- A to dopiero zbieg okoliczności – stwierdził przeciągle, w myślach składając do kupy ich wypowiedzi. Doszedł do wniosku, że ich Heather i jego Heather to z dużym prawdopodobieństwem ta sama osoba. Wątpił, by w podobnym wieku było dużo brygadzistek o takim imieniu – Moja brygadzistka, o której wspomniałem, też ma tak na imię. Nie mówcie, że mamy wspólną znajomą – dodał, a za chwilę na moment jego wyraz twarzy po raz pierwszy stał się bardziej poważny. Nie był pewien, czy Cameron stwierdził, że co najmniej raz w tygodniu widuje rudą w mundurze brygady czy może w kusych spódniczkach.
Gdy został poczęstowany czekoladką, nie odmówił. Wziął jedną z nich i rozgryzł z uśmiechem. Nie smakowała tak, jak się spodziewał. Truskawka nie była mocno wyczuwalna, zamiast tego w jego nozdrzach pojawił się zapach drewna i papieru. Dziwna była to kombinacja, ale chłopak musiał przyznać, że działała wyśmienicie i czekoladka była bardzo dobra. Od razu jakoś lżej zrobiło mu się na duszy.
Nie odpowiedział na pytanie, czy chce do nich dołączyć. Jego uśmiechnięta mina oraz fakt, że w żaden sposób nie próbował się od nich rozdzielić, był wystarczającą odpowiedzią. Theodore i tak miał zamiar pozwiedzać, więc czemu by nie zrobić tego w towarzystwie.
- Podoba mi się twoje podejście. W tych sprawach pewność siebie to podstawa – pochwalił Camerona tonem wielkiego specjalisty, znawcy i zdobywcy niewieścich serc.
Znaleźli drogę do stoiska duchów. Theodore przywitał się z obecnymi kiwnięciem głową. Jego towarzysze zrobili sobie przerwę na uzupełnienie płynów, więc dołączył do nich, choć nie był specjalnie spragniony. Wziął pierwszą lepszą herbatkę, nie patrząc na to, co zawierała ani jak smakowała.
!herbata z prądem