• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [18.10.1972, wykopaliska] Wrzosy pachną jeszcze moim jesiennym przebudzeniem

[18.10.1972, wykopaliska] Wrzosy pachną jeszcze moim jesiennym przebudzeniem
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#1
20.04.2026, 23:07  ✶  

Wiatr miał w sobie coś uspokajającego, oczyszczającego podobnie jak deszcz. Ilu z nas spokojniej zasypiało przy szumie kropel za oknem…? Dzisiejszego, szybko kończącego się wieczoru nie było deszczu, ale wiatr lekko targał długie, proste włosy Guinevere, która nie zadała sobie trudu, by je spiąć, czy zapleść. Wydawała się nawet nieco nieobecna, kiedy wieczorem pojawiła się w obozie, po tym, jak rankiem otrzymała list, po którym poprosiła o pilne wolne.

Śmierć pradziadka uderzyła ją w zupełnie innym stopniu, niż mogłaby przypuszczać. Był dla niej ważny, oczywiście, ale nie była z nim tak związana jak na przykład z dziadkiem czy babcią. Był też w takim wieku, że jego odejście tak naprawdę nie było większym zdziwieniem, raczej westchnięciem, że to już. Tak nagle…

Ale dla niej to nie było tak do końca nagle. Ten sen z poprzedniej nocy… Jakby Robert McGonagall Senior próbował jej coś powiedzieć. Jakby chciał się pożegnać, bo wiedział, że już się więcej nie zobaczą… Było to smutne, było poruszające serce, ale dopiero list, który otrzymała, coś w niej poruszył. Bo sen okazał się być prawdziwy. Jakby coś kliknęło, wskoczyło na swoje miejsce, czekając na to od dawna. Nefret nie umiała tego wytłumaczyć. Nie miała nawet czasu się nad tym zastanowić, gdy resztę dnia spędziła ze swoją rodziną i jak zwykle nie przeszkadzali jej ludzie w większej ilości, tak dzisiaj miała już dość. Miała dość do tego stopnia, że wróciła do Walii i owinięta w dwa, naprędce wygrzebane swetry, niczym ta zjawa skierowała się na wrzosowisko.

Tego też nie potrafiła wytłumaczyć, tych ciągot do wrzosowiska. Objawiało się to od maja, odkąd dziwna przepowiednia Cassandry Blackwood „zagościła” w jej głowie, ale zwykle się tej pokusie nie poddawała. Dzisiaj jednak nie miała ochoty się stawiać. Dzisiaj po prostu poddała się tej pokusie, która nie do końca miała sens.

A może miała wręcz bardzo dużo sensu.

Bo wiatr przeczesywał kłosy wrzosów, tak jak czesał włosy Nef. Nef, tak zawsze mówił do niej Jamil. I pradziadek. Dzisiaj wrzosy nie były zielone, jak w maju. Dzisiaj malowały świat fioletem, tak jak to zapamiętała.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#2
21.04.2026, 13:23  ✶  
Wrzosowiska zaczęły barwić się fioletem.
Cathal czasem o tym myślał. Do katastrofy w wiosce doszło ponoć, gdy kwitły wrzosy, a nawet jeżeli był ostrożny wobec przepowiedni i jasnowidzów, doskonale wiedział, że istnieją rodzaje magii powiązane z porami roku, naturą, datami czy astrologią. Być może z filarami było podobnie. Ostatecznie na pierwsze ślady wioski też natknięto się mniej więcej rok temu o tej porze: ot zrobili to mugole, i początkowo czarodziejski światek nie wiedział, że to będzie spory problem.
Mógł to być przypadek.
Mogło to być coś zupełnie innego.
Może przypadkiem było to, że dostrzegł jak Guinevere opuszcza obóz, kierując się na wrzosowisko, dokładnie w tę stronę, gdzie mieścił się jeden z filarów, ten, o którym śniła.
A może nie.
Shafiq nie od razu ruszył za nią. Był człowiekiem, który sam, choć nawykł niby do gwarnych, egipskich miast czy obozowisk, gdzie widywałeś te same twarze i wciąż w pobliżu byli ci sami ludzie, potrzebował w pewnym sensie sporo przestrzeni. Ludzie chadzali na spacery, dla zdrowotności, dla odpoczynku, albo dlatego, że mieli akurat ochotę mieć święty spokój, a on miał swoje zajęcia. Zwłaszcza że dziś miała jakąś „rodzinną sytuację”, która ściągnęła ją pilnie z wykopalisk – Cathal rzadko w takich sytuacjach pytał, przynajmniej póki ktoś nie znikał pod byle pretekstem zbyt często, nie zamierzał więc pytać i tym razem. Ale kiedy uporał się z omówieniem nowych środków bezpieczeństwa, i uznał, że to dobry moment, by się przejść i zapalić jednego papierosa (albo dziesięć), jakoś odruchowo też ruszył w stronę wrzosowisk.
Nie wahał się długo nad podejściem bliżej, gdy wypatrzył w oddali jej znajomą sylwetkę, bo i Shafiq rzadko wahał się nad czymkolwiek, czy chodziło o wybór dania, czy spakowanie i wyjechanie nagle na drugi koniec świata.
– Mam przy sobie alkohol, gdybyś reflektowała – rzucił krótko, zrównując się z nią, i spoglądając w dal, gdzie linia fioletu łączyła się z szarawym niebem. Whiskey spoczywało w woreczku z wsiąkiewki, bo ot zapomniał wczoraj butelkę z niego wyciągnąć.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#3
21.04.2026, 22:59  ✶  

Ginewra również o tym czasami myślała – o tym, co pokazała jej Cassandra, echo jej wspomnienia, albo… cokolwiek to było. Myślała o tych wrzosach pomalowanych fioletem, których nigdy wcześniej nie widziała na żywo. Ale nie myślała o tym dzisiaj. Nogi jakoś same zaprowadziły ją na wrzosowisko, bez udziału jej aktywnej woli, raczej podświadomie. Po prostu potrzebowała się przejść. Oczyścić głowę, o ile to w ogóle było możliwe. Bolała ją, czuła ciągle pulsowanie, czy to z nerwów, czy emocji, jakby coś chciało jej rozepchnąć czaszkę od środka i choć zażyła eliksir, by jakoś sobie z tym poradzić, to niewiele pomógł.

Wiatr też na to nie pomagał, ale było coś kojącego w tym, jak kołysał wrzosami. Ginny nawet w którymś momencie kucnęła i przeczesała je dłonią. Były takie dni, że wstawałeś rano i już wiedziałeś, że coś wisi w powietrzu. Że coś jest z tym dniem nie tak. Dokładnie tak się czuła odkąd otworzyła rano oczy – nieswoja, trudno było jej się dobudzić, nie pomogła nawet kawa, a później te wieści, które może nie zwaliły jej z nóg, co były niczym ta pałka, którą pałkarze odganiają tłuczki, ale tłuczkiem była jej głowa. To co czuła od rana to szok połączony z jakimś niedowierzaniem, smutkiem i żalem. I czymś, czego nie potrafiła nazwać.

Chodziła po wrzosowisku trochę bez celu i prawdę mówiąc nie spodziewała się, że ktokolwiek będzie chciał do niej dzisiaj dołączyć. Nie miała nawet pojęcia co się dzisiaj działo w obozowisku, czy mieli jakiś problem, czy może wszystko szło zgodnie z planem. I chyba nawet dzisiaj tego towarzystwa nie chciała. A może chciała, może nie powinna zostawać sama. Nie wiedziała. Za to rozpoznała cięższe kroki i głos, oczywiście, ale gdy Cal do niej zagadał, to nawet nie odwróciła do niego głowy. A przynajmniej nie od razu. Tak jak nie od razu się odezwała, a jego słowa gdzieś tam przelatywały przez jej głowę i rozbijały się o czaszkę, gubiąc swój sens.

Nie wiedziała jak długo tak milczała. Może to było ledwie kilka sekund, a może minuta? Więcej?

– Mam nadzieję, że mocny – powiedziała w końcu, nieco zachrypnięta od zaciśniętego gardła, aż odchrząknęła i dopiero lekko odwróciła do niego głowę. Miała zaczerwienione oczy, ale poza tym wyglądała normalnie, z tą różnicą, że teraz zupełnie się nie uśmiechała. No i w normalnych warunkach pewnie by Cala zaczepiła o to wychodzenie na spacer z alkoholem, ale nie była w nastroju do przekomarzanek.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#4
22.04.2026, 11:44  ✶  
Gdyby powiedziała, że chce być sama, pewnie wzruszyłby ramionami i odszedł, obojętnie od tego, czy sądziłby, że mówiła szczerze, czy wręcz przeciwnie. Shafiq nie był najbardziej otwartym i towarzyskim człowiekiem na świecie, jednostki, na których mu faktycznie zależało, dałoby się policzyć na palcach – może nawet jednej ręki, jeśli przyjąć odpowiednio ostre kryteria. A i w ich przypadku przyjmował, że są dorośli, i jeżeli czegoś potrzebują, to powinni powiedzieć, nie czekać aż on zauważy.
Czekał więc po prostu na odpowiedź cierpliwie. Papierosa pozbył się już wcześniej, teraz więc wpatrywał się w nią przez moment, z dłońmi w kieszeniach, nim przeniósł spojrzenie z powrotem ku horyzontowi, tam, gdzie niebo stykało się z ziemią: z fioletem wrzosów.
– Ognista Ogdena. Dość mocna? – spytał. Ognista whisky Ogdena nie była może najdroższym z alkoholów, jakby ją porównać do ognistej Bishena, to zostawała w tyle, ale nie bez powodu cieszyła się sporą popularnością. W gardło na pewno paliła i niektórych ponoć czyniła śmielszymi, chociaż Cathal akurat nigdy tego nie odczuł. Może dlatego, że był dość śmiały i bez alkoholu, po który zresztą sięgał okazyjnie – często by spróbować czy wybierając rzeczy takie jak grzanie miody i wina nad paskudne piwa albo wódki. Upijanie się przestawało być zabawne, gdy zwykle wciąż pamiętałeś, co dokładnie się po tym alkoholu działo, a umysł, i tak miewający skłonność do przeciążeń, mieszał się pod wpływem trunku.
Dziś jednak zdecydowanie nie mieli pić dla zabawy.
Ruszył powoli do kamieni, wyrastających w pobliżu spomiędzy wrzosów, strząsając po drodze fioletowe, drobne kwiaty, gdy deptał rośliny. Przysiadł na skale i wyciągnął z kieszeni woreczek ze skóry wsiąkiewki i grzebał w nim przez chwilę, zanim zdołał znaleźć butelkę. Drobny gadżet, wygrany w jakiejś dziwacznej loterii na Lammas, okazał się całkiem przydatny.
– Chodzi o ten list? – rzucił niezobowiązująco, podając jej alkohol, ale i nie zamierzał naciskać. Czy mógłby zrozumieć ten ból? Pewnie byłoby mu trudno. Nie był człowiekiem rodzinnym, a śmierć i ojczyma, i matki napełniły go uczuciami ambiwalentnymi, zaś z takimi krewnymi jak pradziadkowie nigdy nie był związany, i wiadomość o śmierci pradziada, gdy miał kilkanaście lat, niezbyt go poruszyła.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#5
22.04.2026, 20:23  ✶  

Wiedziała, że słowa miały dużą moc, a Cathal nie był tym człowiekiem, który się będzie domyślać i zastanawiać co autor ma na myśli. Przecież „nie” oznacza „nie”, a nie „tak” – rzeczywiście, byli dorośli i był moment na zabawę i również był moment na powagę, a dzisiaj te słowa ją po prostu zawodziły. Gubiły się i sama nie wiedziała, czego chce, co ma na myśli, więc wolała milczeć, aż w końcu coś tam z tego poskładała. Gdyby jednak faktycznie chciała pobyć sama, to pewnie nie wracałaby do Walii. Może poszłaby przed siebie przez szkockie ostępy, może chciałaby się zgubić w lesie nieopodal Ostoi dla zwierząt… Ale wróciła właśnie tutaj.

– Nie wiem – odparła dość szybko. Było mało alkoholi, które piła, nie była to jej ulubiona forma spędzania czasu, nawet jeśli nie odmawiała, gdy ktoś jej proponował i akurat była ku temu dobra okazja, to nie mogła powiedzieć, by się na nich jakoś bardzo znała. A na pewno nie wypierały ukochanej przez nią kawy. – Chyba nigdy tego nie piłam – dodała po chwili i odruchowo przeczesała długie włosy, jakby to miało jakkolwiek pomóc na ten wiatr, który zdążył je potargać.

Stała tak jeszcze przez chwilę, patrząc w jakiś bliżej nieokreślony punkt w oddali, by w końcu ruszyć za Cathalem. Potrzebowała kilku sekund, w których on szukał butelki we wsiąkiewce, na to, by jakoś minimalnie się otrząsnąć, aż w końcu usiadła tuż obok i mocniej naciągnęła wierzchni sweter, jakby to miało pomóc na ten cholerny wiatr.

Na moment przytuliła do siebie tę butelkę i cicho westchnęła, po czym krótko kiwnęła głową. Chodziło o ten list, ale chyba bardziej pośrednio jakby się nad tym wszystkim zastanowić. Odkorkowała butelkę.

– Mój pradziadek zmarł w nocy – powiedziała krótko i była pewna, że to w pewien sposób wyjaśni całą sprawę i co prawda to była jej duża część… ale nie cała. Nie zniknęła rankiem dla zachcianki, to naprawdę była dość poważna „sytuacja rodzinna”. Na tyle poważna, że z lekko trzęsącą się dłonią musiała napisać list do Anthonego, prosząc go o ogromną przysługę, bo miała poczucie, że on szybciej skontaktuje się z ambasadą w Egipcie, niż zrobi to ona. Wzięła w końcu łyka i tę butelkę od ust odjęła szybciej, niż ją przyłożyła, patrząc na nią, jakby ją personalnie obraziła. Ale trunku nie wypluła.

PALIŁO.

Cholerna OGNISTA, rzeczywiście pasowało jej to miano.

– O matko, co to jest – wyrwało jej się, ale przeszło jej jeszcze przez głowę, że owszem, była odpowiednio mocna. Odpowiednio mocna, by choć na jakiś czas przytępić zmysły i umysł. Podsunęła butelkę z powrotem Calowi. – Miałam dzisiaj bardzo dziwny sen – powiedziała po chwili.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#6
24.04.2026, 09:40  ✶  
Gdyby był trochę bardziej empatyczny albo inaczej wychowany, może wiedziałby, że czasem komuś trudno znaleźć właściwe słowa, że sam nie jest pewny, czego chce albo że wcale nie wie, co jest dla niego dobre. Że istniały bardzo różne sytuacje: że kobieta nie dawała się tłuc mężowi, bo tego chciała albo że ktoś odmawiał komuś spotkania, nie bo nie chciał się spotkać, a bo uważał, że zrobi kłopot. Cathalowi brakowało jednak subtelności i odpowiedniego podejścia. Może był na to zbyt samolubny, może za uparty, a może po prostu tak już dział jego umysł.
– Bodaj najsłynniejszy alkohol w Anglii – powiedział. W krajach takich jak Egipt… picie podlegało ograniczeniom i chociaż Shafiq wiedział, że nie brakowało tam wcale pijaków, to na pewno nie serwowano tam ognistej: ale jakoś nie pomyślał, że do tej pory o niej nie słyszała. – Jeżeli „chyba”, to nie próbowałaś. Mogę obiecać, że nigdy nie zapomnisz tego smaku.
Do tego nie potrzeba było choroby Milforda.
Obserwował ją przez chwilę, gdy usiadł: jak trzymała butelkę, otwierała ją, jaką miała minę. Nie zaskoczyło go, że ktoś z jej rodziny zmarł, bo chyba czegoś takiego się spodziewał. Zastanawiał się przez moment, czy mogła być z nim blisko – miał wrażenie, że więzi w rodzinach zwykle sięgały dwóch pokoleń, ale był pod tym względem tak nietypowym przypadkiem, że tak naprawdę nie wiedział, jak to w ogóle wyglądało w „normalnych rodzinach”. Odtwarzał przez chwilę ich dawne rozmowy, szukając wzmianek o rodzinie, zanim odwrócił spojrzenie ku horyzontowi.
– Potrzebujesz czegoś? – spytał w końcu. Zwykłe w takiej sytuacji byłoby powiedzenie pewnie, że komuś przykro, ale choć nie życzył jej źle, tyle czasu spędzał tropiąc ślady po umarłych, że śmierć zdawała się mu nazbyt wręcz naturalna, a pradziadka dziewczyny nigdy nie poznał. Jeśli kimś się mógł tu przejąć, to co najwyżej tym, że ona była wytrącona z równowagi.
Kącik ust drgnął mu lekko na tę reakcję, choć opadł zaraz.
– Nie bez powodu nazywają to ognistą – skwitował, ujął butelkę i też upił łyk. Paliła w gardło dokładnie tak, jak pamiętał, choć upłynęło trochę czasu, odkąd sięgał po ten alkohol ostatni raz. To nie był smak, który dało się polubić, przynajmniej jego zdaniem: ale też po Ognistą, a przynajmniej tę konkretną Ognistą, nie sięgało się dlatego, że się ją lubiło. Niektórzy robili to dla zabawy, inni dla towarzystwa, jeszcze inni by zagłuszyć niechciane myśli. – Co rozumiesz przez dziwny?
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#7
25.04.2026, 00:48  ✶  

Nie każdy był empatyczny i było to całkowicie normalne, Guinevere też zresztą doskonale zdawała sobie sprawę i nie przeszkadzało jej, jeśli ktoś na świat patrzył zupełnie inaczej niż ona. Ba, wręcz było to dla niej szalenie ciekawe, to jak bardzo ludzie potrafią się od siebie różnić w różnych predyspozycjach. W takich chwilach jak ta też nie miała o to pretensji, bo w gruncie rzeczy Cathal nie dawał jej odczuć, że jest w jakiś sposób niezrozumiana, albo że jej emocje są tu jakimkolwiek problemem.

– Wiesz, że moja znajomość z alkoholami jest raczej kiepska – gdzieś kiedyś tę nazwę na pewno usłyszała, po prostu nie przykuwała do tego uwagi, a dzisiaj jej skupienie było tym bardziej rozproszone, że mogłaby z łatwością zgubić wiele szczegółów, które były dla niej w normalnych warunkach bardzo oczywiste.

Ginny nie miała dużej rodziny, nie miała rodzeństwa, a przez to, ze była tak rozproszona na dwóch różnych kontynentach, na pewien sposób te więzi były jednocześnie dalekie co bliskie. Dalekie, bo nie widzieli się na co dzień, nawet nie raz na kilka miesięcy, ale gdy już miała okazję odwiedzić rodzinę w Anglii, to te spotkania były intensywne. Ich rodzina nie miała wiele szczęścia, jej ojciec osiadł w Egipcie, kuzynka ojca… zaginęła i po prostu w pewnym momencie w domu przestano o niej mówić, żona brata dziadka była… mówili jej, że przeklęta – tyle z tego pamiętała, obecnie już o tym nie rozmawiano, było to wszystko zbyt bolesne. Oczywiście, że pradziadek nie był jej tak bliski jak dziadkowie, ale z drugiej strony nie miała tu nikogo więcej. To nie była norma rodzinna. Jej rodzina nie była normą.

Patrzyła teraz na swoje dłonie, gdy bezwiednie przekładała palce. I dla niej śmierć była czymś absolutnie naturalnym – była w końcu uzdrowicielem z wykształceniem medycznym, była też historykiem i pracowała tutaj, z całym swoim zamiłowaniem do cmentarzy i grobowców, nie znaczyło to jednak, że nie było jej smutno, albo że to zwyczajnie nie bolało.

Pokręciła za to głową w odpowiedzi, bo faktycznie niczego nie potrzebowała. Co najwyżej czasu, by przywyknąć do nowej rzeczywistości, ale to było coś, z czym musiała się uporać sama. Na ten moment nie wiedziała, czego mogłaby jeszcze potrzebować.

– Zauważyłam – mruknęła i odruchowo jedną dłoń przyłożyła sobie do gardła, jakby to miało jakoś pomóc na ten ogień. Miał jednak rację: nie zapomni tego smaku, to z pewnością. Nie mogła też powiedzieć, by go polubiła, ale chyba nie o lubienie tutaj chodziło. A na pewno nie jej i nie w tej chwili.

– Śnił mi się pradziadek – odparła w odpowiedzi. – Próbował mi coś powiedzieć, ale nie był w stanie mówić, albo ja nie rozumiałam… Więc potem tylko się uśmiechał – tuż po wstaniu rano miała wrażenie, że coś będzie z tym dniem nie tka i nie musiała długo czekać, by się o tym przekonać. I niby sen nic nie znaczył, ale jakby się nad tym głębiej zastanowić… – Nigdy wcześniej mi się nie śnił – dodała ciszej.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#8
25.04.2026, 21:04  ✶  
– Chyba mam na ciebie zły wpływ pod tym względem.
Nie żeby regularnie ją upijał, bo to był trzeci raz tej jesieni i za każdym raczej próbowali alkoholu niż się upijali: po jednym kuflu grzańca w Dziurawym Kotle, potem po kolejnym grzanego wina w Hogsmeade, i wreszcie teraz ognista. Z pewnością był to jednak dość gwałtowny skok dla kogoś, kto w Egipcie pewnie pijał z rzadka… chociaż Cathal podejrzewał, że mogło się zdarzyć, bo byłby zdziwiony, gdyby Jamil nigdy nie zaciągnął jej do żadnego podejrzanego miejsca.
– Masz ochotę utrwalić wspomnienie? – spytał, gdy przyznała, że zauważyła, unosząc lekko butelkę, ale i nie wpychając tejże kobiecie siłą. Miał wrażenie, że z Ognistą było tak, że nawet jak absolutnie ją znienawidziłeś, to zwykle po tym pierwszym łyku chciało się wziąć jeszcze jeden, choćby po to, by się przekonać, czy to naprawdę tak pali, i czy po pierwszym nagle przestaje. Nie zamierzał jednak na pewno nikogo zachęcać do picia wbrew własnej woli.
Milczał chwilę po tym, co powiedziała.
Ginny wierzyła w symbole, w karty, w sny. Cathal… Cathal miał podejście trochę dziwaczne, z jednej strony świadom istnienia prawdziwych proroctw, z drugiej wobec wróżbitów raczej nieufny i może nawet odrobinę kpiący wobec pomysłów takich jak przyszłość zapisana na dnie filiżanki czy w kształtach wyrysowanych na kartach. Jego pierwszą myślą było, że sen mógł być przypadkiem, że mogła wiedzieć, że pradziadek podupada na zdrowiu i podświadomie się tym przejmować, że sen był po prostu tego rezultatem. Ale nie mógł zaprzeczyć, że we krwi Trelawneyów tkwiło coś wiedzieć. I że McGonagall śniła o jeziorze, w pobliżu którego, jak się okazało, mieszkali prawdopodobnie jacyś potomkowie Cassandry, którzy zdążyli umknąć z tej wioski.
Nie mógł zaprzeczać i istnieniu trzeciego oka. Widział w akcji potężną widmowidzkę tuż po Hogwarcie, choć jakoś łatwiej było mu zaakceptować spoglądanie w przeszłość niż przyszłość.
I nadmierny sceptycyzm na pewno nie był czymś, czego potrzebowała w tej chwili z jego strony.
– Uważasz, że to nie przypadek? Tylko jakieś przebudzenie trzeciego oka? – zapytał. – Da się to w ogóle w jakiś sposób sprawdzić?
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#9
26.04.2026, 12:24  ✶  

– A czy ja narzekam, albo codziennie chodzę upita? – zły wpływ – jeszcze czego. Owszem, raczej normalnie sama z siebie nie sięgnęłaby po alkohol, bo po prostu nie przychodziło jej to do głowy jako „codzienny napój”, ogólnie jej myśli się wokół tego nie kręciły, ale nie była osobą, która zamykała się na to tylko, co jest jej znane, wręcz przeciwnie. Faktycznie zwykle raczej po prostu próbowali tego alkoholu, a Cal jej się „odgrażał”, że czeka ją tej jesieni próba kilku różnych, ale gdyby miała cos przeciwko, to byłby pierwszym, który by się o tym dowiedział. Rzecz była tylko w tym, że miała raczej słabą głowę, co zresztą mógł zauważyć, gdy w lipcu byli razem w klubie.

Gdyby ją ktoś spytał, to wcale nie wiedziałaby, czy to wpływ Ognistej, że chciała się jeszcze raz upewnić, czy faktycznie tak pali, czy wzbudziła w niej śmiałość (której również na co dzień raczej jej nie brakowało), czy po prostu było jej teraz wszystko jedno. Na pewno chciała, by nacisk na czaszkę od środka zelżał, a czasami alkohol na to pomagał, pytanie tylko, czy to, co się z nią działo, to było stresowe, emocjonalne, czy chodziło jeszcze o coś innego. Ale dlatego właśnie sięgnęła jeszcze po tę butelkę i nikt nie mógłby zarzucić Shafiqowi, że zmusza ją do picia. To była jej własna, świadoma decyzja.

Drugi łyk palił tak samo mocno, Guinevere nawet na moment przymknęła oczy, jakby to miało w czymś pomóc. Nie pomogło. Przyszło jej nawet do głowy, czy jeśli wypije się tego więcej, to zaczyna się zionąć ogniem, lecz jak szybko ją ta myśl nawiedziła, tak szybko wypadła. Minęło za to trochę za mało czasu, by potrafiła orzec, czy jej ten alkohol pomoże, czy nie.

Ale po tym drugim łyku przestawało to mieć jakieś większe znaczenie.

– Jak długo można wszystko tłumaczyć przypadkiem? – odparła, brzmiąc może nawet na trochę zmęczoną, ale nie miała pretensji. To były pytania, które sama sobie zadawała – bo znaki były, tylko uparcie je ignorowała, bo nigdy tego dla siebie nie chciała: ciężaru widzenia kawałka przyszłości. – Nie wiem czy się da. Moja matka… Mówiłam ci, moja matka jest jasnowidzką, cholernie utalentowaną – i popularną, a nie przyjęła nazwiska po mężu, więc skojarzenie z Guinevere nie było oczywiste, gdy sama posługiwała się nazwiskiem ojca, a robiła to właściwie dla wygody, żeby Anglicy, z którymi pracowała, nie musieli sobie łamać języka. – Zawsze twierdziła, że odziedziczyłam po niej talent i że któregoś dnia się przekonam i że go marnuję, ale wolałam uważać, że akurat to się nie sprawdzi. Wiesz, trzecie oko przebudza się najczęściej w wieku nastoletnim, kiedy emocje są takie burzliwe, a ja mam trzydzieści dwa lata, miałam nadzieję, że moment na przełom jest już za mną – ale chyba przyszła pora, żeby przestać się oszukiwać. Przeczucia jakie miała w ostatnich miesiącach, obrazy, które jej się śniły, a które potrzebowała później namalować, żeby oczyścić głowę – to się nasiliło, ale dzisiaj… Dzisiaj czuła, jak boli ją głowa. W sposób, w który nie bolała nigdy wcześniej. I jak trudno, w niektórych momentach, było jej skupić na czymś wzrok.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#10
27.04.2026, 09:27  ✶  
– Ludzie rzadko narzekają na złe wpływy – odparł Cathal, chociaż nie było to stwierdzenie wypowiedziane całkiem na serio, nawet jeżeli głos miał raczej poważny i się nie uśmiechał. Shafiq był człowiekiem specyficznym pod tym względem, że daleko mu było do dobrego człowieka, jakim bez wątpienia była McGonagall, ale nie próbował ciągnąć innych ludzi na złą stronę mocy. Prędzej on i inni w szarej strefie lub już tonący w tej czerni napędzali się nawzajem, ale i to było w tej chwili przeszłością, gdy Ulysses Rookwood, o którego tatuażu nigdy nie rozmawiali, i Leta Crouch, która nie tylko łamała klątwy, ale też je rzucała, znaleźli się tysiące mil od niego.
– Nigdy niczego się nie marnuje, bo żyje się życiem, które samemu się wybrało, zamiast pozwalać, by dyktowali je inni – oświadczył Shafiq. Może nie było to do końca prawda, bo własne wybory potrafiły sprowadzić na manowce, ale Cathal zawsze był spragniony przede wszystkim wolności i nienawidził, gdy ktoś usiłował mu coś dyktować. A Guinevere? Zajmowała się medycyną i historią, i nawet jeśli byłaby najbardziej utalentowaną jasnowidzką pod słońcem, nigdy nie zgodziłby się, że cokolwiek zmarnowała. Nie chodziło tylko o jego sceptycyzm wobec siedzenia i rozkładania kart na związki, bo to przecież interesowało głównie ludzi przychodzących do jasnowidzów, ale zwyczajnie o to, że jego zdaniem to co robiła miało znaczenie. – To nie była przepowiednia, Gin. To było jej życzenie.
Nie samo przebudzenie może, to mogła i przewidzieć, ale przekonanie o marnowaniu?
– Może przebudzenie nie nadchodziło, bo tego nie chciałaś.
Wzruszył przy tym lekko ramionami: jeśli istniała jakaś dziedzina magii, o której wiedzę miał naprawdę żałosną, to tą na pewno było Trzecie Oko. Korzystał czasem ze wsparcia widmowidzów, zdarzało się im znaleźć zapisy starych proroctw, ale nigdy tego nie studiował, nie szukał informacji, nie sięgał po księgi, nie chciał tym zaśmiecać sobie głowy. Nie miał więc pojęcia, czy to faktycznie mógłby być taki przypadek, ale McGonagall brzmiała, jakby uważała to raczej za ciężar niż dar.
– Nie wiem, czy powinienem gratulować, czy wyrazić współczucie? Jeśli mam być szczery, zdaje mi się, że ani to, ani to. Po prostu nadeszło. Nie zdaje mi się, żeby miało zmienić wszystko w swoim życiu. Ale może pomogłoby ci, gdybyś porozmawiała z jakimś jasnowidzem.
Jej matka była jasnowidzką, oczywiście, ale tu w grę wchodziły osobiste więzy i to, że spotkanie z nią w chwili obecnej było trudne. Być może ktoś bardziej obiektywny, kto specjalizował się w jasnowidzeniu, mógł tutaj być lepszym wyborem.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (4932), Guinevere McGonagall (6666)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa