Z Doliny Godryka wrócili do Ministerstwa Magii, gdzie sporządzili wymagany raport. Znaczy głównie to Victoria sporządzała, ale całe szczęście, Atreus nie zostawił jej całkowicie sam, siedząc z nią przy biurku i podsumowując to, co wycisnęli z siebie podczas patrolu przy Kniei. Nie zmieniało to faktu, że to Lestrange spisywała wszystko. No bo miała ładniejsze pismo (wcale nie dlatego, że mu się nie chciało). Pomijając pracę nad raportem, porozmawiali sobie jeszcze o jednej, dość istotnej chyba rzeczy, a mianowicie samym ostrzeżeniu, które wpłynęło do Ministerstwa i zmobilizowało działania aurorów i brygadzistów. Doszli do dość zgodnych wniosków, że może była to dobra okazja, by odwiedzić kowen Macmillanów przy ulicy Whitecroft. Zawsze warto było się nieco zainteresować i popytać ludzi, których można było tam znaleźć, a jeśli ich rozpoznawalność okaże się problemem to cóż, zawsze mogą tam wrócić po pewnych modyfikacjach i zagonieniu Brenny do roboty.
Aportowali się na dziedzińcu z cichym, charakterystycznym dźwiękiem. Teleportacja łączona nigdy nie była dla Atreusa ulubionym sposobem przemieszczania się, ale chyba po Spalonej Nocy, kiedy wszystko poszło nie tak i zasunął głową Roselyn o ścianę, zdzierając sobie przy tym nogę, tym bardziej jej unikał. Pojawili się więc osobno, w lekkich odstępach, ale kiedy już obydwoje stali pewnie na nogach, Bulstrode zbliżył się do Lestrange.
— No dobrze, to co? Myślisz, że powinniśmy zająć się tylko rozpytywaniem wśród… ludu i normalnych kapłanów, czy uważasz, że arcykapłan też mógłby coś wiedzieć? — widać jednak było po jego minie, że chyba niekoniecznie się garnie do odwiedzania gabinetu Percivala.