Mogło mieć to coś wspólnego z wrodzonym talentem akurat do tych dziedzin, mogło z faktem, że uznawał je po prostu za bardziej przydatne i chętniej się ich uczył, skoro miał w przeciwieństwie do większości rówieśników bardzo sprecyzowany plan na życie już jako młody chłopak. Poza tym zauraczanie zawsze zdawało mu się… na swój sposób eleganckie.
– Ale to dlatego przedmioty dodatkowe są opcjonalne i od trzeciej klasy… jakoś nie wyobrażam sobie, żeby w moim życiu numerologia przydała mi się kiedykolwiek. A większości ludzi pewnie przydaje się mniej niż nauka gotowania, której też w Hogwarcie nie praktykują. Co do duchów… hm, zdaje mi się, że jednak talenty do tych dziedzin pojawiają się rzadko?
Wywoływanie, egzorcyzmy, były na swój sposób niebezpieczne i też wymagały lat nauki oraz pasji, no i Chris miał wrażenie, że jednak większa ilość ludzi idzie pracować jako sprzedawcy czy krawcy niż egzorcyści. Gabinety spirytystyczne prowadzili albo oszuści, albo jednostki naprawdę posiadające niezwykłe talenty, a przynajmniej tak wydawało się Rosierowi.
– Czekaj… chodzi o te dziwne rzeczy, które działy się w twoim domu? – spytał, już wchodząc na piętro, bo to o kneblowaniu poltergeista brzmiało bardzo specyficzne, a ona opowiadała o podnoszeniu jej do klatki wentylacyjnej. – Jeżeli był choć w połowie tak wredny jak Irytek, to na pewno jakiejś bardzo potężnej. Zmuszenie drania, by dał ci spokój, było trudne, a zamknięcie go pewnie w ogóle by nie wyszło.
Zanim się przyznał, że o niej śnił, zastanawiał się parę sekund, czy właśnie nie robi z siebie idioty, ale ostatecznie nie należał do osób, które by się na takich myślach zapętlały i za bardzo przejmowały.
– Tak, coś takiego! Nie mogę sobie przypomnieć, jak to się nazywa. W sumie śnił mi się już kiedyś gość z czymś takim – powiedział, nie wspominając jednak, że to tego samego dnia, gdy Cressida (jego zdaniem) próbowała włamać się mu do domu, bo trochę głupio byłoby znowu gadać przy Victorii o swojej byłej. – To byłoby niezłe miejsce na pracownię – ocenił, otwierając pierwsze drzwi na górze. Być może kiedyś mieścił się tu jakiś drugi salon. Pomieszczenie zostało całkowicie opróżnione z mebli, ale w tym wypadku to była wręcz zaleta. Dość przestronne, miało dwa duże okna na południe. I tak główną pracownią Chrisa miała pozostać ta u Rosierów, ale potrzebował też czegoś, co zawsze jest pod ręką. – A tu mamy sypialnię… – dodał, otwierając kolejne drzwi. Ta była już umeblowana i wyglądała całkiem dobrze: bardzo duże łóżko, wiekowa, zdobiona szafa i równie wiekowa, pasująca do niej komoda, toaletka, więc pewnie mieszkała tu wcześniej jakaś kobieta, okno jedno, wychodzące, zdaje się, bezpośrednio na ogród. Chris, nauczony doświadczeniem, machnął różdżką, ale gdy szafa i komoda się otworzyły, nie wyskoczyły z nich żadne potwory.
– Zdaniem ojca już zaczęły spływać. Ja raczej nie robię masówki, ale ludzie podobno są… zaniepokojeni po Beltane i Spalonej nocy. Chociaż nie wiem, czego się spodziewają. Przecież te płaszcze nie ochronią przed śmierciożercami, prawda? A to z nimi, nie z duchami mieliśmy problemy…