Postawiła wiaderko w wygodnym, stabilnym punkcie, gdzie nie groziła mu wywrotka, i obserwowała — niestety nie ramiona pracującego czarodzieja, a sztych szpadla, który miał naruszyć mir niepodejrzewających niczego stworzonek. Mimo że w liście Helloise była nader pewna siebie i tego, że wyłapywanie salamander to zabawa dla dzieci, wcale nie było gwarancji, że pójdzie jej gładko. Dzieckiem była bardzo zwinnym, zręcznym, wybieganym jak mała górska kozica; rzeczywiście wyłapywanie jaszczurek było wówczas lekką rozrywką. Lecz było to dwadzieścia lat temu. Teraz główny atut kobiety stanowił fakt, że ma zdrowe ręce i nogi oraz wciąż może się schylać. Musiało wystarczyć.
Gdy pierwsze salamandry zaczęły uciekać z kopca, czarownica od razu schyliła się, żeby złapać najbliższą w orękawiczone dłonie.
wszystkie trzy rzuty są na AF (skoro sześć salamander, będę je łapać trójkami)
Sukces!
Zwierzątko wpadło jej w ręce. Helloise spojrzała na nie kontrolnie, nie na długo. Prędko wrzuciła je do wiadra i ruszyła ku kolejnej uciekinierce…
Akcja nieudana
… która wymsknęła się spomiędzy jej palców.
— Szlag…! — syknęła, lecz nie miała czasu za tą biec, gdy między kamieniami ewakuowała się już następna.
Być może o ułamek sekundy zbyt długo Hela oglądała się na pierwszą salamandrę, zmartwiona, czy nie zrobiła jej krzywdy. W wirze akcji nie było jednak miejsca na podobny sentyment, toteż doświadczona tą lekcją czarownica wyzbyła się go.
Sukces!
Tym więc razem, schwyciwszy płonące zwierzę w pułapkę swoich dłoni, nie spojrzała na nie nawet. Wrzuciła salamandrę do wiadra i już wypatrywała kolejnej.