19.06.2026, 23:22 ✶
—25/10/1972—
Obrzeża Kniei Godryka, Dolina Godryka
Sebastian Macmillan & Urd Nordgesim
— Ekhm… A-aaapsik! — kichnął niespodziewanie Sebastian i wtem zatrzymał się, aby zawinąć kraciasty szaliczek nieco szczelniej wokół szyi. Chociaż dzisiaj pogoda w Dolinie Godryka była zaskakująco spokojna, tak po ostatnich intensywnych opadach deszczu mężczyzna wolał nie ryzykować. Jeszcze tego brakowało, żeby rozchorował się przed samym Samhain. — U-Urd? Mogłabyś mi jeszcze raz przypomnieć, co takiego się wydarzyło, że zaczęłaś współpracować z brytyjskim Ministerstwem Magii?
Wbił pytające spojrzenie w tył głowy panny Nordgesim. Ich wspólna wyprawa była dla niego nie lada niespodzianką. Bądź co bądź, jeszcze kilka dni temu nawet nie wiedział, że kobieta przebywała na Wyspach Brytyjskich. Może nie nazwałby jej na tym etapie przyjaciółką, ale koleżanką po fachu jak najbardziej. Poznali się kilka lat temu na jednej z ekspedycji naukowych współorganizowanej między innymi przez zespół badawcze z Anglii i Szwecji; oboje pełnili wówczas rolę ekspertów z dziedziny egzorcyzmów.
Z tego, co pamiętał, wdali się w dość zawiłą dyskusję na temat tego, jakie przedmioty były najlepsze do przechowywania dusz zmarłych i jakie wpływ na całą procedurę miało wykorzystanie naczyń z konkretnych kręgów kulturowych… A teraz przyjdzie nam sprawdzić się w tym w praktyce, dokończył w myślach swoje nieme dywagacje, skracając dzielący go od czarownicy dystans, nim kompletnie dał się zostawić w tyle. Chociaż raczej nie mieli zamiaru zapuszczać się głęboko w Knieję, tak tereny te ostatnimi czasy nie uchodziły za zbyt bezpieczne… I to z dobrego powodu.
— Zgaduje, że doniesienia o tutejszym… incydencie… związanym z Limbo sprzed kilku miesięcy, mogły zachęcić cię do wejścia w tę współpracę — dodał, zerkając z zaciekawieniem na Urd.
Gdyby okazało się to prawdą, wcale by go to nie zdziwiło; na jej miejscu też by rozpalała ciekawość. Bądź co bądź, nieczęsto w mediach pojawiają się doniesienia o tym, że całej grupie czarodziejów udało dostać się do magicznych zaświatów i przeżyć. Dla wielu badaczy nawet znalezienie się w pobliżu miejsca takowego wypadku byłoby nie lada rozrywką. A stąd do Polany Ognisk było stosunkowo blisko…
Czy Sebastiana cieszył fakt, że ponownie znalazł się w okolicy Kniei? Cóż, oddelegowanie do tej sprawy odebrał ze sporą dozą zaskoczenia. Wprawdzie wiedział, że był jedną z lepiej poinformowanych osób w departamencie w kwestii tutejszych wypadków, ale nie spodziewał się, że Ministerstwo Magii tak nagle zarządzi akcję oczyszczenia okolicy z zagubionych dusz. Niepokoiło go to.
Sugerowało to bowiem, że szefostwo szykowało się do jakiegoś przełomu w kwestii Polany Ognisk. A mając w pamięci wizytę w obozie badawczym, trudno mu było wierzyć w to, że Ministerstwem Magii kierowała teraz tylko i wyłącznie dobra wola i współczucie wobec zbłąkanych dusz. Gdyby to było ich priorytetem, to zdecydowaliby się na ten ruch znacznie wcześniej. Jakby na to nie patrzeć, od katastrofy w Kniei Godryka minęło niespełna pół roku.
Czy zamierzał z tego powodu narzekać? Zbuntować się wobec rozkazów z góry? Absolutnie nie. Po tym, co zobaczył ostatnio na Polanie, nie miał zamiaru przepuścić okazji, aby w czasie pracy zobaczyć, co się działo w okolicy. A mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, skomentował bezgłośnie, wydając z siebie po chwili ciężkie westchnienie.
— Niech Matka ma nas dzisiaj w swojej opiece — pomodlił się pod nosem, przyglądając się z krzywą miną linii lasu, do której nieuchronnie się zbliżali. — Ta głusza jest ostatnimi czasy… szalenie niefortunna.
Wbił pytające spojrzenie w tył głowy panny Nordgesim. Ich wspólna wyprawa była dla niego nie lada niespodzianką. Bądź co bądź, jeszcze kilka dni temu nawet nie wiedział, że kobieta przebywała na Wyspach Brytyjskich. Może nie nazwałby jej na tym etapie przyjaciółką, ale koleżanką po fachu jak najbardziej. Poznali się kilka lat temu na jednej z ekspedycji naukowych współorganizowanej między innymi przez zespół badawcze z Anglii i Szwecji; oboje pełnili wówczas rolę ekspertów z dziedziny egzorcyzmów.
Z tego, co pamiętał, wdali się w dość zawiłą dyskusję na temat tego, jakie przedmioty były najlepsze do przechowywania dusz zmarłych i jakie wpływ na całą procedurę miało wykorzystanie naczyń z konkretnych kręgów kulturowych… A teraz przyjdzie nam sprawdzić się w tym w praktyce, dokończył w myślach swoje nieme dywagacje, skracając dzielący go od czarownicy dystans, nim kompletnie dał się zostawić w tyle. Chociaż raczej nie mieli zamiaru zapuszczać się głęboko w Knieję, tak tereny te ostatnimi czasy nie uchodziły za zbyt bezpieczne… I to z dobrego powodu.
— Zgaduje, że doniesienia o tutejszym… incydencie… związanym z Limbo sprzed kilku miesięcy, mogły zachęcić cię do wejścia w tę współpracę — dodał, zerkając z zaciekawieniem na Urd.
Gdyby okazało się to prawdą, wcale by go to nie zdziwiło; na jej miejscu też by rozpalała ciekawość. Bądź co bądź, nieczęsto w mediach pojawiają się doniesienia o tym, że całej grupie czarodziejów udało dostać się do magicznych zaświatów i przeżyć. Dla wielu badaczy nawet znalezienie się w pobliżu miejsca takowego wypadku byłoby nie lada rozrywką. A stąd do Polany Ognisk było stosunkowo blisko…
Czy Sebastiana cieszył fakt, że ponownie znalazł się w okolicy Kniei? Cóż, oddelegowanie do tej sprawy odebrał ze sporą dozą zaskoczenia. Wprawdzie wiedział, że był jedną z lepiej poinformowanych osób w departamencie w kwestii tutejszych wypadków, ale nie spodziewał się, że Ministerstwo Magii tak nagle zarządzi akcję oczyszczenia okolicy z zagubionych dusz. Niepokoiło go to.
Sugerowało to bowiem, że szefostwo szykowało się do jakiegoś przełomu w kwestii Polany Ognisk. A mając w pamięci wizytę w obozie badawczym, trudno mu było wierzyć w to, że Ministerstwem Magii kierowała teraz tylko i wyłącznie dobra wola i współczucie wobec zbłąkanych dusz. Gdyby to było ich priorytetem, to zdecydowaliby się na ten ruch znacznie wcześniej. Jakby na to nie patrzeć, od katastrofy w Kniei Godryka minęło niespełna pół roku.
Czy zamierzał z tego powodu narzekać? Zbuntować się wobec rozkazów z góry? Absolutnie nie. Po tym, co zobaczył ostatnio na Polanie, nie miał zamiaru przepuścić okazji, aby w czasie pracy zobaczyć, co się działo w okolicy. A mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, skomentował bezgłośnie, wydając z siebie po chwili ciężkie westchnienie.
— Niech Matka ma nas dzisiaj w swojej opiece — pomodlił się pod nosem, przyglądając się z krzywą miną linii lasu, do której nieuchronnie się zbliżali. — Ta głusza jest ostatnimi czasy… szalenie niefortunna.