• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[Jesień 1972, 25.09 rezydencja Shafiq'a | Lana & Anthony] Ciągle żyję

[Jesień 1972, 25.09 rezydencja Shafiq'a | Lana & Anthony] Ciągle żyję
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
19.01.2026, 17:42  ✶  

—25/09/1972—
Anglia, Londyn
Lana Dolohov & Anthony Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=qH1r2pp.png]

Koniec podróży –
Ciągle żyję – tu
Tego jesiennego wieczora



Popołudnie było spokojne. Piękne. Ciche.

Jacquelin wraz z matką i dziećmi umówione były w bibliotece Parkinsonów na spotkanie, więc dom - oczyszczony, wyremontowany, ustabilizowany po niedawnej tragedii - mógł przyjąć gościa.

Anthony rozmyślał o tym spotkaniu długo, o wiele dłużej niż byłby w stanie przyznać. Kuzynka zdawała mu się odległą postacią, a spotkanie na pogrzebie wymianą zwyczajowych pozdrowień i obietnic odnowienia kontaktu. A jednak. Coś było takiego w zachowaniu, w sposobie wypowiadania się, w sposobie formowania myśli tej młodej kobiety, co przykuło jego uwagę i pragnęło kurtuazję przekuć w czyn.

Nie chciał też być sam.

Tego powodu nie zamierzał nikomu wyjawiać, zwłaszcza swoim najbliższym - byłym i obecnym - którzy mogliby jakkolwiek zacząć naciskać go do wyciągnięcia ku Selwynowi ręki. Ich konflikt zdawał się niemożliwy do rozwiązania, zadra przypieczętowana spalonym Londynem ukonstytuowała się i dawała mu znać za każdym razem, gdy przez krótki moment, w sposób sztuczny i wymuszony próbowali być dla siebie mili.

Nie. Myśl o tym pozostawił za drzwiami, rad, że zaproszenie młodej naukowczyni zostało przyjęte, a im przyjdzie rozmawiać w zaciszu jego littlehangletońskiego gabinetu.

Tu bowiem, na pierwszym piętrze rezydencji w skrzydle zachodnim, znajdował się jego osobisty księgozbiór. Nie w londyńskim apartamencie, a w letniej tylko z nazwy rezydencji, wznosiły się regały pełne białych kruków, skarby literatury tak magicznej jak... mugolskiej. Wysokie sztuczne okna imitujące widoki Włoch wpuszczały miękkie światło popołudnia, w pomieszczeniu pachniało atramentem, pergaminem i świeżo parzoną herbatą. Na porcelanowym spodeczku zdobionym w niebieskie kwiaty, czekały na spragnionych słodkości kruche ciasteczka. Piasek w klepsydrze przesypywał się, gospodarz domu sam pilnował, aby napar był zaparzony odpowiednio.

– Jeśli cokolwiek wpadnie Ci w oko, jestem skłonny podzielić się słowami – zauważył hojnie, nie chcąc nadto rozdrapywać rany, jednocześnie pragnąc dowiedzieć się o młodziutkiej osobie zdecydowanie więcej. – Ufam Twoim dłoniom i... domostwu w którym się zatrzymałaś. Odznacza się raczej szacunkiem do książek, czyż nie? – zdawało mu się, że były to Prawa Czasu, co dodawało nieco pikanterii całej tej rozmowie, choć nie na tyle by paliło usta. Ledwie łagodne mrowienie na końcu podniebienia. – Jeśli masz ochotę, mogę poprosić Wergiliusza, żeby dostarczył nam wino – zaproponował jeszcze, utylizując liście z imbryczków, gdy piasek wyznaczył czas.
Moon Maiden
old things have strange hungers
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
badaczka historii magii
Drobna (163 cm) kobieta o wschodnioeuropejskich rysach, czarnych włosach i piwnych oczach. Zawsze elegancko ubrana, jak na czarownicę z dobrego domu przystało.

Lana Dolohov
#2
24.02.2026, 23:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2026, 14:47 przez Lana Dolohov.)  
Wizyty w Little Hangleton zazwyczaj wywoływały w Lanie specyficzną melancholię. Dzieciństwa spędzonego w tej miejscowości raczej nie można było uznać za radosne, nawet na standardy tradycyjnego czystokrwistego wychowania. Chłodne obycie Dolohovów w połączeniu z ponurym krajobrazem miasteczka ewidentnie odcisnęły na niej swój ślad do tego stopnia, że nawet po wyprowadzce zdawała się ona nosić w sobie smutek.

Z tych właśnie względów, widok rezydencji, która kontrastowała wyglądem z ponurym otoczeniem, był dla Lany przyjemną niespodzianką. Co prawda w trakcie swoich podróży przekonała się, że zdecydowanie bardziej klimat północnej Europy, lecz w tym przypadku imitacje włoskich krajobrazów stanowiły atut. Wchodząc do środka podziwiała kunszt wystroju wnętrz oraz niektóre z wystawionych zbiorów pana domu. Widać było, że Anthony również w pewnym zakresie interesował się historią, co dodało jej pewności siebie; mając wspólny temat do rozmów nie będzie musiała na siłę popychać konwersacji do przodu.

Shafiq wybrał odpowiednie miejsce do rozmowy z Dolohovóną, o czym mógł się przekonać obserwując jej reakcję na widok księgozbioru w gabinecie. Oczy czarownicy zaświeciły się z zainteresowaniem i wydawało się, że tylko względy grzeczności powstrzymywały ją przed rzuceniem się do przeglądania zbiorów.
– Dziękuję, to bardzo miłe z twojej strony. – z przyzwyczajenia chciała się zwrócić do Anthony'ego per "pan", ale w porę się poprawiła. Spotkanie miało się odbyć w kameralnej atmosferze, a poza tym byli przecież rodziną, nawet jeśli nie utrzymywali stałych kontaktów. – Chętnie zaoferowałabym, że odwzajemnię gest i również coś pożyczę, lecz jak wiesz, moja prywatna kolekcja spłonęła... – kiedy wypowiadała te słowa, jej wzrok stał się nieobecny. Szybko jednak powróciła do rzeczywistości, by zmienić temat na coś mniej związanego z wydarzeniami Spalonej Nocy. – Cóż, nie można zaprzeczyć, że w Prawach Czasu podchodzi się do materiałów badawczych z szacunkiem. Jestem bardzo wdzięczna Vakelowi za jego życzliwość w tak ciężkim czasie. – odpowiedziała szczerze, nawet nie przypuszczając, że Shafiq może mieć nader odmienny obraz znanego wieszcza. – Nie chciałabym jednak nadwyrężać jego gościnności. Oczywiście, nikt mnie stamtąd nie wyrzuca, ale… Powinnam chyba kiedyś znaleźć własne lokum. I dziękuję, na razie herbata mi wystarczy. – Lana nie była wielką koneserką alkoholu i piła jedynie podczas wydarzeń towarzyskich.


She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
12.03.2026, 15:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2026, 17:01 przez Anthony Shafiq.)  
Niewątpliwym atutem Anthony'ego Shafiqa był nie tylko wystrój jego osobistego biura, ale - a może przede wszystkim - fakt, że mało kto musiał być zmuszany do niesienia ciężaru rozmowy. Zwłaszcza, gdy Anthony'emu na czymś zależało.

A teraz zależało mu na odnowieniu utraconej więzi.

Nigdy nie był blisko z rodziną od strony ojca. Ciotki Parkinson włożyły ogromny nacisk i wkład w wychowanie go, ale Shaficy, poza talentem do języków, kojarzyli mu się raczej z bandą niezdrowych zapaleńców grzebiących patykami w ziemi lub... z polityczną bezwzględnością jego ojca. I nie były to raczej dobre skojarzenia, nawet jeśli finalny produkt tej mieszanki w postaci uznanego polityka, był de facto mieszaniną obu życiowych ścieżek. Czasem trudno było spojrzeć w lustro. Z resztą, nie miał na to czasu teraz, kiedy jego życie wypełniło się działaniem.

Miał do nadrobienia wiele lat.

Mieli do nadrobienia wiele lat.

Pokiwał głową ze zrozumieniem, czyniąc w pamięci notę tego, jaki gest zamierzał wykonać pod koniec ich spotkania, nie wykładając jeszcze tej karty na stół. Rozmowa z dawno niewidzianą kuzynką była trochę jak taniec. Kroki znali. Znali melodię. Wystarczyło popłynąć słowami.

– Rozumiem. Mój osobisty wróżbita stracił teraz niemal całą kolekcję swoich kart. Little Hangleton szczęśliwie znajdowało się na samym krańcu zadrapania, jak maźnięcie pędzla. Ostatnie cale smugi. – w tej metaforze Dolina Godryka była pierwsza i Anthony nie mógł pozbyć się wrażenia, że owe porównanie było jak najbardziej słuszne. – To rzeczywiście ciężkie czasy, poddają nas wszystkich próbie. Sądzę... nie... jestem przekonany, że mój serdeczny przyjaciel... – gładko przeszło mu to przez gardło, ale umilkł na moment przygnieciony refleksją jak gładko. Gładziej niżby się spodziewał. Dolohov podobnie jak on był krukonem, był prefektem. Kształtowali ścieżki społeczności z dwóch różnych krańców zainteresowań tłumu. Obaj mieli wiele myśli dotyczących losu pewnego jeszcze nie szalonego profety.
– ...że nie jesteś dla niego żadnym ciężarem. Ale rozumiem potrzebę niezależności, dlatego też nie proponuję wschodniego skrzydła mojej rezydencji, mimo że szkło już uprzątnięto a szyby wstawiono. Zamiast tego mogę zaproponować kontakt do pani Lestrange. Eden ma świetne rozeznanie w rynku nieruchomości, może się znacie..? – zwątpił przy końcu tej propozycji, próbując sobie przypomnieć ile Eden ma lat (zdało mu się, że zawsze zawyżał jej wiek) a ile lat ma Lana. Jeszcze pół roku temu bez trudu podałby niezbędne daty, ale teraz, w bezsenności i przeciążeniu bieżącymi sprawami odczuł dojmującą pustkę w swoim umyśle.

Rozlał herbatę do filiżanek. W milczeniu. W łagodności. W ciszy, która obojgu zdawała się pasować.

– Czy zbytnią impertynencją z mojej strony będzie pytanie Cię o pracę? Zwykle tak najlepiej radziłem sobie w krytycznym dla siebie okresie. Zajęcie dawało mi ukojenie, przywrócenie kontroli, wiary we własną sprawczość. Czy być może pożar uniemożliwia Ci działanie? – Być może powinien powspominać matkę Lany, ale na to było miejsce podczas pogrzebu. Dziś nie spotykali się ponieważ ktoś umarł. Dziś pielęgnowali fakt, że ktoś przeżył ten koszmar i potrzebował siły, aby móc znów wzrosnąć.
Moon Maiden
old things have strange hungers
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
badaczka historii magii
Drobna (163 cm) kobieta o wschodnioeuropejskich rysach, czarnych włosach i piwnych oczach. Zawsze elegancko ubrana, jak na czarownicę z dobrego domu przystało.

Lana Dolohov
#4
16.03.2026, 16:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2026, 23:39 przez Lana Dolohov.)  
Z kolei Lana wdała się właśnie w tą część rodziny, która zajmowała się badaniem przeszłości (lecz bez tendencji do dosłownego "grzebania patykami w ziemi", gdyż praca fizyczna nie przystoiła damie). Podczas spotkań z innymi Shafiqami mogła więc swobodnie rozmawiać na temat swoich zainteresowań i utrzymywała pozytywne relacje z tymi krewnymi, którzy również byli entuzjastami historii.

Ambicje jej matki obejmowały jednak nie tylko sferę akademicką, ale także polityczną, co do której Dolohovówna nie miała żadnych aspiracji. W przeciwieństwie do Anthony'ego, nie mogła nigdy sprostać oczekiwaniom rodzica w tym zakresie. Kiedyś stanowiło to u niej źródło frustracji; zmuszano ją do pełnienia roli, do której się po prostu nie nadawała. Często marzyła wtedy o tym, jak wyglądałoby jej życie bez narzucającego swoje zdanie autorytetu. Lecz teraz, kiedy to życzenie się spełniło i była zdana sama na siebie... Pragnęła cofnąć czas by powrócić do tamtych chwil z przeszłości.

– Przykro mi to słyszeć. – w tym miejscy wypadałoby odpowiedzieć "oby udało mu się odbudować kolekcję", ale jako zbieraczka dobrze wiedziała, że nowe nabytki nigdy nie będą mogły zastąpić starych. – Dziękuję, wiele to dla mnie znaczy... Tak, kojarzę byłą pannę Malfoy z różnych wydarzeń towarzyskich. Podczas podróży starałam się też trzymać rękę na pulsie w kwestii angielskiej polityki. Przyznam, że naczytałam się również wiele o tobie i o twoich godnych podziwu osiągnięciach. – mówiąc to, uśmiechnęła się delikatnie. Nie mogła nie pochwalić krewniaka, który systematycznie piął się po drabinie czarodziejskiej hierarchii, nawet jeśli dla niej samej ta motywacja była niezrozumiała.

Sięgnęła po filiżankę i zanim skosztowała napoju, pozwoliła delektować się aromatem. Już sam zapach sygnalizował, że była to herbata najlepszej jakości; po Anthonym nie można było zresztą oczekiwać niczego innego.
– Pracę? – pytanie to nieco ją zaskoczyło. Znanym faktem było, że Dolohovówna nie miała żadnego stałego zatrudnienia, tylko prowadziła działalność naukową na własną rękę. Oczywiście, podchodziła do swoich badań z powagą i dzieliła się ich wynikami z innymi historykami, jednak w jej głowie to zajęcie wciąż różniło się od pracy pod czyimś nadzorem. – Szczerze powiedziawszy... Uniemożliwia mi wiele rzeczy. – wzrok dziewczyny skupił się na trzymanej w rękach herbacie. Ciężko było jej opowiadać o ostatnich tygodniach, ale w tym momencie poczuła, że wreszcie ma na to przestrzeń. Reszta rodziny jej się nie narzucała, co bardzo doceniała, lecz najwyraźniej potrzebowała teraz kogoś, kto aktywnie wyciągnie do niej rękę. – Ja... Nie mam na nic siły. Czasami chciałaby wrócić do badań, ale wtedy łapie mnie poczucie winy. Czuję, że byłabym okropną córką, gdybym tak po prostu wróciła do codzienności i zajęła się tym, czym od zawsze chciałam kiedy jej... – przełknęła ślinę, by opanować drżący głos. – Przepraszam.


She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
17.03.2026, 12:51  ✶  
Komplement dotyczący jego pracy w ministerstwie przyjął z życzliwym uśmiechem i skinieniem głowy, łagodnym podziękowaniem za słowa uznania, które przecież nie musiały między nimi padać, ale miło połechtały jego ego. Sam często cierpiał na klątwę wiedzy, na tego wewnętrznego krytyka, który łatwo przesłaniał mu impakt działań, skoro - jak w przypadku Kambodży - pobudki pchające go do tego były absolutnie odmienne i bardzo egoistyczne w stosunku do zewnętrznego efektu. Chciał mieć kompetentną nauczycielkę magii bezróżdżkowej. Teraz zbierał polityczny kapitał za uratowanie rynku ingrediencji magicznych.

Najczystsza, najtłustsza śmietanka.

Zaraz jednak spoważniał, widząc co dzieje się z odległa kuzynką i żałując bardzo, że nie mają wypracowanej bazy porozumienia na zdecydowanie bardziej neutralnym gruncie. Różni ludzie, różne mechanizmy, różne sposoby przyniesienia ulgi. Nie był magipsychiatrą, pozostawało mu jednak wykrzesać łagodność empatii, sięgnąć po to, co pomogłoby jemu, z resztą... od tego przecież wyszli.

Dlatego z początku nie mówił nic. Dał słowom wybrzmieć w przytulnej przestrzeni, pachnącej znajomo książkowym kurzem i opowieściami spisanymi na kartach pergaminu.
– Cień rodziców potrafi być ciężki. Ich oczekiwania, życzenia, marzenia dotyczące naszych ścieżek. – Przerażało go to, jak bardzo stłamszona jest Lana. Zawinięta, zaciśnięta poczuciem winy... i to z jakiego powodu? Przecież nadal chciała szlifować swoje naturalne talenty, wiedzę, sprawny, analityczny umysł, a nie rzucała wszystkiego dla pracy w kościanym zamtuzie czy pieczenia ciasteczek! – A jednak... wierzę w to głęboko, że nasi przodkowie chcieliby abyśmy żyli, a nie umierali za życia. – Ruch. Działanie. Zmiana. Kryzysy powinny być szansą wzrostu, a nie gwoździem do trumny. Nie chciał i nie dopuszczał do siebie myśli, co byłoby gdyby w czasie Spalonej umarł ktoś ważny dla jego jego serca. W jakiej czarnej pustce by się znalazł. Nie chciał o tym myśleć, nie kiedy w opuszkach palców trzymał delikatną i kruchą egzystencję Lany, którą trzeba było powoli i niespiesznie oczyścić z pleśni marazmu i depresji.
– Sądzę... że potrzebujesz małych kroków moja droga. Może nie myśl o pracy. Może pomyśl o przysłudze, dla dawno niewidzianego kuzyna. Otóż... mam pewien projekt, który pozwala jakoś... poradzić sobie z tym wszystkim co wydarzyło się podczas Spalonej Nocy – podniósł się i sięgnął do biurka. Czy to była dobra myśl? Zakładał, że fundatorami, będą bliscy mu przyjaciele, ale z każdym dniem ta inicjatywa rozwijała się w postępie geometrycznym. Nie chciał prosić też żałobniczki o pieniądze, byłoby to nader nieeleganckie. Ale może sam mógł jej ofiarować coś, co pozwoliłoby jej uporządkować myśli, otrząsnąć się... Ułożył przed nią zamaszysty szkic niewielkiego dworku. Nad jego drzwiami ktoś złotym tuszem narysował jabłko, a od tego szkicu rozpościerały się linie.

Mapa myśli.

biblioteka/ regały jako wystrój ścian, bar (prewet), antonówka (abbott), sala do wykładów i kameralnych przedstawień, jadalnia (możliwie dużo miejsc, zaplecze, kuchnia, jedzenie przywożone od Botta?), siedziba fundacji (biuro na piętrze), pokoje dla gości (3-5 zależnie od miejsca), niezbędne zabezpieczenia (Figg!)

Poczuł nagłe onieśmielenie. W sumie spisał to przed jej przyjściem. Przeczesał palcami włosy nie ukrywając przed nią w transparentności zmieszania. Może potrzebowała przytulenia. Może potrzebowała zapewnienia, że wszystko będzie dobrze. Może.

– Tak próbuję sobie z tym poradzić. Przynieść światło, którego potrzebuję i podzielić się nim. To luźne notatki do siedziby fundacji, którą zakładam. Złote Jabłko. Chciałbym roztoczyć opiekę nad Doliną. Sprawić, że jej serce znów zabije. To miejsce... Voldemort uderzył w nie już drugi raz, wcześniej podczas Beltane, teraz miasteczko jest zrujnowane nie gorzej niż Londyn. Potrzeba je wzmocnić. Uodpornić. Fundacja miałaby stanowić zaplecze, centrum logistyczne na wypadek kolejnego kryzysu, a w czasach pokoju dbanie o tradycje i kulturę. Poczucie jedności. Integrację społeczności magicznej. Jest... jest wiele rzeczy o które mógłbym prosić Cię przy tym projekcie. Od wyboru podstawego księgozbioru w głównej sali spotkań, po... badania historyczne dotyczące powodu dla którego tak bardzo zależy niektórym na tym by Jabłko zostało spalone. Nie praca. Nie codzienność. Ale ruch. Działanie. Na tyle na ile będziesz miała siły. – zapewnił łagodnie. Nie oczekiwał zgody, była to propozycja złożona w duchu wolności, w szczerej intencji znalezienia dla niej czegoś czym mogłaby zająć myśli, na polu na którym mogliby razem odświeżyć łączącą ich nić.
Moon Maiden
old things have strange hungers
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
badaczka historii magii
Drobna (163 cm) kobieta o wschodnioeuropejskich rysach, czarnych włosach i piwnych oczach. Zawsze elegancko ubrana, jak na czarownicę z dobrego domu przystało.

Lana Dolohov
#6
25.03.2026, 01:01  ✶  
Nasi przodkowie chcieliby abyśmy żyli, a nie umierali za życia. Nie pierwszy raz spotkała się z tym stwierdzeniem, lecz najwyraźniej potrzebowała usłyszeć je ponownie właśnie teraz. Mimo wszystkich różnic, które je dzieliły, Lana dobrze wiedziała, że matka ją kocha i chce dla niej jak najlepiej. Na pewno chciałaby więc, aby jej córka dbała o siebie. Aby żyła, a nie jedynie egzystowała w stanie wiecznego zawieszenia. Pokrzepiające słowa Shafiqa ewidentnie podziałały na Dolohovównę sprawiając, że czarownica nieco się zrelaksowała. Niemniej, gdzieś w jej głowie wciąż pozostawał głosik szepczący, że owszem, matka chciała by żyła ale w inny sposób...

Nie miała nic przeciwko pomocy kuzynowi; wbrew aury samotnika, Lana nie miała oporów by wesprzeć bliskich, o ile nie wiązałoby się to z nadmierną socjalizacją. Była nawet otwarta na zapewnienie wsparcia finansowego (wiadomo, że dama posiadająca sporych rozmiarów spadek powinna uważać na wszelkiego rodzaju oszustwa, lecz miała wobec Anthony'ego kredyt zaufania).

Prośby o wsparcie w ich środowisku zazwyczaj dotyczyły właśnie udzielenia datku na wskazany cel lub udziału w jakimś wydarzeniu towarzyskim, dlatego Dolohovówna była nieco skonfundowana widokiem mapy myśli. Wyglądało na to, że Shafiq chciał wyremontować jakiś dworek by stworzyć w nim przestrzeń na siedzibę fundacji. Czarownica nie wiedziała jednak, co sama mogła wnieść do tego przedsięwzięcia skoro ani nie była rzemieślnikiem ani nie posiadała umiejętności przydatnych w organizowaniu spotkań.

Spojrzała więc na kuzyna pytająco, choć wydawała się być teraz tak samo zmieszany jak ona. Być może wstydził się spytać o pomoc albo nie był pewien co do samego pomysłu? Nie, doświadczony polityk nie zachowałby się w taki sposób przed potencjalnym sojusznikiem. Może więc... Ta fundacja osobiście dużo dla niego znaczyła?

Kiedy mężczyzna opowiadał o swoich planach, Lana analizowała każde jego słowo. Dolina Godryka. Wcześniej nie interesowała się zbytnio tym miejscem, ale nie było wątpliwości, że bardzo ucierpiało w ostatnim czasie. Fundacja opisana przez Anthony'ego miała potencjał realnie wesprzeć region, który otrzymywał w czasie kryzysu zdecydowanie mniej uwagi niż stolica. Cel tej organizacji był więc teoretycznie zgodny z jej poglądami. Zachęcająco brzmiały również słowa Shafiqa o działaniu; być może takie zajęcie pomogłoby odgonić te wszystkie negatywne myśli, czające się w jej głowie. Dolohovówna była więc skora się zgodzić, choć wciąż miała wiele pytań dotyczących tego całego przedsięwzięcia.
– Rozumiem, dziękuję ci za tę ofertę. To naprawdę dużo dla mnie znaczy. Mam jednak pytanie, czego konkretnie być ode mnie oczekiwał? I komu tak zależy na tym, by twój pomysł nie doszedł do skutku?


She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
03.04.2026, 13:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2026, 13:58 przez Anthony Shafiq.)  
Czy Anthony wierzył, że matka Lany pozwoliłaby jej wybrać własną ścieżkę, gdyby alternatywą było kilkadziesiąt lat marazmu i otępienia? Na tyle na ile znał własnego ojca i upór przedstawiany przez znanych mu członków rodu po mieczu - szczerze w to wątpił. Teraz jednak nie miało to znaczenia, chyba, że komuś się zachce grzebać w limbo i rozmawiać ze zmarłą. Teraz on nie chciał, aby Lana poddawała się tej myśli, poczuciu winy i beznadzie.

Tymczasem chyba się nieco zagalopował w przedstawionym pomyśle, mapa zdawała mu się mało wiarygodnym dokumentem, ukazującym realność przedsięwzięcia, które rodziło się w jego głowie w ostatnich miesiącach.

Ale to mógł być też atut. To była dzika karta, którą trzymał w rekach z niepewnością ucznika.

Autentyczność.

- Zbieram fundatorów, aby dopełnić formalności w uruchomieniu Fundacji. Każdy przekazuje odpowiednią sumę złota na to, by umocnić działania które już prowadzimy z panem Bottem dotyczące pomocy pożoganom, zapewnienia im stałego dostępu do posiłków i schronienia. Trzeba przyszykować się na zimę, odbudować ile się da, ale też zapewnić tym ludziom dostęp do podstawowych przedmiotów - mebli, ubrań, środków higieny osobistej. Wylizać rany, wzmocnić obronę. Jeśli chciałabyś dołączyć finansowo, będzie to dla mnie zaszczyt, nie jest to jednak niezbędne w działaniach na rzecz rozwoju fundacji. Jej siedziba byłaby miejscem spotkań i organizacji kolejnych działań, ale… och Lano, nie wiem czy też to słyszałaś podczas Mabon. Spalone Jabłko. Tak mówi się teraz na Dolinę i jej zniszczenie jest w smak czystokrwiste popierającym działania Voldemorta. To miejsce o swojej historii i swoich tajemnicach. Potrzebuję bardzo konserwatywnej linii obrony tego projektu, nie tylko w fizycznych zabezpieczeniach runicznych, ale też, a może przede wszystkim podczas ataków medialnych. Jest wiele osób, które widziałyby Dolinę zmiecioną z powierzchni ziemi. Jest wiele, które pozbyłyby się z niej mugoli, a przecież ta koegzystencja zachowująca zasady kodeksu tajności powinna być wyznacznikiem standardów dla nas wszystkich. Dolina znajduje się też tuż obok Kniei, niosącej ciężar własnych sekretów. Wierzę, że kiedy uczynimy swój przyczółek w okolicy, znajdzie się też sposób, na pójście głębiej. - Anthony miał to do siebie, że rzadko kiedy jego działania można było nazwać skromnymi. Niektórzy gotowali zupę i podawali ją głodnemu. On widział teren, kapitał ludzki, strategiczne miejsce do zbudowania umocnień, którego nie dostrzegało skupione na londyńczykach Ministerstwo. - Och… wybacz… - przypomniał sobie nagle, że nie chciał Lany zasypywać informacjami. Jemu pomagała bardzo rozpisana mapa, pozornie chaotyczna, ale słowa klucze pozwalały skupić się na jednym aspekcie, zamiast rozbryzgiwać się na wszystkie na raz. - Tak jak mówiłem, jest wiele obszarów, wiele aspektów z wdzięcznością przyjmujących Twój unikatowy zestaw umiejętności i doświadczeń. W czym byłoby Ci wygodniej moja droga. Wszystko, co byłabyś mi gotowa zaoferować, jako wkład w tę rodzącą się działalność przyjmę z całą moją wdzięcznością. - Mógł mówić o zysku, mógł mówić o zasięgu wpływów, o wygranej wojnie. O swoich marzeniach i oczekiwaniach wobec toczącego się złocistego owocu, patronie jego obecnych działań. Ale Lana potrzebowała impulsu do życia. Istniała szansa, że już i tak za bardzo ją przytłoczył, powiedział za dużo. Będzie musiał poszukać czegoś mocniejszego na sen. Normalnie nie pozwoliłby sobie na tak nieostrożne negocjacje…


Bezsenność II
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2024), Lana Dolohov (1186)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa