• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Jesień 72, 15.09 ulica Rzepakowa | Bertie & Anthony]the deepest thing inside

[Jesień 72, 15.09 ulica Rzepakowa | Bertie & Anthony]the deepest thing inside
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
12.11.2025, 19:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2026, 14:32 przez Anthony Shafiq.)  

—15/09/1972—
Anglia, Dolina Godryka
Bertie Bott & Anthony Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=Y9KQs49.png]

Before you know kindness as the deepest thing inside,
you must know sorrow as the other deepest thing.
You must wake up with sorrow.
You must speak to it till your voice
catches the thread of all sorrows
and you see the size of the cloth.
Then it is only kindness that makes sense anymore,
only kindness that ties your shoes
and sends you out into the day to gaze at bread,
only kindness that raises its head
from the crowd of the world to say
It is I you have been looking for,
and then goes with you everywhere
like a shadow or a friend.



Plotka dotarła do niego w okolicznościach przyrody stricte biurowych. Mieszkanka Doliny. Ciche zachwyty nad kawą.

Blond rycerz pośród ubogich.

Fasolki, zdawały się przynieść mu sławę i bogactwo, ale najwidoczniej obie te trucizny materializmu nie naruszyły serca. Czyżby? Anthony musiał to sprawdzić, głównie po to, a może przede wszystkim po to, żeby się przekonać na ile ich niedawno całkiem zawiązany sojusz stricte biznesowy miałby szansę przerodzić się w coś… więcej.

Złoto

Dla jednych było pokusą, marzeniem, dla innych lśniącą zabawką umilającą życie. Złote były galeony, złote ozdoby i złote korony. Złote były też jabłka kiedyś, w sadach Abbottów, nim przyszedł ogień z nieba. Jabłka dające poczucie nieśmiertelności.

Anthony’ego interesowało złoto. Zawsze. Hobbystycznie i z zamiłowania. Był jego wielkim amatorem, o czym mogły świadczyć zgromadzone przez lata skarby. Czuł się smokiem i jak smok gromadził dobra, oszczędzając przy tym dziewice, zwłaszcza te płci niewieściej. Złotem ocierał łzy zgniecionego idealisty, złotymi maskami skrywał twarz niezbyt zadowoloną z tego, jak wygląda świat. Z czasem jednak… z czasem zaczęło interesować go inne złoto. Z czasem uznał, że najjaśniej lśnią złote serca.

- Panie Bott? Cóż za niespodzianka - w istocie, była nią, choć nie dla Anthony’ego. On zaplanował swój piątkowy spacer, musiał bardzo celowo teleportować się do Doliny i równie celowo zawitać na ulicę Rzepakową. Nie mieli nigdy okazji porozmawiać, może raz czy dwa na jakiś raucie, ale teraz… Anthony przybrał swój najcieplejszy z możliwych uśmiech, wyciągając ku niemu rękę. - Bardzo żałowałem, że przy omawianiu umowy na najbliższy rok dostaw z Chateaux des Dragones nie mogłem być osobiście, ale zdaje się, że i Pana odgoniły od tego inne obowiązki? Proszę bardzo, jednak Dolina łączy ludzi. Pan tu mieszka, prawda? Przyznam, że przed tym całym szaleństwem prowadziłem małe rozeznanie w okolicy. Dolina od lat zdaje się mi najurokliwszym miejscem do ewentualnego zamieszkania. - Ciekawe czemu? Czyż nie wytknął mu tego Clemens zwany teraz Woodym? Czyż nie kierowała jego działaniami osobista vendetta za kilka słów powiedzianych mu w gniewie. Za drzwi. Za zakaz. Za przekonanie, że można było tak upokorzyć Anthony’ego J. Shafiq’a, jakby mu było mało z racji własnego urodzenia. Teraz jednak cała sytuacja była ledwie połyskującą perłą w twardej skorupie małża pamięci.

Będziesz chciał mnie mieć za przyjaciela - myślał sobie przed dwudziestu laty Anthony, gdy czerwony i upokorzony opuszczał przestrzeń Warowni pod srogim spojrzeniem Godryka.
Będziesz musiał przyznać, że jestem Twoim przyjacielem - myślał sobie teraz, choć przecież nie w stosunku do jasnowłosego olbrzyma, który roztaczał wkoło swój naturalny czar. Shafiq pozwolił sobie nawet na bezgłośne wewnętrzne westchnienie, zapatrzony w otwarty uśmiech i jasne życzliwe oczy. - Sporo tu zamieszania… - zauważył, pozwalając sobie na obserwacje zebranych ludzi czekających na jedzenie lub wydawane też koce i przydział maści na oparzenia. Wszystko to wyglądało bardzo prowizorycznie. Biednie. Smutno. W końcu Londyn spłonął ledwie tydzień temu. Ale wraz z nim w popiół obróciło się o wiele, wiele więcej miejsc. - Nie chciałbym przeszkadzać… - dodał uprzejmie w stronę Botta, mając oczywiście plan na to żeby zagaić w sposób możliwie niezobowiązujący, ale też żyjąc na salonach nie miał odruchu, by brać brudne chochle i rozlewać zupę. Na moment stracił rezon i rozejrzał się nieco zagubiony. Brakowało mu to Lovegooda. On powinien nawet pochodzić z tych stron, choć nie był do końca pewien, czy Lazarus nie był bardziej z bocznej linii. Kto z resztą przejmowałby się liniami półkrwistych?
cupcake
I just wanted you to know
That baby, you the best
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#2
06.12.2025, 08:06  ✶  
Bertie, niestety, nigdy nie postrzegał siebie jako rycerza. Kiedy inni zadawali sobie pytanie, kim by byli; rycerzem, królem czy poetą, on wybierał to ostatnie. Co prawda nie posługiwał się słodem w sposób równie urzekający co poniektórzy, ale w kuchni? W kuchni mógł być najlepszym wierszokletą i pieśniarzem. Tylko dlatego, że na króla był odrobinkę zbyt skromny.

Niemniej jednak zdawał sobie sprawę z tego, że jego inicjatywa mogła być potraktowana przez co niektórych jako szlachetna. W końcu serce miał mięciutkie i dobrótkie, ale jednocześnie nie aż tak by nie wiedzieć, że pośród wszechobecnych wątpliwości, strachów i cieni minionych nocy, to co robił mogło być niczym światełko w tunelu. W sumie to sam tego światełka nieco potrzebował, może dlatego tak chętnie sam skłonny był je rozdawać.

- Panie Shafiq! - głos Botta był równie jasny co oczekiwania Anthony'ego co do jego serduszka. Uśmiechnął się, jakby widział jakiegoś dobrego znajomego, nawet jeśli niewiele okazji mieli, żeby ze sobą porozmawiać. Bertie jednak nie byłby sobą, gdyby nie kojarzył z kim ma do czynienia, bo przecież właśnie widziany mężczyzna, niezliczone ilości razy mrugał do niego z bilbordów i zdjęć w gazetach. Prawie tak samo często, jak on mrugał z tych miejsc do ludzi. - Niestety, nie można mieć wszystkiego - pokręcił głową z niejakim smutkiem. Było to trochę ciężkie, bo wciąż była w nim jakaś iskierka bezbrzeżnej radości, która zdawała nigdy się nie wygaszać. - A mieszkam, już od wielu, wielu lat. Powiem panu, że bywałem w różnych miejscach, często zmuszony jestem znajdować się pośród betonowej, miejskiej dżungli, ale jednak nie ma nic lepszego niż świeże powietrze tego miasteczka. Najurokliwsze, tak, to bardzo dobre określenie. Ale jeśli tak się panu podoba, to czemu jeszcze nie znajduje się pan na liście jej mieszkańców? - zapytał, autentycznie chyba zaciekawiony tym zestawieniem komplementów i czystych faktów. - Ja niestety zmuszony jestem tymczasowo znaleźć sobie inne lokum, niż moja dotychczasowa rezydencja. Spalona Noc nie oszczędziła mnie i teraz dzieją się tak okropnie dziwne rzeczy.

Zmarkotniał teraz wyraźnie, rozdarty nad czymś co kłębiło się w jego głowie. Szybko jednak ruszył w ślad za dalszymi słowami gościa, oglądając się na gwar za sobą i dookoła, omiatając go szybkim spojrzeniem i równie prędko machając dłonią.
- To dobry rodzaj zamieszania. Sprawne oko mówi mi też, że takie z którym poradzą sobie chwilowo beze mnie. Każdemu przecież należy się odrobina przerwy, bo bez nich człowiek kompletnie straciłby wszelkie siły i robił tylko głupoty - wytarł dłonie w szmatkę. - Widzę, że przyszedł pan nie tylko pochwalić inicjatywę, ale leży coś panu na sercu. Ja natomiast, jestem bardzo dobrym słuchaczem, chociaż bardzo często słyszę że nie do końca wyglądam. Przejdziemy się może? Niedaleko, żeby być w zasięgu do ewentualnej pomocy...?
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
19.01.2026, 14:43  ✶  
– Stare dzieje, najlepsze do opowiedzenia przy kieliszku wina, gdy ciepło ognia z kominka przyjemnie łaskocze twarz i nastraja do sentymentalnych podróży, w których waśnie są tylko interesującą anegdotką, a nie jątrzącą się raną – odpowiedział na pytanie, w zaskakujący dla siebie samego sposób osobisty sposób. Zapanował jednak nad głową, by nie zwrócić jej do Warowni, to nie był czas sentymentów i zatapiania się w odmętach przeszłości. To była przyszłość. Przyszłość, której nie mógł w swoje ręce złapać sam.

Spoważniał zdecydowanie na wspomnienie spalonej, wyraził swoje współczucie wobec sytuacji w gładkiej, koronkowej mowie, choć zarówno jego ton jak i postawa wskazywały, że przejęty jest szczerze. Nie było to odległe od prawdy, nawet jeśli spoglądał na obraz jako całość, nie osobiste problemy lokacyjne.
– Goszczę u siebie w mieście ludzi... Pańskich sąsiadów jak mniemam, Bletchleyów, choć szczerze nie znam topografii Doliny na tyle, aby wiedzieć jak blisko siebie mieszkaliście realnie. Mam poczucie... głębokie poczucie, że Spalona Noc wystawiła nas na próbę i domaga się od nas odpowiedzi. Kim na prawdę jesteśmy. Ile jesteśmy w stanie dać od siebie dla tych, którym nie pozostało po pożarze nic. – Kontynuował, gdy odchodzili już od ludzi, na rzecz prywatnej konwersacji w sprawie, która absolutnie prywatna nie była, przynajmniej nie z wierzchu. Zupełnie jak jabłko, które miało stać się jej symbolem. Ziarna, nie były istotne dla tego, kto mógł patrzeć na złocistą skórę ukrywającą miąższ.

– Chciałbym się przyłączyć. Chciałbym, żebyśmy zostali wspólnikami nie tylko w interesach, ale też w interesach, których zysk mnoży się między tych, którzy są w koło nas – powiedział, nie chcąc dłużej owijać swojej intencji bawełnianym szalem. – W swoim życiu wspierałem już wiele osób, młode talenty, obiecującą młodzież potrzebującą kierownictwa i odrobiny zachęty. Nigdy jednak nie działałem na większą skalę, ale ważkie czasy wymagają ważkich kroków, decyzji. Nie udało nam się zapobiec temu nieszczęściu, – a mówiąc nam, miał na myśli przede wszystkim Ministerstwo, którego winy musiał w takich rozmowach dźwigać niestety na swoich barkach. – ale jako obywatele, do których na pewnym etapie uśmiechnął się los... Nie wiem jak Pan to widzi, Panie Bott, ja czuję w powietrzu tę odpowiedzialność. Potrzebę działania. Zbudowania struktury. – wszystko wkoło raziło w oczy czernią i zgliszczami. Mało było śmiechu. Mało było swobody. Ale czuł pulsującą potrzebę ludzi, aby powrócić do normalności. Położyć plaster na ranę, wspomóc jej gojenie i znów bawić się i śpiewać, gdy umarli zostaną należycie opłakani. Odwrócił twarz ku niewiele w sumie młodszemu od siebie mężczyźnie, szukając w nim poparcia, szczerości w szczerości. Wsparcia, w pełni świadomy, że samemu niewiele wskóra, choćby zasypał spalone domy złotym pyłem.
cupcake
I just wanted you to know
That baby, you the best
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#4
20.01.2026, 04:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.01.2026, 04:55 przez Bertie Bott.)  
- Oh, pięknie powiedziane. Takie wspomnienia wydają się zawsze najgłębiej w nas siedzieć. Ze szczyptą goryczy, ale i również melancholii i nie sposób opowiedzieć je przypadkowej osobie, a już w szczególności nie pośród polowej kuchni - pokiwał głową, pełen zrozumienia i wyrozumiale tym samym porzucając temat. Shafiq nie chciał opowiadać, a on nie zamierzał naciskać, ani nawet sugerować że powinni w takim razie spotkać się na lampkę wina by posiedzieć w swoim towarzystwie przed kominkiem. Chociaż jak tak została mu nakreślona sceneria, to z miejsca zapragnął poczuć ciepło pełgającego po twarzy światła płomieni.
- Ah tak, państwo Bletchleyowie, przeurocze małżeństwo. Mam wrażenie że w Dolinie Godryka każdy jest sobie sąsiadem, o ile tylko mieszka tu wystarczająco długo, nie ważne czy to sąsiedztwo przez płot, ulicę czy całe miasteczko. Okropne to było, co im się wydarzyło. Teraz ich dom stoi sam i coś tam okropnie krzyczy, złorzecząc na domowników. Dobrze, że dziewczynki nie muszą tego słuchać. Ale ja panu od razu powiem, że nie wierzę w nic, co jest tam wykrzykiwane i pewnie nikt inny w Dolinie w to nie wierzy, ale jest to niestety okropnie drażniące - westchnął wyraźnie bolejąc nad tym, co to się po Spalonej Nocy wydarzało. On nie mógł spać u siebie w domu, inni mieli jakieś okropne duchy, Warownia została spalona.... Wszystko było nie tak, niewłaściwe i nie na miejscu. - Byłbym skłonny się z panem zgodzić, gdyby Spalona Noc była czymś więcej niż atakiem szaleńca i jego popleczników. Próba. Próba brzmi doniośle niemal. Próby zsyłają bogowie, według wielu wierzeń. To... to miał być strach - i Bertie sam zatrząsnął się lekko, na wspomnienie tak samo płomieni jak i szeptów. Na wspomnienie człowieka, który stał za tym wszystkim. - Ale tak, w tych czasach liczy się przede wszystkim wspólnota. To, by nie pozwolić by bliźni stał sam, głodny i zmarznięty. Trzeba się dzielić, dlatego też wyszedłem z tą inicjatywą - machnął ręką, w kierunku oddalającej się kuchni, kiedy oni sobie spacerowali. Mógłby też podzielić się faktem, ze jednocześnie otwierał właśnie własną restaurację, w związku z czym na słupach ogłoszeniowych wrzeszczały ulotki że potrzebna była pomoc kuchenna, ale nie wypadało na głos chwalić się sukcesami gdy inni cierpieli.
- Panie Shafiq, jestem zaszczycony. Cieszę się, że człowiek pana pokroju postanowił wyciągnąć rękę do potrzebujących. Rozmawia pan z właściwą osobą, bo nie byłbym panu w stanie odmówić. Widzę szczere chęci, za co niezmiernie dziękuję - wyciągnął dłoń, chcąc uścisnąć jego. - Czy ma pan na myśli jakąś konkretną strukturę?

