• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [noc z 8 na 9.10.72, Szkocja] Smocze opowieści

[noc z 8 na 9.10.72, Szkocja] Smocze opowieści
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
21.01.2026, 11:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2026, 11:43 przez Brenna Longbottom.)  
Zaklęcie Brenny dosłownie wyrwało mężczyźnie różdżkę z ręki, a chwilę później Victoria rzuciła swoje, równie udane unik jej towarzyszki. Różdżka, po którą sięgał drugi z kłusowników wyleciała mu z dłoni i potoczyła się pod posłanie: było raczej jasne, że jeżeli teraz rzuciłby się tejże szukać, dziewczęta miałyby aż za dużo czasu na posłanie w nich tylu zaklęć, ile tylko by zechciały.
Ptak w klatce, która wisiała w rogu pomieszczenia, krzyczał coraz głośniej, zaniepokojony hałasami, błyskami, trwającym zamieszaniem.
Tymczasem obaj mężczyźni, pozbawieni różdżek, chyba zdali sobie sprawę z tego, że ich przeciwnikami są kobiety, w dodatku jedna niezbyt wysoka i wyglądająca na raczej drobną. I uznali, że pozostaje im zdać się na siłę fizyczną, tam gdzie nie mieli już szans za pomocą magii. Jeden z nich, ten stojący, rzucił się więc po prostu ku Brennie, z nadzieją na to, że zdoła powstrzymać ją przed rzuceniem kolejnego zaklęcia, a drugi chwycił taboret stojący w pobliżu łóżka i cisnął nim w Victorię.

Ataki fizyczne panów (jeden jednego, i jeden drugiego)
Rzut Z 1d100 - 59
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 26
Akcja nieudana


I moje af
Rzut PO 1d100 - 15
Akcja nieudana


Taboret, niezgrabnie ciśnięty przez człowieka podrywającego się z łóżka, nie sięgnął jednak celu, a jedynie potoczył się pod nogi aurorki. Brenna tym razem natomiast nie zdążyła uniknąć: napastnik wpadł na nią, popychając ją na ścianę i klatkę, tak że boleśnie uderzyła o tę głową. Różdżka wypadła jej z ręki, więc cóż, pozostawało jedno - spróbowała odwdzięczyć się pięknym za nadobne i walnąć gościa prosto w pysk.

af, tym razem atak
Rzut PO 1d100 - 64
Sukces!


Prawdopodobnie się tego nie spodziewał, bo gdy skupił się na pozbawieniu Brenny różdżki, lewy sierpowy sprawił, że poleciał w tył, może jeszcze nie znokautowany, ale na pewno obolały i częściowo ogłuszony. A drugi mężczyzna... cóż, widząc to rzucił się ku oknu, szarpnięciem otwierając (prawdopodobnie niedawno wprawioną) okiennicę.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
21.01.2026, 20:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2026, 20:21 przez Victoria Lestrange.)  

Sprawa była tutaj tak naprawdę bardzo prosta: faceci albo zostali obudzeni w środku nocy hałasami, albo właśnie kładli się do snu, będąc przekonanym, że wartownicy w razie czego zaalarmują o niebezpieczeństwie, a nie że dwie laski władują im się do pokoju i pozbawią różdżek w zasadzie w kilka sekund. A należało też przy tym nadmienić, że byli w  okrojonym składzie, bo polega poszedł za potrzebą i nigdy nie wrócił… Panowie raczej nie mieli czasu zastanawiać się, co z rzeczonym bożyszczem, Adonisem, bo teraz mieli tutaj pełne ręce roboty i to dosłownie, skoro jakoś trzeba się było ratować a byli na przegranej pozycji.

Jeden rzucił się na Brennę i to dość skutecznie, ale Victoria nie miała czasu się temu przyglądać, bo w jej kierunku poleciał taborecik, który chyba o tej porze dnia robił za bardzo prowizoryczny stolik nocny, bo pospadały z niego rzeczy, robiąc większy hałas. Lestrange odchyliła się odruchowo, lecz może niepotrzebnie, bo ten gruchnął o ziemię i przetoczył się, nigdy jej tak naprawdę nie dosięgając, choć teraz robił za ruchomą przeszkodę terenową.

Brenna i pierwszy typ byli zajęci bardzo fizyczną walką, ale ten drugi chyba zrobił jedyną sensowną rzecz, czyli spróbował się ratować ucieczką i już otwierał okno, a wtedy Victoria machnęła różdżką, chcąc i na nim wytworzyć liny ciasno oplatające ciało i krępujące ruchy, żeby przypadkiem nie zdążył zwiać zbyt daleko ani sobie tych lin odwiązać.


// Kształtowanie ◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 79
Sukces!

Facet miał niestety pecha i o ile zdążył się podciągnąć tak, żeby już prawie wyskoczyć za okno, to teraz zawisł smętnie jak parówka albo gąsienica. Victoria tylko cmoknęła niecierpliwie i rozejrzała się, widząc, że Brenna już właściwie była o włos od rozprawienia sie ze swoim przeciwnikiem.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
22.01.2026, 09:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.01.2026, 09:28 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna zajęta przepychankami z mężczyzną, której w dodatku tuż za uchem rozpaczliwie wydzierał się ptak, nie miała okazji podziwiać, jak kłusownik zamienił się w baleronik. Nie zauważyła też momentu, w którym klatka otworzyła się, a lelek wróżebnik z niej umknął. Kiedy już jej przeciwnik się zatoczył, o szczęście, ku leżącemu na ziemi taboretowi, spróbowała kuć żelazo póki gorące i wymierzyć kolejny cios.

af
Rzut PO 1d100 - 59
Sukces!


Uderzyła znów i tym razem padł na podłogę, potykając się dodatkowo o taboret, a Brenna rzuciła się, by go unieruchomić.
- Masz kajdanki? - spytała Victorii, bo sama jednej pary się już pozbyła przy wejściu, a z kolei teraz szukanie zapasowej było trochę trudne. Wprawdzie dość niemrawo, ogłuszony mężczyzna wciąż jednak się szarpał, a był zbudowany dość potężnie i Brenna nie mogła pozwolić sobie na to, aby rozluźnić uścisk.
Lelek, być może źle traktowany, a teraz na zakończenie całej tej awantury wytrzęsiony w klatce, skorzystał z uszkodzonych podczas szarpaniny drzwiczek. W zdenerwowaniu czy jakiejś zemście opadł na ramię Brenny, szarpnął za kosmyk włosów - aż krzyknęła cicho, bardziej z zaskoczenia niż z bólu, choć nie puściła - a potem zamachał skrzydłami i umknął w ciemną noc, ponad unieruchomionym na parapecie kłusownikiem, który zaczął głośno przeklinać i wyzywać Victorię.
Na zewnątrz panowała cisza. Ktokolwiek wygrał starcie, wyglądało na to, że to toczące się w pomieszczeniu zajętym przez wartowników, także dobiegło końca.


kogo w zemście dziobnie ptak?
1 - pana zwisającego z okna
2 - pana bijącego się z Brenną
3 - szarpnie kosmyk włosów Bren
Rzut 1d3 - 3


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
22.01.2026, 21:09  ✶  

Victorii też zupełnie umknął moment, w którym klatka z lelkiem wrózebnikiem otwarła się, a przestraszony ptak w każdej chwili mógł się wydostać. To wszystko działo się bardzo szybko, ciemnowłosa zdążyła tylko zmarszczyć brwi, upewnić się, że pan parówka nigdzie stąd nie ucieknie i nastąpiło kolejne łupnięcie i głos Brenny. Lestrange sięgnęła do kieszeni, żeby wyciągnąć stamtąd kajdanki i rzuciła się do Brenny, która przytrzymywała porządnie zbudowanego mężczyznę. Jej przeciwnik nigdzie się nie wybierał i zdecydowanie nie był tak ruchliwy jak ten drugi, więc mógł poczekać… Za to ptak czekać najwyraźniej nie miał zamiaru, bo wyleciawszy z otwartej klatki rzucił się na Brennę. I Victoria już miała go przepędzić, gdy oberwała skrzydłem w policzek i tyle go widziały. Klęknęła więc przy tamtej dwójce, by zakuć ręce faceta.

– Morda – warknęła do gościa, który zaczął wyklinać na nią pod nosem. Kajdanki kliknęły, a ona wyprostowała się zaraz, patrząc teraz na pobojowisko. Na porozwalane na podłodze różdżki, taboret, uszkodzoną klatkę i jakieś barachła należące do kłusowników; na jakieś gacie wiszące na czymś, co musiało robić za wieszak i inne manele, które musiały spaść z łózka, gdy wstawali z niego gwałtownie, słysząc hałas.

Sięgnęła do swojej torby na ramieniu, w której trzymała swoje eliksiry i zapasowe kajdanki, żeby jeszcze zrobić porządek z baleronem, nic nie robiąc sobie z jego przekleństw pod nosem.

– W porządku? – odezwała się do Brenny, gdy już i ręce dżdżownicy zostały zakute, a ona pociągnęła go za nie, zmuszając jego ciało do tego, żeby trochę się wygięło i zgodnie z grawitacją zsunął się na podłogę w pokoju na nogi, a potem pchnęła go na ścianę, żeby nie przyszło mu nic głupiego do głowy.

– Zapłacicie za to, kurwy – splunął jeszcze przy tym, a Victoria się skrzywiła.

– Mówiłam, żebyś siedział cicho. Nikt cię nie pytał o zdanie – mruknęła i wycelowała w niego różdżkę, zamierzając zrobić z nim to samo co z kolegą w kalesonach, znaczy zmusić do tego, by nie mógł wydawać z siebie żadnego dźwięku.


// Zauroczenie ◉◉○○○
Rzut N 1d100 - 24
Akcja nieudana
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
23.01.2026, 20:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2026, 22:07 przez Brenna Longbottom.)  
Adrenalina opadała powoli, gdy do Brenny w pełni dotarło, że ta część walki była zaskoczona. Głowa wciąż ją bolała i trochę się jej w niej kręciło, a po policzku, zranionym o klatkę, płynęła krew, ale żadna z nich nie odniosła poważnych obrażeń i ujęły tę dwójkę - dokładnie tak jak planowały, wykorzystując element zaskoczenia.
Wstała, powoli, nie chcąc ryzykować, że zakręci się jej w głowie jeszcze bardziej i upadnie.
Victoria tym razem pomyliła coś w zaklęciu i przyniosło ono zaskakujące rezultaty. Mężczyzna bowiem nie zamilkł, a zamiast tego... zaczął śpiewać.
- Ty kuuurwooo głuuupiaaa coooo z cieeebie za suuuuka - zawył barytonem, Brenna zaś zamarła na sekundę, niepewna, czy faktycznie kłusownik wyśpiewywuje obelgi pod ich adresem, czy od uderzenia ma omamy słuchowe. Nie czekała jednak na to aż ten dobrnie do refrenu, a pośpiesznie ruszyła ku wyjściu. Bo to że tutaj poszło im tak pięknie, nie oznaczało jeszcze, że Apollo i Sadwick też nie mieli problemów, odczytanie formułek aresztowania i dopełnienie formalności mogło więc chwilę poczekać.
Wypadła z pomieszczenia w samą porę, aby zobaczyć, jak Apollo, który musiał przybiec tu sprawdzić, jak sobie poradziły, obezwładnia w wejściu do budynku ich Adonisa. Więzy zdążyły zniknąć, a mimo skrępowanych z tyłu rąk ten usiłował uciec… co było jednak z góry skazane na niepowodzenie, biorąc pod uwagę, że próbował wybiec stąd ze skutymi łapami i w samym kalesonach.
– Całe jesteście?! – krzyknął Apollo, przyciskając Pana Przystojnego do ściany. Brenna zmierzyła Brygadzistę spojrzeniem, ale wyglądało na to, że nie został ranny.
– Całe, dwóch kolejnych jest tu obok. Ogarniecie aresztowanie? Musimy poszukać piskląt.
– Wolę formułki niż smoki, absolutnie się zgadzam. I… zaraz… czy ktoś tam śpiewa? – zdumiał się Apollo.
– Nie pytaj. Po prostu nie pytaj.
Gdyby Victoria wyjrzała na zewnątrz, mogłaby dostrzec, że dało się pójść korytarzem dalej na prawo, do bardziej zniszczonej części budynku, gdzie znajdowały się schody wiodące w dół. A skoro panowie spali tutaj, istniała całkiem spora szansa, że jeżeli było tutaj więcej zwierząt, których nie chcieli trzymać w klatkach na zewnątrz, to były właśnie tutaj…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
24.01.2026, 01:54  ✶  

Był to ten dziwny moment na nabranie oddechu, pomiędzy pobojowiskiem, a skutymi facetami. Victoria rozcierała sobie właśnie kark dłonią, jakby to jej miało pomóc pozbierać myśli i ustalić dalszy plan działania. Miała nadzieję, że jedyny głos, jaki teraz usłyszy, to Brenna, zamiast jednak otrzymać od niej odpowiedź na to, czy wszystko w porządku, usłyszała… śpiew.

I skrzywiła się niezadowolona, mierząc teraz faceta spojrzeniem od góry do dołu z obrzydzeniem. Miał być cicho, a nie śpiewać! Westchnęła przy tym cierpiętniczo i po prostu bez słowa zamknęła okiennice, żeby tu koleżce nie przyszło nic głupiego do głowy, a potem, wciąż zaciskając ze złości usta, schyliła się, by pozbierać te różdżki, które walały się po podłodze. Tak na wszelki wypadek, jakby panowie mieli pod ich nieobecność jakimś cudem dorwać się do nich i uwolnić. Po jej trupie…

Brenna w tym czasie wydostała się z pomieszczenia i Victoria słyszała nieco zniekształconą rozmowę z Apollem – znaczy się chłopakom nic nie było, to bardzo dobrze i Victoria miała teraz nadzieję, że ta piątka, która została spacyfikowana, to już wszyscy. Sama w końcu wyszła, ani myśląc tłumaczyć się przed Apollem, dlaczego spętany i skuty kłusownik śpiewa, choć była bliska rzucenia mu komentarza, że może trzeba było zostać muzykiem, a nie przestępcą.

– Brenn – rzuciła, gdy rozglądała się po wyjściu, czy przypadkiem nie da się stąd dostać w inna część zamku… a i owszem, dało się, bo z tego miejsca dostrzegła schody i teraz już nie zamierzała ryzykować, więc zapaliła światełko na końcu swojej różdżki, żeby się nie pozabijały. – Tu jest zejście chyba do podziemi. Jak na moje to idealne miejsce… – nie dokończyła, bo chyba nie było takiej potrzeby. I zresztą jako pierwsza skierowała się w prawo, trzymając różdżkę tak, by ta oświetlała korytarz.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
24.01.2026, 19:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.01.2026, 19:12 przez Brenna Longbottom.)  
Jedną różdżkę Victoria znalazła bez trudu, wyrwaną zaklęciem Brenny, ale musiała trochę nagimnastykować się – i przy okazji ubrudzić oraz znaleźć parę innych rzeczy, jakie mężczyźni czasem upychali pod swoimi łóżkami – żeby zgarnąć drugą, która potoczyła się po posłanie. Jeden z ujętych, ten który bił się z Brenną, spoglądał na nią z podłogi, w milczeniu, wbijając tylko w kobietę spojrzenie chłodnych oczu, jakby chciał dobrze wyryć sobie ją w pamięci.
A drugi, strącony z parapetu na podłogę, gdy zatrzaskiwała ramę, wciąż zamieniony w kokonik i dodatkowo skuty przez Lestrange, wciąż wyśpiewywał obelgi.
Brenna obróciła się do Victorii i odruchowo starła wierzchem dłoni krew z policzka.
– Nie walnęli cię niczym? – upewniła się jeszcze, bo wprawdzie wydawało się jej, że żaden czar nie poleciał ku Lestrange, a i taboret nie sięgnął celu, ale w walce łatwo było przegapić pojedyncze zaklęcie. Zwłaszcza że przez chwilę kotłowali się z kłusownikiem, i wtedy mogło coś się stać. – Apollo, uważaj na tego z ciemnymi włosami, leży przy klatce. Pasuje mi do rysopisu jednej osoby, co do której wychodziło z zeznań, że może być powiązana i on jest zdecydowanie nieprzyjemnym osobnikiem – rzuciła ku Brygadziście, cicho, aby przypadkiem któryś z aresztowanych jej nie dosłyszał, zanim ruszyła w stronę Victorii. Zajrzała jeszcze do pokoju, zgarnąć z powrotem swoją różdżkę, by ruszyć w stronę, którą wskazywała Victoria.
– Czekaj, tu może być jeszcze jakaś pułapka… – mruknęła, przykucając przy schodach i zabierając się za obmacywanie ściany, bo według notatnika taka miała się tu znajdować.

Czy wpadnę do dołu?
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak


Problem polegał na tym, że Brenna nie znała się na pułapkach.
Pewnie gdyby po prostu radośnie ruszyła schodami w dół, skończyłoby się to gorzej, zwłaszcza jeśli obie by w tę wpadły i się ze sobą zderzyły. Ale w tej chwili pod jej dłonią coś kliknęło, i schody zapadły się, a Brenna poleciała w dół, by upaść na ziemię. Odruchowo zdążyła ustawić rękę tak, by przycisnąć do siebie różdżkę i jej nie połamać.
Zabolało, nabiła sobie trochę siniaków, ale nie było tak źle, a w bladym blasku różdżki dostrzegła...
- Vika! Są tu w klatkach! - zawołała, dostrzegając trzy pisklaki, zamknięte w solidnych, prawdopodobnie zaklętych klatkach, trochę większych i porządniejszych niż te leżące na dziedzińcu. W pomieszczeniu cuchnęło siarką, krwią i zepsutym mięsem, którym prawdopodobnie karmiono zwierzaki.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
24.01.2026, 20:10  ✶  

Obrzydliwy wzrok, który za nią podążał i obelgi wyśpiewywane pod jej adresem nie zrobiły na Victorii większego wrażenia ani gdy zamykała okno, ani gdy na czworaka zerkała pod łóżko, by wydobyć stamtąd drugą z różdżek. Może powinna się tym przejąć, gdyby któryś z panów miał się uwolnić i zwiać, ale gdyby bała się przestępców i tego, że ci mogłyby chcieć się zemścić, to nigdy nie podjęłaby się tej pracy. Nie byli pierwsi i z pewnością nie mieli być ostatni.

– Nie – odparła jej, samej przyglądając się twarzy Brenny. – Czego nie można powiedzieć o tobie… Dać ci później coś na to? – kiwnęła w stronę Longbottom, dając tym samym znać co ma na myśli, bo krew na policzku zobaczyła.

Poczekała, aż Brenna zgarnie swoją różdżkę i potem ruszyła przed siebie. Zdumiała się nieco, gdy była mowa o pułapce, bo wydało jej się to już straszną przesadą, dowalić sobie pułapkę w takim miejscu, w którym najpewniej poruszają się ludzie i wystarczał tylko drobny błąd, by ją uruchomić, ale z drugiej strony, może „załączali” ją na noc, a w dzień rozbrajali. Lestrange równie mocno się na pułapkach znała, na pułapkach i mechanizmach, znaczy się wcale. Ale zatrzymała się dla spokoju, pozwalając Brennie obmacać ścianę, bo ta by jej pewnie nie posłuchała, gdyby jej powiedzieć, żeby dała spokój, albo, że ona to zrobi i wtedy coś kliknęło, coś się przesunęło, a schody po prostu… po prostu zniknęły. Zresztą razem z Brenną, bo Victoria nie zdążyła nawet zareagować (a może wylewitowałaby Brennę w powietrzu, tak jak już kiedyś zrobiła po pijaku…), a sekundę później usłyszała głuche uderzenie.

– Kurwa – mruknęła pod nosem nim krzyknęła: – Brenna, żyjesz?! – Lestrange trochę pobladła i wychyliwszy się znad dziury poświeciła różdżką. Kształt na dole się poruszył, ale to jeszcze nic nie znaczyło. Zresztą już siadała na skraju dziury, żeby być gotowa do skoku, kiedy Longbottom się odezwała. – Dobra, odsuń się trochę, już schodzę – i gdy Brenna się odsunęła, zsunęła się w dół, mając znacznie miększe lądowanie niż przyjaciółka. – Koszmarnie wyglądasz – powiedziała do niej zresztą, gdy była już na dole, nim się nawet rozejrzała i już bez słowa sięgnęła do swojej torebki, by wydobyć stamtąd eliksir wiggenowy, był nawet podpisany, i wyciągnęła go w stronę Brenny. – Potem mogę ci dać coś na… – pomachała palcem w kierunku swojej twarzy, ale miała na myśli siniaki i ewentualne krwiaki na całym ciele. Znaczy się maść na to, ale to był kiepski moment. – Jak to jest, że jak gdzieś jest dziura, to zawsze w nią wpadniesz – mruknęła jeszcze pod nosem idąc już w kierunku klatek. – Och, biedactwa! – rozszczebiotała się, widząc maluchy – prześliczne, trochę zabiedzone i ewidentnie źle karmione, sądząc po zapachu. Ale całe, bo Victoria stała teraz bardzo blisko klatek i przyglądała się małym smoczkom, które w odpowiedzi gapiły się na nią. Doliczyła się wszystkich skrzydeł, ogonów i kończyn, to już było coś. – I co, cały czas musicie być w klatkach? Żadnego biegania, nauki latania? – gadała do nich, jakby miały jej odpowiedzieć, albo ją zrozumieć, ale dosłownie to samo robiła ze swoimi kotami. Jeden nawet nasyczał na nią, wbijając się w pręty klatki z tyłu, jak najdalej, pokazując wszystkie swoje igiełkowe zęby, najpewniej jeszcze nie tak twarde jak te dorosłego smoka. – Ojejej, ale waleczny – wyprostowała się w końcu. – Chyba nie były najlepiej traktowane. Pewnie najlepiej będzie je przewieźć do rezerwatu… – rezerwatu smoków oczywiście. – Bo ich matka może już nie być w tym samym miejscu, zresztą nie wiadomo czy by je przyjęła. Pewnie tak, ale no… musielibyśmy wiedzieć gdzie jest.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#19
25.01.2026, 14:45  ✶  
– Pewnie, że żyję! I to świetne życie, znalazłyśmy smoki i mamy czarnoksiężnika! – odkrzyknęła Brenna, takim tonem, jakby była bliska śmiechu. Może uderzyła się dzisiaj jednak w tę głowę trochę za mocno.
Odczołgała się kawałek, by Victoria nie skoczyła prosto na nią, a potem wstała wreszcie. Odruchowo przyjęła od Lestrange flakonik, w pierwszej chwili niepewna, co to takiego, ale później wypiła dwa łyki: nie była pewna, jaką dawką przyjąć, zwłaszcza z jej metabolizmem, ale zawsze mogło to przynajmniej powstrzymać krwawienie z niewielkie rany i siniaki przestaną dawać się tak we znaki.
– Dzięki – odparła, przez chwilę przypatrując się pisklakom. Ponieważ z magicznymi stworzeniami miała mniej doświadczenia niż Victoria, to gdy ta ruszyła bliżej smocząt, ona uniosła różdżkę, obracając się wokół własnej osi i starając oświetlić każdy kąt pomieszczenia, by upewnić się, że nie kryją się w nim żadne niespodzianki. Podeszła do jednej ze ścian i skrzywiła się, widząc kajdany, które do niej przytwierdzono i raczej nie tysiąc lat temu, a w ostatnich tygodniach. Zajrzała do przejścia, które zdawało się wieść do dalszej części podziemi, ale gdy przyświecała tam różdżką, widziała tylko pusty korytarz, pękające ściany, i częściowo zawalony sufit.
– Sądzisz, że możemy wylewitować klatki i je stąd zabrać czy razem z technikami trzeba ściągnąć tutaj też specjalistę, żeby je zbadał, zanim ruszymy? – spytała, obracając się wreszcie ku Lestrange, gdy uznała, że to chyba koniec niespodzianek na dziś i nie wyskoczy na nią żaden smok. – Tak sobie myślę, że walijskie bardzo trudno przegapić, więc spróbuje się chwilę poobserwować, czy matka dalej wraca do tej jaskini… a jeżeli nie, to załatwię z Moną Rowle. Pracowała w rezerwacje, teraz robi w Ministerstwie, kocha zwierzaki, na pewno z nią się ogarnie albo umieszczenie ich u Rowlów, albo transport do Rumunii…
Może nawet by się ucieszyli, bo pewnie tego gatunku tam nie hodowali, a coś się Brennie obijało w głowie, że chyba tam znajdował się największy znany rezerwat.
– Wolę nie myśleć, co tu planowali…
Smocza łuska była cenna. Podobnie jak smocze serca, z jednego powstawał rdzeń do wielu różdżek. Krew miała wiele zastosowań. Być może planowali poczekać aż młode dorosną i trzymać je tutaj jako stałe źródło krwi i tych łusek, i Brenna po raz kolejny myśląc o tym, uznała, że cieszy się, że jest wegetarianką.
Machnęła różdżką, próbując wyczarować dla nich schody, by mogły bez przeszkód dostać się na górę. Musieli kogoś tu ściągnąć, bo mieli sporo pomieszczeń do sprawdzenia, zwierząt do zabrania i podejrzanych do przesłuchania oraz wsadzenia do aresztu.
Rzut W 1d100 - 14
Akcja nieudana

Rzut W 1d100 - 84
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
25.01.2026, 20:21  ✶  

Victoria nadal przyglądała się przestraszonym i walecznym smoczkom, próbując ustalić, czy przypadkiem coś im nie dolega, czy nie będą potrzebowały pomocy jakiegoś magizoologa, albo smokologa, albo kogokolwiek, kto się na tym zna – w sensie pod względem leczenia różnych schorzeń, ale jak tak się patrzyła, to nie widziała żadnych dziwnych zmian na ich skórze, czy na łuskach.

– Wyglądają na zdrowe – powiedziała po chwili, gdy nadal znajdowała się przy klatkach, bliziutko i nie robiła żadnych gwałtownych ruchów, tylko przypatrywała się maluchom. – Wydaje mi się, że możemy je stąd zabrać na górę na pewno i pozbierać się gdzieś na dziedzińcu, razem z tymi lunaballami i… no nie wiem czy coś jeszcze tu mają. Lelek wróżebnik już uciekł, ale on sobie poradzi. Trzeba będzie przeszukać to miejsce i sprawdzić, czy nie trzymają tu jeszcze jakichś innych stworzeń… Te smoczki są na moje źle odżywione. Trzeba im będzie zorganizować świeże surowe mięso, są trochę zabiedzone, ale na moje będzie można je stąd zabrać później spokojnie. Dla lunaballi przydadzą się jakieś rośliny, nawet trawa od biedy się nada, przynajmniej na teraz – wymieniała, nadal nie spuszczając wzroku z zielonych jaszczurów. – Trzeba będzie poszukać kluczy do tych klatek… nie żeby je teraz otwierać, tylko żeby się potem nie męczyć, bo jak nie to trzeba będzie ściągać technika od mechanizmów – wyprostowała się w końcu i teraz i ona rozejrzała się po pomieszczeniu. – Najlepiej by było, jakby znalazły swoją matkę. Na szczęście o ile wiem, to smoki nie są takie jak na przykład koty, które potem nie poznają swoich młodych, albo są im obojętne. No ale jak nie da rady to pewnie najlepiej jakby trafiły do Rowlów… Chociaż no zakładam, że ta twoja Rowle będzie wiedziała co najlepiej z nimi zrobić, jeśli tej matki nigdzie nie będzie – gadała dalej. Już wiedziała, że to będzie długa noc i za szybko nie wrócą do domów, bo sprawdzenie całych tych ruin zajmie czas, tak samo jak zabezpieczenie tu wszystkich rzeczy, nie mówiąc o aresztowanych i tych zwierzakach.

– Trzeba będzie rozpalić im ognisko, może wtedy chociaż trochę zasną – to znaczy ognisko, a wokół niego ustawić klatki, ale to rozgarną się z tym, jak już wylewitują te klatki stąd.

A to oznaczało, że należało się zabrać do roboty.

– Brenna – powiedziała jeszcze, gdy wspięły się już po schodach. – To wszystko potrwa, to chociaż posmaruj sobie te najgorsze uderzenia, niech maść zacznie pracować – wydobyła z torebki płaskie, metalowe opakowanie z wieczkiem, w środku którego była gęsta, mocno ziołowa maść na szeroko rozumiane rany.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (4027), Victoria Lestrange (4045)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa