12.03.2026, 17:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.03.2026, 17:06 przez Basilius Prewett.)
Zirytowany zacisnął usta patrząc to na swojego szefa, to na dwójkę intruzów, z którego jednego bardzo dobrze przecież znał. Która była godzina? Nie powinna być teraz na zajęciach w Mungu? Electra nie opuszczała zajęć. Doskonale że wyglądała dobrze i chyba dobrze się czuła, ale czy za dobrym poczuciem fizycznym jego siostry nie powinna też iść dobra kondycja psychiczną, której wyjątkowo z jakiegoś powodu jej zabrakło?
Ponownie spojrzał na Anthony'ego ledwie chamując frustrację w swoim głosie. Jakby to była jego wina, że Shafiq nie potrafił odpowiednio zabezpieczyć własnego domu.
– Zaraz się tym zajmę – odpowiedział i teraz spojrzał na Jessiego.
– Po pierwsze sugeruję wypowiadać się miłej zwłaszcza w waszej obecnej sytuacji. Po drugie to jakaś kolejna falą fanowskich wymysłów, tak? Teraz nazywacie pana Shafiqa wujek, a wczoraj to było t... Nie ważne. – Westchnął cicho. Nie chciał być aż tak nieprzyjemny wobec własnej siostry i jej znajomych, ale jednocześnie nie mógł pozwolić sobie na rozmiękłe zachowanie przy swoim pracodawcy, rodzeństwo czy też nie. Tylko, że to naprawdę było cholernie niepodobne do Electry. Jego młodsza, chorowita i wściekle inteligentna siostra nie robiła takich rzeczy, chyba że w jakimś wyższym celu niż pozyskanie autografu, który przecież mógłby jej zapewne załatwić, gdyby tylko go o to poprosiła. Nie, tu musiało chodzić o coś innego i może wcale nie o Shafiqa. I wtedy w jego oczach zabłysło zrozumienie o blasku niemalże graniczącym z wściekłością.
Szybko ruszyl w stronę Electry i stanowczo, ale jednak uważając aby jej nie skrzywdzić pociągnął ją nieco dalej od pozostałej dwójki.
– To twoja zemsta, tak? – wysyczał, na tyle cicho, aby słyszała go tylko ona. – Za tę sytuację z domkiem na wsi i matką? Na bogów, kurwa mać, już przecież ci tłumaczyłem Ellie, że to nie miało tak wyglądać. Matka pozwoliła mi zaprosić gości na weekend, sama przy tym byłaś, i gdybym wiedział, że wróci wcześniej nigdy bym nie pozwolił, aby znalazła tamtą dwójkę w moim łóżku. A i tak niech się cieszy, że oboje byli czystokrwiści. W każdym razie przestań proszę i daj mi pracować.
Zdecydowanie był dumny z tego, że nie podniósł ani raz głosu.
– Może po prostu zawołajcie swojego trzeciego towarzysza i odpuście cały temat – powiedział już tak aby słyszeli go wszyscy.
Ponownie spojrzał na Anthony'ego ledwie chamując frustrację w swoim głosie. Jakby to była jego wina, że Shafiq nie potrafił odpowiednio zabezpieczyć własnego domu.
– Zaraz się tym zajmę – odpowiedział i teraz spojrzał na Jessiego.
– Po pierwsze sugeruję wypowiadać się miłej zwłaszcza w waszej obecnej sytuacji. Po drugie to jakaś kolejna falą fanowskich wymysłów, tak? Teraz nazywacie pana Shafiqa wujek, a wczoraj to było t... Nie ważne. – Westchnął cicho. Nie chciał być aż tak nieprzyjemny wobec własnej siostry i jej znajomych, ale jednocześnie nie mógł pozwolić sobie na rozmiękłe zachowanie przy swoim pracodawcy, rodzeństwo czy też nie. Tylko, że to naprawdę było cholernie niepodobne do Electry. Jego młodsza, chorowita i wściekle inteligentna siostra nie robiła takich rzeczy, chyba że w jakimś wyższym celu niż pozyskanie autografu, który przecież mógłby jej zapewne załatwić, gdyby tylko go o to poprosiła. Nie, tu musiało chodzić o coś innego i może wcale nie o Shafiqa. I wtedy w jego oczach zabłysło zrozumienie o blasku niemalże graniczącym z wściekłością.
Szybko ruszyl w stronę Electry i stanowczo, ale jednak uważając aby jej nie skrzywdzić pociągnął ją nieco dalej od pozostałej dwójki.
– To twoja zemsta, tak? – wysyczał, na tyle cicho, aby słyszała go tylko ona. – Za tę sytuację z domkiem na wsi i matką? Na bogów, kurwa mać, już przecież ci tłumaczyłem Ellie, że to nie miało tak wyglądać. Matka pozwoliła mi zaprosić gości na weekend, sama przy tym byłaś, i gdybym wiedział, że wróci wcześniej nigdy bym nie pozwolił, aby znalazła tamtą dwójkę w moim łóżku. A i tak niech się cieszy, że oboje byli czystokrwiści. W każdym razie przestań proszę i daj mi pracować.
Zdecydowanie był dumny z tego, że nie podniósł ani raz głosu.
– Może po prostu zawołajcie swojego trzeciego towarzysza i odpuście cały temat – powiedział już tak aby słyszeli go wszyscy.