!Strach przed imieniem
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#5
20.01.2026, 04:48  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach. Przerażenie narasta w tobie z każdą chwilą, aż nagle wbrew swojej woli wypluwasz z siebie słowa: Przyjmijcie ten porządek, a odnajdziecie sens; sprzeciwcie się, a zostaniecie wymazani z kart historii..
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#6
03.03.2026, 09:49  ✶  
Tok rozmowy został zerwany gwałtownie i niespodziewanie. Słów dziwne, zniekształcone, pełne trwogi i wstrząsającego do cna Anthony’ego… Nie mogły przecież pochodzić od Botta, który z taką estymą wypowiadał się w pełnej kontrze do działań Śmierciożerców.

Momentalnie skrócił dystans, wspierająco kładąc dłoń na barku rosłego blondyna.

- Na Matkę… cóż to za straszliwa klątwa? Czyżby pokłosie Spalonej Nocy? - dedukował, bo przecież były i inne przekleństwa. Tajemnicze runy, duszące ręce, kaszel, który nie zamierzał przejść. Przy tym wszystkim wiadro farby wylane na jego twarz zdawało się najmniejszym z możliwych problemów. - Strach… absolutnie się zgadzam. Ale i próļa od bogów, abyśmy przetestowali swoje charaktery. Chodźmy bliżej zabudowań, Pan się musi czegoś napić usiąść, czy… czy jest Pan w kontakcie z klątwołamaczem? - dopytywał, gdy w głowie już terkotały mu inne pytania. Jak wiele osób wypluwa z siebie takie słowa? Kogo dotykało? Czy w pewien przewrotny sposób wskazywało na ludzi, którym właśnie warto było zaufać w tej nierównej walce? - Zna pan kogoś, kto jeszcze… jest w tym stanie? - Okropieństwo przymusu zacisnęło gardło Anthony’emu, z gardła dobył się więc raczej skuszony skrzek, gdy lęk na krótką chwilę przejął nad nim kontrolę. Co by zrobił, gdyby sam był w takim stanie? Zmuszony do wypluwania słów, które nie należały do niego? Ile pieniędzy wydałby na leczenie, nie pokazując się publicznie do czasu, aż ten stan by przeminął?
cupcake
I just wanted you to know
That baby, you the best
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#7
09.03.2026, 17:08  ✶  

Bertie był całkiem w tę rozmowę zaangażowany. W jego naturze było by wyrzucać z siebie aż taką ilość słów na sekundę, ale było w tym słowotoku coś jeszcze. Może odrobina desperacji, kiedy starał się od siebie odsunąć nieprzyjemne uczucie, rozpaczliwie wręcz łapiąc się kolejnych słów, kolejnych form, by przekierować na nie umysł, ale to nic nie dawało. Uczucie narastało, dziwne, obce i brzydkie w swoim kolorycie. Gdyby miał obok siebie aurowidza, ten z łatwością dopatrzyłby się na jego aurze barwy strachu.

- Przyjmijcie ten porządek, a odnajdziecie sens; sprzeciwcie się, a zostaniecie wymazani z kart historii.

Padło ostro i nagle, a Bertie momentalnie zakrył usta palcami, niczym dziecko które zbyt późno zorientowało się że powiedziało coś, co nie powinno mieć miejsca. Impuls jednak nie pochodził od niego. Bodło to niewymownie jego dumę i może właśnie dlatego pracował tutaj; na dworze i w kuchni, przy ludziach pokaleczonych przez Spaloną Noc podobnie jak on, zamiast pokazywać się przed większą publicznością i ryzykować podobne deklaracje.

Wciągnął powietrze głęboko, nieco drżąco, przyjmując ułożoną na barku dłoń z pewną ulgą, bo silnie zakotwiczała go w rzeczywistości. Oczy strzeliły na boki kontrolnie i szybko, jakby próbując pośpiesznie dopatrzeć się czy na pewno gdzieś nie narastał ten złowieszczy dym, albo nie rosła sylwetka w czarnej szacie. Byli bezpieczni.

- Słyszałem, że klątwołamacze na niewiele mogą się tutaj zdać - pokręcił głową z pewnym żalem. - Ale tak, męczy mnie to od Spalonej Nocy. Zaplanowałem już wizytę u hipnotyzera, ale niestety tyle się dzieje... przekładam to trochę, jeśli mam być szczery, bo stawiam takie inicjatywy jak ta na pierwszym planie. Nie każdy może sobie pozwolić na ominięcie ciepłego posiłku... - wyjaśnił z pewnym zawahaniem. Wiedział, ze powinien się tym zająć szybko, ale... no nie było aż tak źle, prawda? - Czy znam? Mam wrażenie że pełno jest teraz ludzi, którzy mają coś podobnego. Prędzej i łatwiej byłoby wymienić tych, którym nic się nie stało. Mój dom też niestety padł ofiarą klątwy. Na ścianach pojawiają się dłonie, człowiek nie może spać, ma wrażenie jakby coś go dusiło... - westchnął ze smutkiem. - A pan? Mam nadzieję, że Spalona pana oszczędziła?

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#8
16.03.2026, 23:04  ✶  
Wysłuchiwał go z uwagą.

Zaplanowałem już wizytę u hipnotyzera, ale niestety tyle się dzieje... przekładam to trochę, jeśli mam być szczery, bo stawiam takie inicjatywy jak ta na pierwszym planie.

To było inspirujące. To było przerażające. To była odpowiednia dźwignia.

– Szanowny Panie... o tym właśnie mówię. O to mi chodzi. Pan jest.. Pan jest naszym narodowym skarbem. Tyle serca, co by i pół Ministerstwa można było nim obdzielić. Pan musi o siebie zadbać, żeby nie zgasnąć przedwcześnie. – Łatwo było mówić Antoniuszowi Nie Mogę Spać Przez Katastroficzne Wizje Przyszłości Więc Rozdzielam Włos Na Czworo Przez Całe Noce, Aby Zminimalizować Ryzyko Planowanych Akcji Shafiq'owi, który sam miał obecnie galopujące problemy z zadbaniem o siebie, wprost proporcjonalne do poczucia winy, które nękało go po Spalonej Nocy.

Potarł kompulsywnie dłonie o siebie, próbując zetrzeć dawno nieistniejącą czarną farbę.

– Proszę wyznaczyć popołudnie kiedy pasuje panu wizyta, a ja stawię się tutaj, albo mój osobisty zaufany człowiek. – To nawet nie była propozycja. To było rozwiązanie, przypieczętowane pocieszającym klepnięciem dwukrotnym w bark i zabraniem ręki. Nadmiar kontaktu fizycznego szkodził relacjom.

– Spalona Noc mnie nie oszczędziła panie Bott. Ona spaliła resztki konformizmu i oportunizmu. Oddałem większość swojego mieszkania potrzebującym z Doliny, w pracy dopinam transfer ziół z Kambodży, aby zasilić nimi szpitale. Ale to wciąż za mało. Mam taki plan... Chciałbym założyć Fundację, która zbierze pieniądze na odbudowę Doliny, a później na przywrócenie jej blasku. Tak myślę... że Jenkins obchodzi tylko metropolia i Pokątna. Ale to tu przecież... bije serce magicznej społeczności. – Zapamiętał tę myśl. Miał przeczucie gnające za doświadczeniem starego polityka, ze to zdanie pozostanie z nim na dłużej i wielokrotnie jeszcze przejdzie mu przez usta. – Czy chciałby Pan być jednym z Fundatorów? Pierwszych wizjonerów? Marzy mi się... prosperujące znów miasteczko z Centrum Kultury w którym każdy znajdzie pomoc i wytchnienie. W którym mielibyśmy przestrzeń na edukację ale też zapewnienie podstawowych potrzeb potrzebującym, centrum dowodzenia, czegoś dalece wykraczającego poza to co każdy z nas mógłby osiągnąć oddzielnie. Chciałbym stworzyć iskrę, być zmianą, za którą tęsknię w tym okrutnym świecie. Co pan na to panie Bott? – To mogło być za dużo, to mogło być zbyt wiele słów na raz, ale wręcz czuł ciepło bijące od skóry, pewien, że nawet jego oklumencka bariera nie jest w stanie powstrzymać emanacji aury wzrostu i inspiracji. I absolutnej wiary w każde słowo które wypowiedział.
cupcake
I just wanted you to know
That baby, you the best
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#9
17.03.2026, 02:52  ✶  

Bertie uśmiechnął się odrobinę chyba onieśmielony, a to było coś co zdarzało się niezwykle rzadko. Trzeba było jednak przyznać, że słowa Shafiqa brzmiały niezwykle szumnie. Były wielkie w swoim znaczeniu, a nawet jeśli Bott do wielkości w pewien sposób przywykł, to wewnątrz wciąż był zwykłym człowiekiem, sierotą która wychowywała się w domu dziecka i nie miała w życiu zbyt łatwo. Wielu uważało go za prostaka, z tego prostego powodu że miał te swoje zwierzęta gospodarcze i wydawał się woleć rolę niż blask fleszy, nawet jeśli w tych prezentował się niezwykle obiecująco. Szybko jednak ten uśmiech przybrał na wyrazie, wyostrzył się, nabrał ciepłoty i pewności siebie.

- Postaram się - zapewnił rozmówcę stanowczo, bo taka była prawda, trzeba było dbać o siebie. - Jeszcze dzisiaj umówię się na jakąś sensowną wizytę, bo ma pan jak najbardziej rację, nie można siebie zaniedbywać. A co do popołudnia... - Bott wyraźnie zamyślił się na moment, w głowie kartkując jakiś swój kalendarz, ale potrząśnięcie głową poświadczyło że chyba szybko zaniechał. - Wyślę panu sowę. Niestety muszę sprawdzić takie rzeczy w kalendarzu, a teraz go przy sobie nie mam - może powinien sobie ku temu sprawić jakieś poręcznego asystenta, który pamiętałby za niego te wszystkie daty, terminy i godziny.

- To bardzo szlachetne z pana strony - uśmiechnął się delikatnie, bo to nie było coś łatwego, podzielić się domostwem z potrzebującymi. On swoje kozy, konie, krowy i całą resztę pooddawał sąsiadom, których dobytek został podczas Spalonej oszczędzony, a do tego płacił im za tę opiekę sowicie, wspierając tym samym ich rodziny. Do spania musiał sobie też znaleźć inne lokum. - Pan mnie pyta co ja na to, a ja panu odpowiem, że jak na lato - zaśmiał się jowialnie. - Naprawdę, podoba mi się pana tok myślenia. Z największą przyjemnością stanę się jednym z fundatorów, bo Dolina zasługuje na wszystko co najlepsze - i on oszczędnie poklepał Shafiqa. - Może się czegoś napijemy, na przyklepanie naszego porozumienia? Mam coś pod ladą w garkuchni... zapraszam.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1706), Bertie Bott (1539), Pan Losu (59)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa