Miłości. - Któregoś wieczoru ci go przyniosę, a ty pewnie zapomnisz o tym kompletnie i będziesz wściekła, że chciałbym cię rozliczyć z tej obietnicy - nie spodziewał się po niej wiele mniej. Była w końcu zjawą tego lasu. Była smokiem, wiedźmą, niespokojnym duchem, a te miały to do siebie że nie znosiły krat. A rodzina była kratami, przez które bardzo ciężko było sięgać po więcej, jeśli nie chciało się ich zniszczyć.
- Dostrzegając każdą słabość, będę o wiele lepiej wiedział z której strony najbardziej należy ich chronić - zauważył, krzywiąc się się nieco kiedy palcem przejechała po twardniejącej na jego plecach łusce. Nie zareagował jednak; nie odsunął się, nie skomentował tego, tylko patrzył, unosząc spojrzenie na to co znajdowało się za nią. Na panującą się za oknem ciemność i na skrawek nieba, który widać było między drzewami. Jaśniały tam gwiazdy, migotliwe i zachęcające by faktycznie zostać długo i do rana, dokładnie tak samo jak chciała. Największa z nich wydawała posiadać najbardziej przekonujące argumenty, nawet jeśli te zdawały się znajdować tylko w jego głowie.


We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#15
22.01.2026, 23:23  ✶  
Pomiędzy oblodzonymi szybami chatki, wśród mroźnej zimowej nocy szczególnie przytulne było schronienie ramion Leviathana, szczególnie kusiło wsunąć dłonie pod jego szatę i ogrzać palce na ciepłym ciele. Ręce tak naturalnie chciały szukać tej drogi, że czarownica musiała musiała podjąć świadomy wysiłek, aby się od tego powstrzymać. Przylgnęła jedynie do czarodzieja, pozwalając sylwetkom ułożyć się przy sobie, przy granicach zarysowanych szatami.
— Jak dziwnie słyszeć to od ciebie, gdy jeszcze chwilę temu snułeś coś o sposobach na niechciane dzieci. — Uśmiechnęła się. Leviathan bywał przerażająco zdystansowany, jakby nigdy do końca nie wychodził spod maski, lecz w takiej chwili, gdy wyrażał własne słabości, czarownica czuła, że wciąż jest ludzki gdzieś głęboko w tej duszy, którą znała od dziecka. — Tak dobrze wiedzieć… że nie wszystko tłumisz… chcesz kochać, chronić. Czy natura kazałaby nam czuć miłość i przywiązanie, gdyby nie były potrzebne?
Helloise kochała zbyt wiele i zbyt mało jednocześnie. Darowała swoje względy lekką ręką — czy ludziom, czy zwierzętom, czy roślinom. Zachwycała się światem i zachwycała się człowiekiem, lecz zapominała o wszystkim, ledwo traciła obiekt swojej tkliwości z oczu. Ludzie się w jej życiu wydarzali i jej sympatie do nich były szczere, lecz gdy odchodzili, nie pozostawało po nich w Helloise nic. Okazywali się niczym więcej niż ładnym doświadczeniem, które szybko niknęło wśród kolekcji jemu podobnych. Niełatwo przychodziło jej budowanie głębokich relacji — tych, które mogłaby nazwać miłością. Tych, które znaczyłyby coś więcej. Już w szkole prędko zrażała do siebie wszystkich, wyrzucała kolejne szanse na przyjaźnie, gdy tylko przestawały być dla niej wygodne. Mało się znała na kochaniu. Kochała tych, których kochanie miała wdrukowane z urodzenia, więc kochała Leviathana. W jego stałej obecności w swoim życiu znajdowała wiele spokoju, jego wizyty postawiały ją z przyjemnym przypomnieniem, że jest ktoś, kto zna ją od początku do końca. Kochała i innych członków rodziny. Nie potrafiłaby ich wyrzucić, co zdążyło udowodnić jej życie. Przecież próbowała.
Poza tymi jednak niewiele było w Helloise znaczących uczuć.
— Mówisz tak, bo wiesz tak samo dobrze jak ja, że nie ma między nami takich, którzy by spełnili te warunki. Nie mogę tego mieć. Nigdy wszystkiego. Musiałabym coś odrzucić. — Powiedziała to zniecierpliwiona. Było w tym, oczywistym zdawałoby się, stwierdzeniu ciążące poczucie beznadziei. Jakaś nieodwołalna definitywność. Dożywotni wyrok, którego nie dało się odwołać.
Żaden porządny czystokrwisty ród nie ugiąłby się do jej żądań, nie oddałby jej mężczyzny, nieskrępowanej swobody, pełnej niezależności dla siebie i dzieci. I choć targały nią czasem mgliste tęsknoty za posiadaniem własnej rodziny, nie potrafiła kochać nikogo na tyle, żeby oddać siebie.
Gdy Leviathan podniosł wzrok na gwiazdy za oknem, kierowana tym nagłym ukłuciem beznadziei Helloise wczepiła się w mężczyznę jeszcze mocniej, jakby chciała wrosnąć w niego. Z głową złożoną na ramieniu czarodzieja słuchała cichego szumu oddechu; czuła, jak pod nią wtuloną unosi się jego pierś. Nie była w świecie zupełnie sama.


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#16
28.01.2026, 07:54  ✶  

- Jestem tylko człowiekiem - mruknął w odpowiedzi i było w jego słowach aż nadto dużo pewnego wyrzutu. Brzmiał tam nawet mimo tego, jak cicho i miękko Leviathan zaintonował te słowa, jakby faktycznie miał żal do świata, że ten stworzył go człowiekiem, a nie czymś innym. Większym, potężniejszym, ze skrzydłami rozłożonymi do lotu. Gdyby mógł, nie pozwoliłby by cokolwiek wiązało go z ludźmi, a zamiast tego wybrałby skalne szczyty i wolność. Ale nie dość, że przyszedł na świat w takiej, a nie innej formie, to jeszcze urodził się w rodzie który gotowy był zaciekle walczyć o to co było mu zależne. Zacięcie, duma i zazdrość płynęły w jego żyłach od momentu, kiedy wziął pierwszy oddech, a najgorsze było to że musiał znosić sam siebie i swoje powinności przez resztę życia.

- Może kiedyś Helloise, ktoś taki się znajdzie - ale tylko jeśli faktycznie tego chciała. On nie potrafił wyobrazić jej sobie z kimś u boku. Przynajmniej nie z mężczyzną. Ci byli zanadto wymagający, w sposób dokładnie taki, jaki sama przed chwilą zaznaczyła, wymieniając kolejne wady takiego związku. Doskonale też zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby to on miał mieć żonę, to wymagałby od niej dokładnie tych samych podpunktów, ale on z kolei był tym typem człowieka, który chciał jak najmniej. Chciał spełnić wymagania, mieć dziedzica i żonę która stała na straży interesu i dobrego imienia rodziny, a potem wszyscy mogli się od niego odczepić i dać mu święty spokój.

Przesunął twarz, odrywając swój policzek od jej własnego i zamiast tego układając podbródek na czubku jej głowy. Łącząca bliskość wydawała się tak samo zbyt mała, jak i jednocześnie zbyt duża, szarpiąc jego myśli to w jedną, to w drugą stronę, ale przez długi jeszcze czas się nie poruszył. Nie chciała, żeby zbyt szybko ją opuścił, dlatego zrobił jak sobie tego życzyła. Został długo, do rana.


Koniec sesji


We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (3465), Leviathan Rowle (2844)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa