Oczy jego kolejny już raz uleciały ku górze, ale było ciemno i niekoniecznie pewnie było to widać. Atreus jednak czuł dokładnie taką sama irytację, jak jeszcze chwilę wcześniej, bo Longbottom zdawała się nic a nic nie rozumieć.
- A czy ja ci właśnie powiedziałem, że masz nie odzywać się do wszystkich z którymi się prałem? - zapytał kąśliwie, bo to nie o to przecież się tutaj rozchodziło. Niezbyt go też już interesowało co miał w tym liście usłyszeć, bo wydawało się to wciąż niewystarczające. Powinna go spławić, a nie typowi robić nadzieje. Znając Notta to ten myślał sobie nie wiadomo co tylko dlatego, że Brenna była dla niego miła, a nikt inny nie miał na to cierpliwości.
Obruszył się na nowo na słowa Victorii, bo to co sugerowała to było zwyczajnie niepomiernie wręcz bzdurne. Zazdrosny? On zazdrosny? Można mu było zarzucić bardzo dużo rzeczy, ale już na pewno nie to, że przejmował się takimi rzeczami. Bardziej irytowało go podejście Brenny. Uniósł więc palec, żeby Lestrange jasno i wyraźnie powiedzieć, że absolutnie nie.
- Chyba sobie żartujesz, oczywiście że tak - żachnął się, chyba nawet nie zdając sobie do końca sprawy z tego, że jego usta opuściły nie do końca takie słowa, jakie chciał. Zmarszczył brwi, zaklął, no bo każdemu się zdarzało przejęzyczyć, ale czemu kurwa akurat jemu teraz. Postanowił więc szybciutko wrócić dalszej tyrady, żeby przykryć to potknięcie. Szczególnie że zaklęcie zasyczało i nic nie zrobiło.
- Brenna ja mam dwoje oczu, naprawdę. Co więcej, los mi trzecie przykleił do czoła - puknął się wymownie w czoło. - I ja naprawdę nie jestem ślepy, a przynajmniej nie na tyle by nie widzieć co ten idiota miał w głowie, jak się w ciebie wgapiał jak w obrazek na ścianie. Wlókłby się za nami i do teraz, gdyby nim nie wytrzeć stołu - prychnął, przepuszczając panie przodem do wnętrza księgarni, która stanęła przed nimi otworem. Teraz tylko należało przejrzeć te wszystkie książki w poszukiwanie podejrzanych materiałów. Drobnostka.