• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Jesień 72, 16,10 Apartament Shafiq'a | Guinevere, Jonathan & Anthony] Filiżanka

[Jesień 72, 16,10 Apartament Shafiq'a | Guinevere, Jonathan & Anthony] Filiżanka
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#11
24.01.2026, 02:27  ✶  

– Dokładnie tak – odparła Jonathanowi i uśmiechnęła się… niewinnie. Ale chyba nikt tutaj nie był na tyle naiwny, by w ten uśmieszek uwierzyć. – Na szczęście to spotkanie jeszcze nie dobiegło końca, Jonathanie. Jeszcze jest czas na to, by żaden grajek pod oknem nie był potrzebny – choć po prawdzie nie przewidywała tutaj niczego nadzwyczajnego, po prostu zostawała miejsce dla losowości, która mogła kompletnie odwrócić bieg tej rozmowy.

Anthony milczał, co było do niego raczej niepodobne, a przynajmniej nie w toku ich znajomości – zawsze miał coś do powiedzenia, a jeśli nie do powiedzenia, to potrafił zadawać celne pytania. Teraz jednak oddał pałeczkę prowadzenia rozmowy swojemu zastępcy, choć do Guinevere już dotarło, że to nie chodziło o żadne ministerialne sprawy. Ich spotkanie wyglądało jej teraz bardziej jak pretekst. Pretekst do tego, by zapoznać ją z Selwynem, bo ewidentnie miał do niej jakąś sprawę, choć nie do końca rozumiała dlaczego, skoro zupełnie się nie znali, a jakoś wątpiła, by Jonathan sam z siebie zaczął o nią pytać. Anthony milczał i choć Ginny patrzyła na Jonathana, gdy ten mówił, to gdy już sięgnęła po swoja słodką herbatę, nie omieszkała wbić mocnego spojrzenia właśnie w drogiego przyjaciela.

Shafiqowie, jak się okazywało, mieli niezwykłą zdolność mieszania w jej życiu. I choć absolutnie nie była o to zła, to sama miała ochotę przewrócić oczami.

– Powiedziałabym, że to, że Ministerstwo nie działa, nie jest żadnym zaskoczeniem. Wielu ludzi już się zorientowało, że to kolos na glinianych nogach przystrojony w strojną sukienkę, która ma zakryć tę lichą konstrukcję – Cal sam jej zresztą mówił, co uważa o Ministerstwie, a ona musiała mu przyznać rację. – Co zaś się tyczy reszty twojego pytania… Tak jak mówiłam, nie odmawiam pomocy potrzebującym. Nie boję się Voldemorta, bardzo wątpię, że w ogóle wie o moim istnieniu – była kimś mocno anonimowym tutaj, na Wyspach Brytyjskich. Nawet jeśli wyróżniała się urodą, to mimo wszystko mało kto wiedział chociażby jak się nazywa, gdzie mieszka, gdzie pracuje… – I co takiego złego jest w uzdrawianiu, skoro miałabym się tym narazić prawu? – które raczej też nie działało za dobrze.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#12
07.02.2026, 18:31  ✶  
Rozbawiony sugestią, że jeszcze mogło wydarzyć się coś zaskakującego, Jonathan uniósł wesoło brew do góry, a potem parsknął cicho, słysząc o kokosie w sukience. Zerknął przelotnie na Anthony'ego aby sprawdzić czy i on podzielał jego rozbawienie. Shafiq co prawda mówił na razie mało, ale drugi czarodziej zrzucił to na karb obecnej sytuacji. W końcu Anthony z wielu powodów wiedział o całej sprawie znacznie mniej. Znacznie mniej, a jednocześnie, jak na jego gusta, zdecydowanie za dużo, bo chociaż pogodził się już z myślą, że Tony miał prawo być w to zamieszany, to... Chyba nigdy do końca nie spacyfikuje tej myśli, która spontanicznie pojawiała się w umyśle Selwyna, że najchętniej trzymałby go od tego tak daleko jak tylko się dało.

Chyba było w tym sporo hipokryzji, skoro właśnie składał komuś, kogo poznał dopiero niedawno, tę samą propozycję, której tak bardzo niepotrafił złożyć Anthony'emu.
Uśmiechnął się zagadkowo.
– W uzdrawianiu? Nic. Oczywiście że nic. Ale w uzdrawianiu kogoś, kto mógłby złamać prawo, aby pomóc w czymś innym? Jak sama słusznie zauważyłaś nasze prawo nie działa idealnie. Ciężko jest komukolwiek przewidzieć jak zareagowałoby Ministerstwo w takiej sytuacji. No i siedzącej w prawie poplecznicy Voldemorta, którzy mogliby wykorzystać okazję. – Nie warto było wykluczać jakichkolwiek zagrożeń, czy nawet bardziej skrajnych scenariuszy. Tak na wszelki wypadek. Zwłaszcza, że ostatnio on sam rozważał pewne mniej, niż bardziej legalne, zawirowania w papierologii, aby zdobyć więcej zasobów dla Zakonu. – W każdym razie, nie nie warto wdawać się w dokładne szczegóły. Mówię to po prostu abyś miała świadomość, że problemy nie są wykluczone, ale jeśli dalej jesteś zdecydowana... To myślę, że dam ci wkrótce znać, jeśli będzie potrzebna twoja pomoc.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#13
11.02.2026, 20:54  ✶  
Przysłuchiwał się tej rozmowie, przysłuchiwał i rozmyślał. Guinevera objawiała mu się zawsze jako dobra dusza. Inteligentna, silna, ale też… o neutralnym, czy nawet chaotycznym stosunku do prawa.

- W tej prośbie, gdy o tym rozmyślam, mniej wchodzi w grę intencja łamania litery prawa. Owa litera jest wystarczająco elastyczna, by sobie z nią radzić, zwłaszcza jeśli chodzi o omawiany zakres Twoich usług i możliwości, którymi dysponujesz. W tej prośbie jest o wiele, wiele więcej pytania o Twoją dyskrecję i możliwości zbudowania lojalności, względem osób, które czasem ślizgną się wobec wspomnianej elastyczności nieco za bardzo. - Oparł się na podłokietnikach, palce ułożył w piramidkę pomagającą skupić myśli i wewnętrzną energię.

- Twój wkład, zwłaszcza teraz, po Spalonej Nocy, która drastycznie ukazała nam dysproporcję w tej nierównej walce, byłby nieoceniony. Szpital pozostaje pod egidą czystokrwistej rodziny, uprzywilejowana kasta sprawuje pieczę nad oddziałami. Wiele osób traci zaufanie do odpowiedniego blendu społeczności, podziały wzrastają, podobnie jak zabijająca przyszłość nieufność. Czasem, trzeba będzie pomóc komuś i zapomnieć jego twarz, wraz z okolicznościami tego spotkania. Czasem udać się w miejsce, by ochraniać ludzi, których działania muszą pozostać niejawne. Ja… przez wzgląd na naszą przeszłość wiem, że zrobiłabyś to dla mnie, tak jak i ja ruszyłbym z pomocą dla Ciebie, gdyby sprawa dotyczyła czegokolwiek w czym mógłby cokolwiek zdziałać. - Nie był pewien, czy takie plany były wobec McGonagallówny, ale sam tego oczekiwał od osobistego lekarza rodzinnego. W przypadku kobiety nie zamierzał jednak szukać na nią haka, nie uciekać się do szantażu i krótkiej smyczy współzależności. Ich wspólne wartości. To jest to po co chciał sięgnąć, pokazać mianownik tak niski że niemal identyczny. Taką przynajmniej nosił w sercu nadzieję.
- Pytanie, czy masz ochotę i przestrzeń, aby czynić to nie tylko dla mnie, ale dla innych, dla tych z którymi łączyła by Cię tylko i aż nienawiść do tej wojny, nienawiść do Voldemorta i przemożna chęć działania, które miałoby w końcu przywrócić naszym ulicom spokój. Czy jesteś gotowa podjąć ryzyko - mówił cicho, poważnie, mówił wprost z serca ożywionego w londyńskim popiele idealisty. Czas ognia. Czas próby. - Czułbym się pewniej, gdybyś powiedziała tak. Moje serce i nastawienie do Ciebie moja droga nie zmienią się, jeśli odmówisz. - Uśmiechnął się smutno z ostatnim zdaniem, traktując McGonagallównę jak jedną z bliższych sercu kuzynek, choć przecież nie byli ze sobą spokrewnieni. Cenił jej przenikliwość i bezpośredniość w wyrażaniu sądów. Jego wewnętrzny strateg łkał nad tym ile kart zostało ujawnionych przy filiżance herbaty, bez żadnej gwarancji dla Selwyna, że ryzyko jest opłacalne. Spalona Noc nie dawał im ani wyboru ani czasu. Czarny Pan rósł w siłę, społeczność wciąż nie podniosła się po pożarze z kolan. Być może nie powinien tyle mówić, lecz raz wypuszczone słowa, płynęły same.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#14
15.02.2026, 00:48  ✶  

– Składałam przysięgę, że będę chronić życie. Powiedz mi, Jonathanie, co złego jest w ratowaniu czyjegoś zdrowia? Taki jest mój zawód, uzdrowicielstwo… no, jeden z zawodów. Czy w szpitalu zadają pytanie ile razy ich pacjent złamał prawo, czy jednak próbują co mogą, by uratować jego życie? Jestem uzdrowicielem, nie sędzią – i zamierzała sędzią zostawić temat osądzania przewinień innych, ją to nie interesowało. To znaczy… oczywiście że w swojej moralności wolałaby pomóc komuś, kto czyni „dobro”, a nie „zło”, ale jak było wszem i wobec wiadomo – było to pojęcie mocno względne, natomiast chodziło o jej własną ocenę tego, co jest odpowiednie, a co nie. Tym niemniej… zwykle nie zadawała pytań, jeśli chodziło o przyjaciół czy znajomych. To znaczy nie takich z serii „dla kogo to robiłeś/przy okazji czego sobie to zrobiłeś”, bo oczywiście, że zadawała pytania. Ale takie, które miały pomóc jej rozeznać się w sytuacji. No a poza tym… były gorsze rzeczy niż śmierć.

Odłożyła w końcu swoją filiżankę na talerzyk i uśmiechnęła się pogodnie do Anthonego, który w końcu odezwał się, po tym zdecydowanie zbyt długim milczeniu. Oczywiście – rozumiała to wszystko. Nadal uważała, że to nie w uzdrawianiu tkwił problem, a w innych, mniej legalnych rzeczach, ale hej – rozmawiali właśnie z osobą, której, cóż, wielokrotnie zdarzyło się… włamać do grobowca. I nie chodziło wcale o starożytne miejsca pochówku w Egipcie, nie nie. Mówiliśmy o Angli. Na przykład o grobowcu na cmentarzu, nie o wykopaliskach. Ale nie zamierzała się do tego przyznawać, ani do tego, że takiego włamania dokonała z takim jednym Shafiqiem i to w to lato… Za to uśmiechała się do Anthonego tym swoim uśmieszkiem, który nie miał w sobie nic z niewinnego aniołka.

– Tony, wy Anglicy jesteście dla moich egipskich oczu tak strasznie podobni, naprawdę myślisz, że rozróżnię jedną osobę od drugiej? – parsknęła, bo oczywiście nie mówiła na poważnie (chociaż Azjatów za cholerę od siebie nie rozróżniała), ale była gotowa taką ściemę sprzedać komu trzeba. Łącznie z tym, że wcale nie potrafi mówić po angielsku. – Ludzi zza granicy często nie bierze się tak bardzo na poważnie. Wiesz, inna kultura, inny język. Wystarczy się uśmiechnąć, udać, że się nie rozumie… – wzruszyła ramionami. – Ja już podjęłam to ryzyko. I nie zmieniłabym mojej decyzji – dodała nieco bardziej miękko, po czym jej spojrzenie na powrót wróciło na Jonathana. Nefret nie potrafiła odmawiać, gdy prosił ją o coś ktoś z bliższych znajomy, choć w tym wypadku nawet nie chciałaby odmówić, sam fakt, że czuła w sobie powinność do tego, by chronić ludzi, był tu wystarczający. – Jestem zdecydowana. Tylko, że jest jedna rzecz… Uzdrowicielstwo to jedno, ale leczenie w większości przypadków opiera się na podawaniu eliksirów. Jestem w stanie zakupić jakieś ilości, ale jeśli będą zbyt duże, to się może wydać aż za bardzo podejrzane i to pomimo tego, że na co dzień pracuję jako uzdrowiciel na wykopaliskach. A nie znam się na ich tworzeniu – miała nadzieję, że mężczyźni załapali o co jej chodzi, tym bardziej, jeśli zależało im na dyskrecji sprawy. No i nie spała na górze galeonów mimo wszystko, miała ograniczone zasoby pieniędzy.

No a potem odwróciła się ponownie do Anthonego i uśmiechnęła chytrze. Bardzo chytrze.

– Ale wiesz, w zamian za to wszystko, mój drogi Anthony, naprawdę potrzebuję zwolnienia od mamy, że musiałam wyskoczyć na godzinę i porzucić posterunek w środku dnia. A że moja mama jest daleko… sam rozumiesz. Takiego na piśmie. Oficjalnego. Z autografem. Obejdzie się bez pieczęci – paplała. Jonathan myślał o grajku pod oknem, a było to zupełnie niepotrzebne, bo Guinevere, gdy chciała (a teraz chciała bardzo), sama w sobie potrafiła zrobić mały chaos i to tylko po to, by podrażnić się z Shafiqami.  Głównie to z Anthonym, ale już widziała minę Cathala. I aż sobie nawinęła kosmyk długich włosów na palec. – Pisz, pisz.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#15
13.03.2026, 12:52  ✶  
Rzeczywiście uzdrowiciele składali przysięgę, a w ratowaniu życia nie było w samo w sobie nielegalnego. Tylko, że leczenie to było jedno. Nie miał pojęcia, jak zareagowałoby poplecznicy Voldemorta w Ministerstwie Magii, gdyby sprawa Zakonu I jego mniej legalne działalności wyszłyby na jaw. Czy oni i cały system, któremu nie spodobałaby się ich działalności i nie zawsze legalne działania, przymknęliby oko na uzdrowicielkę, która tylko pomagała? O ile w ogóle zwolennicy tak radykalnej idei czystości krwi postanowiliby rozprawić się z nimi sądowniczo. A Jenkins? Nie uznałaby tego jako potwarz wobec Ministerstwa?
– Jak już mówiłem w uzdrawianiu absolutnie nie ma niczego złego. Ale jak słusznie zauważył Anthony jeśli ktoś pomożesz komuś o kim wiesz że z wyższych powód przekroczy tę elastyczną linię prawa i Merlinie nie daj, ktoś się zorientuje, to litera prawa może mieć do ciebie pretensje, że zachowałaś dyskrecję, która jest tu niezbędna. – Nie że zakładał, że tak będzie ale tego właśnie wymagali. Dyskrecji.

Anthony jednak jej ufał, a chociaż czarownica musiała jeszcze się wykazać to Jonathan, już teraz był naprawdę dobrej myśli, zwłaszcza gdy z niewinnym uśmiechem na twarzy zaczęła mówić jak to wszyscy Anglicy wyglądali dla niej tak samo. Uśmiechnął się. Doskonale.
– Rozumiem co masz na myśli – powiedział na wzmiankę o eliksirach. – Zadbamy o to abyś skupiła się jedynie na pomocy, a nie na zdobywaniu zapotrzebowania.
Zaśmiał się cicho słysząc prośbę skierowaną do Anthony'ego.
– Słyszałeś naszą wybitną uzdrowicielkę mój drogi – powiedział rozbawiony. – Postaraj się tylko o najlepszy tusz dla niej proszę. Pokaż jej że chociaż Anglicy wyglądają tak samo, to przynajmniej ich autografy są miłe dla oka.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#16
16.03.2026, 19:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2026, 19:15 przez Anthony Shafiq.)  
Roześmiał się słysząc je rasistowskie odzywki, będące w pewien sposób krzywym zwierciadłem tego co jego własna matka zwykła mówić na temat mieszkańców Kairu. A potem serce zadrżało mu niewidoczną z zewnątrz manierą, gdy Jonathan tak zgrabnie powiedział, że to oni, oni razem zadbają o zaplecze całego przedsięwzięcia. Mimowolnie odwrócił się do niego, a kącik ust zadrgał mu nieco w uśmiechu, który - bardzo by sobie życzył - nie byłby zbyt ostentacyjny.

Tylko czemu miał wrażenie, że jego źrenice układają się w kształt rozkochanych serduszek?

Głupstwa, te wszystkie uczucia, trzeba było co prędzej je spacyfikować, bo w takich warunkach nie dała się działać, ale o ileż słodsza była to tortura, niż półsłówka rzucane znad biurka, gdy przeżywali swój cichy miesiąc. Wtedy już raczej nie przyjaciele, ale w tym boleśnie żałobnym wydaniu. Teraz już nie tylko przyjaciele w o wiele bardziej energetycznej odsłonie.

Odchrząknął nieco zakłopotany własnymi myślami, w końcu chodziło o ratowanie świata.

– Ach tak, tak oczywiście, tak Cathal. – Guinevere igrała z nim jak kotka leniwie przeciągająca się na rozgrzanym dachu. Wiedziała doskonale, że Anthony mimo zamiłowania do podróży czuje się bardziej Parkinsonem niż Shafiq'iem, wiedziała, że kuzynom nigdy nie było za bardzo po drodze. Chłodna akceptacja wspólnych znajomych. To i tak sporo jak na kontakty Anthony'ego z resztą tej gałęzi drzewa genealogicznego.

Podniósł się jednak i podszedł do rosłego dębowego biurka. Stała na nim modlitewna misa zdobiona tańczącymi azjatyckimi smoakmi. Tybetański autentyk. Niszczarka do papieru.

Otworzył szufladę, ruchem dłoni nakazał eleganckiemu arkuszowi papieru symetryczne ułożenie się na powierzchni biurka. Nad nim ukazały się 4 kałamarze, mieniące się gęstym atramentem w różnych odcieniach niebieskiego.

Sięgnął po lawendowy - z pewnością widział go inaczej, ze względu na brak czerwonego pigmentu w oku, ale musiał być tego świadom, skoro znajdowała się w dostępnym dlań zestawie.

Lawenda. Spokój, miłość, oczyszczenie. Ale też amulet zapobiegający kłótniom. Ekwiwalent gałązki oliwnej.

Odetchnął i zaczął pisać:

Do czcigodnego Cathala Shafiqa,

Z powodu wzmożonego kryzysu na poziomie krajowym i niezbędności zaangażowania się weń wybitnie utalentowanych lekarzy z całego świata, niniejszym usprawiedliwiam czasowe nieobecności na wykopaliskach Nefret Guinevere McGonagall. Dołożę wszelkich starań, aby występowały one możliwie rzadko.

w imieniu Farrah Akhenaten,

Anthony J. Shafiq

...podpisał się zamaszyście, by następnie wręczyć kobiecie bilecik wraz z dopasowaną kopertą. Atrament mienił się, imitując kolor drobnych kwiatów przyozdobionych poranną rosą.
– Sądzisz... że mogę dołączyć do tego butelkę wina? Sądzę, że jakiekolwiek Cathal lubi, to Ty powinnaś wybrać to, które umili Wam wieczór. – To mówiąc, przeniósł się do stojącego w narożniku barku i wysunął zaczarowaną wąską szufladę wypełnioną butelkami, która zajęła całą ścianę od strony drzwi. Wina wszelkich roczników z całego świata. Kolekcjonerowi przychodziło z trudem rozstać się z którymś z nich, ale był wdzięczny Guineverze za poświęcony czas i za rozmowę, którą przyjdzie jej odbyć z tym drugim Shafiq'iem.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2409), Guinevere McGonagall (2919), Jonathan Selwyn (1649)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa