• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Jesień 17.10.1972] Uzdrowiciel potrzebny od zaraz

[Jesień 17.10.1972] Uzdrowiciel potrzebny od zaraz
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#1
26.03.2026, 00:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.04.2026, 23:37 przez Jonathan Selwyn.)  
Okazja do pomocy Zakonowi w wykonaniu Guinevere nadarzyła się stosunkowo szybko. Rodzina Phat miała pecha. Nie dość, że kilka lat temu uciekli z Kambodży w wyniku toczącej się wojny z Północnym Wietnamem, to jeszcze jako mugolacka, rodzina, która wcześniej zbyt głośno krytykowała działania ideę czystej krwi, dość dotkliwie oberwali podczas Spalonej Nocy, a ogień strawił cały ich dobytek. Postanowili więc uciec w inne miejsce do Francji, gdzie podobno miała na nich czekać dalsza rodzina. Problem był tylko taki, że w Anglii od samego początku przebywali nielegalnie, a przy obecnych nastrojach jeszcze bardziej niż zwykle obawiali się konsekwencji prawnych. Zakon miał im w tym pomóc. Niestety tu pojawił się jeszcze kolejny kłopot, bo jedna z córek państwa Phat, Mala, która już wcześniej była zbyt pewnie siebie mówiła co myśli, po Spalonej Nocy wdała się w kłótnię z niewłaściwymi czarodziejami, co skończyło się nieprzyjemnymi obrażeniami, które uniemożliwiały jej podróż. A uciekać musieli jeszcze szybciej. Na całe szczęście Zakon miał uzdrowicielkę w trakcie rekrutacji.

Jonathan zaprowadził ich do niewielkiego mieszkania w robotniczej dzielnicy Whitechapel.
– Jak zapewne rozumiecie, żadne z was oficjalnie nie zna tej rodziny i nigdy o niej nie słyszało gdyby ktoś się pytał – powiedział szeptem zanim zapukał do drzwi. W środku, w naprawdę małym mieszkaniu, przebywała obecnie czterosobowa rodzina – wyraźnie zdenerwowana matka rodziny, tylko nieco mniej zdenerwowany ojciec, który im otworzył, a także dwie dorosłe córki z czego jedna siedziała mocno blada na rozkładanej kanapie, a jej ramiona były owinięte bandażami. Jeszcze zanim weszli do pomieszczenia Jonathan dał im znać co powinni zrobić. Zgodnie z ustaleniami Anthony miał zająć się omawianiem planu ucieczki do Francji ze resztą rodziny, Dariką, starszą siostrą i rodzicami, kiedy Guinevere, obejrzy rany młodszej z kobiet, Mali. Córki i ojciec, chociaż mieli dość niepewne miny, znosili tę sytuację w spokoju. Pani Phat natomiast od progu zaczął panikować czy wszystko wyjdzie, do tego stopnia, że Jonathan szybko zamknął się z nią w kuchni, aby ją uspokoić i dać pozostałej dwójce swobodne pole do działania.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#2
27.03.2026, 19:43  ✶  

Domyślała się, że gdyby Anthony i Jonathan nie potrzebowali pomocy szybko, to nie byłoby tej wczorajszej rozmowy i całej konspiracji ze ściągnięciem jej nagle do kamienicy Shafiqa wybadywaniem jej poglądów i tak dalej. Nie była więc bardzo zdziwiona, gdy okazało się, że medyk potrzebny jest właściwie od zaraz.

Kiepsko wyznawała się na Magicznych Dzielnicach Londynu, na tych niemagicznych jeszcze gorzej, więc tak po prawdzie, to nie miała za dużego pojęcia, gdzie się w ogóle znajdowali. I szczerze mówiąc mało ją to interesowało, choć rzecz jasna spoglądała na jakieś tabliczki, numerki i inne bardziej charakterystyczne elementy dzielnicy – ale czy potrafiłaby tutaj trafić prosto… Pewnie by się trzy razy zgubiła.

Kiwnęła na słowa Jonathana, myśląc sobie tylko, że nieoficjalnie też ich przecież nie zna. Jakby miała wszystkich swoich pacjentów określać jako „tak, znamy się”, to miałaby bardzo pokaźną liczbę znajomych, a tak zdecydowanie nie było (pomijając stałą grupę, nad którą trzymała pieczę zawodowo jako uzdrowiciel nie pracujący w placówce medycznej). Bardzo zresztą wątpiła, by ktokolwiek miał się akurat ją pytać o rodzinę Phat.

Uśmiechnęła się ciepło od progu, gdy im otworzono, wystarczyło szybko rzucić okiem na ich twarze, by domyślić się, że cała trójka jest zestresowana i zdenerwowana, a jedna z dziewczyn…

– Cześć – Ginny przywitała się z nimi po angielsku, kiedy Jonathan już zniknął z głową rodziny w kuchni, mówiąc z tym swoim akcentem, z którym nawet nie próbowała walczyć (mogłaby, ale po co, gdy w takich sytuacjach był na jej korzyść?), celowo wybierając mniej formalny język, by łatwiej nawiązać więź. – Jestem uzdrowicielką, możecie mi mówić Gwen – nikt z jej bliskich czy znajomych się tak do niej nie zwracał, choć był to jeden ze skrótów – tyle że dość nieoczywistych – jej imienia, po czym bez dalszej zwłoki podeszła do dziewczyny w bandażach, która siedziała na kanapie. Pomyślała sobie, że to dobrze, że poprosili o to ją: kobiety lepiej znosiły, gdy zajmowała się nimi druga kobieta, mężczyznom częściej było to obojętne, albo mniej odczuwali wstyd. Rzuciła szybko okiem po niedużym pomieszczeniu, w równie małym mieszkaniu, spojrzała przelotnie na Anthonego, ale bardzo szybko cała jej uwaga skupiła się na rannej czarownicy. – Jak masz na imię, kochana?

– Mali – dziewczyna była wyraźnie blada, z bliska Ginny zauważyła też, że jej ręce drżą i że ma trochę przyspieszony oddech.

– Dobrze, Mali. Będę musiała ściągnąć twoje bandaże, żeby to obejrzeć z bliska. Powiesz mi, jak się czujesz? Wszystko, nawet rzeczy, które wydają ci się być może normalne, albo mało istotne. Cokolwiek ci przyjdzie do głowy – bo skoro to były rany wyrządzone za pomocą magii, to i rozcięcia to nie musiało być wszystko. Na razie jednak chciała usłyszeć, co dziewczyna ma do powiedzenia, ale przy okazji też dotknęła dłonią jej czoła, chcąc wyczuć temperaturę, zajrzała jej do oczy i przyłożyła palce do jej szyi, licząc w głowie uderzenia.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
03.04.2026, 13:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2026, 13:21 przez Anthony Shafiq.)  
Domyślał się, że jego osobista rozmowa z Jonathanem przyniesie efekty, mniej lub bardziej zauważalne. Czego się nie spodziewał, że te efekty będą takie natychmiastowe.

Miał plany, które trzeba było pilnie odwołać i nie miałby nic przeciwko temu, gdyby to on był prowodyrem tych planów. Pozostawanie w niskim, niemalże podstawowym, żeby nie powiedzieć służalczym poziomie wtajemniczenia drażniła go i była prawdziwą próbą charakteru. Pospiesznie jednak połknął własną dumę, obdarzając Jonathana ciepłym uśmiechem.
Do Twoich usług - wybrzmiało z jego ust miękko i szczerze, bo ostatecznie los osładzał mu stażowe niezwykle uroczym opiekunem stażu.

Czy tak właśnie czuł się Jonathan, gdy zaczynał pracę w Ministerstwie, a role były odwrócone?

Zadanie tymczasem okazało się zaskakująco przyjemne: proste w narzędziach, wymagające w wykonaniu. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy umożliwiał przekroczenie granic kraju komuś, kto zaraz poza Anglią miał zniknąć, lub też - nigdy w Anglii nie być. Hades był jednym z wielu, którzy doświadczyli tej uprzejmości.

Musiał przyznać, że czuł tremę wynikającą z faktu bezpośredniego kontaktu. Magiczne umiejętności lingwistyczne też byłī w cenie, w połączeniu ze znajomością procedur i - co najważniejsze - wiedzą o tym, jak je naginać wystarczająco tak, żeby nie pękły, lub nadymać tak, by nikt nie analizował składu pergaminu użytego do spreparowania jednego z wielu, wielu zezwoleń…

Tylko twarz, jego twarz. To było dość niebezpieczne. Tym, którym pomagali to mogło służyć jako gwarant, poczucie pewności i bezpieczeństwa, że zajmuje się tym ktoś ważny. A co jeśli ich ktoś przejmie i zacznie leglimencją grzebać we wspomnieniach? Odetchnął głęboko, ukryty za maską życzliwego urzędnika, który doskonale zna się na swojej pracy. Cóż… nie było to kłamstwo.

Rzucił okiem w kierunku Guinevery, której uśmiech potrafił topić niejedno serce i skinął jej głową zapewniająco - w podwójnym geście dodawania pewności tak sobie jak jej. Stawka… była wysoka. Nie chciał się licytować dla kogo wyższa. Nie kiedy stali w obliczu zadania.

- Xin chào - Skłonił się z szacunkiem ojcu, potem powtórzył to w stronę starszej siostry i zajął miejsce przy niewielkim stoliczku otwierając aktówkę i wyciągając z niej pakiet planu, planu awaryjnego oraz wariantu planu awaryjnego, gdyby rodzina została zmuszona do rozdzielenia. - Czy znają państwo Francuski? Mój wietnamski poprawił się w ostatnim czasie, wciąż jednak zdarza mi się niewłaściwa intonacja, byłbym zobowiązany, żebyśmy ograniczyli nieporozumienia. Możemy też przejrzeć plan dwukrotnie. - zaproponował po wietnamsku, bez trudu dopasowując krtań i gardziel do wymogów orientalnego języka. Problemem była kultura… w zależności od regionu sama melodia mogła być inna i choć wciąż nazywałoby się to „wietnamskim” mogłoby wprowadzić realne nie porozumienie w tak wrażliwym temacie jak ich podróż.


Wieża babel, WoŚ V, postać ostatnie pół roku współpracowała z kambodżańskimi dyplomatami i prywatną nauczycielką magii bezróżdżkowej, więc jest świadoma swoich ograniczeń wynikających z różnic kulturowych
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#4
04.04.2026, 15:51  ✶  

Nie miała pojęcia, co takiego Anthony mówił w tym jakże egzotycznym języku, ale w gruncie rzeczy nie miało to dla niej znaczenia. Liczyło się to, że dziewczyna, którą miała się zająć, rozumiała po angielsku, nawet jeśli Ginny mówiła z wyraźnym akcentem (którego niekoniecznie próbowała się pozbyć).

Szybkie badanie, które przeprowadziła powiedziało jej jedno: dziewczyna miała podwyższoną temperaturę ciała, przyspieszony puls (być może ze względu na sytuację stresową), a źrenice reagowały poprawnie – znaczy się w połowie źle, w połowie dobrze, bo ta podwyższona temperatura już o czymś świadczyła, choćby o tym, że organizm walczył z infekcją.

– Boli mnie głowa i trochę mi się w niej kręci – powiedziała cicho, zerkając na swoją siostrę i Anthonego. – I boli. Swędzi – dodała, a Ginny pokiwała głową.

Przez moment zastanawiała się, czy nie wyczarować tutaj jakiejś takiej kotarki, by w tym niewielkim pomieszczeniu zapewnić dziewczynie odrobinę prywatności, ale biorąc pod uwagę… uznała, ze to być może nie będzie najlepszy pomysł. Że dziewczyna wolałaby mieć kontakt przynajmniej wzrokowy ze swoją siostrą, która była zajęta rozmową z Shafiqiem… Egipcjanka usiadła więc tak, by choć trochę zasłonić Mali, po czym sięgnęła do przyczepionego do pasa woreczka wykonanego ze skóry wsiąkiewki, położyła go sobie na udach i otworzyła, by wydobyć ze środka skrzynkę z najpotrzebniejszymi przyborami czy specyfikami, jakich może potrzebować uzdrowiciel. Wzięła jedną z buteleczek, by wylać sobie odrobinę na dłonie, chcąc je zdezynfekować, nim w ogóle dotknie się do tego bandaża – co zresztą zaraz zrobiła, starając się być maksymalnie delikatna, odwijając najpierw jedno ramię i zaraz od razu drugie. Głębokie cięcia, jakie zobaczyła, nie sprawiły, by zrobiło jej się niedobrze, ale rozumiała już doskonale, dlaczego nie chcieli ryzykować podróży, gdy dziewczyna była w takim stanie. Zrozumiała była też gorączka i zawroty głowy i… ból.

– Już już, jeszcze chwila – uspokoiła dziewczynę, której oddech wyraźnie przyspieszył i syknęła nawet w którymś momencie, gdy McGonagall ściągała bandaż, który musiał się przykleić do rany. Guinevere postanowiła zadziałać od postaw, więc w pierwszej kolejności podsunęła dziewczynie fiolkę eliksiru przeciwbólowego. – Wypij cały, zaraz zrobi ci się lepiej – łatwiej jej wtedy będzie odkazić jej te rany, pozszywać i tak dalej. Mali wahała się przez chwilę, być może nie do końca pewna, czy powinna tak w stu procentach zaufać jakiejś obcej kobiecie, ale za chwilę rzeczywiście przyjęła fiolkę i wypiła ją duszkiem. To oznaczało, że muszą chwilę poczekać, aż eliksir zadziała, Egipcjanka postanowiła więc przyjrzeć się dokładnie tym ranom.


// Przewaga: Leczenie, skończone studia na specjalności uzdrowicielstwa ogólnego, doświadczenie pracy w terenie w warunkach polowych
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
09.04.2026, 20:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.04.2026, 21:01 przez Anthony Shafiq.)  
Język.

Język kształtował kulturę i sposób myślenia. Kultura i sposób myślenia kształtowały język.

Była to najważniejsza lekcja użytkownika magii, która płynęła w żyłach Shafiqów, jednej z najpotężniejszych magii według prywatnej oceny Anthony'ego.

Bał się zagubienia w tłumaczeniu, ale nie dawał tego po sobie poznać, podobnie jak trzymał na wodzy nerwy wynikające z faktu, że ślizgał się na pograniczu prawa nieco zbyt ostentacyjnie. W głowie uczynił pamięciową notkę, że będzie musiał z Jonathanem przedyskutować możliwości rekrutacji Lazarusa, być może lepiej nadawałby się do rozmów z ludźmi kojarzącymi Anthony'ego ze spalonych plakatów i etykiet popularnej marki win. Te myśli jednak odsunął od siebie pospiesznie, chcąc dawać dobry przykład postawą Ginny (nie żeby kobieta potrzebowała jego męskiego wsparcia, było to zdecydowanie kłamstwo, którym sam siebie trzymał w pionie).

Przecież sprawa nie była trudna.

Sprawa w gruncie rzeczy była całkiem prosta.

Dziewczę znało francuski. Ojciec niestety mówił tylko po wietnamsku, a bardzo chciał wiedzieć jaki jest plan i to wiedzieć od razu, szczególnie że jego zmartwiałe, zszarzałe oblicze ożywiło się od razu, gdy Anthony przywitał go w należyty sposób. Zgodnie we troje uzgodnili, że dyplomata spróbuje mówić po wietnamsku i w razie czego starsza z sióstr będzie go korygować. Czy był to dobry pomysł?

Rzucam na WoŚ żeby ustalić na ile kulturowo Antek niczego nie pomiesza w swoim magicznym wietnamskim
Rzut W 1d100 - 79
Sukces!

Miał w pamięci nauki swojej kambodżańskiej mistrzyni. Miał w pamięci niekończące się godziny poprawiania melodii, tłumaczenia zawiłości starszeństwa, szyku zdania w zależności od kontekstu. Nie było to idealne. Jego język nadal był dość prosty, ale na tyle czytelny, że towarzysząca im kobieta od razu wyłapywała najmniejsze nieścisłości i dopytywała we Francuskim. Szło powoli, ale... skutecznie.

Przekazał im dokumentację, za w czasu na piśmie sporządził kopie do wglądu dla nich po francusku właśnie i wietnamsku. I zobaczył ich radość. I zobaczył ich nadzieję. I pomyślał sobie, że być może to właśnie to ciepło czuł w sercu bohater Dickensowskiej Opowieści Wigilijnej, gdy w zimowy poranek sypnął złotem w końcu we właściwą stronę.

Odwrócił głowę ku McGonagallównie, skoro nie było w okolicy Selwyna, z którym mógłby chociaż kontaktem wzrokowym doświadczyć tego krótkiego momentu.

Za twoją ciężką pracę przyjdzie satysfakcjonująca nagroda. - tak mu wywróżyła podczas ostatniej rozmowy i czyż nie była to prawda tak prosta do sięgnięcia? Sama magia nie wystarczyłaby, już przed spotkaniem Anthony analizował zbyt wiele ścieżek w których się po prostu nie udawało dojść do porozumienia, w których miałby obawy, że kmiotki, którym chcieli pomóc, nie ogarną planu, zawiłości awaryjnych rozwiązań. Ale teraz te kmiotki miały imiona i uśmiechnięte twarze. Teraz ojciec miał oczy wypełnione łzami wzruszenia, które tak bardzo chciał ukryć. Bezpieczne schronienie. Przystań. Miejsce dla tych, którzy mogli walczyć. Anthony ciężko pracował, by rozumienie języków nie było laurem na którym osiadł. By wiedzieć i rozumieć bardziej. Więcej. Móc dotknąć tak bezpośredni tego efekt? Bezcenne i bardzo, bardzo satysfakcjonujące.


Realizuje wróżbę Ginny z tego spotkania
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#6
11.04.2026, 14:21  ✶  

Musiało boleć – o tym była przekonana. Głębokie rany cięte, niezaopiekowanie wyglądały źle, organizm dziewczyny walczył ze słabością i gdyby nie to, że była tutaj ona, straciliby dobre dwa tygodnie, nim mogliby się udać w podróż, i to zakładając, że nic nie zacznie się paprać, nie wda się jakieś zakażenie i tak dalej. Ginny przyjrzała się uważnie, czy coś takiego właśnie nie miało tam miejsca, oraz ogólnie czy są oczyszczone.

Miała jeszcze moment, nim eliksir, który podała Mali zadziała i chyba jakimś szóstym zmysłem poczuła, że ktoś się w nią wpatruje, odwróciła się więc w odruchu i dostrzegła spojrzenie Anthonego. Uśmiechnęła się do niego krótko i zaraz zwróciła uwagę na swoją pacjentkę.

W pierwszej kolejności postanowiła jednak delikatnie jej te rany przemyć magicznym specyfikiem, do tego właśnie służącym. Wolała mieć pewność, że nic się nie zacznie z nimi dziać, gdy je już zszyje, a później… No właśnie.

– Nie jest tak źle, Mali – mruknęła do dziewczyny pokrzepiająco, gdy już nałożyła na jej rany specyfik. – Ale lepiej nie patrz, bo muszę ci to zszyć. Są za głębokie, żeby je zostawić – dobrze, że nie krwawiła nadmiernie, bo wtedy byłby problem, ale to nie zawsze się działo przy takich ranach. W dodatku zadanych magicznie – tak jej to przynajmniej wyglądało.

Miała sprawne dłonie, wyćwiczone w tego typu działaniach, a na wykopaliskach dość często trzeba było coś komuś zszyć. Mogli się posiłkować magią, ta jednak z czasem znikała, potrzebowali więc czegoś trwałego. Nie miała już teraz jak spoglądać na Shafiqa i osoby, z którymi rozmawiał w tym śmiesznym języku. W pełni skupiła się na zszyciu ran – co miało pomóc z gojeniem się i tym, by ewentualne blizny były jak najmniejsze. McGonagall była przy tym szybka – bo wprawna, a i eliksir działał na dziewczynę, więc gdy zaciskała oczy, albo patrzyła w sufit, lub na swoją rodzinę, starając się nie spojrzeć na swoje ręce, ta mogła nawet zapomnieć, że coś jest przy niej majstrowane. Nawet jednak jak wprawnie jej to szło – miała wrażenie, że i tak Anthony szybciej wszystko omówi z ojcem dziewczyn, niż ona skończy swoje.

A potem jeszcze i tak miała do wmasowania w zszyte już miejsca maść przyspieszającą gojenie się ran. Ziołowy zapach był dość intensywny i rozchodził się po niewielkim pomieszczeniu.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
13.04.2026, 20:50  ✶  
Szło mu na tyle sprawnie, że puścił w niepamięć własne obawy na temat tego, że ktokolwiek mógłby go wydać. Żałował trochę, że dawno nie miał kontaktu ze swoim panem Jabłkiem, który to z pewnością pomógł mu w przemycie ludzi, tymi mniej legalnymi kanałami. Musiał jednak obejść się smakiem i korzystać z innej ścieżki, a tych księżycowa droga oferowała niemało.

W końcu para ludzi wiedziała doskonale, jaki jest plan, zaopatrzeni w dokumenty... dali też znać Anthony'emu o kilku innych rodzinach mugolackich borykających się z podobnymi zmartwieniami lub innymi, których wymagałaby obecność tłumacza. Shafiq uniósł zdziwiony brew, czyniąc jednak notatki w swoim osobistym notesie, używając do tego arabskiego, bo poza Ginny i Tahirą nie znał zbyt wiele osób biegłych w tym języku. Ach no i oczywiście poza innymi Shafiqami, ale w chwilach takich jak ta, dziękował niebiosom, że familia po mieczu zwykle interesowała się bardziej wykopaliskami i podróżami aniżeli masowymi mordami pod wodzą szalonego czarnoksiężnika. Przynajmniej taką miał nadzieję, takimi ich pamiętał.

Było mu pod pewnymi względami przykro, że tego samego nie może powiedzieć o ciotkach Parkinson, które lubujące się w magicznej eugenice, z pewnością chętniej decydowałyby w szerszym zakresie kto powinien, a kto nie powinien się wiązać ze sobą w pary, by płodzić odpowiednio uzdolnione potomstwo.

Najważniejsze jednak zadanie zostało wykonane, za nim pojawiły się kolejne drobnostki, które zamierzał przekazać Jonathanowi w wolnej chwili - czyli zapewne całkiem niedługo.

Podniósł się i podszedł do Guinevery.
– Chciałbym później przenieść się do Doliny Godryka zobaczyć jak wygląda plac budowy pod siedzibę Złotego Jabłka. Będziesz miała ochotę mi towarzyszyć? – zagadnął, nie wspominając na wszelki wypadek kuzyna i tego czy ten drugi Shafiq nie będzie chciał jej absorbować podwójnie, skoro teraz pomagała Anthony'emu. I sprawie. Oczywiście, chodziło o sprawę. Pytając śledził stalowymi oczyma jej gesty i kolejne kroki, a uśmiech błąkał się po jego zmęczonej, ale wyraźnie usatysfakcjonowanej twarzy - zawsze lubił obserwować specjalistów przy pracy.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#8
14.04.2026, 23:46  ✶  

Spokojnie odłożyła narzędzia, z których dopiero co korzystała. Igła do osobnego pojemniczka, najpewniej takiego, by wiedziała, że musi ją później zdezynfekować, szwy i małą parę nożyczek do innych przegródek. Po chwili przemyła jakąś szmatką nasączoną delikatnym specyfikiem czyszczącym ręce dziewczyny i dopiero wtedy sięgnęła po puzderko z dość tłustą, zielonkawą i ziołową maścią – tą, której intensywny zapach rozniósł się po pomieszczeniu, i zaczęła bardzo delikatnie wmasowywać ją w teraz zszyte rany i wokół nich.

Nie znała się na mugolskiej medycynie jakoś bardzo, ale miała czasami styczność z mugolskimi uzdrowicielami, znaczy się z lekarzami jak się nazywali, i zdążyła się zorientować, że ci stosowali takie śmieszne szwy, które trzeba było później wyciągnąć. Na szczęście magiczna medycyna stała na zupełnie innym poziomie i nić, którą zszyła rany Mali, za jakiś czas sama zniknie, wchłonie się w skórę i nie trzeba będzie się fatygować do nikogo, by jej to wyciągnięto, co mogłoby być utrudnione gdy będą już w nowym miejscu.

Na moment przerwała, unosząc głowę i spojrzenie na Anthonego, gdy zbliżył się do niech i odezwał. Odwróciła głowę, rzucając króciutkie spojrzenie na siostrę i ojca jej pacjentki, którzy wyglądali na nieco spokojniejszych, niż gdy tutaj przyszli w trójkę – to chyba znaczyło, że wszystko poszło dobrze – ale zaraz spojrzenie jasnobrązowych oczu spotkało się z szarymi Shafiqa.

Złote Jabłko? Budował jakieś drzewo?

McGonagall mrugnęła krótko, po czym uśmiechnęła się, zwracając swoją uwagę na dziewczynę, której musiała jeszcze wmasować maść w drugą rękę. Nie miała pojęcia o czym mówił Anthony, ale czemu miałaby odmawiać staremu przyjacielowi towarzystwa, skoro i tak już nie było jej w Walii?

– Czemu nie? Nie widziałam tam jeszcze wielu miejsc – stwierdziła, uśmiechając się pod nosem, pomiędzy kolejnymi okrężnymi ruchami palców, jakimi wpracowywała maść w poranioną rękę Mali. Widziała, oczywiście, cmentarz. I jakieś wrzosowisko. I pojedyncze miejsca, gdy wraz z Figgami szukała kotów.

W końcu jednak zamknęła swoje mocno pachnące puzderko i uśmiechnęła się do Mali.

– Za kilka dni nić zacznie znikać. Póki nie zniknie całkiem, to zakaz dźwigania, jasne? – to było ważne, by dziewczyna się nie przeforsowała, a rany, mimo zszycia, nie otwarły. Ale na czas samej podróży było to bezpieczne. Wyciągnęła jeszcze jedną fiolkę i podała go dziewczynie. – Eliksir wiggenowy. Wypij gdzieś za trzy godziny, przyspieszy gojenie – zaraz zaczęła chować wszystkie swoje rzeczy – najpierw do skrzyneczki, potem do wsiąkiewki. – Bandaż wypierzcie i będzie się jeszcze nadawał – dodała, by dziewczyna nie musiała się zastanawiać co z tym bandażem, który został ściągnięty na początku.

I gdy wszystko już zwrobiła, wstała i stanęła obok Anthonego.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1232), Guinevere McGonagall (1687), Jonathan Selwyn (329)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa